Wielka księga

Jeśli się chce mieć profesora Grzegorza Kołodkę, to trzeba go brać razem z jego ekscentrycznością. Bywał ekscentryczny jako student i później, a teraz, będąc międzynarodową powagą naukową, wydał książkę o objętości biblijnej – 1279 stron. Tytuł dużo mówi, o czym ona jest: „Grzegorz W. Kołodko i ćwierćwiecze transformacji”. W przeważającej części składa się z pism byłego ministra finansów o różnym charakterze: artykułów naukowych, programów polityki gospodarczej i reform, a także tekstów publicystycznych. Dzieło zaczyna się długim wywiadem przeprowadzonym przez prof. Pawła Kozłowskiego, a kończy wywiadami Marcina Wojtysiaka-Kotlarskiego z „wybitnymi osobistościami zasłużonymi dla procesu transformacji ustrojowej”, m.in. z Markiem Belką, Marią Jarosz, Andrzejem K. Koźmińskim, Ewą Łętowską i innymi. Dzieło w sposób zamierzony wpisuje się w 25. rocznicę kapitalistycznej demokracji w Polsce. Kołodko był „widzem i uczestnikiem” tej transformacji i chociaż bywa nieraz bardzo krytyczny, to opisuje ją z wewnątrz jako ktoś, kto przemiany współkształtował, ma udział w odpowiedzialności i zasługach. Obca mu jest postawa, jaką przyjął autor ekonomicznych bestsellerów, wykładający w Ameryce Kazimierz Z. Poznański („Wielki przekręt” i „Obłęd reform. Wyprzedaż Polski”). Neoliberałów ze szkoły Balcerowicza, a zwłaszcza jego samego krytykuje nieustannie, ale jest to krytyka, która im szkód nie przynosi. Chroni ich dyktatura trzech frazesów, która głęboko zapuściła korzenie w wielkich mediach oraz wśród studentów: niskie podatki, totalna prywatyzacja, wycofanie państwa z gospodarki. Wymykanie się spod władzy tej dyktatury w praktyce bywa nader częste, ale następuje na prawach wyjątkowości, a więc ortodoksji neoliberalnej nie podważa.

Grzegorz Kołodko był w PRL zwolennikiem reform, ale „Solidarność” mało go pociągała. Był to ruch zbyt populistyczny, a jego przywódcy swoją walkę z systemem „komunistycznym” toczyli tam, gdzie dla nich osobiście było to najbezpieczniejsze, a dla państwa najszkodliwsze, to znaczy na terenie gospodarczym. Fałszywy pieniądz niszczył kraj, a „Solidarność” domagała się więcej pieniędzy przy stałych cenach. Otrzymywała to, czego żądała, i osiągała zamierzony skutek polityczny. Kierowała się – pisze Grzegorz Kołodko – zasadą im gorzej w gospodarce, tym lepiej. Mówiąc dzisiejszym językiem, nałożyła sankcje gospodarcze na PRL. Zniosła je przy Okrągłym Stole. Był przy nim autor księgi, który – jak pamiętam – już wcześniej głosił pogląd, że zmiana ustroju politycznego jest warunkiem głębokich, systemowych reform gospodarczych. Nie przypuszczał jednak, że dominującą rolę w procesie transformacji gospodarczej przejmą doradcy amerykańscy wyznania neoliberalnego i że wprowadzenie takiego kapitalizmu nie napotka oporu ze strony „Solidarności”, która w pierwszym, sierpniowym akcie wystąpiła pod hasłem „socjalizm tak, wypaczenia nie”, a nawet gdyby to hasło było tylko kamuflażem, to przecież nie do wyobrażenia była zgoda na powszechną prywatyzację, paromilionowe bezrobocie i nierówności majątkowe znane tylko z propagandy antykapitalistycznej.

„Solidarność” nie zgodziłaby się na powrót gospodarki kapitalistycznej, gdyby wystąpił on jako proces osobny, wyłączony z innych zjawisk. Ale restauracja kapitalizmu była włączona w powszechniejszą przemianę. Przykryta została euforią obalania PRL, rugowania dotychczasowych kadr kierowniczych, ekspansją religii jako dominującej formy kultury i zajmowaniem przez Kościół czołowej roli politycznej. Ponadto naród został zaabsorbowany wyjętymi z przeszłości dramatami i tragediami, takimi jak Katyń i powstanie warszawskie. Totalna restauracja pozwoliła rozproszyć uwagę mas solidarnościowych w ten sposób, że bezrobocie i nadużycia prywatyzacyjne i reprywatyzacyjne nie rzucały się w oczy jako fakty dużej wagi. Można powiedzieć, że kapitalizm prześliznął się dzięki emocjom narodowym niemającym związku z gospodarką.

Grzegorz Kołodko toczy spór z neoliberałami, ale jest to spór w rodzinie zwolenników gospodarki rynkowej. Jest przekonany, że transformację można było przeprowadzić mniejszym kosztem, z mniejszą krzywdą ludzi pracy i z lepszymi podstawami rozwoju hamowanego dodatkowo przez błędy rządów, zwłaszcza ekipy Jerzego Buzka.

Szykuje się wielkie świętowanie zwycięstwa „Solidarności” w wyborach 4 czerwca 1989 r. Mam pytanie, czy każda partia, która wygra wybory, zdobywa prawo do ogłaszania z tego powodu święta narodowego? Istnieje ważniejsze pytanie, czym jest totalitaryzm (albo komunizm), jeśli może być obalony przez demokratyczne wybory. Nie żartując, powiemy, że trzeba było odbyć pewną drogę, dokonać pewnych reform, aby takie wybory najpierw zaświtały w głowach ludzi sprawujących władzę, a następnie zostały legalnie ogłoszone, przeprowadzone, a ich wynik uszanowany. Przemawia mi do przekonania wypowiedź prof. Andrzeja K. Koźmińskiego: „Wydaje mi się, że podłoże całego procesu znajduje się w latach 70. To był okres, w którym Polska została otwarta na Zachód (…). Sprawiło ono, że świat zachodni uzyskał możliwość pewnego wpływu, nacisku na nasze władze. Co między innymi doprowadziło do tego, że Polska była chyba jedynym krajem w bloku socjalistycznym, w którym istniała tolerowana opozycja [a więc totalitaryzmu już nie było – B.Ł.]. Z tej tolerowanej opozycji wyrosła późniejsza kadra, która dokonała zasadniczego przełomu. Pierwszym kamieniem milowym było »gierkowskie« otwarcie się na świat”.

Za: http://www.przeglad-tygodnik.pl/pl/artykul/bronislaw-lagowski-wielka-ksiega

Prof. Bronisław Łagowski

/ame/

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

0 thoughts on “Wielka księga”

  1. Jaruzelski taki był totalitarysta, a mając pod kluczem wierchuszke “S”, KOR, KPN, i inne pomniejsze organizacje, nie zdecydował się na “zadołowanie”. Co poniektórym nawet nakręcono “uwiarygodniające” filmiki z rzekomego pałowania przez SB … Niektórzy wybitni opozycjonisci i opozycjoniści mieli podczas internowania łatwiejszy dostęp do materiałów pismiennych i prasy, w tym zagranicznej, niz np. ówcześni pracownicy naukowi. Alez był totalitaryzm. A jakie prześladowania. Jak mawiał pewien rabin “… w ch* rżnięcie – też zajęcie…”.

  2. “…naród został zaabsorbowany wyjętymi z przeszłości dramatami i tragediami, takimi jak Katyń i powstanie warszawskie. Totalna restauracja pozwoliła rozproszyć uwagę mas solidarnościowych w ten sposób, że bezrobocie i nadużycia prywatyzacyjne i reprywatyzacyjne nie rzucały się w oczy jako fakty dużej wagi. Można powiedzieć, że kapitalizm prześliznął się dzięki emocjom narodowym niemającym związku z gospodarką. …” – genialne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *