Wielomski: Wenezuela a sprawa polska

W przypadku ataku amerykańskiego na Wenezuelę i porwania Nicolasa Maduro mamy w Polsce pewien luksus. Sprawa ta nie dotyczy nas bezpośrednio i możemy wypowiadać się z moralnym poparciem dla jednej lub drugiej strony. Mimo to, pośrednio wydarzenie to wpłynie na tytułową sprawę polską. Kształtuje się nam koncert mocarstw i nowe relacje między polityką mocarstw a prawem międzynarodowym.

Każdy z nas pamięta masową i stymulowaną przez media akcję „oburzania się” na Federację Rosyjską i osobiście na Władimira Putina, że dokonał agresji na suwerenne państwo i prowadzi wojnę, gdy agresja jest zakazana przez prawo międzynarodowe. Ja się nie oburzałem, traktując to jako konflikt numer 10.345 w historii ludzkości. Teraz Amerykanie zrobili na naszych oczach agresję numer 10.346, czyli własną „specjalną operację wojskową” w celu budowy „amerykańskiego miru” i „bliskiej zagranicy”, pod nazwą Doktryny Monroe, wzbogaconej przez „Trump corollary”. Co prawda niektórzy asceci intelektualni produkujący się w polskich mediach próbowali dowodzić, że to inna sytuacja („bo nielegalnie wybrany”), ale z punktu prawa międzynarodowego mamy ten sam przypadek. Zresztą Trump szybko ogłosił, że nie chodzi o żadną demokrację, tylko o wenezuelską ropę naftową, którą Wenezuelczycy podobno „ukradli” Ameryce. Zapewne wkrótce dowiemy się, że Duńczycy „ukradli” Amerykanom ich metale ziem rzadkich znajdujące się na Grenlandii. To identyczne przypadki, gdy mocarstwo napada słabszego sąsiada łamiąc prawo międzynarodowe, a gdy świat zapyta jakim prawem, to odpowiada: „Zrobiliśmy, bo mogliśmy i co nam zrobicie?”. W takiej sytuacji trzeba zapytać jak zmieni się prawo międzynarodowe, gdy wielkie mocarstwa przestały je uznawać?

Dla wszystkich prawników zajmujących się prawem narodów, czyli prawem międzynarodowym, mam złą wiadomość. Otóż, na naszych oczach stajecie się wybitnymi… historykami prawa międzynarodowego. System światowy powstały po rozpadzie ZSRR, oparty o hegemonię USA, globalizację i globalizm idzie w gruzy wspólną decyzją Moskwy i Waszyngtonu, którą mogą poprzeć też Chiny. Podstawową zasadą odchodzącego prawa narodów była formalna równość państw jako podmiotów prawa. Oczywiście, w praktyce mieliśmy stałych członków Rady Bezpieczeństwa ONZ z prawem weta, grupy G7 i G20, ale sama zasada istniała. Agresja była agresją bez względu na to czy Rosja napadła na Ukrainę, USA na Wenezuelą czy Polska na Litwę. Wszystko wskazuje, że zasada ta dziś idzie do lamusa. Wracają teorie formułowane w okresie międzywojennym w Niemczech. Pierwszą jest koncepcja „wielkiej przestrzeni” Carla Schmitta, zakładająca zmierzch suwerenności mniejszych państw i skupianie się ich (lub skupienie ich siłą) przez mocarstwo-hegemona w swojej części świata, jako przywódcy, suzerena, traktującego mniejszych jako klientów. Drugą jest doktryna Heinricha Triepla o uznaniu w prawie międzynarodowym pojęcia „hegemonii”. Regionalny hegemon kształtuje prawo międzynarodowe w swojej „wielkiej przestrzeni”, rozstrzyga spory między państwami, lecz sam temu prawu nie podlega i ma prawo brutalnie interweniować w sprawy państw-klientów. Świat zostaje zatem podzielony na kilka „wielkich przestrzeni” rządzonych przez hegemonów swoich obszarów. O sprawach spornych świata rozsądza zaś tzw. koncert mocarstw, jak to kiedyś w Europie określano, czyli kilka mocarstw wiodących. Dopóki się dogadują, mamy światowy pokój, a gdy przestają się dogadywać, wtedy mamy wojnę.

Widać, że na naszych oczach mamy spór o podział światowego tortu. W imieniu Stanów Zjednoczonych Donald Trump ogłosił, że „półkula jest nasza”, mając na myśli Amerykę od Grenlandii po Ziemię Ognistą i nakazując innym mocarstwom wycofać się z amerykańskiej „półkuli” – na przykład Rosjanom i Chińczykom z Wenezueli, Duńczykom z Grenlandii i rezerwując sobie prawo najechania Kuby, Meksyku, Kolumbii i oczywiście Wenezueli. W tym samym czasie Putin w imieniu Rosji naucza o „ruskim mirze”, czyli strefie wpływów w postaci byłych państw wchodzących w skład Związku Radzieckiego i zamieszkałych przez znaczny odsetek Rosjan. Chiny zapewne mają apetyt na własny „chiński mir” i zwierzchność na Azją Południowo-Wschodnią. Co ciekawe, żadne z tych trzech mocarstw nie uznaje Unii Europejskiej jako potęgi z którą trzeba dzielić się sferami wpływów. Trump, Putin i Xi są zgodni, że – mówiąc Trumpem – zdeprawowana do cna i pogrążona w marazmie zachodnia Europa „nie ma żadnych kart”. A ma jakieś?

To, czy świat pogrąży się w wojnie czy też zapanuje pokój zależy od tego, czy trzy mocarstwa dogadają się pomiędzy sobą. Trump i Putin wielokrotnie mówili, że rozmowy o pokoju na Ukrainie, poza samą Ukrainą, obejmują też podział linii wpływów na świecie, a więc zapewne w Europie wschodniej i na Bliskim Wschodzie. Z kolei Stany Zjednoczone, odmawiając uznania chińskiego prawa do zjednoczenia Tajwanu z macierzą, konsekwentnie odrzucają prawa Pekinu do kształtowania swojego „chińskiego miru”. Europa wschodnia, Bliski Wschód i Morze Południowochińskie to miejsce przepychanek mocarstw o strefy wpływów. W naszej części świata najprawdopodobniej najtrudniejszym problemem będą państewka nadbałtyckie, które należały do ZSRR, gdzie jest duża mniejszość rosyjskojęzyczna, a które przyjęto do NATO. Przewiduję, że mogą stać się miejscem wyjątkowo gwałtownego sporu o podział wpływów, co może spowodować zaangażowanie Polski w konflikt zbrojny.

Problemem Polski jest to, że skala zdarzeń na świecie przerasta poziom pojmowania i refleksji naszej autochtonicznej elitki politycznej. Donald Tusk postawił na Unię Europejską, wierząc, że stanie się czwartym mocarstwem na świecie, tak jak ciągle obiecuje Ursula von der Leyen, a co uważam za iluzję. Jarosław Kaczyński wypiera ze świadomości, że USA wycofują się z Europy, ograniczając się do zakończenia wojny na Ukrainie, i dalej gra kartę amerykańską. Polska musi znaleźć dla siebie miejsce w nowym systemie światowym pod groźbą zgniecenia przez mocarstwa lub przekształcenia w ich pole bitwy.

Adam Wielomski

Facebook
Click to rate this post!
[Total: 21 Average: 4.3]

19 thoughts on “Wielomski: Wenezuela a sprawa polska”

  1. „Prawo międzynarodowe” istnieje nie dlatego, że komuś się tak kiedyś przywidziało, ale dlatego, że to się opłaca per saldo wszystkim poważniejszym graczom. Jeżeli ktoś owo prawo ignoruje – jak katechon Putin, ponosi tego konsekwencje tak dotkliwe, że wszyscy widzą, że takie ignorowanie jest nieopłacalne. Koncert mocarstw jako alternatywa stosunków międzynarodowych był bardziej skuteczny gdzieś tak do XIX wieku, ale już dawno nie jest.

    Nawet jednak gdyby nadal był, to do tych mocarstw na pewno się nie zalicza Rosja. Upadły kraj, będący tylko stacją benzynową z zardzewiałymi głowicami atomowymi na zapleczu.

