Wielomski: Emmanuel Macron i “renesans europejski”

W 28 krajach Unii Europejskiej ukazał się artykuł prezydenta Francji Emmanuela Macrona, w którym przedstawił swój plan europejskiego renesansu. A więc, rewizja traktatów unijnych, Europejska Rada Bezpieczeństwa, wspólna armia, cenzura Internetu, jednolite prawo w sprawie migracji, i szereg innych postulatów. Jeśli to ująć w skrócie, tak Emmanuel Macron widzi europejskie odrodzenie. Sputnik omówił artykuł, a właściwie program francuskiego prezydenta z politologiem, profesorem Adamem Wielomskim.

— Myślę, że to jest część szerszej koncepcji niemiecko-francuskiej, która prezentowana jest już od dłuższego czasu. Zmierza ona w kierunku stworzenia z dotychczasowej Unii Europejskiej, czyli organizacji państw mającej charakter, nazwijmy to, konfederacyjny, państwa federalnego. Tego typu projekty pojawiały się w Niemczech już wcześniej. Mało kto pamięta, że projekt taki przedstawiła opozycyjna wówczas SPD następnego dnia po referendum w Wielkiej Brytanii w sprawie Brexitu. Niemieccy socjaldemokraci uznali, że ponieważ główny hamulec integracji Unii Europejskiej, czyli Wielka Brytania wychodzi z Unii, to nie ma już żadnych przeszkód do powołania państwa ogólnoeuropejskiego.

Myślę, że Emmanuel Macron idzie w tym samym kierunku. Jest to zresztą szerszą tendencją francuskiej polityki zagranicznej, która w Polsce jest słabo znana i mało rozumiana, a której istotą jest odtworzenie świata wielobiegunowego tak, aby w stosunkach międzynarodowych obok Stanów Zjednoczonych istniały takie bieguny potęg, jak Rosja, Chiny, czy też Unia Europejska.

Dziś polityka niemiecka i francuska, przynajmniej rządzących w tej w chwili elit w obydwu krajach, jest zgodna co do tego, że ani Francja, ani Niemcy nie są w stanie samodzielnie odgrywać roli bieguna o takim potencjale ekonomicznym i politycznym jak na przykład Stany Zjednoczone.

Należy również wspomnieć nie dostrzeżony w Polsce niedawny traktat francusko-niemiecki, który wyraźnie zapowiadał to, co teraz zaproponował Emmanuel Macron: jest tam mowa o wspólnej armii europejskiej, o regionalizacji państw, współpracy przygranicznej. Oznaczał on negację przez Francuzów z dotychczasowej tradycji państwa jednego i niepodzielnego i przekształcenia Francji we Francję regionalną, na wzór niemieckich landów.

  — Przewodniczący Rady Europejskiej na Twitterze poparł postulaty polityki europejskiej przedstawione przez Macrona. Donald Tusk ocenił też, że wszyscy, którym zależy na Unii Europejskiej, powinni współpracować w trakcie wyborów do Europejskiego Parlamentu. Zaś jeśli wnioskować z publikacji w Polityce, to polska prawica jest przeciw reformom według Macrona. Jak pogodzić te dwa stanowiska?

— Polskie elity polityczne jako całość nie zajmowały w tej kwestii jednolitego stanowiska, dlatego, że przyjmują całkowicie dwie sprzeczne orientacje geopolityczne, które, w moim przekonaniu, warunkują podstawowy podział na polskiej scenie politycznej, szczególnie w jej części posolidarnościowej, mianowicie, na Platformę Obywatelską i Prawo i Sprawiedliwość. Otóż, PO przyjęła założenie, że głównym partnerem Polski w polityce zagranicznej są Niemcy i Francja, które razem tworzą, nazwijmy to szumnie, „neokaroliński projekt imperium europejskiego”.

Tymczasem PiS widzi siebie jako partię wpływów amerykańskich w Europie. Stany Zjednoczone nie są, oczywiście, zainteresowane w wyrośnięciu takiego bieguna, skierowanego również przeciwko ich potędze. W takiej sytuacji PiS będzie zdecydowanie opowiadało się przeciwko projektom politycznym zjednoczenia Europy. Ale zwracam tu uwagę, że tylko pewnym projektom politycznym. PiS, na przykład, chce wspólnej polityki europejskiej w sferze gazowej, co oznacza akceptację zjednoczenia ekonomicznego, a także pewnych postulatów politycznych, które nad tym zjednoczeniem ekonomicznym musiałyby czuwać.

Myślę, że PiS będzie opowiadać się przeciwko projektom tworzenia jakiejś wielkiej biurokratycznej „czapy politycznej”, wspólnych instytucji unijnych, rządu Unii Europejskiej czy Rady Bezpieczeństwa Unii Europejskiej, wspólnej europejskiej armii, za czym opowiadają się Niemcy i Francuzi.

 — Załóżmy jednak, że plan „europejskiego renesansu” został przyjęty. Ale czy z tego powodu uzależnienie Unii od Stanów Zjednoczonych się zmniejszy, czy nie?

— Myślę, że program ten nie zostanie przyjęty w tej Unii Europejskiej, jak ona obecnie wygląda. Stąd też Niemcy i Francuzi od pewnego czasu mówią o Europie tak zwanych „dwóch prędkości”. Na „prędkość pierwszą” miałyby się składać kraje zachodnie, kierowane przez Niemcy i Francję. A kraje Europy Środkowo-Wschodniej, zorientowane w zasadzie na Stany Zjednoczone, miałyby w tym programie nie uczestniczyć.

Podstawowy dylemat w tej chwili polega na tym, czy Polska będzie w jednym szeregu ze „starymi” krajami UE, czy w oparciu o Stany Zjednoczone będzie budowała Trójmorze?

Myślę, że nastąpi powolna dezintegracja Unii Europejskiej. Nie wierzę w to, żeby powstała jednolita Unia Europejska z tych wszystkich krajów członkowskich, które ona w tej chwili liczy i które przyjęłyby projekt „renesansu europejskiego”. Projekt Macrona jest skierowany do takich państw, jak Francja, Niemcy, Benelux, ewentualnie Hiszpania i Włochy.

https://pl.sputniknews.com

[Głosów:8    Średnia:5/5]
Facebook

6 thoughts on “Wielomski: Emmanuel Macron i “renesans europejski””

  1. UE nie wyjdzie już z kryzysu zadłużenia i kryzysu związanego z przyjęciem euro. Kryzys ekonomiczny będący następstwem błędnych decyzji rozsadzi strefę euro. Nastąpi powrót do walut narodowych przy 30-40% spadku siły nabywczej nowych walut najsłabszych państw, w tym Włoch. Włoscy politycy zresztą mówią już otwarcie o dyktacie Brukseli, która doprowadziła kraj do krytycznej sytuacji. Tylko Niemcy mogliby uratować sytuacje, gdyby wydali około 1000 miliardów euro na ratowanie bankrutującego południa.

    1. Akurat Włoch, Grecji, czy Francji nie ma co bronić, bo są to soclandy, kraje antyrynkowe, w których dość silną pozycję miały partie komunistyczne. Dowodzi tego Index od Economic Freedom 2019:

      7. United Kingdom – 78,9

      24. Germany – 73,5

      71. France – 63,8

      80. Italy – 62,2

      98. Russia – 58,9

      100. China – 58,4

      104. Belarus – 57,9

      106. Greece – 57,9

      Widać jak na dłoni, że Francji, Włochom i Grecji zdecydowanie bliżej do takich oaz “kapitalizmu”, ” liberalizmu” i “wolnego rynku”, jak Rosja, Chiny i Białoruś, aniżeli do Niemiec, czy autentycznie kapitalistycznej Wielkiej Brytanii. Grecja, to już w ogóle ciężki przypadek. W takiej sytuacji, jeśli Niemcy, UE, MFW, czy USA psioczą na tych maruderów, to mają rację, bo kapitaliści powinni masakrować socjalistów, straszyć ich sankcjami i atomem.

    2. (…)Nastąpi powrót do walut narodowych przy 30-40% spadku siły nabywczej nowych walut najsłabszych państw, w tym Włoch.(…)
      Znajdż mi Włocha, który w imię wolności wyjmie sobie z kieszeni Euro i włoży sobie śmiecie?

  2. Niestety, widzę, że główny problem z orientacją geopolityczną ma nie Donald Tusk, czy Jarosław Kaczyński, ale właśnie redakcja portalu konserwatyzm.pl. Wiadomo, że polityka “równego dystansu” względem państw ościennych nie zdała egzaminu. W związku z tym trzeba się opowiedzieć po stronie USA, Niemiec, lub Rosji. Trzeba także brać pod uwagę fakt, że Niemcy i USA są nadal w NATO, na terenie Niemiec stacjonują wojska amerykańskie, a wymiana handlowa Niemiec z USA jest jedną z największych na świecie. Wymiana niemiecko-rosyjska jest zdecydowanie mniejsza, zaś rosyjsko-amerykańska – znikoma. Militarnie, to Rosja a nie Niemcy, stanowi dla USA problem. Co w takim układzie proponuje redakcja konserwatyzm.pl? Wielobiegunowość świata? Przecież ta wielobiegunowość, którą dość mocno propaguje Rosja, pozwoli odrodzić się niemieckiej potędze. Skoro Polska jest raczej w niemieckiej niż w rosyjskiej strefie wpływów, to staje się jasne, że wielobiegunowość spowoduje jeszcze silniejszą wasalizację Polski względem Niemiec. I tu jest problem, bo jak się poczyta konserwatyzm.pl, to można dojść do wniosku, że niemiecki imperializm, volkizm i cezaryzm są największym zagrożeniem dla Polski – większym niż Rosja, czy USA ze swoimi bazami, patriotami i hamburgerami. I co w takiej sytuacji? Rozumiem, że najlepiej zbudować Układ Warszawski 2.0 i RWPG 2.0, który pozwoli Polsce wyemancypować się spod wpływów niemieckich? Sęk w tym, że taki układ, najprawdopodobniej spowoduje odnowienie starych, zimnowojennych sojuszy i znów USA z Niemcami znajdą się w zwycięskim, kapitalistycznym bloku, natomiast Polska z Rosją pogrążą się w neofeudalnym, skorumpowanym bagnie. Na użytek dyskusji proponuję stworzyć listę polskich partii politycznych wraz z uporządkowanym hierarchicznie stosunkiem względem trzech potęg (od opcji najbardziej pożądanej do najmniej): USA, Niemiec i Rosji. Wstępnie, mogę pomóc:

    PiS:
    1) USA,
    2) Niemcy,
    3) Rosja;

    PO:
    1) Niemcy,
    2) USA,
    3) Rosja;

    Korwin:
    1) Rosja,
    2) USA,
    3) Niemcy.

    Sprawa Korwina jest o tyle ciekawa, że jeszcze 15 lat temu byłaby to kolejność:
    1) USA,
    2) Rosja,
    3) Niemcy.
    Jest ona o tyle trudna do utrzymania, że państwa zachodnie zajmują w niej skrajne pozycje, rozdzielone Rosją, która pochodzi z innego bloku. Po prostu nie da się w ten sposób grać, bo Niemcy i USA zawsze będą obok siebie (pozycje 1 i 2, lub 2 i 3). W związku z tym, chcą się przeciwstawić Niemcom, trzeba też – z konieczności – podkopać nieco pozycję USA. Można tego dokonać jedynie w sojuszu z Rosją.

    1. Nie chodzi o to, aby nie być w sojuszu z Zachodem, ale nasz status w tym sojuszu.
      1. Pierwszy problem to rozchodzące się drogi USA i Niemiec oraz walka tych potęg o wpływy w Polsce.
      2. Drugi problem to zasada podległego statusu Polski wobec USA czy Niemiec. Obydwa państwa chcą nas widzieć w swojej strefie wpływów a nie jako równoprawnego partnera.
      3. Wreszcie potraktowanie nas jako zdobycz po 1989 r., co wiązało się ze zniszczeniem naszej bazy przemysłowej, które można porównać tylko ze skutkami wojny. Tak się nie postępuje z sojusznikiem.

    2. >Niestety, widzę, że główny problem z orientacją geopolityczną ma nie Donald Tusk, czy Jarosław Kaczyński, ale właśnie redakcja portalu konserwatyzm.pl.<

      Portal Konserwatyzm.pl nie jest siłą decyzyją i ewentualne problemy orientacji geopolitycznej tego portalu na nic ne wpływają. Zaś ideologiczne zamieszanie Kaczyńskiego czy Tuska już będzie miało wpływ na nasze kieszenie a nawet życie. I dlatego nas te ewentualne problemy portalu konserwatyzm.pl nie powinny obchodzić! Bo to jest nieważne!

      Dalej mamy tutaj sianie fermentu przeciwko Rosji. Rosja zagraża USA militarnie? Spójrz na mapę baz USArmy oraz na budżet wojskowy USA oraz Rosji. Rosja USA nie zagrażają militarnie. Ba! Żaden kraj świata nie zagraża militarnie USA. W oficjalnej propagandzie Stany Zjednoczone Ameryki mają być militarnie zagrożone przez kraje jak np. Korea Północna – już widzę, jak wojska Kima dokonują oblężenia Nowego Jorku albo naloty dywanowe nad Phoenix. Albo czy Rosja mogłaby dokonać desantu na Kalifornię i Alaskę? Ludzie! Żaden kraj nie ma mocy, by zagrozić militarnie USA. W chwili obecnej największym problemem dla USA jest widmo wojny rasowej (napięcia międzyrasowe i międzyetniczne w USA nieustannie rosną; próby ich uspokajania redukują napięcie jednak redukcja nie jest pełna względem stanu sprzed jakiegoś incydentu) oraz zapaści gospodarczej (kto w latach 90 by uwierzył, że General Motors będzie żebrać o pomoc od rządu federalnego!).

      Co zaś się tyczy Niemiec. Teraz Polacy patrzą na ten kraj tak, jak w czasach międzywojnia. Że to jest armia-śmiechu, gdzie co chwila wychodzi jakaś śmieszkowa informacja (czy to czołgi z kartonu czy to niesprawność dużego procenta floty czy co innego). Jednak Niemcy mają taką bazę przemysłową, że gdyby potrzebna była militaryzacja przemysłu, to w przypadku wojny obronnej (bez użycia broni ABC) to Niemcy obroniłyby się przed inwazją USA.

      Nie należy też wierzyć w jakiś jednolity Blok Zachodu. NATO powstało jako forma konfederacji obronnej przeciwko potędze ZSRR. I to ten strach był głównym spoiwem państw Zachodu. Sytuacja z NATO przypomina sytuację ze Związkiem Morskim – wpierw niby sojusz równych, a potem jedna strona staje się hegemonem, jawnie traktując mniejszych członków jako tych gorszych, służalczych (nie chce mi się szukać szczegółów, ale Ateny dokonały nawet inwazji na członka Związku i zniewolili wszystkich jego obywateli). Nie ma bloków czy interesów bloku – są tylko egoistyczne interesy państw.

      Zaś głównym zagrożeniem dla Polski, w dłuższej perspektywie, jest… rozmycie, rozpuszczenie (jak zwał tak zwał). Chodzi o to, że w większości projektów Polska po prostu nie istnieje jako Polska. Polacy nie istnieją jako Polacy. I z tym nic się już chyba nie da zrobić, bo przez te dekady nie udało się utworzyć jakich związków by komuś "Polska/Polacy/Polskość była potrzebna". Są inne konstrukcje społeczne, w których mamy być rozmyci. Ot po prostu staniemy się niczym Celtyberowie względem Rzymian – pochłonięta masa dla większego. Kryzys aktualnego świata nadchodzi, coś z tego się zrodzi a my nie mamy żadnych mocy na zachowanie status quo. Jednakże nie mamy też żadnych mocy, by w nowym świecie mieć status Greków w Imperium Rzymskim – by funkcjonować równolegle, z zachowanym jakiś szacunkiem i autonomią. Bardziej chyba staniemy się Celtyberami, którzy niby stawią opór ale szybko zasilą masę główną. Ale tego nie widzi nikt z domorosłych pseudo-humanistów czy pseudo-znawców geopolityki 🙂 Mi się wydaje, że tacy to po prostu za dużo grają w gry komputerowe typu Europa Universalis. Bo niektóre prezentowane przez nich mechaniki funkcjonowania świata są jakby z tych gier wyciągnięte…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *