Jeszcze nie tak dawno nasza elitka infantylno-agenturalna i „eksperci” nauczali o federacji czy konfederacji polsko-ukraińskiej, a ci którzy pukali się w czoło uchodzili za „ruskie onuce”. Byłem zaliczany do tej kategorii, ponieważ od samego początku uważałem to za nonsens. więcej, od początku uważałem, że Polska i Ukraina skazane są na wrogość. W 2023 roku napisałem na ten temat artykuł naukowy Niemcy, Rosja, Ukraina i kwestia polska, który wtedy był „bluźnierstwem”. Nie zmieniłem zdania o jotę, a dziś mam wrażenie, że cały PiS mówi cytatami z tego tekstu. Dlaczego Polska i Ukraina są skazane na wrogość?
Po pierwsze, ze względu na tożsamość Ukrainy. Fryderyk Engels określiłby ten lud mianem „narodu niehistorycznego”, który nigdy nie posiadał własnego państwa i nie miał politycznej tożsamości, nie posiadał elit, historii i własnych bohaterów. Naród ten rodzi się na naszych oczach w tempie przyśpieszonym i sztucznym. Anglosasi określają taki proces mianem nation-building, czyli sztucznej budowy narodu. Pośpiech w budowaniu jego tożsamości powoduje, że może ona powstać tylko na negacji, wrogości i nienawiści na tle historycznym. Stąd „Bohaterowie UPA”, Stepan Bandera, Andrij Melnyk, etc. – cały panteon ludobójców i zbrodniarzy, którzy nienawidzili Polaków, Rosjan, Żydów i Czechów. Polacy to dawne „pany”; Rosjanie to nieco późniejsze „pany”; Czesi to brakująca ukraińska burżuazja, czyli „wyzyskiwacze”. O Żydach i ich karczmach i kantorkach nawet nie wspomnę. Gdyby naród ukraiński rodził się przez stulecie, to znalazłby własnych bohaterów pozytywnych. Skoro takich nie ma, to buduje tożsamość na teoretykach i praktykach nienawiści. Dlatego Kijów nie chce być naszym przyjacielem, gdyż straciłby prawomocność własnego istnienia, której istotą jest bunt wobec „panów” dawnych i dawniejszych.
Po drugie, Polska nie ma Ukrainie zbyt wiele do zaoferowania. Całą broń już głupio i darmo oddaliśmy. Skarb państwa mamy pusty i zatykany za pomocą pożyczek, więc przelewy do Kijowa siłą rzeczy z rzeki przemieniły się w strumyk. Polska nie posiada potencjału politycznego, ekonomicznego i militarnego, aby stać się gwarantem istnienia Ukrainy wobec Rosji. Potencjał taki posiadają Stany Zjednoczone, ale Donald Trump uważa tę wojnę za problem, jest zbyt daleko i nie chce już dawać darmo broni. W tej sytuacji pozostają państwa europejskie. Wielka Brytania jest cyniczna i chętnie rzuca swoich aliantów do wojny, ale sama swoich żołnierzy nie wyśle. W dodatku jest skąpa. Zostają zatem Niemcy, którym wciąż marzy się Mitteleuropa, której Ukraina miałaby być wschodnią flanką. Niemcy wciąż nie mają armii, lecz mają potencjał ekonomiczny i pieniądze. Poza tym Moskwa zawsze się z nimi liczy. Dlatego są jedynym realnym sojusznikiem Kijowa. Potencjał Berlina jest kilka razy większy niż Warszawy, a poza tym napisana na nowo banderowska historia Ukrainy uczyniła z nich sojusznika (którym w praktyce nigdy nie były). Aby przypodobać się Niemcom Kijów już wcześniej uderzał w Polskę, jawnie wspierał przed wyborami KO przeciw PiS. Słowem, za pomocą Ukrainy Niemcy biorą nas w obcęgi od wschodu i zachodu, zmuszając do posłuszeństwa.
Po trzecie, Ukraina koniecznie chce wejść do NATO i Unii Europejskiej. Już dziś można powiedzieć, że do NATO na pewno nie wejdzie, gdyż dla Władymira Putina wpisana do konstytucji Ukrainy wieczysta neutralność tego państwa jest warunkiem sine qua non podpisania pokoju. Przecież wojna wybuchła w reakcji na publicznie ogłoszony przez Wołodymira Żeleńskiego zamiar akcesji do Paktu Północnoatlantyckiego, wraz z równie publicznie wygłoszoną nadzieją, że NATO pomoże jego państwu w odzyskaniu Krymu i Donbasu. Amerykanie wiedzą, że bez spełnienia tego postulatu pokoju nie będzie, więc nie chcą słyszeć o akcesji i własnym zobowiązaniu do obrony tego państwa. W tej sytuacji pozostaje tylko nadzieja na wejście do Unii Europejskiej. Siergiej Ławrow wielokrotnie deklarował, że Federacja Rosyjska nie ma nic przeciwko temu. Przyzwolenie potwierdził Putin, a poparł je Trump (gdyż obydwaj źle UE życzą i liczą na powiększenie panującego w niej chaosu i złodziejstwa). W tej sytuacji Ukrainie pozostaje tylko akcesja do Unii Europejskiej. Czy UE daje gwarancje bezpieczeństwa? Istniejąca nie. Ale gdyby przyjąć francusko-niemiecki plan federalizacji UE, ze zniesieniem prawa weta narodowego, wspólną polityką zagraniczną i obronną, a docelowo z armią europejską? W takiej sytuacji będąc „w Europie” w konflikcie z Rosją można odwołać się o pomoc do Brukseli i do armii unijnej. O ile z punktu widzenia Kijowa poparcie federalizacji UE jest całkowicie racjonalne, to dla interesów Polski byłoby to zabójcze, gdyż oznaczałoby likwidację suwerennych państw i zastąpienie ich unijnym super-państwem. A tego nie chcemy!
Po czwarte, interesy ekonomiczne Polski i Ukrainy w Unii Europejskiej są dramatycznie sprzeczne. Dla polskiego rolnictwa byłby to Armagedon, gdyż musiałoby konkurować z latyfundiami na czarnoziemach, gdzie pracownikom płaci się groszowe pensje. W dodatku automatycznie zostalibyśmy zapewne tzw. płatnikiem netto. Dostawalibyśmy mniej funduszy europejskich, gdy te szłyby na „odbudowę” Ukrainy, czyli na złote klozety kumpli Wołodymira Żeleńskiego. Wpuszczenie przez Warszawę Ukrainy do UE byłoby samobójstwem, na który KOPiS oczywiście jest gotowy (nie łudźmy się co do weta w tej sprawie, gdyby PiS był przy władzy). Każde nasze sprzeciwy w celu obrony polskich interesów ekonomicznych natychmiast zderzyłyby się ze skrajnie roszczeniową i bezczelną postawą rządu w Kijowie.
I na koniec pytanie: dlaczego skoro ja to wszystko wiedziałem już w 2023 roku, to nie wiedzieli tego Jarosław Kaczyński i Przemysław Czarnek aż do czerwca 2026 roku? Albo nie wiedzieli, albo udawali, że nie wiedzą, gdyż realizowali polecenia z Departamentu Stanu. Jeśli nie wiedzieli, to nie nadają się na polityków rządzących krajem. Jeśli wiedzieli, ale realizowali zagraniczne wytyczne, to znaczy, że nie nadają się na polityków rządzących Polską.
Adam Wielomski



Ten artykuł jest tak krystalicznie czystą esencją sposobu myślenia PIS o polityce i gospodarce, że warto szerzej go omówić.
Sam tytuł już mówi wszystko „Skazani na wrogość” (niby Polska i Ukraina) Chociaż sami pisowcy często lubią cytować powiedzenie, ze państwa nie mają przyjaciół i wrogów, tylko interesy, to jak widać kompletnie tego, co powtarzają, nie rozumieją.
Tymczasem w rzeczywistości państwa są wrogami wtedy, kiedy mają sprzeczne interesy. Np II RP i III Rzesza były wrogami. III Rzesza chciała sobie zbudować „Lebensraum” obejmujący całość ówczesnych ziem polskich, w którym nie przewidywała dla Polaków lepszej roli niż pozbawieni wszelkich praw niewolnicy – untermansche. Dla większości Polaków. Bo mniejszośc Polaków – polskich żydów – chciała po prostu eksterminować. Dlatego interes II RP i III Rzeszy był absolutnie sprzeczny.
Dzisiaj Polska i Rosja są wrogami. Rosja chce, aby Polska była częścią jej tzw. „strefy bezpieczeństwa”, krajem podobnym do dzisiejszej Białorusi. Skorumpowanym, biednym, zacofanym, antyrynkowym i pozbawionym własności prywatnej. Polska oczywiście tego nie chce. Interesy są sprzeczne i nie do pogodzenia.
Państwa mają często sprzeczne interesy, zwykle terytorialne w epoce preindustrialnej maltuzjańskiej, kiedy dominuje gospodarka o sumie zerowej. Zysk jednej strony może się pojawić wyłącznie jako strata drugiej strony. Dlatego wrogami są kraje, z których przynajmniej jeden ma właśnie taką gospodarkę o sumie zerowej, opartą na „ziemi” jako głównym środku produkcji. Taką gospodarkę ma Rosja i dlatego dla niej wrogami są prawie wszystkie kraje europejskie oprócz Białorusi. Także np. Węgry Orbana przez cały czas jego rządów i tak znajdowały się na tej liście wrogów Rosji.
Kraje jednak trochę bardziej rozwinięte unikają jakiejkolwiek konfrontacji między sobą, a już na pewno zbrojnej. Nawet Ukraina, biedna zacofana i skorumpowana, jest od Rosji na tyle bardziej cywilizowana że swój spór terytorialny z Rumunią o Wyspę Węży rozstrzygnęła na drodze prawnej, a nie militarnej.
Niemniej PIS uważa, że Polska i Ukraina są „skazane na wrogość”, to znaczy że mają jakieś absolutnie sprzeczne, nie do polubownego załatwienia, interesy. Warto zauważyć,że nie zawsze Ukraina była dla PIS wrogiem bo przecież nie tak dawno:
„„eksperci” [z PIS] nauczali o federacji czy konfederacji polsko-ukraińskiej, ”
Działo się to wtedy, kiedy PIS uważał, że Ukraina stanie się czymś w rodzaju „alterrosji” jego sojusznikiem wcale nie przeciwko Rosji, ale przeciwko Niemcom i Zachodowi. Przyznaje chętnie pilaster w tym miejscu, że akurat autor powyższego artykułu nigdy tak nie uważał, co czyniło go w PIS mniejszością. Kiedy się okazało, że Ukraina właśnie dlatego sprzeciwiła się Rosji że chciała być krajem zachodnim, a nie takim jak Rosja, PIS radykalnie zmienił zdanie, co pozwala właśnie autorowi powyższego artykułu na triumfalne tony „a nie mówiłem”
„Dlaczego Polska i Ukraina są skazane na wrogość?
Po pierwsze, ze względu na tożsamość Ukrainy. ”
Oczywiście. Nie ma żadnych racjonalnych, materialnych powodów do wrogości między Polską a Ukrainą. To PIS musi znaleźć powody nieracjonalne. Tożsamość Ukrainy. Tymczasem takie rzeczy jak tożsamość są absolutnie wtórne i drugorzędne. marksisci by powiedzieli, ze to „nadbudowa”, podczas gdy naprawdę liczy sie „baza”, czyli ekonomia, stosunki produkcji, handel. Jeżeli „tożsamość” staje się przeszkodą do zarabiania pieniędzy na wzajemnym handlu, inwestycjach, wymianie usług, etc, to owa „tożsamość błyskawicznie się zmienia. Wszystkie kraje postindustrialne przeszły przez ten proces. I nawet zdawałoby się „odwieczni” wrogowie, dzisiaj swoją tożsamość zmienili.
Niemcy i Francja
Japonia i Korea (płd0
Japonia i Tajwan
Austria i Włochy
Po prostu na wzajemnych układach handlowych mogą one zarobić o wiele więcej niż na wzajemnej wrogości, jakimkolwiek konflikcie, To samo dotyczy oczywiście Polski i wszystkich jej sąsiadów, także Ukrainy. jeżeli rzeczywiście zreformuje się ona wolnorynkowo – proces ten trwa, to żadna „tożsamość” i „panteon bohaterów” jej w tym nie przeszkodzi.
„Po drugie, Polska nie ma Ukrainie zbyt wiele do zaoferowania.”
Proszę zwrócić uwagę, że PIS cały czas rozumuje w kategoriach gry o sumie zerowej. Pod pojęciem „oferty” występują tu broń i zasiłki finansowe. Tymczasem naprawdę Polska ma Ukrainie bardzo wiele do zaoferowania, przede wszystkim wzajemny dostęp do rynków a także przede wszystkim swoje doświadczenie w przejściu z gospodarki typu rosyjskiego, „ruskiego mira”, PRL, do gospodarki, przynajmniej względnie, wolnorynkowej, czego do tej pory Ukrainie nie udało się dokonać. Choć mając ten przykład, sami Ukraińcy są właśnie zdania, ze skoro Polska mogła, to i oni mogą.
„do NATO na pewno nie wejdzie, gdyż dla Władymira Putina wpisana do konstytucji Ukrainy wieczysta neutralność tego państwa jest warunkiem sine qua non podpisania pokoju.”
Warto zwrócić uwagę, na to absolutnie niepodważalne, stalowo niewzruszone przekonanie o wszechmocy katechona Putina. Jeżeli katechon Putin nie chce, aby Ukraina wstąpiła do NATO, to Ukraina do NATO nigdy nie wstąpi. To, że rzeczywistość mogłaby się nie dostosować do życzeń katechona Putina,, nikt w PIS nie rozważa nawet teoretycznie. Przypomnieć jednak w tym miejscu należy, że jeszcze w grudniu 2021 roku warunkiem sine qua non katechona Putina było wycofanie się NATO za granice z 1997 roku i oddanie mu całej strefy wpływów dawnego ZSRR. I jakoś od tamtej pory katechon Putin znacznie zredukował swoje życzenia. Wstąpienie lub niewstąpienie Ukrainy do NATO jest sprawą pomiędzy Ukrainą a NATO. Katechon Putin nie ma w tej kwestii nic do gadania, z każdym miesiącem, coraz mniej.
„interesy ekonomiczne Polski i Ukrainy w Unii Europejskiej są dramatycznie sprzeczne. Dla polskiego rolnictwa byłby to Armagedon,”
Proszę zwrócić uwagę, ,że „interesy ekonomiczne Polski” to dla PIS wyłącznie interesy „polskiego rolnictwa” Najbardziej zacofanej, niewydajnej, roszczeniowej i deficytowej części polskiej gospodarki. Interesów polskiego przemysłu, usług, czy zwłaszcza konsumentów, którzy chcieliby mieć dostęp do tańszej ukraińskiej żywności, PIS nigdy nie bierze pod uwagę. Dla PIS to nie jest Polska
Tymczasem nawet rolnictwo w Polsce pod wpływem konkurencji z Ukrainy nie padnie ofiarą żadnego Armageddonu, tylko się przekształci, jak już to zrobiło nie raz od 1989 roku. Zadziała tzw. korzyść komparatywna, kolejne zjawisko ekonomiczne, o którym nikt w PIS, gdzie ekonomia jako gra o sumie zerowej jest przecież dogmatem, nie ma pojęcia. Specyfika ukraińskich czarnoziemów sprawia, że najbardziej opłacalne jest tam uprawa zbóż, pszenicy, kukurydzy, etc. Zajmowanie gruntów pod jakiekolwiek inne uprawy jest ekonomicznie bezsensowne. Nie opłaca się poświęcać upraw kukurydzy żeby choćby sadzić ziemniaki, czy buraki. Ani nawet sady owocowe. Polskie rolnictwo zatem pod wpływem ukraińskiej konkurencji nie upadnie, ale się wyspecjalizuje.
„W dodatku automatycznie zostalibyśmy zapewne tzw. płatnikiem netto. Dostawalibyśmy mniej funduszy europejskich”
A to istne kuriozum. Płatnik netto to przecież nie ten, który dostaje MNIEJ funduszy niż wcześniej. Ale ten, który WPŁACA więcej niż dostaje. Nawet jeżeli Ukraina zostanie przyjęta do UE – nie nastąpi to na pewno w tej dekadzie – to i tak Polska płatnikiem netto z tego powodu nie zostanie.
Trzeba w tym miejscu przypomnieć, że jak na wyznawców gry o sumie zerowej przystało, dla PIS wpłaty z funduszy europejskich są JEDYNĄ zaletą przynależności do UE. Podczas gdy naprawdę, przy dostępie do rynków, wspólnych standardach prawnych, ekonomicznych i technologicznych (choćby roaming GSM) to jest tylko wisienka na torcie
Ad. 1. I znów PIS. Nie wiem skąd. Przecież PiS to giedroyciowskie myślenie o Ukrainie.
Ad. 2. Interesy z Rosją są nie do pogodzenia? A czego chce UE i jej ,,motor napędowy” Niemcy? Likwidacji państw narodowych, federalizacji, ograniczenia wolności (wysokie podatki, cenzura w internecie, promowanie imigracji, biurokracja, etc.). No i dzisiaj nadal jest aktualne hasło Mitteleuropy. Amerykanie natomiast chcą nas w ich strefie wpływów, a z tym wiąże się ograniczenie suwerenności, gender, prożydowskość, lgbt, etc. Czyli jak Rosja chce nas uzależnić, to jest potwornie niebezpieczne ale jak Amerykanie (Żydzi) czy Niemcy, to jest ok. No przecież wskaźniki to pokazują… Kpina.
Ad. 3. Proszę pisać w tej sprawie do portali pisowskich.
Ad. 4.Nadbudowa czy baza? Gramsci się kłania.
Ad. 5. Nie zmienił się stosunek wrogich narodów do siebie. Dzisiaj większość z tych państw jest w rękach rządów korporacyjno-masońskich i stąd pokój między nimi.
Ad. 6. Ukraina w NATO? A może tak wojska rosyjskie w Meksyku? Skoro to nie ma znaczenia, co chce Putin, to nie ma też znaczenia co chce USA?
Ad. 7. A za opinię o polskich rolnikach, to polecam konfrontację z grupą polskich rolników. Tu już się nie da dyskutować. Proszę się przejechać na wieś i głosić takie poglądy. Tak, jakby Pan nie wiedział, że rolnictwo to gałąź strategiczna. Niech Pan spróbuje prowadzić wojnę bez zaplecza rolniczego z tym osławionym Putinem. I zdrowie obywateli… To, co wwozi Mercosur i Ukraina to trucizna.
Ad. 8. I te ble, ble, ble… PiS, PiS. To jakaś obsesja.
jak Rosja chce nas uzależnić, to jest potwornie niebezpieczne ale jak Amerykanie (Żydzi) czy Niemcy, to jest ok.
Owszem, bo w tym drugim przypadku Polska rozwija się cywilizacyjnie a w tym pierwszym degeneruje, co przećwiczone już było w latach 1944-1989
„Nie zmienił się stosunek wrogich narodów do siebie.”
Proszę zatem podać przykłady tej wrogości narodów wobec siebie w poszczególnych wymienionych parach.
„większość z tych państw jest w rękach rządów korporacyjno-masońskich i stąd pokój między nimi.”
No proszę. Nawet w PIS przyznają, że rządy korporacyjno-masońskie są bardzo pożyteczne dla krajów którymi rządzą. 🙂
„A może tak wojska rosyjskie w Meksyku? Skoro to nie ma znaczenia, co chce Putin, to nie ma też znaczenia co chce USA?”
Istnieje jednak jakiś powód, dla którego w Meksyku nie chcą wojsk rosyjskich, tak samo jak nie chcą ich na Ukrainie i praktycznie w każdym innym kraju.
„Proszę się przejechać na wieś i głosić takie poglądy.”
to są poglądy (te o dywersyfikacji produkcji rolnej i wykorzystaniu przewagi komparatywnej) które pilaster właśnie usłyszał na polskiej (dokładnie zachodniomazowieckiej) wsi i je tylko powtórzył. Polska wieś już teraz się aktywnie do tej przyszłości przygotowuje.
„To, co wwozi Mercosur i Ukraina to trucizna.”
Jakoś ani na Ukrainie, ani w krajach MERCOSUR masowego pomoru obywateli od tej trucizny nie ma.
A może bez uzależnienia od kogokolwiek? Nie przemknęła myśl czasami o suwerenności? Po cóż porównywać obce buty? Nie zmienił się. Niemcy-Polacy, Holendrzy-Niemcy, Irlandczycy-Anglicy, etc. A rządy… Jeżeli komuś podoba się masoneria i globalizm, bo w ten sposób zapanuje pokój, to życzę powodzenia. Będzie pokój ale kosztem zubożenia i braku wolności. Szatańska totalna kontrola. A co do Meksyku to mnie interesuje reakcja USA na instalację rosyjskich lub chińskich baz wojskowych w tym kraju. Przykład: Wenezuela i jej związki z Chinami i Rosją. I jak się to skończyło? O rolnictwie znów po zachodniemu i naukowo. Żywność ma być ze względów strategicznych produkowana na miejscu i ma być zdrowa. Jest bezpiecznie i społeczeństwo fizycznie jest zdrowe. A co do tej trucizny… Kłania się prof. Grażyna Cichosz i inni, którzy mówią o zatrutej żywności. Jej stan się pogarsza w związku z importem z Ukrainy i Mercosuru. Zauważyłem, że spalam się na tłumaczeniu rzeczy prostych. Chyba że Pan rzeczywiście nie przejmuje się uzależnieniem Polski od zachodu, masonerią, zepsutymi odklejonymi elitami, wprowadzającymi zielony ład, gender, liberalne podejście do prawdy, lgbt, przejmowaniem majątku polskiego, słabym stanem żywności, etc. I nie zależy Panu na wolności, suwerenności i niepodległości. To już byłaby choroba duszy.
Nieprawda. Polacy może by się rozwijali cywilizacyjnie gdyby tymi Niemcami, czy Ameryką była kolejno III Rzesza i być może Ameryka w czasach Ku Klux Klanów i White Power. I tylko pod warunkiem, że Słowian by nie uznali za podludzi przeznaczonych do niewolnictwa lub eksterminacji, czyli tylko teoretycznie. Pod rządami ZOG, czyli obecnie cała biała rasa jest eksterminowana mieszaniem się z niższymi cywilizacyjnie ludami, agresywnymi i polityką antynatalistyczną. Niemcy, ani USA nie niosą więc żadnego cywilizacyjnego progresu wbrew bredniom jakichś zdegenerowanych umysłowo liberałów. Cywilizacyjny progres = progres rasowy. Równa się wzrost liczebny i ekspansja rasy.
Dobrze, że na tej stronie działa Pilaster, ponieważ inaczej byłoby nudno. Jednocześnie Pilaster nie zauważa, że cała jego aparatura pojęciowa została stworzona przez Zachód w celu utrwalenia swojej dominacji nad światem. Opisał to Bourdieu jako przemoc symboliczną. Przykładowo silniejszy narzuca definicje pojęć i zmusza do interpretacji rzeczywistości zgodnie z własnymi definicjami. Podobnie wskaźniki wolności gospodarczej są bezwartościowe, ponieważ nie istnieje korelacja pomiędzy wolnością a wzrostem gospodarczym. Celem naukowca jest dekonstrukcja dominujących dyskursów czyli uwolnienie się od przemocy symbolicznej.
Raczej tylko geograficznie przez Zachód, bo sama w sobie ta aparatura pojęciowa nie jest stworzona pod rozwój i ekspansję rasowego człowieka Zachodu, tylko pod określoną, bliskowschodnią (((nację))) po to, żeby człowieka Zachodu doprowadzić do zguby, żeby jego kraje przekształciły się w fawele (co wizualnie i socjologicznie już się dzieje w dużych metropoliach zachodnich miast).
Pilaster dał credo golobalisty, z wyznaniem wiary trudno dyskutować. Proste rzeczy antagonizmy państwowe: to Francja była odwiecznym wrogiem Niemiec, że podaje je za przykład obecnego współżycia? Bo ich wojny to dopiero XIX wiek i bynajmniej np. wywołana przez „globalistę” (burżuazyjne prawo) Napoleona. Potem oba kraje, już wzorowo kapitalistycznie, były w osobnych blokach co doprowadziło do IWŚ.
O Japonii, Korei i ich sporze „tożsamościowym” jeszcze w trójkącie z Chinami, długo można by pisać. Dość powiedzieć, że nie weszły te kraje na drogę polubowną same, lecz na skutek pacyfikacji (zbrojnej i brutalnej) amerykańskiej.
O reszcie nie chce mi się pisać, nie lubię prostowania alternatywnych rzeczywistości (choć lubię o tym czytać, o ile jest to „z nerwem” napisane a Pilastra gusła to nudy).
Tyle biedak musiał się nawypisywać a wystarczyło tylko: każda hegemonia jest dobra, o ile prowadzi do niezakłóconej konsumpcji i jałowego „przeżuwania” życia.