Wielomski: Europa 1000 Liechtensteinów

 

W dyskusjach nad prawomocnością/bezprawiem prób dokonywanych przez separatystów celem oderwania Katalonii od Hiszpanii – w stosunku do których to zamiarów nie ukrywam swojej wrogości – podnoszony jest przez moich oponentów postulat „Europy 1000 Liechtensteinów”. Miałaby to być libertariańska i „wolnościowa” odpowiedź na statolatrię i kult państwa narodowego, które prowadzi do etatyzmu i socjalizmu pośród którego przyszło nam żyć. Prawdę mówiąc, początkowo argument o „1000 Liechtensteinów” uważałem za tak utopijny, że szkoda mi było czasu na polemikę z nim. Jednak popularność tej idei w części naszego środowiska zmusza mnie, aby to uczynić.

Nie będę tutaj wchodził w klasyczną konserwatywną narrację o państwie i o władzy Dei Gratia, ponieważ język ten do liberarian wydaje się nie przemawiać, a nie ma sensu przekonywać przekonanych. Wspomnę tylko, że sam projekt nie jest nowy, a został stworzony przez dziewiętnastowiecznego francuskiego anarchistę Pierre’a Proudhona (Du principe fédératif et de la nécessité de reconstituer le parti de la révolution, Paris 1863). W związku z tym ograniczę się do wskazania 2 prostych argumentów praktycznych unicestwiających tę konstrukcję.

Po pierwsze, podzielenie tradycyjnych europejskich państw narodowych na „1000 Liechtensteinów” oznacza wojnę wszystkich ze wszystkimi, niczym w Lewiatanie Thomasa Hobbesa. Zakładając nawet – co samo w sobie jest utopią – że ludzie chcieliby podzielić swoje dotychczasowe państwa na małe jednostki terytorialne, od razu pojawia się problem ich granic. Granice etnograficzne i administracyjne nie pokrywają się wzajemnie. Na pograniczach „1000 Liechtensteinów” wybuchną setki sporów granicznych o przynależność poszczególnych miejscowości i wiosek do nowych wspólnot, szczególnie wtedy, gdy preferencje samych autochtonów rozdzielą się po połowie. Szczególnie intensywne spory dotyczyłyby miejsc wydobywania paliw płynnych, cennych obiektów i miejsc, fabryk dających miejsca pracy, etc. Podział graniczny rzutowałby bowiem na poziom życia poszczególnych wspólnot, a więc doszłoby do krwawej walki o zasoby. Obserwujemy to dziś w Katalonii, z której masowo uciekają wielkie i średnie firmy oraz banki – nawet te o katalońskich nazwach.

Po drugie, idea „1000 Liechtensteinów” mogłaby zaistnieć jedynie w przypadku stworzenia świata „10.000 Liechtensteinów”. Gdyby rozproszkować Europę z dotychczasowych państw na maleńkie wspólnoty, to byłyby one bezbronne w stosunku do tych państw na kontynencie lub na świecie, które nie uległyby podobnym podziałom. Gdyby Unia Europejska przemieniła się w „1000 Liechtensteinów”, to czołgi rosyjskie, amerykańskie, chińskie a nawet ukraińskie mogłyby w ciągu tygodnia zdobyć cały kontynent, nigdzie nie napotykając poważnego oporu. Pamiętajmy, że potęga państwa ma 2 wymiary: 1/ obiektywny, wynikły z liczby ludności, PKB i siły militarnej własnej; 2/ relacyjny, wynikły z porównania własnego potencjału z sąsiadami i ewentualnymi przeciwnikami. Z punktu widzenia militarnego, ekonomicznego i politycznego „1000 Liechtensteinów” byłyby zupełnie bezbronne wobec jakiegokolwiek mocarstwa. To sytuacja analogiczna jak u Karla Marxa: rewolucja komunistyczna będzie albo światowa, albo zakończy się klęską, jeśli wybuchnie w jednym kraju, który jednostronnie zniesie własność, armię i inne instytucje państwowe.

Aby nie być gołosłownym, załączam do tego tekstu mapę. Pochodzi ona z 1945 roku i była kolportowana za pośrednictwem jakiegoś propagandowego pisemka dla żołnierzy Waffen SS – głównie dla zdrajców zakładających niemieckie mundury. To mapa przyszłej Europy, po zwycięstwie Hitlera. Nie ma na niej państw narodowych, a wszystkie dotychczasowe zostały podzielone na „etnie”, czyli na „1000 Liechtensteinów”. To projekt wielkiej federacji europejskiej, ze stolicą w Wiedniu, którą obiecuje swoim wieloetnicznym ochotnikom z Waffen SS III Rzesza. Kto będzie rządził „1000 Liechtensteinów” z Wiednia? Mapa nie daje odpowiedzi, ale to rzecz oczywista: Adolf Hitler.

Likwidacja państw narodowych i ich rozproszkowanie to ukryty pomysł na wprowadzenie zamordyzmu ogólnoeuropejskiej władzy centralnej. Warto zapamiętać, że ideę „1000 Liechtensteinów” wymyślono w Berlinie. Dziś oficjalną stolicą „1000 Liechtensteinów” byłaby Bruksela.

Adam Wielomski

Tekst ukazał się w tygodniku Najwyższy Czas!

[Głosów:20    Średnia:3.9/5]
Facebook

6 thoughts on “Wielomski: Europa 1000 Liechtensteinów”

  1. No, właśnie. Hobbes zmyślał. Poza tym faktycznie Liechtenstein nie jest łakomym kąskiem. Nie byłby też teren kaszubski, kataloński, szkocki itd itp. Inkryminowana idea jest miła każdemu , kto zdaje sobie sprawę, że im większe panstwo tym większe możliwości czynienia zła tj. ekspansji władzy, sterowania światowa polityką, zbrojeń i potencjału wielkich konfliktów zbrojnych, ograniczania wolności obywateli. Obfita konkurencja rożnych systemów politycznych, gospodarczych i fiskalnych też kusi. Tak. Idea tysiąca L. pociąga. Inna rzecz, że raczej nie do zrealizowania : opór wielkich państw, upór państwowców oraz mentalność miażdżącej większości to olbrzymie przeszkody. Ale, może …małymi kroczkami..korzystając z powolnego rozpadu UE i osłabienia najsilniejszych na kontynencie ( imigranci , muslimy..)

  2. (…)Ale, może …małymi kroczkami..korzystając z powolnego rozpadu UE i osłabienia najsilniejszych na kontynencie ( imigranci , muslimy..)(…)
    Akurat… separatyści nadal chcą należeć do UE, a Brytyjczykom coś te wychodzenie na nową drogę życia coś nie wychodzi.

    1. Nie rozumiem : ani nie pisałem, że separacja gwarantuje sukces, ani nie sugeruję, że separatyści dążą do wyjścia z UE. Uważam jedynie, że przyszłość kontynentu może ( tylko: może ) sprzyjać rozpadowi dużych organizmów państwowych.

  3. (…)Uważam jedynie, że przyszłość kontynentu może ( tylko: może ) sprzyjać rozpadowi dużych organizmów państwowych.(…)
    No cóż… Europa nie ma zbyt wielkich tradycji dużych organizmów państwowych.

  4. @P. Lub Europa już w gruncie rzeczy była “zlepkiem tysiąca Liechtensteinów”, kiedyś zamieszkiwały ją jakieś prymitywne plemiona i z nich właśnie wyewoluowały europejskie państwa. Jeżeli by się ponownie rozpadła na drobne regiony, to sytuacja by się powtórzyła. Małe organizmy są dobre na czas pokoju, wtedy pewnie rzeczywiście mają większe szanse na dobry rozwój gospodarczy, niż duże, ale będą łatwe do podbicia w czasie wojny. Więc jest potrzeba znalezienia jakiegoś rozwiązania pośredniego. Być może dobrym pomysłem jest państwo federacyjne, USA i Niemcy – dwa bardzo potężne państwa – właśnie takie są.

    1. Dużo bardziej podawały mi się USA gdy były jeszcze federacją, No , nie państw tylko stanów, teraz niestety ewoluują w kierunku państwa federacyjnego, a nawet dalej : budżet i ujednolicanie postępuje 🙁

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *