„Wirtschaftssoldaten“: czyli o modelu gospodarczym dla Polski

Ponowoczesność charakteryzuje się wieloma wewnętrznymi sprzecznościami. W świecie ponowoczesnym wolność urosła do naczelnej zasady życia społecznego. Wyemancypowani obywatele i konsumenci czują się niemalże panami świata. Jednocześnie świat podbija duch militaryzmu. Duch uniformizaji i subordynacji bierze w swoje posiadanie coraz większe rzesze ludzi. Współczesny człowiek staje się nowoczesnym żołnierzem: „żołnierzem gospodarki” (Wirtschaftssoldat).

Takimi właśnie „Wirtschaftssoldaten” są Niemcy. Przeciętny Niemiec ma dwa podstawowe obowiązki wobec swojego państwa: pracy (produkowania) i konsumpcji. Pracy i konsumpcji podporządkowane jest – w wielu przypadkach nawet – całe jego życie. Niemiecki cud gospodarczy ma swoje korzenie między innymi w totalnej mobilizacji narodu niemieckiego do poświęcenia całej jego energii życiowej właśnie produkcji i konsumpcji.

Napędzanie konsumpcji jest niezbędne do napędzania produkcji. Wypromowanie nowego – konsumpcyjnego stylu życia stało się więc kluczem do tego, by niemiecka produkcja mogła iść pełną parą. Rozwojowi niemieckiej gospodarki zostało podporządkowane niemalże wszystko. Nie może więc dziwić, że symbolem powojennej niemieckiej tożsamości narodowej stała się narodowa waluta, czyli marka.

Zacznijmy od niemieckiej szkoły. Niemiecka szkoła produkuje masę, niemającą podstawowej wiedzy na temat historii (nawet samych Niemiec), literatury, sztuki, itd. Jest to działanie w stu procentach celowe. Po co pracownikowi i konsumentowi taka wiedza? To balast, który „zaśmieca” głowę. Ale to nie wszystko. Człowiek, któremu bliska byłaby idea conditio humana, jeszcze zacząłby zadawać sobie niebezpieczne dla systemu pytania. Np. o sens życia (inny niż konsumpcja), o istnienie Boga (innego niż demokracja i prawa człowieka), wolność (inną niż tę polegającą na wyborze między dobrami konsumpcyjnymi), odpowiedzialność moralną (która jest czymś innymi niż przestrzeganie przepisów prawa stanowionego). Na dodatek, może jeszcze wyrobiłby sobie gust estetyczny i tym samym „sztuka” masowa by go nie zadowalała! A przede wszystkim: stałby się indywidualistą, który nie byłby skłonny do całkowitego podporządkowania się systemowi.

Niemiecka szkoła skutecznie więc chroni swoich „klientów” przed myśleniem. System nie lubi jednostek myślących, bo one zadają za dużo pytań i generalnie szukają dziury w całym. Jednocześnie ochrona ta jest niezwykle skuteczna. Jak to kiedyś ktoś mi powiedział, na lekcjach historii przerabiał tylko wszystkie rewolucje oraz narodowy socjalizm, ale za to – nauczył się myśleć. Nie mając żadnej wiedzy historycznej, nauczył się właśnie „myśleć”… „Myślenie” nowoczesnego żołnierza polega jednak na zwykłym mądrzeniu się. Jego podstawą jest całkowita ignorancja, gdyż tylko ten, kto nie posiada żadnej wiedzy, nie zna swoich własnych ograniczeń. (Każdy, kto ma jakąkolwiek wiedzę, zna także jej granice).

Zadaniem uczelni wyższych natomiast jest produkacja tzw. Fachidioten (Fach – specjalizacja, zawód, Idiot – idiota). Fachidiot to najwyższej klasy specjalista w danej dziedzinie, który nie posiada dosłownie żadnej wiedzy ogólnej. Fachidiot będzie znał wszystkie publikacje naukowe dotyczące jego specjalności, ale nie będzie np. znał takich pojęć jak Karolingowie, faryzeusze albo benedyktyni. Fachidiot nie zadaje sobie żadnych pytań egzystencjalnych. On nawet nie wie, że takowe istnieją… Tym samym, całą swoją życiową energię może poświęcić temu, co kocha najbardziej, czyli swojej pracy.
Praca jest pierwszą miłością dla wielu Niemców, szczególnie tych lepiej wykształconych. Pracy podporządkowują wszystko: życie prywatne, zdrowie, moralność. Są wyjątkowo mobilni: jeśli firma zażąda przeprowadzki do innego miasta czy nawet państwa, mało kto odmówi. Nawet jeśli oznacza to opuszczenie środowiska, w którym dzieci mają kontakt np. z dziadkami. Ewentualnie, taki rodzic przeprowadzi się sam, a swoją rodzinę będzie odwiedzał w weekendy. „Fernbeziehungen”, czyli związki – a nawet rodziny na odległość to w Niemczech zjawisko zupełnie normalne. Wielu pozostaje singlami, bo na życie prywatne szkoda im czasu, ewentualnie rezygnują z posiadania dzieci. Są także europejskimi liderami w wyrabianiu nadgodzin. Nawet jeśli już wykonali swoją pracę, to i tak wypada zostać dłużej (bo co sobie szef pomyśli). Należy również zaznaczyć, że nie zadają sobie pytań o moralną kwalifkację swoich obowiązków zawodowych. W końcu są tylko wykonawcami poleceń płynących z góry (wyparcie pytań moralnych ze sfery ekonomiczno-państwowej jest charakterystyczne dla cywilizacji bizantyskiej, o czym pisał Koneczny).

