Winnicki: Kto zakochał się w Trójmorzu i co z tego wynika

Przeglądając opracowania, raporty, czytając wypowiedzi i analizując posunięcia polityczne państw od Estonii po Bułgarię mogę powiedzieć jedno: nikt nie będzie „umierał” za projekt Trójmorza.

Pewnie, banał, ale wart przypomnienia wszystkim przekonanym, że między Tallinem a Sofią, mocą samej woli politycznej, inicjowanej głównie z Warszawy, powstał jakiś szczególny związek.

Nie ma tego związku nawet w dużo mniejszym i bardziej zwartym gronie, czyli Grupie Wyszehradzkiej, o konglomeracie bałtycko-czarnomorsko-adriatyckim nie wspominając.

Dlaczego tak się dzieje? Proste – interesy poszczególnych państw:

  • nierzadko się krzyżują,
  • jeszcze częściej państwa posiadają interesy względem siebie obojętne lub mało znaczące dla partnerów,
  • a, co najistotniejsze, mocarstwowi gracze spoza Trójmorza mają w rękach o wiele więcej instrumentów siły (politycznej, gospodarczej, militarnej) przyciągających poszczególne państwa.

Jeśli przeanalizować stosunek poszczególnych ekip rządzących w Trójmorzu do tej inicjatywy to widać zdecydowany entuzjam przede wszystkim w Warszawie. W pozostałych przypadkach można mówić po prostu o normalnym, spokojnym pragmatyzmie.

Oczywiście, nikt nie podważa tego w czym sam uczestniczy, ale pozostałe państwa podchodzą do sprawy bez specjalnego idealizmu. Na zasadzie – jest jakaś inicjatywa – może coś uda nam się na tym, małym albo żadnym kosztem, skorzystać.

Pytanie – co w sytuacji, kiedy pojawią się koszty? Momenty próby? Otóż momenty próby następują nieustannie, jak np. ostatnia nowa umowa gazowa Gazpromu z Chorwacją. I nie pozostawiają złudzeń – Trójmorze to miły klub, w którym nic istotnego ani trwale wiążącego oraz ważącego politycznie się nie dzieje.

Prawda jest bowiem brutalna – Polska może być atrakcyjnym partnerem, ale nie jest mocarstwem. Do tego nam jeszcze daleko pod każdym względem.

Koniunktura ekonomiczna owszem jest, ale neokolonialna struktura gospodarki nikomu nie imponuje i żadnych potężnych aktywów póki co nie generuje. Wojsko – zakupy nowoczesnego sprzętu idą jak po grudzie, a Obrona Terytorialna to dobry pomysł, ale siły militarnej zdolnej promieniować na region w tej chwili nie mamy.

Wreszcie – żaden potężny, dodatkowy atut siły politycznej również nie znajduje się w polskich rękach. Owszem, jesteśmy wraz z innymi państwami na jednej płaszczyźnie politycznej w kilku sprawach w UE. W zaledwie kilku i niekoniecznie zawsze jako lider.

Dopóki Polska na naprawdę silnego gracza w obszarze gospodarczym, militarnym czy dyplomatycznym nie wyrośnie, dopóty zawsze w obszarze między Tallinem a Sofią będzie naszą ofertę można dziecinnie łatwo przelicytować.

A skoro tak jest to znaczy, że snucie w oparciu o Trójmorze fundamentalnych planów geopolitycznych jest po prostu nietrafne. Więcej – groźne dla przyszłości państwa.

Co zatem wynika z powyższego opisu?

1. Trzeba do znudzenia powtarzać, a przede wszystkim dążyć, do budowy wewnętrznej siły naszego narodu i państwa. Postawić priorytety gospodarcze i militarne, ale mając świadomość, że bez obudowania demografii i twardego przeciwstawienia się liberalnej kulturze, obyczajowości – Polska będzie słabnąć nawet przy wzroście ekonomicznym.

2. W obszarze międzynarodowym przede wszystkim skupić się na rozgrywce między realnymi ośrodkami siły. Mniej marzycielstwa i chciejstwa, więcej – twardej walki o nawet drobne interesy narodowe. Zawrócić z fatalnej drogi, jaką dziś podążamy w polityce zagranicznej – czyli z przekonania, że w oparciu o dobre relacje z Waszyngtonem można jednocześnie stawiać czoła Berlinowi, Brukseli, Paryżowi, Moskwie, Madrytowi etc.

To fatalne założenie, królujące ewidentnie dziś w sferach rządzących, przeczy doświadczeniu polskiej historii i trzeźwemu oglądowi sytuacji międzynarodowej.

3. A co z Trójmorzem? Wyrzucić do kosza? Niekoniecznie. Podejść do tematu jak wszystkie inne państwa – starać się realizować za jego pomocą konkretne interesy Polski.

Pamiętając, że I Rzeczpospolita odeszła dawno i nigdy nie wróci. Zaklęcia o „braterstwie” tak często w Polsce używane wobec narodów Trójmorza działają przede wszystkim, o ile nie wyłącznie, na samych Polaków.

Polska będzie silna – pod warunkiem, że jej władze przestaną wszystkim dookoła opowiadać bajki, a co gorsza – samemu w nie wierzyć.

Robert Winnicki

za: prawica.net

[Głosów:8    Średnia:4.3/5]
Facebook

3 thoughts on “Winnicki: Kto zakochał się w Trójmorzu i co z tego wynika”

  1. Jestem autentycznie zaskoczony, że Winnicki tak rozumuje. Myślałem, że tam na tej nacjonalistycznej prawicy to wszyscy myślą, że Polska to jest I Rzeczpospolita, zaraz odbuduje razem z Ameryką Międzymorze i że będzie tak silna jak kiedyś gdy walczyła z Moskwą, Szwecją albo Brandenburgią, a pamięć o historii będzie nam wystarczać za potencjał materialny

    1. @Font To prawda, jak na człowieka z Młodzieży Wszechpolskiej całkiem nieźle;) (chyba – osobiście nie znam ludzi stamtąd). Ale i tak w samym słownictwie pobrzmiewa trochę wybujałych marzeń o jakiejś mocarstwowości (“Polska może być atrakcyjnym partnerem, ale nie jest mocarstwem. Do tego nam jeszcze daleko pod każdym względem.”, “Dopóki Polska na naprawdę silnego gracza (…) nie wyrośnie”).
      To chyba trochę nie tak – Polska pewnie nigdy nie będzie mocarstwem. Ale z drugiej strony – nie ma potrzeby, żebyśmy nim byli. Wystarczy być liczącym się graczem w regionie, liczącym się, choć drugoplanowym graczem w Europie, coś tym rodzaju.
      A Trójmorza państwa między Tallinem a Sofią nie zbudują, choćby chciały, za duży jest u nas bałagan. No chyba, że przyjdzie ktoś z zewnątrz (Amerykanie?), kto jest naprawdę dobry w te klocki i zrobi to za nas 😉

  2. (…)No chyba, że przyjdzie ktoś z zewnątrz (Amerykanie?), kto jest naprawdę dobry w te klocki i zrobi to za nas 😉(…)
    Wtedy Polska nie będzie pełnić roli nawet czwartorzędowej… Po prostu z ekspozyturą nie rozmawia się na poważne tematy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *