Donald Trump postawił władzom w Kijowie ultimatum, że do dnia 27 listopada 2025 roku muszą przyjąć lub odrzucić zaproponowany przezeń plan pokojowy. Niestety, cykl wydawniczy NCz! powoduje, że muszę napisać ten tekst rankiem 27 listopada, nie znając odpowiedzi Wołodymira Żeleńskiego. Czy Kijów powinien plan trumpowy plan pokojowy przyjąć?
Media podają, że przewodzący grupie amerykańskich generałów Dan Driscoll miał dla Ukraińców i ich europejskich sojuszników stosunkowo krótki klarowny przekaz: „Przegrywacie i musicie dojść do porozumienia”. Dla wielu polskich i europejskich Czytelników może to być przekaz szokujący, gdyż w liberalnych mediach istnieje alternatywna rzeczywistość, gdzie liczni pseudo-eksperci zapewniają, że Ukraina twardo się trzyma, ciągle odnosi lokalne sukcesy, rosyjska armia jest do niczego, gospodarka się wali, a Putin nie dość, że zmarł już pięć czy sześć razy, to w dodatku cierpi na Parkinsona i hemoroidy. Jednak każdy, kto interesuje się przebiegiem tej wojny, szczególnie zaś korzysta z mediów obcojęzycznych wie, że sytuacji wygląda inaczej. Ukrainie nie brakuje pieniędzy i dostarczanego z Zachodu sprzętu, może poza lotnictwem, którego rola jednak mocno spadła z powodu masowego zastosowania systemów antyrakietowych. Więcej, Ukraina ogłosiła wręcz, że nadwyżki dostarczanej broni ma zamiar sprzedawać zagranicą. Władzom w Kijowie nie brakuje także pieniędzy, a ich „nadwyżki” są sprawnie rozprowadzane przez Timura Mindycza i innych kumpli Żeleńskiego uciekających właśnie do Izraela i w inne miejsca przed miejscowym CBA, znajdującym się pod amerykańską kontrolą. To, czego Ukrainie brakuje dramatycznie to ludzi. Ocenia się, że armia ukraińska w wyniku strat i rosnącej liczby dezercji kurczy się liczebnie, gdyż porywani z tramwajów i ulic rekruci ustępują liczbą ubytkom. Tymczasem prawdopodobnie Rosja rekrutuje regularnie więcej ludzi niż traci ich na polu bitwy.
Dlaczego tak się dzieje? Ukraina walczy praktycznie prawie wyłącznie żołnierzami z poboru, przy czym ocenia się, że pod kontrolą rządu w Kijowie mieszka ok. 25 milionów osób. Nie są to duże rezerwy demograficzne. Co gorzej, znaczna część mężczyzn już zginęła lub została wyeliminowana z pola walki z powodu odniesionych ran i niewoli. Jeszcze więcej uciekło z kraju i rozpierzchło się po całym świecie lub ukrywa się przed poborem, ewentualnie aresztowaniem i procesem za dezercję. Zamożni dość masowo wykupują się od wojska. Pobór podobno prawie nie objął kilkumilionowego Kijowa, gdyż władza boi się Majdanu 2.0. Element młody i buntowniczy Żeleński sam ostatnio wypuścił, otwierając granice dla najmłodszych Ukraińców. Mówiąc wprost: nie ma już kim walczyć. Tymczasem Rosja od początku walczy żołnierzami zawodowymi i najemnikami zagranicznymi, a także więźniami walczącymi w Grupie Wagnera. Opłacanie najemników umożliwiają jej dochody z eksportu ropy naftowej i gazu ziemnego, które nie zostały rozkradzione przez rosyjskich Timurów Mindyczów. Tylko raz i niechętnie Putin sięgnął po pobór 300 tys. ludzi, w obliczu kontrofensywy ukraińskiej w obwodzie charkowskim, zresztą żołnierze ci już dawno wrócili do cywila. Własne rezerwy mobilizacyjne Rosji pozostały zatem nienaruszone i szacuje się je na 2,5 do 2,8 miliona przeszkolonych poborowych. Dlatego w Rosji cały czas odmawia się uznania wojny za „pełnoskalową”. Jak się zdaje, Rosjanie pod pojęciem tym rozumieją wojnę z pełną mobilizacją rezerwistów.
Trwająca wojna nie ma nic wspólnego z wojną manewrową. Systemy rakietowe przeciwlotnicze bardzo ograniczyły możliwości operacyjne lotnictwu, a drony zastosowanie zmasowanych i przełamujących uderzeń pancernych. To wojna podobna do I wojny światowej, toczona w okopach i na wykończenie jednej ze stron, która któregoś dnia pęknie i rozpadnie się od środka. Generałowie i politycy rosyjscy, po nieudanym Blitzkriegu na Kijów, uznali, że wojna na wyczerpanie musi, wcześniej czy później, zakończyć się zwycięstwem Rosji. Politycy zachodni namówili zaś ekipę Żeleńskiego na wojnę wyniszczającą, będąc przekonanymi, że gospodarka rosyjska ugnie się pod sankcjami i po pół roku Putin poprosi o pokój. Nadzieje zachodnio-ukraińskie nie spełniły się, ponieważ Rosji – czego na Zachodzie nikt się nie spodziewał – udało się sankcje przetrwać, zmieniając kierunek handlu z Europy na Azję.
Dochodzimy zatem do wniosku, że czas działa na korzyść Władimira Putina. Za słuszne uważam słowa Driscrolla, że skoro „przegrywacie”, to „musicie dojść do porozumienia”. W kwietniu 2022, na mocy porozumień stambulskich, wojna miała zakończyć się za cenę oddania Rosji Krymu i terytoriów Donieckiej i Ługańskiej Republiki Ludowej, czyli za cenę uznania utraty ziem, których realnie Kijów i tak nie kontrolował od 2014 roku. Po 2,5 roku cena wzrosła do całych obwodów Donieckiego i Ługańskiego, a także około połowy dwóch obwodów znajdujących się na północ od Krymu. Jeśli pokój zostanie zawarty nie teraz, lecz za rok, to będą to już całe obwody, a może nawet, na dokładkę, obwód charkowski i miasto Odessa. Najważniejszym atutem Kijowa w negocjacjach był heroiczny opór w 2022 roku i ewentualne straty ludzkie i ekonomiczne, które zada ta wojna Rosji. W momencie, gdy Kijów nie ma już skąd wziąć żołnierzy, a Rosja już te straty poniosła, to pozycja negocjacyjna Ukrainy z miesiąca na miesiąc słabnie. W dodatku z każdym rokiem rośnie liczba Ukraińców, którzy zaaklimatyzowali się na emigracji i którzy nigdy już nie wrócą do swojej ojczyzny. Stąd rzucony ostatnio w Kijowie pomysł, aby po zakończeniu wojny do wyludnionego kraju sprowadzić „Afroafrykanów” (w języku tradycyjnym byli to Murzyni).
Wołodymir Żeleński stawia opór, gdyż nie zgadza się na oddanie ziemi, na zapisanie w konstytucji neutralności Ukrainy i na ograniczenie liczebności jej armii do 600 tysięcy ludzi (ta ostatnia liczba to dla wykończonego ekonomicznego i wyludnionego państwa i tak będzie abstrakcją). W rzeczywistości broni władzy własnej i wspierającej go kamaryli, bo po przegranej wojnie w Kijowie nadejdzie nieuchronnie czas rozliczeń.
Adam Wielomski



Od czterech lat na tym forum, jak zresztą na wszystkich innych forach pisowskich, Rosja nieustannie wygrywa wojnę i odnosi zwycięstwa za zwycięstwami. Armia ukraińska już z pięć razy została całkowicie otoczona w „kotłach”, siedem razy kompletnie rozgromiona, trzy raz się zbuntowała i obaliła „reżim” Żełenskiego, osiem razy poddała się do niewoli, oraz oczywiście jedenaście razy całkowicie zdezerterowała. Sam Żełeński już dawno uciekł do Polski, do Izraela, albo został rozniesiony na widłach w ramach „rozliczeń”.
Wszyscy (wszyscy w PIS) w to wierzą, zatem to prawda. 🙂
Teraz Ukraina miała całkowicie skapitulować do 27 listopada. Mamy już 16 grudnia i jakoś do dzisiaj nie skapitulowała. 🙂
Załóżmy się o dobre wino, że pokój będzie niekorzystny dla Ukrainy. A warunki pokoju są najważniejsze i świadczą o tym, kto wygrał, a kto przegrał.
Wszystko zależy od tego co jest rozumiane jako korzystne dla Ukrainy. Wyrwanie się Ukrainy z ruskiego mira i jej integracja z Zachodem, nawet przy pewnych stratach terytorialnych, będzie jej gigantycznym zwycięstwem, a przede wszystkim całkowitą, egzystencjalną klęską Rosji. Zresztą w Moskwie rozumieją to bardzo dobrze i dlatego na żaden pokój, który skończy się takim rezultatem, nawet pozornie dla nich bardzo korzystny, jak niektóre propozycje Trumpa, nigdy się nie zgodzą.
Właściwie nawet te osławione 29 punktów, którymi tak się wszyscy podekscytowali, oznaczają też to samo – klęskę Rosji. Dlatego zgody Kremla na to nie ma.
Wojna trwa i trwa mać, aż do całkowitej zagłady. A dokładnie do momentu, kiedy Pekinowi znudzi się utrzymywanie na powierzchni rosyjskiej gospodarki. A ropa właśnie spadła poniżej 60 dolarów za baryłkę… Koszty więc rosną.
Talmudyczne tłumaczenie. Straty terytorialne i czy Ukraina wejdzie do NATO. Język, jaki Pan stosuje, jest jakiś z innego świata. ,,Wyrwanie się Ukrainy z ruskiego mira i jej integracja z Zachodem, nawet przy pewnych stratach terytorialnych, będzie jej gigantycznym zwycięstwem, a przede wszystkim całkowitą, egzystencjalną klęską Rosji.” ,,Gigantycznym zwycięstwem”, ,,egzystencjalną klęską Rosji”. Kraj, który utracił ponad milion obywateli (ofiary wojny), wiele milionów uciekło z tego kraju, straty terytorialne i materialne spore – oto miara sukcesu. Czy insurekcjoniści aż tak nie myślą realnie? Czy to trzeba aż popełnić niemalże samobójstwo, by móc ogłosić ,,gigantycznym zwycięstwem”? Myśmy też w 1944 w Warszawie odnieśli sukces. Warszawa zniszczona, elita wybita ale sukces…
Polska w 1945 roku straciła ponad 6 mln obywateli i poniosła duże straty terytorialne, oraz ogromne materialne. I popadła jeszcze w komunizm
Czy Polska wygrała jednak tę wojnę z III Rzeszą, czy nie?
Kto wygrał wojnę koreańską w 1953 roku? Północ czy południe? Jak wygląda dzisiaj Korea północna, a jak południowa?
Zwycięstwo na wojnie to nie zdobycie łupów, choćby i terytorialnych, tylko osiągnięcie swoich celów politycznych. Jakie są cele polityczne Rosji? A jakie Ukrainy?
Rosyjskie straty na tej wojnie, straty w utraconym kapitale, korzyściach i najbardziej wykwalifikowanych kadrach, które w 2022 uciekły za granicę, są już dużo większe niż straty Ukrainy.
Przede wszystkim te brednie o egzystencjalnej klęsce Rosji. Skąd my wiemy, czy Rosja i Zachód za ileś lat nie dogadają się że sobą, bo tak im będzie pasować? Mówienie, że nie, bo Rosja jest autorytarna i nieprzejrzysta to brednie. Arabia Saudyjska, Wietnam, Maroko, Egipt, Pakistan – te wszystkie kraje są ogólnie partnerami Zachodu, a koło demokracji i liberalizmu nawet nie stoją.
Aby być wiarygodnym partnerem, nie trzeba być demokratycznym i liberalnym, choć to bardzo pomaga, ale przede wszystkim trzeba być przewidywalnym. Arabia Saudyjska, Wietnam, Maroko, Pakistan są przewidywalne. Rosja nie jest. Nie bez powodu w rankingach biznesowych Moody, czy S&P, Rosja jest w ogóle poza skalą. Nawet ci którzy nadal kupują od niej ropę, płacą za nią połowę ceny rynkowej. Premia za ryzyko.
Jak jedni i drudzy będą mieli interes to zaraz przyklepią glejt na przewidywalność.
Glejt na przewidywalność można dostać tylko wtedy, kiedy się jest przewidywalnym. Rosja katechona Putina na pewno nie jest. Interesy z nią można robić wyłącznie za gotówkę. Towar i gotówka z ręki do ręki. Oczywiście z dodatkowym rabatem w stosunku do cen rynkowych ze względu na ryzyko.
Nawet firmy z ChRL już w Rosji nie inwestują. Oni też potrafią liczyć NPV
Firmy z ChRL w Rosji nie inwestują, bo sankcje przekraczają potencjalne korzyści. Zresztą Rosja i Zachód dalej handlują, tylko przez pośredników.
Poniekąd. I to pośrednicy, biorąc na siebie ryzyko, na tym zarabiają. A nie Rosja. Po to właśnie są sankcje. Żeby towary z Rosji (ropa) docierały na rynek. Ale żeby zarabiali na tym pośrednicy, a nie Kreml.
A inwestować się w Rosji nie będzie, nawet gdyby sankcje zostały zniesione. Na takie Kongo nie są nałożone żadne sankcje, a jakoś inwestorzy nie walą tam drzwiami i oknami
„Poniekąd. I to pośrednicy, biorąc na siebie ryzyko, na tym zarabiają. A nie Rosja. Po to właśnie są sankcje. Żeby towary z Rosji (ropa) docierały na rynek. Ale żeby zarabiali na tym pośrednicy, a nie Kreml.”
To tylko połowa prawdy. Rosja dalej zarabia, bo pieniądze na wojnę muszą być. Tylko, że zarabia mniej. Zachodowi, nieważne czy mówimy o Ameryce (nie tylko za Trumpa, bo za Bidena też), czy Niemcach, Francji nie zależy na całkowitej klęsce Rosji, tylko na zarządzaniu ryzykiem.
„Na takie Kongo nie są nałożone żadne sankcje, a jakoś inwestorzy nie walą tam drzwiami i oknami”
Demokratyczna Republika Konga, której konfliktami się interesuję to bardzo słaby przykład.
I oczywiście nie jest prawdą, że w 2022 w Stambule Ukraina miała „jedynie” oddać to, co Rosja i tak wtedy kontrolowała.
Po pierwsze dyktat rosyjski dotyczył wtedy całych obwodów ługańskiego i donieckiego, którego to terenu Moskwa do dzisiaj nie kontroluje. Po drugie głównym żądaniem katechona Putina były nie kwestie terytorialne, ale „demilitaryzacja” – praktycznie likwidacja armii ukraińskiej, czego dzisiejszy postulat jej ograniczenia do 600 tys jest tylko słabiutkim echem – oraz „denazyfikacja” – wymiana władz ukraińskich na wskazane przez katechona Putina, pewnie nawet na samego Janukowycza, który wtedy nieoczekiwanie wychynął z politycznego niebytu i się zaczął medialnie udzielać.
Przypominam Panu, że Ukraina jest wspierana przez NATO. Nie jest to więc wojna rosyjsko-ukraińska. Po wojnie Ukraina będzie poobijana i to mocno, a Rosja się otrzepie z kurzu i pójdzie dalej. Proszę myśleć tylko interesem narodowym, polskim interesem narodowym.
Rosja jest zaś wspierana przez ChRL, Koreę płn i Iran. Nie jest to więc wojna rosyjsko-ukraińska.
Rosja nie otrzepie się z kurzu, bo już przed wojną jej sytuacja ekonomiczna była bardzo zła. A zagłada i rozpad Rosji, jest całkowicie zgodna z polskim interesem narodowym. Integracja Ukrainy z Zachodem również. Klęska Rosji daje Polsce ogromne profity. Klęska Ukrainy, gdyby nastąpiła, tylko straty i koszty.
I znów: zagłada i rozpad Rosji. Czy ktoś każe Panu to pisać, czy Pan w to wierzy? Jak się człek wyzwoli z myślenia życzeniowego, z popierania jednej ze stron, to jest spokojny i patrzy realnie, a w tle ma tylko interesy własnego kraju. Jak Pana czytam, to jakbym słuchał Pana Przydacza.
„Jak się człek wyzwoli z myślenia życzeniowego, z popierania jednej ze stron, to jest spokojny i patrzy realnie”
Otóż to. Znaczy osobiście kibicuję Ukrainie. Ale kibicuję jej pyrrusowe zwycięstwo. Czyli przy okazji rozwalenia Rosji żeby wyszła tak osłabiona, żeby zawsze była od nas słabsza. Ale jak ktoś wierzy, że Rosja wycofa się z terenów zajętych bez jakiejś mocnej wewnętrznej destabilizacji to jest debilem. Ukraina jakby nie liczyć to nigdy nie będzie miała siły wypchać wojsk rosyjskich. Dlatego ten konflikt nieprędko się skończy.
„I znów: zagłada i rozpad Rosji. Czy ktoś każe Panu to pisać, czy Pan w to wierzy?”
To jest nierealne, kto by się miał buntować? Jakaś garstka Czukczy i Samojedów? Rdzenne narodu Syberii maksymalnie mają kilkaset tysięcy ludzi i ich liczba jest teraz przez wojnę redukowana. A oddzielenie się jakichś Czeczeńców z tym ich małym zadupiem na Kaukazie nawet jeśli teoretycznie by się założyło taki scenariusz jest kompletnie bez wpływu na integralność terytorium reszty Federacji Rosyjskiej. Ktoś snujący takie wizje jest odklejony od rzeczywistości.
Termin ultimatum, moment, do którego Ukraina, zdaniem PIS, miała skapitulować, minął 27 listopada. Mamy już 23 grudnia. Ukraina nadal nie skapitulowała.
Kiedy PiS wydał komunikat, że Ukraina skapituluje?
Termin kapitulacji Ukrainy wg powyższego wpisu miał minąć 27 listopada. Jest już 29 grudnia. Ukraina nadal nie skapitulowała. 🙂
Warunki pokoju. Ukraina wygra wtedy, gdy odzyska ziemie i uzyska odszkodowania wojenne. Potem wstąpi do NATO>
A jeżeli którykolwiek z tych warunków nie zostanie spełniony, to wtedy wygra Rosja?
Przypomina pilaster, ze wojnę wygrywa ten, kto w jej wyniku osiąga swoje cele polityczne. Jakie są cele polityczne Rosji i Ukrainy w tej wojnie?
Cel Rosji – wasalizacja Ukrainy i odcięcie jej – w ten czy inny sposób – od Zachodu
Cel Ukrainy – nie dać się Rosji zwasalizować i odciąć od Zachodu.
To są zasadnicze cele dla osiągnięcia których, warto poświęcić cele pomniejsze. Na przykład Kreml mógłby zaproponować Ukrainie zwrot wszystkich okupowanych terytoriów, pod warunkiem „denazyfikacji” i powrotu Janukowycza do Kijowa. Czy by się na to zgodzono, czy nie, to inna sprawa, ale samo wysunięcie takiej propozycji dawałoby Rosji ogromny zysk w negocjacjach.
Ale katechon Putin nie jest dostatecznie przebiegły, aby to uczynić.