Niemiecki świat pracy zdominowany jest przez średnie i duże korporacje, zorganizowane na militarną modłę. Jednostka zaczyna na dole rozbudowanej struktury hierarchicznej, po czym po kolejnych szczeblach kariery zawodowej pnie się w górę. W celu zrobienia kariery niezbędna jest pełna identyfikacja z firmą. Dla wielu staje się ona niemalże nową rodziną, a dla niektórych – jedyną wspólnotą, w ramach której egzystuje. Praca dla firmy daje jednostce poczucie własnej wartości, a nawet tożsamości. Stanowi to świetne warunki ku temu, by jednostka mogła stać się użytecznym narzędziem w rękach tych, którzy wiedzą, jak używać jej do realizacji celów firmy. Wystarczy np. celowo podkopać jej poczucie własnej wartości, by potem wzmocnić je poprzez przydzielenie nowego zadania, które jednak jest nie do końca etyczne: wola pracowników łamana jest w badzo wysublimowany sposób.

Wielu niemieckich pracowników jest prawdziwymi zakładnikami swoich firm. Lojalność w stosunku do pracodawcy zwiększa kredyt, który zaciągnęło się na jakiś cel (np. nadmierną konsumpcję). Ważną rolę odgrywa także dobre świadectwo pracy: niemieccy pracodawcy przywiązują do takich świadectw dość dużą wagę. Tak więc lepiej nie zadzierać z firmą, bo się odpłaci kiepskimi referencjami…

Dobre zarobki mają swoją cenę: prawdziwie żołnierskie podporządkowanie się firmie. I to kosztem życia rodzinnego i prywatnego, utraty zdrowia oraz naginania własnego sumienia. Tymczasem alternatywy dla tego systemu powoli zanikają. Niemieckie społeczeństwo rozpada się na wyższą sferę (Oberschicht) i prekariat (Unterschicht). Utrzymanie się w wyższej sferie wymaga zupełnego podporządkowania się systemowi. Ten, kto psychicznie nie jest zdolny do wojskowej dyscypliny, musi liczyć się z tym, że zasili szeregi prekariatu. Wielu bowiem nigdy nie zdecyduje się na założenie swojej własnej firmy. Do tego potrzebne są cechy charakteru, których Niemcy często nie mają: odwaga, samodzielność w podejmowaniu decyzji, kreatywność, poczucie niezależności. Wizja zasilenia szeregów prekariatu jest więc kolejnym czynnikiem wzmacniającym postawę lojalności w stosunku do firmy i w ogóle całego systemu.

W prawdziwie wojskowej dyscyplinie naród niemiecki nie tylko pracuje, lecz również konsumuje. Świat konsumpcji także charakteryzuje się wojskową strukturą hierarchiczną. Pozycja w hierarchii społecznej powiązana jest bowiem z mniejszym lub większym dostępem do dóbr konsumpcyjnych. Ludźmi, którzy na tej drabinie są niżej usytuowani, pogardza się, a tym, którzy są umiejscowieni wyżej, zazdrości. Konsumpcja stała się źródłem tożsamości, to ona daje jednostce poczucie, że jest cokolwiek warta. Wybór „przyjaciół” w dużej mierze powiązany jest z równymi możliwościami konsumpcji. W końcu relacje międzyosobowe coraz bardziej sprowadzają się właśnie do wspólnego konsumowania. Także i ten czynnik wzmacnia lojalność w stosunku do pracodawcy i systemu: utrata pracy to utrata możliwości konsumowania, co oznacza utratę „przyjaciół”.

Jednym z głównych kryteriów, według których można poznać status społeczny konsumenta, jest to, jak często może on sobie pozwolić na wyjście do restauracji. Zamożniejsi jadają „na mieście” kilka razy w tygodniu, biedota – raz w tygodniu, albo nawet raz na miesiąc, i to w restauracji McDonald’s. Wypasiony samochód także jest społeczną wizytówką konsumenta. Następnie duże mieszkanie (zazwyczaj wynajmowane), drogie meble oraz najnowocześniejszy sprzęt elektroniczny.

Ale najważniejszy jest urlop. Dla Niemca urlop to świętość. W końcu to jego żołnierska przepustka: może opuścić koszary. Sposób spędzania urlopu zależy od jego osobistego wkładu w budowanie systemu: kto w hierarchii zawodowej osiągnął więcej, może sobie pozwolić na lepszy urlop. Lepszy – oznacza możliwość złożenia tyłeczka pod palmą na jakieś bardziej egzotycznej wyspie. „Żołnierzy szeregowych” stać tylko na Majorkę, „gwardia oficerska” może sobie pozwolić np. na Karaiby. Niemcy podróżują po całym świecie, tym samym napędzają nie tylko niemiecki, ale i światowy przemysł turystyczny. Urlop jest bardzo ważnym wydarzeniem w życiu Niemca: dostarcza mu wielu wrażeń, którymi żyje jeszcze przez wiele tygodni. Przede wszystkim ma o czym rozmawiać ze swoimi „konsumpcyjnymi” towarzyszami.

Do czystej konsumpcji sprowadzony także został seks. Szczególnie jeśli jest urozmaicony różnego rodzaju gadżetami, które rozprowadzane są przez popularną sieć sklepów Beate Uhse. Do tego dochodzi jeszcze turystyka seksualna, szczególnie wyprawy do Tajlandii. A jak nie seks, to alkohol: alkoholu w Niemczech pije się nie mniej niż w krajach, które tradycyjnie kojarzone są z alkoholizmem (oficjalnie w Niemczech alkoholików nie ma…).
Towarem czysto konsumpcyjnym stała się także żywność. Dużym wzięciem cieszą się oczywiście gotowe produkty, które wystarczy włożyć do mikrofali. W ten sposób można oszczędzić czas, który nowoczesny żołnierz przeznaczy na pracę i dalszą konsumpcję.
Czas wolny to także wellness, fitness, rower albo joga. Każda dziedzina sportu wymaga odpowiedniego stroju, sprzętu, czasopism i literatury fachowej. Czyli – raj dla producentów.
Niemiecki konsument pracuje dla niemieckiej gospodarki nawet podczas sprzątania mieszkania. Używanie zużytych podkoszulków jest dobre dla społeczeństw cywilizacyjnie niższych. Niemiec ma cały zestaw szczotek, szmat, płynów i proszków: specjalny zestaw do żaluzji, inny do kaloryfera, jak również wanny i zlewozmywaka.

A na temat niemieckiej kultury picia kawy można by napisać osobny artykuł. Wokół niej bowiem rozwinęła się już cała nowa gałąź przemysłu…

W ten to właśnie sposób produkcja może być utrzymywana na stałym poziomie. Niemiec, który konsumuje, przyczynia się do wzrostu gospodarczego niemieckiego państwa. Pracuje więc dla niego 24 godziny na dobę. Nawet jak śpi: bo śpi na specjalnie wyprofilowanym materacu, pod pościelą ze specjalnej antyalergicznej bawełny, itp. Niemieckiemu konsumentowi nie wolno pozostawać w tyle za innymi. Jeśli mu się coś takiego przydarzy, być może już nigdy nie nadrobi dystansu, jaki dzieli go od innych.

Cały system opiera się nie tylko na zaspokajaniu podstawowych potrzeb materialnych, lecz przede wszystkim – na wytwarzaniu nowych. To nic, że telewizor działa. Mimo wszystko należy się go pozbyć, bo sąsiad ma już lepszy! Tak zwany postęp gospodarczy polega na produkowaniu kolejnych dóbr, które szybko wyrzucane są na śmietnik. Czyli: zasadza się na ciągłym przejadaniu owoców własnej pracy. Nie dziwi więc, że Niemcy znajdują się w tyle za większością państw europejskich, jeśli chodzi o ilość mieszkanców posiadających nieruchomości. Jak podaje „Spiegel”, kwota posiadaczy nieruchomości w Niemczech to 42%, przy czym średnia europejska to ponad 60 %. (Dla porównania, we Włoszech albo Hiszpanii jest to 80%, za: http://www.spiegel.de/wirtschaft/0,1518,633636,00.html). Niemcy wynajmują mieszkania, mimo że mogliby sobie pozwolić na kupno własnego mieszkania czy nawet domu. Zaciągnięcie kredytu wiązałoby się jednak z koniecznością ograniczenia aktywności konsumpcyjnej, co miałoby ujemne skutki dla niemieckiej produkcji. Do tego dochodzi oczywiście ograniczenie mobilności zawodowej, związane z posiadaniem nieruchomości. Niemiec w końcu ma być żołnierzem, którym firma ma prawo w pełni rozporządzać.

W ten oto sposób rozmowy na tematy egzystencjalne zostały wyeliminowane nie tylko z życia publicznego, ale także prywatnego. To strata czasu i energii, które nowoczesny żołnierz powinien przeznaczyć na pracę i konsumpcję. Jeśli ma kaca moralnego, albo po prostu czuje się źle we własnej skórze, niech rzuci się w wir pracy i konsumpcji. Szybko zapomni o zmartwieniach. A jak i praca nie pomoże, to przecież są tabletki, które przemysł farmaceutyczny produkuje z troski o jego zdrowie i dobre samopoczucie.
System doskonale reprodukuje się. Wyparcie wszelkich pytań egzystencjalnych z życia człowieka sprzyja wzrostowi konsumpcji, a to wymaga pieniędzy. Konsument będzie więc dużo pracował, będzie też skłonny do całkowitego podporządkowania się systemowi.

Polscy konserwatyści powinni dokładnie przypatrzeć się niemieckiemu modelowi gospodarczemu. Poprzez UE dokładnie ten model narzucany jest narodowi polskiemu (na marginesie: polscy konsumenci także w dużej mierze pracują dla niemieckiej gospodarki. Ale nie tylko. Francja także odpowiednio zadbała o swoje interesy). Jaki więc model życia gospodarczego powinien być promowany w Polsce? Czy jego podstawą także powinna być ekscesywna konsumpcja, której zadaniem jest napędzanie produkcji? Jeśli tak, to polscy konserwatyści powinni zaprzyjaźnić się z demoliberalizmem, bo właśnie ta ideologia produkuje bezrefkleksyjnych konsumentów, czyli gospodarczych żołnierzy. To oni w pocie czoła konsumują, by produkcja mogła iść pełną parą! Jak się mówi A, to trzeba powiedzieć B.
A jeśli polskim konserwatystom demoliberalizm się nie podoba, to najwyższy czas, żeby zaproponowali jakiś alternatywny model gospodarczy.

W kręgach polskiej prawicy dyskusja na kwestie ekonomiczne ogranicza się do sporu między zwolennikami interwencjonalizmu państwowego oraz jego przeciwnikami. I to wszystko. Tym samym – w gruncie rzeczy najważniejsze pytanie o miejsce ekonomii w życiu społecznym narodu pozostaje nawet nietknięte, tak samo jak pytanie o definicję bogactwa i postępu ekonomicznego. Czy naród, który wszystko „przejada”, co wyprodukuje, jest bogaty? Najwyższy czas, żeby polska prawica postawiła sobie te właśnie pytania.

Magdalena Ziętek
[aw]

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “„Wirtschaftssoldaten“: czyli o modelu gospodarczym dla Polski”

  1. Dr Bala pewnie sie kapie w przereblu lub naciera sniegiem, wiec ja pozwalam sobie pierwszy. 1/Pani opisuje kalwinski model przedsiebiorstwa.Tyle to ma z Niemcami wspolnego, co i z Francja. 2/Wszystko co Pani napisala stosuje sie identycznie do sytuacji we Francji, a przeciez Francuzi nie sa Niemcami! 3/To jest model globalny, liberalno-socjalistyczny. 4/Myli Pani wojsko z czambulem.Armia rozwija osobowosc, zas czambul ja niszczy. Ale nawet w armii pruskiej bylo wesolo, bo armia jest osobowosciowotworcza zawsze, z wyjatkiem armii komunistycznych, choc z opisow Solzenicyna wynika, ze i tam byly przyjazn i szlachetnosc. 5/Dodanie symbolu SS obok Pani tekstu uwazam za w zlym guscie, ale to pewnie Naczelny, bo to Jego typ humoru. pozdrowienia a.r.

  2. Wiele krytycznych ocen. I pytania o właściwy model. Mobilność przy zdobywaniu środków do życia nie jest czymś z gruntu złym. Od tego ludzie zaczynali i żyli tak przez kilkaset tysięcy lat. Osiadły tryb życia liczy sobie tylko kilka tysięcy lat. Miliardy ludzi na całym świecie chciałyby żyć tak jak Niemcy. Ich system gospodarczy jest bardzo efektywny. Wiele w nim małych i średnich firm. Sporo firm rodzinnych. Niemieccy inżynierowie nadal są wspaniali. To jest gospodarka, która rywalizuje z najlepszymi na świecie. Polscy przedsiębiorcy kooperują z nią. Uczą się od niej. Nowoczesne firmy działają podobnie na całym świecie. Budują zespoły pracownicze, ich identyfikację, motywację. Firmy małe i duże działają jak małe armie na globalnym rynku. W Niemczech ta globalna skala działalności jest mocno odczuwalna, bo są one drugim na świecie eksporterem. Dzięki rozsądnej niemieckiej polityce zagranicznej świetnie dobie radzą i w Chinach, i na Bliskim Wschodzie, i w Afryce, i na wszystkich innych kontynentach. To nimieckie firmy, ich menedżerowie i właściciele stworzyli podstawy potęgi Niemiec. Natomiast laicyzacja Niemiec i brak pytań egzystencjalnych, ma korzenie w rewolucjach protestanckiej i socjalistycznej, w walce z Kościołem katolickim. Obecnie Niemcy będą jeszcze bardziej niż wcześniej strać się być jak najlepszymi pracownikami (żołnierzami) w swoich firmach. Z powodu globalnego spowolnienia gospodarczego zaostrza się walka na globalnym rynku. Chińczycy próbują odbierać Niemcom know how i wypierać ich z rynku. Wiele polskich firm to poddostawcy firm niemieckich. Sukcesy Polaków zależą więc od sukcesów Niemców. Również polskie firmy stają się armiami. Niektóre stają się samodzielnymi graczami na rynku i wypierają firmy niemieckie. Niedużo jest takich polskich firm, ale są, np. Fakro, Mokate, Solaris, Atlas, BRW, Mlekowita, Asseco, Comarch. Każda z nich działa jak armia najemnych żołnierzy. Każda walczy z konkurencją w Polsce i innych krajach. Taki jest biznes – mobilny, jak ludzie przez setki tysięcy lat. Tylko biznes tworzy realne miejsca pracy, tylko biznes utrzymuje rodziny, gminy, państwo, kościół, kulturę. Tylko biznes deje środki utrzymania, pozwalające w wolnych chwilach zadawać egzystencjalne pytania. Przez kilkaset tysięcy lat ludzie byli mobilni, polowali na zwierzęta, szukali w lasach jagód, innych owoców, korzonków, by… przetrwać. Podobnie jest teraz. Pracownicy firm są mobilni, by mieć środki na utrzymanie i przetrwać. Single byli zawsze. Podobno w społeczeństwach pierwotnych było ich więcej niż obecnie, bo nie byli w stanie założyć rodziny, gdyż większość kobiet mieli w swoich haremach silni przywódcy stad. Dostrzegam w niemieckim społeczeństwie elementy zdemoralizowania, np. akceptowanie działania domów publicznych, upokarzania w nich kobiet. To jest jeden z przejawów militaryzacji życia społecznego. Dowódcy wielu armii akceptowali rozładowywanie napięcia seksualnego żołnierzy w burdelach. Obecnie mamy znowu do czynienia ze wzmożoną rywalizacją mocarstw o panowanie nad światem. Niemcy biorą aktywny udział w tej grze, w której podstawą jest efektywna gospodarka. Chcą nas na stałe włączyć do swojego rydwanu. Nie wiem, czy szczerze zapewniają nas o nienaruszalności naszej zachodniej granicy. Gospodarczo wiele części naszego biznesu jest już częścią tego rydwanu, np. trzeci co do wielkości bank – BRE Bank, spora część gospodarki wykupiona przez niemieckie firmy oraz spora część polskich firm kooperujących z firmami niemieckimi. Niebezpieczne jest to, że za pomocą pakietu klimatycznego Niemcy chcą wykończyć sporą część polskich firm. Walka z wymyślonym globalnym ociepleniem doprowadzi do znacznego wzrostu cen energii w Polsce, a w konsekwencji do upadku wielu polskich firm, które kupując te droga energię, nie poradzą sobie na globalnym rynku. Rząd PO-PSL wyraźnie w tej sprawie ulega naciskom Niemiec. Potrzebujemy kogoś, kto będzie mocniej bronił interesów polskich firm, naszej egzystencji. Janusz Korwin Mikke nie ma racji, twierdząc, że narodowość właściciela firmy nie ma znaczenia. To szczególnie dobrze widać w czasach kryzysu, gdy niemieckie banki dają kredyty niemieckim firmom, a przed polskim stawiają większe bariery. Lepiej jest więc, by bank był w państwowych rękach, ale polskich, niż w prywatnych, ale obcych. Dopóki istnieją narodowe państwa i rywalizują o pozycję w świecie, narodowość właścicieli firm i banków będzie miała znaczenia. Niemcy mogą być dumni ze swoich firm i kultury korporacyjnej. Jeżeli chcemy przetrwania polskiego państwa, nie mamy innego wyjścia – musimy uczyć się od nich i ich naśladować. Pozdrawiam Jerzy Krajewski