    Ignorowanie „prawa międzynarodowego” nie opłacałoby się także USA, gdyby ich interwencja w Wenezueli oznaczała złamanie tego prawa. Jest to jednak kwestia co najmniej dyskusyjna. Maduro był bowiem faktycznie dyktatorem, władzą nielegalną i jego usunięcie jest właściwie przywróceniem praworządności, a nie jej naruszeniem. USA występują tu znów jako „globalny żandarm” pilnujący przestrzegania reguł, nawet jeżeli sam Trump myśli, czy mówi, co innego. Sprawa będzie bardziej oczywista, kiedy nastąpią następne interwencje, np w Iranie

    1. Tu już Pan albo kpi albo… Putin ignoruje prawo międzynarodowe. Zapewne tylko on. No jeszcze może Białoruś, Iran i Chiny. USA nie, bo zaatakowało Wenezuelę ale dla dobra i świata i Wenezuelczyków. W Wielkiej Brytanii też są łamane prawa człowieka. Aresztuje się w sporej skali ludzi za poglądy. Ale tam jest ok. Niemcy, Francja, Holandia, Kanada – oazy wolności. Ignorancja, głupota, cynizm, działanie w czyimś interesie czy…libertarianizm. Nie wiem jak Pana określić. Zawsze byłem zwolennikiem dyskusji fair – jak bokserzy na ringu, judocy na macie. Wypisuje Pan jednak takie bzdury, że już nawet nie chce się pisać. Odchylenie liberalno-globalistyczne?

      1. Usunięcie i aresztowanie władzy nielegalnej, to działanie legalne. Interpretacja pilastra jest tak samo dobra jak ta umieszczona w artykule (nowy koncert mocarstw). Rozstrzygnąć która jest prawdziwa będzie można wtedy, kiedy USA albo zaatakuje kraj z władzą legalną (np Kolumbię, Meksyk) – wtedy rację ma Wielomski. Albo zaatakuje kraj z władzą nielegalną, ale położony w mniemanej „strefie wpływów” innego mocarstwa (np Iran) – wtedy rację ma pilaster

    2. Trump wzmacnia „jankeski mir”, czyli próbuje utrzymać hegemonię USA. Sęk w tym, że Amerykanie są w stanie skopać tyłki władzom na Kubie, w Wenezueli czy też w Iranie, zaś Ruskie i Kitajcy – nie za bardzo.

    3. Tak ci się wydaje, a AI nadal mierzy znaczenie Rosji jako 3ej siły na świecie.. Mimo zapaści wpływów w Azji środkowej (i Kazachstan grający też z Chinami) dokonali ekspansji w Afryce kosztem wpływów kolonialnych Francji. Jak przestarzała stacja benzynowa może czegoś takiego dokonać? Samo spojrzenie na mapę pokazuje, że taki wielki kraj z mackami mającymi blisko wszędzie trudno ignorować.

  2. Kaczelnik , wybaczcie , ale nie moglem inaczej, postawil na Judeopolonie , czyli projekt zydowski realizowany pod auspicjami Niemiec . Tam jest pewna niejednoznacznosc postawy Kaczelnika wynikajaca z faktu , ze on Judeopolonie realizuje przy wsparciu Zydow amerykanskich , co niektorym miesza sie z poparciem amerykanskim. Dowodami na moja teze sa : zrzeczenie sie przez Fotyge roszczen wobec Niemiec w 2016 roku i premierostwo Mateusza Morawieckiego , funkcjonujacego w pewnych kregacha jako Student i Jakob. W rozmowach nagranych U Sowy Lejb Fogelman odradza Mateuszowi Morawieckiemu obejmowanie stanowiska w rzadzie Tuska. To jest dodatkowa poszlaka. Tajwan jest ciekawym problemem. Trudno zrozumiec , dlaczego amerykanskie imperium umiescilo kluczowy przemysl w odleglosci kilku tysiecy kilometrow od swojego terytorium. Wydaje sie , ze powodem bylo to , ze za Chiny Ludowe stamtad sie nie wycofaja. Ale jest inna mozliwosc . Byc moze istnieje czwarte mocarstwo w nowym rozdaniu. Tajwan jest, byc moze, karta przetargowa , ktora ma pomoc stworzyc odpowiednie warunki do istnienia czwartemu mocarstwu. Moze Tajwan jest w stanie zrownowazyc Chinom wyluskanie z ich strefy wplywow Iranu przez Amerykanow dla czwartego mocarstwa . Moze kontrola nad rynkiem ukladow scalonych daje pozycje umozliwiajaca dyktowanie warunkow na rynkach surowcow energetycznych.

  3. Rosja to nie mocarstwo, tylko postkomunistyczny, lewacki syf. Do tej pory nie zrobili porządku z mauzoleum Lenina. Nad Kremlem dalej wisi czerwona gwiazda. Niemcy i Japonia to prawdziwe potęgi, przy których Rosja blednie. Porównajmy całkowity PKB tych krajów:

    Niemcy – 5,0 bln $,
    Japonia – 4,2 bln $,
    Rosja – 2,5 bln $.

    Warto też dodać, że Rosja to technologiczny skansen

    1. Rosja – Lenin, czerwona gwiazda, brak wolności. Niemcy, Europa Zachodnia – socjal, imigracja, LGBT, zielony ład, brak wolności.

      1. Faktycznie. Nie ma ŻADNEJ RÓŻNICY. Wszyscy to wiedzą, zatem to prawda. 🙂

        Tylko dlaczego w takim razie Rosjanie masowo wyjeżdżają na Zachód, do Niemiec i UE, natomiast jakoś nikt z Zachodu nie wyjeżdża do Rosji. Jeżeli ktoś taki nawet się zdarzy, jak Depardieu kiedyś, to jest to wielka sensacja o której długo piszą wszystkie media.

        To samo dotyczy oczywiście ChRL/USA

        1. Pomijam już to absurdalne porównywanie socjalu do komuchów, którzy żadnego socjalu by nie dali, a jak już to niewielkiej grupie ludzi. Skoro przybłędy z całego świata zjeżdżają się do krajów zachodnich i rdzenna ludność powoli będzie stawać się mniejszością lub przynajmniej obcych będzie na tyle dużo, że partie działające w interesie rdzennej ludności nie wygrają nigdy wyborów to jest to argument przeciwko systemowi tych krajów, a nie za. Już teraz lewactwo otwarcie przyznaje się do tego i mówi wprost o „the great replacement” w tonie afirmatywnym. Etniczno-biologiczne samobójstwo to nie jest coś, czym się będę zachwycać. Inna sprawa, że Putin, o czym miłośnicy Rosji zapominają wykrwawiając Rosję w tej wojnie wywoła ten sam efekt, bo po wojnie, gdy miliony ludzi będzie brakować na rynku pracy, będzie zapełnianie luk milionami kolorowych.

    2. Zobacz sobie nową cerkiew ich wojska… Mają antyczny rozmach kiedy chcą. Lewakom brakowałoby wyobraźni by coś takiego wybudować. Oni są spójni w swojej wizji, nawet jeśli jest staromodna jak trumna Lenina.

      1. Co z tego, że ich cerkiew ma rozmach, skoro są w niej bluźniercze obrazy gloryfikujące sowietyzm. Taka „cerkiew” dla ortodoksyjnego katolika nadaje się tylko do zburzenia. Wiara nie potrzebuje do przetrwania budynków, za to musi być logicznie bezsprzeczna. Nie da się bez dysonansu logicznego połączyć ortodoksyjnego katolicyzmu z promowaniem bolszewickiej historii.

  4. Rosja spuscila wpierdol na Ukrainie USA , Anglii , Niemcom i Francj , nie liczac sfory pozostalych karzelkow. Postkomunistyczny lewacjki … itd . jest bardziej wydolnyy od calego zachodu. Komentarz jest zbedny. Wlasnie plynie droga polnocna wieliki rosyjski tankowiec . To oznacza ,ze Niemcy, Anglia i Francja na stale zostaly pozbawione dostepu do tanich surowcow.

    1. „Rosja spuscila wpierdol na Ukrainie USA , Anglii , Niemcom i Francj”
      Śmiechu warte.
      „To oznacza ,ze Niemcy, Anglia i Francja na stale zostaly pozbawione dostepu do tanich surowcow.”
      Koń by się uśmiał.

  5. Trump właśnie zaatakował Iran. Ku bezsilnej wściekłości Rosji i ChRL. Zatem falsyfikacja artykułu wypadła negatywnie. Nie ma żadnego „koncertu mocarstw”. Nadal obowiązuje prawo międzynarodowe i nadal jest żandarm, który pilnuje jego przestrzegania. Niezależnie od tego, co sam Trump bredzi na ten temat.

    1. „Trump właśnie zaatakował Iran (…) Nadal obowiązuje prawo międzynarodowe (…) Niezależnie od tego, co sam Trump bredzi na ten temat.”
      XD

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *