Gdyby mnie spytano o czym marzę, aby się stało w 2026 roku, to wskazałbym dwie rzeczy. Po pierwsze życzyłbym sobie wewnętrznej dezintegracji Unii Europejskiej, skutkującej jej rozpadem. Po drugie, życzyłbym sobie, aby Polacy odsunęli od władzy rządzącą nami po 1989 roku elitę polityczną, którą ironicznie, acz chyba słusznie, określam mianem „elitki infantylno-agenturalnej”.
Proponuję jednak przejść z poziomu marzeń do realnej rzeczywistości. W 2026 roku Unia Europejska raczej się nie rozpadnie, ale mamy szansę zobaczyć początki jej dezintegracji. W kwietniu 2027 roku we Francji odbędą się wybory prezydenckie, gdzie wielkie szanse ma kandydat Rassemblement National Jordan Bardella, więc liczę, że pod koniec 2026 roku będzie już oczywistym faworytem. I oczekuję, że w 2026 roku zobaczę przerażenie na twarzach Emmanuela Macrona i Ursuli von der Leyen, że zwycięstwo Bordelli jest bardzo prawdopodobne i doprowadzi do dezintegracji Unii Europejskiej. Pamiętajmy, że UE może istnieć bez Polski czy Węgier, nawet bez Wielkiej Brytanii, ale nie bez Francji i Niemiec.
Mam nadzieję, że w 2026 roku Unia Europejska będzie raz za razem przegrywać to, co się tylko da. Mam nadzieję, że – wbrew salonowym Makiawelom z Brukseli, Paryża i Berlina – Donald Trump wymusi zawarcie pokoju na Ukrainie, patrząc z uśmiechem na przywódców europejskich i mówiąc im, w tych czy innych słowach, że „nic nie znaczycie” i powtarzając przy okazji swoje słynne już słowa, iż „nie macie żadnych kart”. Mam nadzieję, że Trump i Władimir Putin zawrą strategiczne partnerstwo przeciwko Unii Europejskiej, zapowiadane wprost w amerykańskiej Strategii Bezpieczeństwa Narodowego, i zgodnie ogłoszą „Consummatum est!”. Mam także nadzieje, że z amerykańską zachętą wzmocni się sojusz w miarę zdrowych państw broniących zasady państwa narodowego, takich jak Włochy, Polska, Czechy, Słowacja i Węgry (przy okazji mam nadzieję, że Wiktor Orban jednak wygra kwietniowe wybory parlamentarne i utrzyma się przy władzy).
Niestety, nie ma co oczekiwać na podobny przełom w Polsce w 2026 roku. Obecny rząd będzie trwał w zastoju, składając hołdy Berlinowi i Brukseli. Nie wierzę we wcześniejsze wybory, gdyż koalicja rządząca mogłaby na nich tylko stracić, stracić po nich władzę. Nie wierzę także w otrzeźwienie naszej elitki infantylno-agenturalnej. Donald Tusk będzie realizował politykę Berlina, a mąż Anne Applebaum politykę Londynu. Niestety, ani Karol Nawrocki, ani Jarosław Kaczyński nie przetrą oczu i nie dostrzegą tektonicznej zmiany w światowej geopolityce, gdyż popierając alians ze Stanami Zjednoczonymi wyprą ze świadomość fakt, że doszło do odwrócenia sojuszy, w wyniku czego Waszyngton i Moskwa stały się partnerami przeciwko Brukseli. Obsesje antyrosyjskie, intelektualny mix antykomunizmu z antyrosyjskością nie pozwoli im realnie spojrzeć na świat. Stąd musimy liczyć na tych, którzy pochodzą spoza układu KOPiS, czyli na Koronę Brauna i Konfederację Mentzena. Korona jest partią rosnącą i realnie patrzącą na to, co dzieje się w polityce światowej. Konfederacja jest mocno oportunistyczna, lecz nie jest mentalnie uwięziona w postsolidarnościowej geopolityce, więc istnieje duże prawdopodobieństwo, że oportunistycznie podczepi się pod nowy układ sił na świecie. Mam przeto nadzieję, że poparcie dla skompromitowanego i miotanego coraz głośniejszymi sporami frakcyjnymi PiS-u nadal będzie spadać, a Korona i Konfederacja będą jego kosztem rosnąć.
No i, na sam koniec, marzenie marzeń na 2026 rok: kompletnie nie rozumiejący współczesnego świata Jarosław Kaczyński zapłacze się z powodu partnerstwa amerykańsko-rosyjskiego i dołowania PiS w sondażach, co skłoni go do pójścia na (nie)zasłużoną emeryturę, uwalniając Polskę od obciążenia swoją osobą.
Adam Wielomski



Cala ta Le Pen nie chce konca UE , chce tylko wiecej dudkow dla Francji z tego interesu. Ona tez ma fiola na punkcie myslenia , ze Francja sama sobie nie poradzi , wiec lepsze jest miejsce zaraz za Niemcami w UE. Polacy tego nie rozumieja , ale oni wszyscy wiedza , ze sukces ich panstw polegal na wyzysku kolonii . To jest czescia ich, mieszkancow zachodniej Europy , tozsamosci. Upadek UE nastapi w zwiazku z upadkiem dolara. Euro jest powiazane z dolarem i upadek jednego pociagnie upadek drgiego . Oczywiscie to dziala tylko w jedna strone. Upadek euro dla Polski oznacza brak kasy na finansowanie agentury i roznych lapowek dla umilowanych przywodcow. To spowoduje kryzys zaufania u umilowanych przywodcow do tych roznych oficerow prowadzacyh . Wtedy zalamie sie system kolonialny w Polsce i wtedy otworzy sie szansa dla Polski. Oczywiscie Chiny i Rosja rusza ze swoimi lapowkami , ale nie do wszystkich i pewnei troche zajmie czasu zanim wszystko na nowo sie ugniecie. Wszystko zalezy od nas i wszystko zadzieje sie w naszym karju
Wystąpienie to jest ewidentnym dowodem, że nerwowość rośnie w układzie postkorowsko-korwinowskim. Pojawiają się poważne trudności z wyprowadzeniem Polski z UE – tj. polexit, a w konsekwencji pełne ustanowienie Polin, a zwłaszcza Ukropolin się oddala. Największą przeszkodą jest już ewidentnie antysyjonistyczna, a profolkistowska ( kto ma wiedzieć ten wie) niemiecka rządząca elita, która odnosi coraz większe sukcesy w budowaniu IV Rzeszy i podporządkowywaniu sobie gospodarczym Polski (szerzej: całej Europy Środkowo-Wschodniej). Właśnie ten faktyczny konflikt niemiecko-poliński pozwala jeszcze na istnienie formalnie niepodległego, choć faktycznie kompradorskiego, państwa polskiego. A to jest wprost nie do zniesienia dla „elity polińskiej”. Co więcej, nawet doszło do tego, że w pełni korowski (100% lewicy laickiej i katolickiej) rząd M. Morawieckiego w 2023 roku został przez to „nierozumne” społeczeństwo polskie obalony, a w rządzie „Oskara” Tuska, postkorowcy mają marne 2 – 3 stanowiska ministerialne. Prawie czysta katastrofa. Ratunek w „hurranarodowcu” Braunie (na co, w tak trudnej sytuacji postkorowcy mu pozwolili), który wreszcie przeprowadzi polexit i wszystko wróci do normy tj. do powstania „Rzeczypospolitej Polińskiej”. A ja mówię wprost: Polacy jacy są, tacy są, ale do tego nie dopuszczą.
Jaki mają sens sformułowania ,,układ postkorowsko-korwinowski”? Pisze Pan w taki sposób, że już wszystko wiadomo. To o Panu można pisać: ,,układ postberlińsko-europejski”. Hurranarodowiec Braun? Czyli nie ufamy nikomu, trzymamy się Tuska (taki postniemiecki katechon), siedzimy w Unii i… jesteśmy formalnie niepodlegli. A to, że degrengolada postępuje?
Układ postkorowsko-korwinowski to skrótowa i jednoznaczna nazwa groźnego i dobrze znanego z przeszłości powojennej antypolskiego układu, dominującego własnie w „niepodległej” III RP, zwłaszcza w jej władzach i życiu politycznym oraz społecznym. Z tym układem walczy polska, narodowa podmiotowość polityczna o w pełni suwerenne i niepodległe państwo polskie. Dlatego, ktoś, kto trywializuje tę kwestię, obrzuca interlokutora prześmiewczymi, nic nie znaczacymi pojęciami np. ,,układ postberlińsko-europejski”, potwierdza przynależność do tego wrogiego układu, realizując określone zadania w poszczególnych środowiskach np. w tzw. prawicy wolnościowej Korwina-Mikke, zastąpionego właśnie przez młodszego G. Brauna. Cały problem w tym, że środowiska te, głęboko zakamuflowane, udające polskich narodowców, chadeków, konserwatystów „urzędowych endeków”, są coraz bardziej rozpoznane przez społeczeństwo polskie, stąd ich wściekłość, wyśmiewanie adwersarzy, etykietowanie (tak jak teraz robi się ze mną), wrzask medialny. Wszystkie obecne propozycje polityczne np. prof. Wielomskiego idą w kierunku wyjścia Polski z UE i budowania „państwa polskiego” choć zadaje on sobie sprawę, że w społeczeństwie polskim nie ma na tyle sił politycznych by budować to polskie państwo. Wie on, że wśród społeczeństwa polskiego są świetnie zorganizowane „polskie siły polityczne”, które narodowi polskiemu pomogą zbudować to nowe, suwerenne państwo polskie, które tylko przez przypadek będzie nosiło nazwę: Polin lub Ukropolin. Ale w tej sytuacji, świadomi reprezenanci polskiej podmiotowości politycznej wybierają realizm polityczny, którego celem jest przetrwanie narodu polskiego jako takiego, a jednocześnie ich samych, gdyż oni nie mają wujków w Nowym Jorku i muszą być na dobre i złe nad Wisłą wraz ze swoimi rodzinami. Dlatego czasowo wolą UE niż „wolne, suwerenne państwo Polin”, w którym Polacy będą wprost tesknić za swobodami jakie mieli w III RP będącej w UE. No cóż, analizy polityczne potrafią przeprowadzać nie tylko postkorowcy, ale i świadome grupy polskiej inteligencji narodowej, działającej na rzecz polskiej podmiotowości politycznej, czyli na rzecz ratowania siebie i swoich bliskich. Stąd np. postkorowcy – korwinowcy nie będą już bezkarnie rzucać nas w odmenty polexitu, a następnie Polin lub Ukropolin. My też już mamy potężne możliwości oddziaływania na polską, narodową świadomość polityczną. Przewiduję więc wielkie trudności z wyprowadzeniem Polski z UE (jako mniejszego obecnie zła), i stworzeniem Polin i Ukropolin (dla Polaków zupełnej katastrofy narodowej).
Wolne i suwerenne państwo polskie – oto cel dalekosiężny. Nie ma alternatywy: być w UE, to patriotyzm albo Polin, Ukropolin. Są inne wyjścia.