  3. Z mojego doświadczenia Niemcy są głośniejsi, bardziej roszczeniowi i bardziej zasadniczy od większości europejczyków. Można coś o tym napisać, ale powpisywanie jakiś niemieckich neologizmów i robienie z nich jakiś zmilitaryzowanych szwadronów pracy, to przesada. Nie wiem jaki ma to sens. Francuzi są z mojego doświadczenia lepiej ubrani, ale bardziej agresywni od Niemców i też można pododawać jakieś francuskie neologizmy i napisać, że Francuzi są np. bardziej „dzicy” i prymitywna plemienna dzikość jest źródłem „cudu gospodarczego” Francji?

  4. Istotnie, tekst gra na rasowym podejsciu wobec Niemcow i na niecheci do Hochdeutschu jako do jezyka. To jest wlasnie germanofobia = zaslona dymna + rasizm. To nie jest model gospodarczy niemiecki tylko globalny , kalwinski z pochodzenia.

  5. @Antoine Ratnik: A w czym Pan upatruje tego rzekomego rasizmu i na dodatek niecheci do jezyka niemieckiego?!!!! Oczywiscie, ze jest to system globalny, tylko Niemcy opanowali go do perfekcji. I wlasnie dzieki temu byli (a moze nawet ciagle sa) Exportweltmeister. Cudow gospodarczych nie ma. Zrodlo niemieckiego sukcesu lezy wlasnie w totalnej mobilizacji narodu niemieckiego do konsumpcji i produkcji! Swiat gospodarczy jest brutalny. Niemcy wygrywaja w tej walce, bo potrafia dbac o swoje interesy. W tym panstwie wszystko zostalo podporzadkowane celom gospodarczym, i dzieki temu osiagaja swoje sukcesy. A polska prawica nie ma zielonego pojecia o tym, jak dziala swiat biznesu. I dlatego Polska gospodarczo staje sie wasalem obych panstw.

  6. @Jerzy Krajewski: zgadzam sie z wieloma Pana tezami, ale mam bardzo mieszane uczucia, jesli chodzi o ten system. W kazdym badz razie, bede nadal go analizowac.

  7. @ Magdalena Ziętek Ja też mam mieszane uczucia dotyczące tego systemu gospodarczego. Ale czasy, w których obecnie żyjemy, nie są najgorsze. Najważniejsze, by utrzymać pokój. Następnie – rozładować napięcia społeczne, które nasilą się jeszcze bardziej, gdy gospodarka światowa jeszcze mocniej spowolni. Natury firm i nowoczesnego biznesu nie zmienimy. Państwa już bronią się przed monopolami, wprowadzają przepisy przeciwdziałające powstawaniu kolosów gospodarczych. Zaczynają też sobie zdawać sprawę z problemów demograficznych. My, konserwatywni liberałowie, uważamy, że wiele problemów ekonomicznych i społecznych pomogłoby rozwiązać przeniesienie odpowiedzialności za życie ludzi z poziomu państwa na poziom rodziny. Stąd postulat wprowadzenia dobrowolności ubezpieczeń społecznych. Niech ludzi sami decydują. Niech pomocy spodziewają się najpierw od rodziny, a wtedy będą o nie bardziej dbali. Potem od gminy i parafii. W czasach korporacji oznacza to jednak, że jednostki będą identyfikowały się z rodzinami, firmami, parafiami, gminami. To będzie oznaczało, że nadal będą duże nierówności w dochodach i poziomach życia. W nierównościach ekonomicznych nie ma nic złego, dopóki niewiele jest osób, które nie są w stanie przetrwać. A wtedy pomagają im rodziny, gminy i parafie. Tak było, jest i będzie. Niemieckie społeczeństwo nie jest więc złe. Dobrze sobie radzi. Ma niezłe elity i przywódców. Niepokojące jest odradzanie się niemieckiego imperializmu, ambicji, by znowu być wielkim mocarstwem. Ma w tym pomóc globalna waluta euro. Stąd tak wielka jego obrona. Zachód bankrutuje, ale przetrwa, jeżeli nie wybuchnie wojna. Wydaje mi się, że większe problemy niż Niemcy mają USA, których firmy wyprowadził przemysł za granicą, Wielka Brytania, w której nastąpił podobny proces. Nie wiem, jaką cenę Niemcy zaproponują nam za pozostawienie nam na stałe Ziem Odzyskanych. Być może wystarczy im kontrola nad naszą gospodarką, polityką i armią. Zobaczymy, jaki będzie układ sił na globalnej scenie politycznej za 5-10 lat, gdy Zachód po kryzysie wróci na ścieżkę wzrostu gospodarczego. Wydaje mi się, że pozycja Niemiec będzie mocniejsza niż obecnie, a zawdzięczać to będą swoim firmom – małym i dużym armiom, które skutecznie walczą na całym globie. Polskie firmy powinny z tymi armiami współpracować, ale walczyć też o własne pozycje. Natomiast rząd powinien przeciwdziałać pakietowi klimatycznemu, cały czas liczyć, co się nam opłaca. W razie czego powinien zagrozić wyjściem z UE, choć nie będzie to łatwe. Niemcy za pomocą dotacji twardo trzymają nas w garści. Co to będzie, gdy unijni urzędnicy zaczną masowo pod byle pretekstem kwestionować wypłatę obiecanych dotacji na drogi, koleje i filharmonie? Kto płaci, ten wymaga. Nic za darmo. Wtedy może okazać się, że ponieśliśmy olbrzymie koszty, m.in. administracyjne, po pozyskać dotację, ale dotacji nie dostaniemy. Do jakich ustępstw zmuszą nas wtedy Niemcy? Na systemie OFE, który został wprowadzony na życzenie amerykańskich i europejskich instytucji finansowych, straciliśmy już 25 mld zł (w tym jest 15 mld zł opłat dla PTE). Na prywatyzacji PZU straciliśmy kilkanaście mld zł, a na prywatyzacji Pekao SA kilkanaście miliardów złotych. Te darowane zachodnim instytucjom finansowym kwoty wyglądają jak łapówki za przyjęcie nas do UE. Gdy w 2014 roku zrobimy więc bilans wejścia do UE, wcale nie musi być dla nas pozytywny. Może się okazać, że Niemcy znowu nas ograli, że najwięcej skorzystały ich firmy i banki. One już skorzystały. Polska miała być przyjęta do UE w połowie lat 90 XX wieku. Pod taki scenariusz nasz władze obniżyły cła dla niemieckich towarów. Ale Niemcy nie wywiązali się z obietnicy. Przyjęli Polskę do UE dopiero w 2004 r. na warunkach traktatu nicejskiego. Zaraz znowu nas jednak ograli i zmusili do przyjęcia traktatu konstytucyjnego, a gdy ten przepadł w referendach we Francji i Holandii, zmusili do akceptacji traktatu lizbońskiego. Niemcy są mocne dzięki sile swoich małych, średnich i dużych firm, dzięki ich menedżerom i mobilnym pracownikom. To pozwala im narzucać wolę innym państwom. Jedynym sposobem na przeciwstawienie się im jest dbanie o siłę swoich małych, średnich i dużych firm. Nie ma innego wyjścia. Musimy być mobilnymi pracownikami, ciągle uczyć się i skłaniać do tego nasze dzieci. Wychowywać je w duchu patriotyzmu, przekonywać, że własne państwo jest ważne. I próbować przekazywać nasze katolickie wartości: miłość bliźniego i miłosierdzie. Niemcy chcą rozbić państwa narodowe, dlatego promują regiony. Władze regionów będą bowiem słabsze i bardziej spolegliwe niż władze państw. Wydaje mi się, że warunkiem wejścia Polski do UE było utworzenie regionów – stąd wzięła się reforma samorządowa. Specjaliści od zarządzania wiedzieli, że system dwuszczeblowy jest lepszy niż trójszczeblowy, ale Berlina przyszło zalecenia, że mają być regiony, więc rząd Jerzego Buzka wykonał je, łamiąc opór specjalistów. Zaraz po II wojnie w radzieckiej strefie wpływu kto był bardziej spolegliwy wobec Moskwy robił karierę w Polsce. Teraz, kto jest bardziej spolegliwy wobec Niemiec robi karierę w Brukseli. Po II wojnie sojusz z ZSRR był polską racją stanu. Ale jedni politycy potrafili w Moskwie ugrać więcej dla Polski, a inni bardziej strachliwi – mniej. Teraz również toczy się gra interesów między Polską a Niemcami. Teraz mamy trochę mocniejsze karty, ale nie za mocne. Naszą siłą jest tylko dynamiczny biznes. Bo biznes jest podstawą. Jerzy Krajewski

  8. „Niemieckie społeczeństwo rozpada się na wyższą sferę (Oberschicht) i prekariat (Unterschicht). Utrzymanie się w wyższej sferie wymaga zupełnego podporządkowania się systemowi. Ten, kto psychicznie nie jest zdolny do wojskowej dyscypliny, musi liczyć się z tym, że zasili szeregi prekariatu”. I świetnie. System ten od wieków praktykują Anglosasi, z niezłymi wynikami.

  9. Pani Magdaleno, napisala Pani doskonaly tekst. Doskonala charakterystyka niemiec, od a do z.. wiem co mowie bo spedzilem w niemczech kupe lat 🙂 I Wiem ze Polak nie jest w stanie zniesc tego niemieckiego wszedobylskiego ordnungu.. to jest oboz koncentracyjny.. nie wiem skad Pani czerpie te wiadomosci ale to strzal w 10.. jest dokladnie tak jak Pani napisala.. I ten brak wiedzy ogolnej niemcow, wszyscy maja takie zdanie jak telewizor.. dokladnie 100 %.. dziwne Panstwo.. Mysle ze w Polsce toaki model spoleczenstwa jest niemozliwy.. pozdrawiam..

  10. @pbala Z niezlymi wynikami? Pan za” niezle wyniki” uwaza globalne wywlaszczenie, 3 wojny swiatowe i socjalizm planetarny? Chyba przerebel byl za zimny!Natomiast Pan ma racje podajac anglosaskie korzenie tego piekla na Ziemi. Anglosaskie=protestanckie.Tu pelna zgoda. @kat To samo jest we Francji.Niemcy sa tylko ofiarami.

  11. Zamiast dywagowac o rasowych obciazeniach Niemcow, lepiej by sie bylo zajac zabojstwami dokonanymi przez polskich policjantow na polskich dzieciach. Trzeba umiec spojrzec prawdzie w oczy: http://youtu.be/4kRxAeEJrIw W RFN tego nie ma. Fakt bycia Polakiem nie daje automatycznie przepustki do swietosci.Polska to nie jest templum Dei, templum Dei. Wydalismy Feliksa Dzierzynskiego.

  12. @Antoine Ratnik| Z „Krwawym Felkiem” trochę Pan przesadził, nie jest do końca pewne czy naprawdę był Polakiem. Nie wiem czy przypadkiem jego prawdziwym nazwiskiem nie było Rufin.

  13. Tekst p.Ziętek bardzo interesujący, podobnie jak drugi komentarz J.Krajewskiego. @pbala Pan ma chyba za długo siedział na tych saksach u protestantów (Bawarii nie licząc;). Takie dzielenie społeczeństwa jest typowo protestanckie, np. kto ma coś więcej w głowie(i kieszeni;) dawaj do masonerii, reszta może mieć status pół-niewolników, to samo w np. w Kościele anglikańskim, dla wymagających HighChurch dla prostaczków LowChurch. W katolicyzmie widzi Pan coś podobnego? U nas Prawda jest ta sama dla małych i dla wielkich.

  14. ciekawe jakbym czytał opis polskiego społeczeństwa. U nas także wszyscy myślą tak jak w TV, zero samodzielności w tym względzie. Korporacje istnieją, gdyż jest tak na całym świecie i praca w nich to jak w wojskowych koszarach. Nijakość, bylejakość i konsumpcjonizm (może mniejszy, bo ludzie mają mniej kasy) to wszystko jest także na szeroką skalę obecne w Polsce

  15. Reasumując teza tekstu jest taka: niemieckie społeczeństwo rozpada się na wyższą sferę (Oberschicht) i prekariat (Unterschicht). Jeżeli faktycznie tak jest, to znaczy że naród niemiecki nie zatracił instynktu samozachowawczego.

  16. @Jerzy Krajewski: „miłość bliźniego i miłosierdzie” – na to nie ma miejsca w tym systemie. Trzeba byc zwyklym s., ktory jest gotowy do pelnej lojalnosci w stosunku do systemu. W przypadku konfliktu wladzy z jednostka, trzeba stanac po stronie wladzy. Zeby ratowac swoj tylek. Tak to wyglada.

  17. @pbala: prosze sobie poczytac podreczniki z zakresu socjologii, to dowie sie Pan z nich, ze taki rozpad spoleczenstwa jest poczatkiem konca. Prekariat zyje z zasilkow spolecznych, czyli na koszt Oberschicht. Cofniecie zasilkow jest natomiast zbyt ryzykowne, bo moze dojsc do rewolucji. To wlasnie angielski system przyczynil sie do powstania socjalizmu.

  18. @Przemysław Gołębiowski: to jest takze charakterystyczne dla spoleczenstwa zydowskiego. Brak klasy sredniej i wspolistnienie wielkiego bogactwa obok skrajnej biedy bylo typowe dla wielu gmin zydowskich.

  19. @Magdalena Zietek ” To wlasnie angielski system przyczynil sie do powstania socjalizmu. „- Tak, dokladniej system wyrosly z tego wszystkiego, co sie stalo w Anglii po zerwaniu z Rzymem.O tym jest wlasnie esej Ph.Marcille.Pani analiza jest bardzo wnikliwa, tyle tylko ze niewiele to ma wspolnego z Niemcami.Zareczam Pani, ze kazde Pani zdanie jest natychmiastowo transponowalne do sytuacji francuskiej.

  20. @kat „Mysle ze w Polsce taki model spoleczenstwa jest niemozliwy..” – jest nie calkowicie mozliwy , bo kraj o wiele biedniejszy. Ale w pewnych przedsiebiorstwach i kregach spolecznych w Polsce juz jest realizowany.Polska ma interes, zeby zostac relatywnie biedna, bo to ja chroni przed nadmiarem systemu i przed imigracja.

  21. @AR: „Zareczam Pani, ze kazde Pani zdanie jest natychmiastowo transponowalne do sytuacji francuskiej”. Nie mam co do tego zadnych watpliwosci. Ja pisze o Niemczech bo tu w tej chwili zyje. I nie chce, zeby takie Bizancjum zapanowalo w Polsce. Ale jednoczesnie – krytykujac ten system – nalezy zaproponowac jakas alternatywe. I nad tym wlasnie konserwatysci powinni sie zastanowic. Bo ten system dziala – przynajmniej na razie. A konserwatystom nie wolno tworzyc zadnych utopi.

  22. @Magdalena Zietek Alternatywy politycznej,latwej do osiagniecia obecnie nie ma.Nalezy zrezygnowac z opcji biezacopolitycznej, rozpoczac ponowne, wspolne i systematyczne studia nad Sw.Tomaszem,kultywowac przyjazn, powazne dyskusje i pamietac, ze za kazdy czyn, slowo, mysl, odpowiemy kazdy indywidualnie w dzien sadu szczegolowego ( zaraz po smierci). To wlasnie z braku leku przed potepieniem wiecznym sie biora te partyjniackie opcje=iluzje.Szczegolnie przed tzw.”wyborami”.

  23. @Antoine Ratnik >> @Magdalena Zietek ” To wlasnie angielski system przyczynil sie do powstania socjalizmu. „- Tak, dokladniej system wyrosly z tego wszystkiego, co sie stalo w Anglii po zerwaniu z Rzymem.O tym jest wlasnie esej Ph.Marcille. Prosze o wiecej szczegolow na temat tego eseju. Link?

  24. @krzogr Nie ma linku.Nikt nie jest zainteresowany lektura tego niezwyklego dziela.Poza tym sa wybory i po co komu to? 🙂

  25. Studiowałem w Niemczech i parę lat tam mieszkałem. Mam nieodparte wrażenie, że opis z tego tekstu tak się ma do rzeczywistości jak „polish jokes” do Polaków…

  26. @Tomasz Dalecki: A pracowal Pan na wyzszym stanowisku? Kiedy Pan studiowal? W tej chwili zycie studenckie w Niemczech takze sie zmienilo. Po wprowadzeniu systemu bachelor/master. Czasy studiowania po 20 semestrow (i wiecej) powoli sie koncza. I jeszcze jedno. Polacy, ktorzy mieszkaja w Niemczech, bardzo czesto nie maja styku z „wyzsza sfera”. Fajnie sie zyje jako student, lapie studenckie roboty. A potem przychodzi zderzenie z czyms, czego wczesniej sie nie znalo.

  27. @Tomasz Dalecki Ma Pan racje robiac aluzje do „polish jokes”.Germanofobia ma wymiar pogardy rasowej. Wczoraj uslyszalem teze ( z ust pewnego dziennikarza zwiazanego z FN), ze historyjka o absolutnej koniecznosci dziejowej odebrania Niemcom Alzacji i Lotaryngii z lat 1872- 1914 zostala celowo wymyslona przez wielki kapital francuski dla zgalwanizowania mas do lepszej i wydajniejszej pracy. Zamiast podwyzek plac, mieli poczucie ze pracuja dla ojczyzny. Francji przynajmniej, germanofobia wyrzadzila ogromne szkody.

  28. @Antoine Ratnik: Pana ciagle posadzanie mnie o rasizm powoli wychodzi mi bokiem. Pana uwagi jak zywo przypominaja dyskurs antysemityzmu – kazda krytyka Zydow od razu traktowana jest jako przejaw antysemickiego rasizmu. Pan to odnosi do Niemcow. Mnie interesuje Realpolityk: jakie interesy maja Niemcy, jak o nie dbaja, i przede wszystkim o konflikt interesow miedzy roznymi panstwami. Z Pana uwag wynika jakas wiara w przedustawna harmonie interesow wszystkich panstw. Czy interesy Francji i Niemiec sa zbiezne? Pan naprawde w to wierzy? Czy interesy Polski i Niemiec sa zbiezne? Polityka jest brutalna i Niemcy potrafia grac brutalnie. Za co od czasu do czasu dostaja po glowie. Niemcy w Polsce przedstawiane sa jako wzor wszelkich cnot, i to mnie drazni. Bo to nie odpowiada rzeczywistosci a wywoluje w nas ciagle poczucie nizszosci, ktore nas po prostu paralizuje. I ja chce to zmienic. Chce zeby Polacy zobaczyli, ze Niemcy nas nie zbawia i nie urzadza nam panstwa, tylko nas po prostu zjedza. Bo kazde inne panstwo dba o swoje interesy, tylko nie my!!!!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.