Wielomski: Szkoła Austriacka przeciwko państwom narodowym

Przyznam, że jako konserwatywny obrońca idei państwa narodowego od pewnego czasu z niepokojem patrzę na rosnącą popularność Szkoły Austriackiej. Termin ów oznacza próbę odbudowy XIX-wiecznego liberalizmu ekonomicznego, jaką podjęli jeszcze w okresie międzywojennym Ludwig von Mises i Friedrich von Hayek, aktywni na tym polu również po zakończeniu wojny w 1945 roku. Prawdę mówiąc uważam, że mamy do czynienia z projektem zdecydowanie wykraczającym poza ekonomię. Mises i Hayek stworzyli radykalnie indywidualistyczną wizję człowieka i jego egzystencji w świecie, a gospodarka to tylko jeden z elementów tej wizji. Nie ma tu miejsca na omawianie całej koncepcji, ograniczę się wyłącznie do opisu jej krytyki narodów i państw narodowych. Oby niniejszy tekst dogłębnie przemyśleli wszyscy ci, którzy mają na oku syntetyczne połączenie konserwatyzmu (i myśli narodowej) z ekonomiczną myślą Szkoły Austriackiej. Jakkolwiek sam jestem zwolennikiem rozwijania myśli wolnorynkowej w ramach państwa narodowego, dostrzegam przecież, że akurat Szkoła Austriacka – mocno w Polsce popularyzowana od wielu lat – zgoła się nie nadaje do wspomnianej syntezy.

Szkoła Austriacka ma źródła w międzywojennym kryzysie klasycznego liberalizmu, skutkującym dojściem do władzy przedstawicieli ruchów totalitarnych, w tym narodowego socjalizmu w Niemczech. Problemom tym poświęcone są wczesne pisma Ludwiga von Misesa i Friedricha von Hayeka. Warto szerzej omówić dwie ich prace z 1944 roku, a więc napisane podczas wojny. Są to rozprawy Misesa Rząd wszechmogący. Narodziny państwa totalnego i wojny totalnej (wyd. pol. 2018) i Droga do zniewolenia (wyd. pol. 1996) Hayeka1. Analizują one procesy prowadzące do wybuchu kolejnych wojen światowych oraz istotę narodowego socjalizmu. Aczkolwiek większą poczytnością cieszy się ta druga praca, z punktu widzenia ważnej dla nas problematyki narodów i państw narodowych pierwsza wydaje się znacznie ciekawsza.

U Misesa raz po raz dostrzegamy między wierszami przekonanie, że obydwie wywołane przez Niemców wojny światowe wynikają z polityki pruskiego militarysty Ottona von Bismarcka, który sprzymierzony z działaczem robotniczym Ferdinandem Lassallem zwraca się przeciw niemieckiemu liberalnemu mieszczaństwu. Pruski kanclerz próbował nakłonić rodzący się w drugiej połowie XIX stulecia ruch robotniczy do antyliberalnego sojuszu i dlatego wprowadził pierwsze świadczenia i ubezpieczenia społeczne2. Zwiększyło to obciążenia podatkowe, które przedsiębiorcy doliczyli do kosztów produkcji, co z kolei podrożyło produkty niemieckiego przemysłu, przestały one tedy być konkurencyjne na rynkach światowych. Rząd cesarski próbował zaradzić złu dotując eksport i wprowadzając bariery celne, aby chronić własnych przemysłowców, obciążonych nadmiernymi podatkami na cele socjalne. Protekcjonizm dodatkowo zmniejszył konkurencyjność niemieckiej gospodarki, co pociągnęło za sobą kolejne osłabnięcie eksportu, tymczasem wzrastał import surowców i żywności, deficytowych w Niemczech. Niedobór handlowy kazał Niemcom poszukiwać takich rynków zbytu dla własnych produktów, które by zaakceptowały ceny wyższe niż na rynkach światowych. Nie mogły ich znaleźć, toteż postanowiły narzucić sąsiadom niemiecki monopol importowy w zakresie produktów przemysłowych, co inne narody europejskie odrzucały – bezceremonialnie kupowały po niższych cenach gdzie indziej. Wtedy Niemcy zdecydowały się wymusić pożądane zachowania państw sąsiednich wojną, która by w ostatecznym rozrachunku pozwoliła im narzucić korzystne traktaty handlowe, a także podbić tereny gwarantujące tani zakup (bądź też kradzież) potrzebnych surowców i żywności.

Słowem, logiczną odpowiedź na potrzeby wynikłe z polityki socjalnej Bismarcka stanowiła autarkia gospodarcza Niemiec, które podbiją cały kontynent europejski lub przynajmniej jego wschodnią część (koncepcja Mitteleuropy). Alternatywnym dla programu wojen rozwiązaniem była – dowodzi Mises – likwidacja systemu świadczeń socjalnych, aby obniżyć ceny produktów własnego przemysłu. O tym jednakże robotnicy nie chcieli nawet słyszeć, a rząd nie zdecydował się pójść na wojnę z narodem domagającym się płacy minimalnej, świadczeń socjalnych, rent i emerytur. W ten sposób, zdaniem Misesa, polityka socjalna wytworzyła nacjonalizm i imperializm, a ostatecznie doprowadziła do wybuchu dwóch wojen światowych3.

Powyższe rozumowanie jest może nad wyraz logiczne, ale skrajnie monokauzalne, czyli za źródło wszystkich wydarzeń przyjmuje jedną przyczynę (łac. mono – jeden, causa – przyczyna). Reprezentuje więc ono styl zarówno krytykowanego przez liberałów marksizmu, wszędzie dopatrującego się podtekstu klasowego, jak i narodowego socjalizmu, dostrzegającego wszędzie, zawsze i wyłącznie przyczyny rasowe. Nie przekonuje nas niestety pogląd, jakoby 1 września 1939 roku Adolf Hitler napadł na Polskę tylko dlatego, że w 1880 roku Bismarck wprowadził emerytury i ubezpieczenia od bezrobocia w Niemczech, a milion ludzi zamęczono w Auschwitz, ponieważ przy okazji wprowadził też ubezpieczenia od wypadków przy pracy. Mises nie widzi, że ograniczenia czasu pracy czy zakaz pracy dzieci wynikały m.in. z nacisków generałów zaniepokojonych coraz gorszą kondycją poborowych, wyczerpanych pracą fizyczną od wczesnej młodości. Zresztą na przełomie XIX i XX wieku, w ślad za Niemcami, podobne reformy socjalne przeprowadziło wiele państw i jakoś nie wywołały one z tego powodu wojny światowej. Co więcej, skoro podobne reformy wprowadziły także inne państwa, ceny ich produktów przemysłowych także wzrosły, co powinno zbliżyć je pod tym względem do II Rzeszy i zmitygować niemiecką ekspansywność. Mises nie dostrzega również historycznej konieczności polityki socjalnej. To była cena, jaką niemieckie państwo i niemieccy kapitaliści zapłacili za włączenie proletariatu do wspólnoty narodowej, tak że robotnicy mogli się wreszcie poczuć pełnoprawną częścią narodu, a nie klasą eksploatowanych pariasów czekających na sygnał do rewolucji. Oto poniesiony przez liberalne mieszczaństwo Europy koszt stłumienia nastrojów rewolucyjnych, rozstrzygnięcia walki klas i położenia tamy rewolucyjnemu marksizmowi4.

Podobnie jak marksiści, Ludwig von Mises dostrzega w zjawisku nacjonalizmu wyłącznie podłoże ekonomiczne. Uważa on, że nacjonalizm to jedynie pokłosie reform socjalnych, które zaburzyły leseferystyczny wolny obrót handlowy i wywołały sztuczny wzrost cen produkcji przemysłowej. Poczucie narodowe ani nacjonalizm nie wynikają z kultury, nie są przejawami szczerych poruszeń serca, nie są wyrazem narodowego egoizmu, narodowej dumy. To tylko skutki błędnej polityki ekonomicznej. Straszliwe uproszczenie.

Niestety, błędne idee mają błędne konsekwencje. Z tego potwornie uproszczonego klucza do interpretacji historii Niemiec i Europy końca XIX i pierwszej połowy XX wieku austriacki ekonomista wyprowadza kilka rad mówiących, co zrobić, aby nigdy nie wybuchła kolejna, tym razem już III wojna światowa:

1) Dyskredytacja idei narodu. Niemieckojęzyczny Żyd z polskiej Galicji (urodzony przy ul. Jagiellońskiej 13 we Lwowie) Mises to wręcz modelowy kosmopolita, który nie uważał się ani za Żyda, ani za Niemca (Austriaka), ani za Polaka (w naszym języku chyba w ogóle nie mówił ani nie czytał). Z lektury Rządu wszechmogącego wynika, że kompletnie nie rozumiał ani idei narodu, ani państwa narodowego. Wielokrotnie powtarza, że naród to tylko język i że narodowość można zmienić emigrując i ucząc się języka nowego kraju pobytu. Nacjonalizm wyrasta ponoć wyłącznie z działalności państw, które w XIX stuleciu rozbudowywały administrację i wprowadzały powszechną i obligatoryjną szkołę państwową, narzucając wszystkim jeden język urzędowy i szkolny. W dawnych czasach ludzie nie spotykali urzędników ani nie posyłali dzieci do państwowej szkoły, kwestie narodowe nie miały tedy dla nich żadnego znaczenia. Stały się istotne, gdy mogli/nie mogli porozumieć się w coraz liczniejszych urzędach i musieli posyłać do szkół dzieci, które rozumiały/nie rozumiały, co mówi do nich nauczyciel. Nacjonalizm wyrastać miałby albo z pychy tych, którzy narzucili swój język innym (nacjonalizm dominujący), albo z rozdrażnienia tych, którzy nie mogli porozumieć się z urzędnikiem bądź nauczycielem w szkole (nacjonalizm mniejszości narodowych). Nacjonalizmy wytworzyły państwa narodowe z jednym językiem urzędowym5. Wyraźnie słychać tu pogłos sporów toczonych w Austro-Węgrzech, gdzie poszczególne narody walczyły o uznanie swojego języka za obowiązujący na zamieszkałych przez nie terenach, a Habsburgowie uznawali istnienie w swojej monarchii wyłącznie grup lingwistycznych, żadnych tam narodów6. Poczucie narodowe miałoby być czymś kompletnie nienaturalnym i nieistniejącym, o ile państwo pozostaje ograniczone w swych kompetencjach. „Mises jest kosmopolitą” – podsumowuje jego poglądy Gabriel Zanotti7.

Podobnie pisze austriacki arystokrata i jednaki kosmopolita Friedrich von Hayek. Odrzuca popularną tezę, że narodowy socjalizm jest skrajnym wyrazem niemieckiego, w szczególności pruskiego ducha8. Podobnie jak Mises, nie uznaje istnienia narodów. Dlatego, konsekwentnie, odrzuca także przekonanie o istnieniu specyficznych charakterów narodowych. Nie istnieje coś takiego, jak niemiecki charakter narodowy: imperialny, szowinistyczny i antyliberalny. Nie istnieje charakter narodowy polski, francuski, chiński ani tajlandzki. Każdy naród składa się z jednostek-atomów. Zawsze i wszędzie takich samych. Co najwyżej można mówić o zainfekowaniu społeczeństwa socjalizmem, który nie jest ani niemiecki, ani rosyjski, ani francuski czy żydowski – po prostu jest zawsze i wszędzie takim samym socjalizmem. Nie ma kolektywizmu rosyjskiego, polskiego, chińskiego ani niemieckiego, gdyż kolektywizm również wygląda i funkcjonuje zawsze tak samo. Ostatecznie Hayek konkluduje, że naród to tylko „sztucznie wytworzona solidarność gospodarcza”9. Dlatego liberałowi nie chodzi o „wolne narody”, lecz o „wolnych ludzi”10.

2/ Zniesienie państw narodowych. Sprowadzający fenomen narodowości do języka Ludwig von Mises dewaluuje znaczenie narodów i państw narodowych. Jako definicję narodu przyjmuje głośną formułę Ernsta Renana, że naród to codzienny plebiscyt, za którego pośrednictwem ludzie każdego dnia decydują, czy czują się czy też się nie czują członkami narodu11. Przeinaczając myśl Renana dowodzi, że każda czująca swoją tożsamość grupa ma prawo do stworzenia własnego państwa, jeśli tylko wyraźnie zechce. Ów ojciec neoliberalizmu podkreśla, że jego pogląd nie jest tożsamy z tradycyjnym liberalnym „prawem narodów do samostanowienia”. To formuła niewystarczająca, gdyż na jej podstawie tylko narody historyczne lub też ukonstytuowane już nowe narodowości mają prawo odłączyć się i stworzyć nowe państwo. Mises podkreśla, że każda grupa ludzka ma takie prawo: Katolończycy prawo do odłączenia się od Hiszpanii, Prowansalczycy od Francji, Irlandczycy od Wielkiej Brytanii, ale także gmina Pcim Dolny od Polski czy Cieszyn od Polski i Czech, aby stworzyć Andorrę-bis. Liberał nie uznaje istnienia żadnych bytów innych niż jednostka, a wszelka tożsamość jest dlań płynna, uznaniowa, subiektywna. Każdy jest tym, kim się czuje. Dlatego każda grupa ludzka ma prawo ogłosić się narodem i stworzyć własne państwo, a pozostali obywatele nie mają prawa im tego zabronić ani użyć do zgniecenia secesji policji i wojska. Mises pisze:

(…) zasada narodowościowa nie stanowi liberalnego rozwiązania problemów międzynarodowych. Liberałowie opowiadają się za samostanowieniem. Zasada narodowościowa wynika z interpretacji, jaką narody Europy Środkowej i Wschodniej, które nigdy nie zrozumiały do końca idei liberalnych, przypisały zasadzie samostanowienia. Jest to jednak wypaczenie, a nie udoskonalenie myśli liberalnej. (…) Naród przeto nie ma prawa powiedzieć prowincji: należysz do mnie, biorę cię. Prowincja to jej mieszkańcy. Jeśli ktokolwiek (…) ma prawo do bycia wysłuchanym, to jej mieszkańcy. Spory graniczne powinno się rozstrzygać w plebiscytach. Ważne jest zrozumienie, jak taka interpretacja prawa do samostanowienia różni się od zasady narodowościowej. Prawo do samostanowienia, które Renan ma na myśli, nie jest prawem grup językowych, lecz prawem poszczególnych ludzi12.

3/ Neutralizacja państwa. Jak już zauważyliśmy, ojcowie neoliberalizmu łączą nacjonalizm i państwo narodowe z socjalizmem, ponieważ źródłem tego ostatniego miałaby być idea ochrony własnej (narodowej) gospodarki. Konsekwentnie, skoro nacjonalizm, państwo narodowe i socjalizm narodziły się razem, także umrzeć mogą tylko jednocześnie. Wymaga to wyrugowania z ludzkich umysłów całej filozofii politycznej, która widzi w społeczeństwie coś innego, coś więcej niźli tylko zbiór jednostek, które umówiły się, że tworzą państwo w celu ochrony swojej własności i wolności. Wymaga to neutralizacji tego, co filozofia zwie powszechniakami (uniwersaliami), czyli bytów ponadjednostkowych. Nie ma społeczeństwa jako takiego, lecz tylko zbiór jednostek tworzących społeczeństwo. Nie ma narodu, lecz tylko zbiór jednostek posługujących się tym samym językiem, naród jest tylko umowny. Nie ma państwa, lecz tylko zbiór jednostek, które stworzyły je w następstwie kontraktu i gwoli zabezpieczenia swojej własności i wolności. Konsekwentnie, nie istnieje ani interes społeczny, ani narodowy, ani państwowy (racja stanu). Są tylko i wyłącznie jednostki i wszystko krąży wokół jednostek. Czego wszakże może chcieć jednostka? Liberałowie uważają, że wyłącznie nieskrępowanej wolności indywidualnej i nieskrępowanej wolności ekonomicznej. Ale narodowe i socjalne państwo ogranicza każdą taką wolność. Aby rozwiązać ten problem, trzeba stworzyć jedno globalne i skrajnie ograniczone w swoich kompetencjach państwo minimalne, ewentualnie pozostawić sieć słabych państw z okrojonymi prerogatywami, gwarantujących atoli nieograniczone prawa jednostek. W Rządzie wszechmogącym czytamy, jak wygląda ten wymarzony liberalny świat:

Celem liberalizmu jest pokojowa współpraca wszystkich ludzi. Jego dążeniem jest również pokój między narodami. Wszędzie tam, gdzie istnieje prywatna własność środków produkcji, a prawo, sądownictwo i administracja jednakowo traktują obcokrajowców i obywateli danego kraju, mało istotne jest to, gdzie kończą się granice kraju. Nikt nie może uzyskać korzyści z podboju, ale wielu może z tego powodu ucierpieć. Wojna przestaje się opłacać. Nie ma przesłanek do agresji. Populacja zamieszkująca każdy obszar może w nieskrępowany sposób określić, do jakiego państwa chce przynależeć lub czy chce ustanowić własną państwowość. (…) Działanie rynku nie jest krępowane przez ingerencję państwa. Nie ma barier handlowych, a ludzie mogą żyć i pracować tam, gdzie chcą. Granice są wytyczone na mapach, lecz nie ograniczają migracji ludzi i przepływu towarów. (…) Rządy nie mają władzy narzucania obywatelom, jakiego języka powinni używać w codziennej komunikacji czy w jakim języku mają wychowywać i kształcić swoje dzieci. Organy administracji i sądy zobligowane są do posługiwania się w kontaktach z daną osobą językiem, jakim ona mówi, jeśli tylko języka tego używa na danym obszarze dostatecznie dużo mieszkańców. W takim świecie nie ma znaczenia to, gdzie przebiegają granice danego kraju. Nikt nie ma bowiem szczególnego materialnego interesu w powiększeniu terytorium państwa, w którym żyje. Również nikt nie ponosi szkody, kiedy od państwa oddziela się część jego terytorium. Równie nieistotne jest też to, czy wszystkie części tego państwa znajdują się w bezpośrednim geograficznym sąsiedztwie czy też rozdzielone są przez terytorium należące do innego państwa. Nie ma gospodarczego znaczenia to, czy kraj ma dostęp do morza czy nie. W takim świecie mieszkańcy każdej wioski lub okręgu mogliby decydować w plebiscytach, do którego państwa chcą przynależeć13.

Wedle „ojców” Szkoły Austriackiej nie istnieje ani naród, ani ojczyzna, ani państwo narodowe. Czy w tej koncepcji politycznej jest miejsce na pojęcie suwerenności? Tak, odpowiada nam Mises i wskazuje nowego neoliberalnego suwerena: „konsumenta”14 (sic!) czyli jednostkę czerpiącą same zyski ze zniesienia narodów, państw i ingerencji państwa w samoregulującą się gospodarkę. Konsekwentnie, Hayek wywodzi państwo z umowy społecznej, twierdzi, że powstało na mocy zwykłego kontraktu wielostronnego, decyzji ludzi o zawiązaniu państwa. Powstało ono wyłącznie w celu zabezpieczenia życia, wolności i własności jednostek. Tak powstałemu państwu nie wolno realizować zadań ogólnospołecznych, strzec dobra wspólnego ani dbać o interes narodowy, ponieważ jednostki powołały je (rzekomo) tylko i wyłącznie po to, by chronić indywidualne (interesowne) dobro każdej z nich, bynajmniej nie dobro wspólne, nic takiego bowiem (rzekomo) nie istnieje15. Nie istnieje dobro wspólne, dlatego państwo nie może go określić ani kierować ku niemu obywateli16.

Rekapitulując, Mises i Hayek kompletnie nie rozumieją, czym są narody, sprowadzają je do wspólnoty języka lub jakiejś luźnej tożsamości kulturowej, którą można zmienić. Nacjonalizm jest dla nich jedną z form socjalizmu. Ludziom miałoby być wszystko jedno, czy są obywatelami państwa A czy państwa B, byle tu i tam panowała absolutna wolność. Państwo narodowe może istnieć, ale nie ma prawa prowadzić żadnej polityki ekonomicznej i protekcjonistycznej, gdyż byłby to „socjalizm”. Ludzie mogą być nacjonalistami i zamieszkiwać państwa narodowe, ale pod warunkiem „bezobjawowości” nacjonalizmu i państwa narodowego. Obydwaj ci myśliciele – austriacki Żyd i austriacki arystokrata – wychodzą na kosmopolitów doskonałych.

Prof. Adam Wielomski

za: https://www.nowoczesnamysl.pl/

Dziękujemy za zainteresowanie naszym czasopismem. Liczymy na wsparcie informacyjne: Państwa komentarze i polemikę z naszymi tekstami oraz nadsyłanie własnych artykułów. Można również wpierać nas materialnie.

Dane do przelewów:

Instytut Badawczy Pro Vita BonaBGŻ BNP PARIBAS, Warszawa

Nr konta: 79160014621841495000000001

Dane do przelewów zagranicznych:

PL79160014621841495000000001

SWIFT: PPABPLPK

Przypisy:

1 Dobrze streszcza obie R. Wojtyszyn w artykule Faszyzm i nazizm w myśli Ludwiga von Misesa oraz Friedricha Augusta von Hayeka, „Studia nad Autorytaryzmem i Totalitaryzmem”, 2009, t. XXXI, ss. 27-53.

2 L. von Mises, Rząd wszechmogący. Narodziny państwa totalnego i wojny totalnej [1944], Wrocław 2018, s. 37n.

3 Por. ibidem, s. 3.

4 Por. F. Borkenau, Socialism: National or International,London 1942, ss. 49-54.

5 Zob. L. von Mises, op.cit., ss. 92-102.

6 Por. B. Michel, Nations et nationalismes en Europe Centrale, XIXe-XXe siècle,Paris 1995, s. 88n.; idem, Autriche-Hongrie,w: idem, M.-A. Rey, N. Pietri, L’Europe des nationalismes aux nations,Paris 1996, ss. 9-14.

7 Zob. G.J. Zanotti, La filosofía política de Ludwig von Mises, „Procesos de Mercado”, 2010, t. VII, nr 2, s. 125.

8 F.A. von Hayek, Droga do zniewolenia [1944], Kraków 1996, s. 18.

9 Ibidem, s. 222.

10 Ibidem, s. 338.

11 Por. E. Renan, Studia historyczne i filozoficzne, Warszawa 1904, t. I, ss. 32-35.

12 L. von Mises, op.cit., s. 102n.

13 Ibidem, ss. 60 i 105.

14 Ibidem, s. 59, 85, 116; idem, Biurokracja, Lublin 1998 [1944], s. 12; idem, Ludzkie działanie. Traktat o ekonomii, Warszawa 2007 [1949], s. 234-37.

15 F.A. von Hayek, op.cit., sa. 63-66.

16 Por. J. Petersen, Freiheit unter dem Gesetz. Friedrich August von Hayeks Rechtsdenken, Tübingen 2014, s. 29.

Skoro nacjonalizm, państwo narodowe i socjalizm narodziły się razem, także umrzeć mogą tylko jednocześnie.


Dziękujemy za zainteresowanie naszym czasopismem. Liczymy na wsparcie informacyjne: Państwa komentarze i polemikę z naszymi tekstami oraz nadsyłanie własnych artykułów. Można również wpierać nas materialnie.

Facebook

4 thoughts on “Wielomski: Szkoła Austriacka przeciwko państwom narodowym”

  1. U źródeł obu wojen światowych leżały procesy gospodarcze. Pomysł Hitlera na danie Niemcom pracy (okres weimarski Niemiec w dobie Wielkiego Kryzysu nie rozwiązał tej sprawy) finansowanej z budżetu państwa oraz intensywne zbrojenia musiały przynieść pustki w tej kasie i wojna (dodatkowe zatrudnienie dla kilkunastu procent niemieckich mężczyzn) była sposobem na ratowanie kasy państwa i władzy Hitlera. Hitler parł do wojny, gdyż nie był już w stanie pokryć rozrastającej się dziury budżetowej.

    “Rekapitulując, Mises i Hayek kompletnie nie rozumieją, czym są narody, sprowadzają je do wspólnoty języka lub jakiejś luźnej tożsamości kulturowej, którą można zmienić.” Oni dobrze to rozumieją jako intelektualiści wielonarodowego państwa, Austro-Wegier, zdominowanego przez żywioły niemiecki i węgierski, panujące nad mniejszymi narodami w wielonarodowym państwie. Ten spór o narodowość to konsekwencja odwiecznego, jeszcze z czasów rewolucji francuskiej, sporu między narodowością państwową, a narodowością etnograficzną. Francja, Wlk. Brytania, Niemcy i Włochy to klasyczne przykłady narodowości państwowej, narodowości zbudowanej przez państwo i jednoczące pokrewne językowo lub żyjące na ważnym terytorium, grupy narodowe. Narodowości etnograficzne(Polacy, Czesi, Serbowie), w odróżnieniu od państwowych, same utworzyły własne państwa. I utworzenie tych państw stało się osią sporu pomiędzy narodami państwowymi i narodami etnograficznymi. Anglicy w 1914 r. patrzyli na polskie aspiracje do odbudowy własnego państwa (czyli oderwanie Polski od Rosji) przez pryzmat separatyzmu szkockiego jako skrajnie szkodliwe dla interesów Wlk. Brytanii i całego porządku europejskiego… Dlatego Lloyd George tak bardzo bronił utrzymania Austro-Węgier. Dlatego polski nacjonalizm kojarzył się Francuzom, i kojarzy się nadal z separatyzmem, np. bretońskim, prowansalskim, katalońskim czy baskijskim. I narody państwowe nigdy nie będą na niego patrzyć inaczej. Nie narzucimy im naszych pojęć, są one dla nich niezrozumiałe, gdyż zastosowane do ich warunków – szkodliwe. Wniosek jest taki, że polska doktryna państwowa nie ma interesu (racji stanu) w propagowaniu pojęcia nacjonalizmu lub eksponowania pojęcia państwa narodowego, choć eksponowanie ideologii narodowej a obrona interesów narodowych (państwowych) to są dwie różne sprawy. Promowanie pojęcia państwa narodowego jest postrzegane przez zachodnie narody państwowe, z ich perspektywy, jako próba rozbicia lub rozczłonkowania ich własnych państw przez targające je wewnętrzne antagonizmy narodowościowe (Wlk. Brytania będzie mała wkrótce duży problem ze Szkocją).

    Hayek i Mises grzeszyli naiwnością, albo kłamali, pisząc: “W takim świecie nie ma znaczenia to, gdzie przebiegają granice danego kraju. Nikt nie ma bowiem szczególnego materialnego interesu w powiększeniu terytorium państwa, w którym żyje. Również nikt nie ponosi szkody, kiedy od państwa oddziela się część jego terytorium.” Wielki liberalnym ekonomistom wytknąć należy, że podatki, będące podstawą siły danego państwa, zbiera się na określonym terytorium.

  2. Czy pan profesor mógłby wskazać polsko- lub anglojęzyczne źródło na temat lobbingu niemieckich generałów w sprawie zniesienia pracy dzieci?

  3. Libertarianizm i komunizm mają pewną cechę wspólną, aby mogły działać, wymagają zmiany natury człowieka. Komunizm wymaga człowiek doskonale skolektywizowanego, który będzie uczciwie pracował w kolektywie i uczciwie korzystał ze wspólnego dobra. Libertarianizm wymaga człowieka doskonale zindywidualizowanego, który nie będzie tworzył żadnych trwałych wspólnot czy hierarchii.
    Realnie komunizm tworzy nierówność, bo niby wszyscy w kolektywie są równi, ale kierownicy są równiejsi. Z kolei libertarianizm ignoruje tworzone nierówności: “konsument”-biedak nie jest równy “konsumentowi”-miliarderowi.

  4. Ale czy rzeczywiście rośnie i czy rzeczywiście jest to powód do niepokoju? Przydałoby się podeprzeć jakimiś danymi. Jeśli przyjąć, że mamy w Polsce ok. 5% liberałów (“liberałów” w normalnym tego słowa znaczeniu, a nie tym zmienionym przez lewaków oznaczającym zwolenników aborcji i innych patologii) to libertarianie pewnie stanowią promile. Czy to jest powód do niepokoju? W sytuacji kiedy wokół działają potężne siły niszczące w postaci Unii Europejskiej, neomarksizmu, antykultury (jak to dosyć trafnie określił p. Karoń), niszczące nie tylko Polskę, ale ogólnie naszą cywilizację, wyznaczanie libertarian jako głównego przeciwnika do bicia wydaje mi się chybione.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *