Wojciechowski: Przyrodzona godność człowieka. Polemika z Adamem Wielomskim

Klasyfikowanie ludzi ze względu na to czy posiadają oni godność przyrodzoną lub nie i w jakim stopniu, jest wg mnie absolutnie nie do przyjęcia. Podobnie jak razem z Januszem Korwin-Mikke nie można się zgodzić z tezą wyartykułowaną w Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka ONZ, że jakoby “godność człowieka jest wartością niezbywalną…” – całkowicie pozbyli się jej przecież zbrodniarze tacy jak Hitler lub Stalin, tak samo nie można przypisywać człowiekowi przyrodzonej godności wyłącznie jednostronnie, tak jak czynił to przypomniany przez prof. Adama Wielomskiego (O fałszywej godności ludzkiej, Najwyższy Czas, nr 1371-1372), słynny dominikanin Las Casas, który być może natchniony myślą filozoficzną naszego Pawła Włodkowica z Brudzewa, w połowie XVI w. dla uznania za ludzi i uratowania tysięcy niewinnych Indian przed zagładą, mordowanych w Ameryce masowo przez Hiszpanów, zastosował kryterium sprowadzające możliwość posiadania godności ludzkiej przez tych, którzy zdolni byli do przyjmowania chrztu i Chrystusa w taki sam sposób jak czynili to wówczas Hiszpanie, Francuzi i inne narody cywilizowane. Oczywiście chwała dzielnemu dominikaninowi, który przed obliczem majestatu królewskiego stoczył ze zwolennikami uznawania Indian za zwierzęcych barbarzyńców, zwycięskie merytoryczne boje, ale kryterium to nie powinno uprawniać do automatyzmu w przyznawaniu ludzkiej godności wyłącznie katolikom, czy ogólniej wyłącznie chrześcijanom, bo jeśli przyjąć za słuszne, że godność ludzka nie jest niezbywalna, to logiczne staje się też, że nie jest ona nikomu przyrodzona z jedynych i wystarczających powodów podnoszonych przez prof. Wielomskiego, a mianowicie uznał on, że „wszyscy albo wierzymy i jesteśmy wychowani w wierze katolickiej, albo – jeśli nie zostało to nam dane – możemy dokonać egzystencjalnego wyboru i przyjąć tę wiarę.”

No dobrze, a co się dzieje z tymi tkwiącymi w wierze katolickiej, a dopuszczającymi się ciężkich zbrodni jak rwandyjski wielebny Wenceslas Munyeshyaka czy jego kolega ksiądz Athanase Seromba, który nakazał zburzenie spychaczami swojego kościoła z dwoma tysiącami Tutsi i zabicie tych, którzy przeżyli. Czy można o nich mówić, że zachowują godność ludzką, bo są nadal katolikami? I nadal przyjmują Chrystusa? W swoich dalszych rozważaniach, prof. Wielomski postawił niezwykle niebezpieczną i antagonizującą ludzi tezę, że „Ci, którzy znając wiarę katolicką, pozostają we wspólnotach chrześcijańskich „odłączonych”, mieliby godność ciut mniejszą; ci, którzy nie są chrześcijanami, lecz wierzą w Boga monoteistycznego (żydzi, muzułmanie), mieliby jej jeszcze ciut mniej, a ci, co dokonali aktu apostazji, mieliby tej godności jeszcze mniej, czyli… zero.” Ciekawe gdzie w tej skali znalazłby się Mahatma Gandhi, którego chrześcijańscy i muzułmańscy przyjaciele namawiali do nawrócenia do ich wiary, a on sam twierdził, że nie istnieje taka rzecz jak religia panująca nad moralnością. Jeśli nie chrześcijaństwo jest miernikiem godności, to może jak chciał tego zapewne Gandhi jest nim zdolność zwrócenia się jednego człowieka do drugiego, jako do swego brata, bez względu czy jest on chrześcijaninem, żydem czy apostatą.

Być może ten ma i zachowuje swą godność, kto nie ocenia drugiego człowieka za jego poglądy i nie zmusza go do czegokolwiek, a w skrajnych przypadkach nie zabija go, a nawet nie karze za odmienną wiarę lub nawet jej brak. Ocenia wyłącznie uczynki człowieka wobec innych ludzi. To właśnie na tym polega posiadanie abstrakcyjnej, a odróżniającej nas od zwierząt duszy, że człowiek ma zawsze wybór i mimo że może zabić swego antagonistę, to jednak z reguły tego nie czyni, albo czynić nie powinien. To z tego powodu, nieważne czy przez Boga, czy przez siebie samego został obdarowany godnością. Trzeba jednak o nią dbać i dochować jej wierności, gdyż nie jest ona nam dana raz na zawsze. Ten człowiek ma godność, który drugiego człowieka szanuje, nie tylko go nie zabija, ale nie czyni z niego niewolnika i go nie oszukuje. Zwierzęta zostały tak skonstruowane, ze nie mają takiego wyboru. Wilk musi zabić, aby jego potomstwo przetrwało. Brak duszy u zwierząt, to inaczej brak posiadania moralności, a zatem brak możliwości dokonywania oceny moralnej, w konsekwencji brak możliwości wyboru np. pomiędzy zabić czy nie.

W przysiędze prezydenckiej znajdujemy odwołanie się do godności narodu – będę strzegł niezłomnie godności Narodu. Czy zatem apostaci, którzy wg koncepcji profesora sami mieliby się swej godności pozbyć, do tego narodu już nie mieliby należeć… no chyba, że termin „Naród” należy rozumieć tu jako pojęcie niedoprecyzowane, bo przecież pozbawione jest przymiotnika polski.

 

Jacek Wojciechowski

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *