Wpływy włoskiego faszyzmu w Polsce

Podejmując powyższy temat nie sposób jest pominąć zagmatwaną kwestię pojęcia faszyzmu, jako takiego. Jest ono szeroko używane i naduży+wane w celach politycznych. Josef Schüsslburner w swojej interesującej książce pt. „Czerwony, brunatny i zielony socjalizm”, wymierzonej przeciwko różnym schematom myślowym dotyczącym polityki oraz uproszczonemu etykietowaniu niewygodnych kierunków ideowych przypomina: „zgodnie z językowymi regulacjami ustalonymi w epoce Stalina /…/ owo Zło działające w lewicowej sprowadzono do krótkiego, bojowego sloganu ”[2].

Faszyzmem zaczęto więc określać szeroką gamę systemów i ruchów politycznych, które w okresie międzywojennym pojawiły się na prawo od radykalnej lewicy ale nie mogły być już w żadem sposób identyfikowane z liberalizmem. W latach najbardziej skrajnego nadużywania pojęcia mówiono nawet o , pod którym to mianem miała kryć się socjaldemokracja. „Istniał” też , nawet Marszałek Piłsudski był ogłoszony faszystą. Wraz ze słabnięciem wpływu owych „regulacji językowych ustalonych w epoce Stalina” wycofywano się z takich skrajnych stygmatyzacji, niektórych kierunków politycznych oraz ich przywódców i myślicieli, niemniej jednak do dzisiaj pojecie faszyzmu służy nadal, jako epitet do piętnowania przeciwników politycznych znajdujących się na ogół na prawej stronie sceny politycznej. Najlepszym przykładem w Polsce w ostatnim okresie mogą być wydarzenia związane z marszami niepodległości 11 listopada 2010 i 2011 roku zorganizowanymi przez endecką organizację oraz , który jakby na nowo pojawił się na polskiej scenie politycznej [3] niepokojąc wizją swojej reanimacji radykalną lewicę czy wręcz środowiska postkomunistyczne[4]. W związku z istniejącym trendem wymierzonym w polski ruch narodowy pojawiają się paszkwilanckie teksty, jak np. książka Grzegorza Krzywca, [5], czy jeszcze bardziej skrajnie tendencyjny tekst o charakterze prymitywnej propagandowej agitki sporządzony przez Stefana Zgliczyńskiego pt. zamieszczony w [6]. Zgliczyński powołuje się na tezy zaczerpnięte z wymienionej książki Krzywca.

Tak więc przyjmijmy za Schüsslburnerem, a właściwie przypomnijmy to co od dawna było dość oczywiste dla środowisk nie sympatyzujących ze skrajną lewicą, że tak szerokie pojęcie faszyzmu jest nader nieścisłe, a więc dość nieokreślone i z punktu widzenia naukowego podejrzane. Podejmując kwestię recypowania przez różne środowiska zjawiska faszyzmu, który pojawił się po pierwszej wojnie światowej we Włoszech i objął tam władze w 1922 roku musimy się zastanowić co skłoniło wielu ludzi w Europie i nie tylko do przyjaznego spojrzenia na ten nowy wówczas system polityczny. Co w nim widziano? Jakie cechy akceptowano i czy w ogóle dobrze rozumiano głębszą istotę tego systemu?

Patrząc się na zagadnienie z perspektywy polskiej w latach tuż po wojnie polsko-bolszewickiej, co prawda wygranej ale stanowiącej ponure doświadczenie, wraz z doświadczeniami rewolucji i wojny domowej w Rosji, widzianych oczami ludzi, którzy przebywając wówczas w tym kraju osobiście poznali sowiecką rzeczywistość łącznie z jej wszystkimi okropnościami, łatwo było przyjąć, że to właśnie ze wschodu i ze strony komunizmu spodziewać się można najgorszego[7]. W następnych latach dochodzące zza wschodniej granicy wieści o kolejnych czystkach , a później wielkim terrorze umacniały w naszym społeczeństwie takie przekonania[8].W ówczesnej sytuacji zrodzony na półwyspie apenińskim nieznany dotychczas ustrój budził pozytywne zainteresowania, a nie sprzeciw. W trudnym położeniu lat dwudziestych, jakie zaistniało po zakończeniu pierwszej wojny światowej faszyści dość szybko po zdobyciu władzy we Włoszech doprowadzili do uregulowania sytuacji wewnętrznej. Zlikwidowali partię komunistyczną i socjalistyczną oraz położyli kres dotkliwemu terrorowi prowadzonemu przez te organizacje. Utworzono też system syndykalistyczny oraz uniemożliwiono wszelkie rozruchy zakłócające spokój wewnętrzny i destabilizujące państwo. Z dużym zainteresowaniem patrzono z zagranicy na włoski korporacjonizm i osiągniętą dzięki niemu wewnętrzną zgodę społeczną, prowadzącą do okrzepnięcia społeczeństwa ponadklasowego, zdolnego do pracy dla rozkwitu i potęgi własnego kraju. Faszyzm włoski wydawał się zmierzać także do likwidacji różnic społecznych i zapewnienia awansu szerokim masom. Sadzono, że Mussolini znalazł metodę na bolączki nurtujące współczesny świat. Zlikwidował bezrobocie, wydał walkę analfabetyzmowi, rozwinął opiekę społeczną oraz rozpoczął szerokie inwestycje gospodarcze. Widziano, że Włochy weszły na drogę rozwoju, mimo wybuchłego w kilka lat po zainstalowaniu się nowego systemu u steru rządów, kryzysu gospodarczego na świecie. Nic więc dziwnego, że włoski faszyzm zaczęto traktować jako najlepsze rozwiązanie[9], jako zloty środek pomiędzy kolektywistycznym komunizmem a chromającą wówczas demokracją liberalną, jako ustrojem zarówno państwowym jak i gospodarczo-społecznym[10]. W Europie pojawił się więc podziw dla dokonań faszyzmu a jedynie środowiska lewicowe inaczej oceniały sytuację. Zarówno prasa, jak i literatura w tym czasie zawierała pochwały systemu, na czele którego stał Mussolini. Wierzono także w kryzys demokracji liberalnej, która zarówno pod względem politycznym, jak i gospodarczym wykazywała bardzo poważne rysy. „Parlamentaryzm gnije” pisano, ogłaszając system polityczny oparty na wielopartyjności za niewydolny, a nawet z zasady szkodliwy.

Takie obiegowe konstatacje dotyczące faszyzmu włoskiego były rozpowszechnione w II Rzeczypospolitej. Niemniej jednak, niektórzy polscy politycy już dość wcześnie widzieli głębiej kwestię recepcji w naszym kraju inspiracji płynących z Italii. W roku 1927 , a więc w pięć lat po objęciu rządów we Włoszech przez Mussoliniego i jego partię, endecki ideolog i polityk Tadeusz Gluziński, tak oceniał przyjazne nastawienie do nowego systemu ze strony pewnych kręgów w Polsce. Pisał on wówczas:

„Pojawienie się faszyzmu we Włoszech zainteresowało część polskiej inteligencji. Ale znowu zainteresowanie to objawiło się powierzchowną chęcią naśladownictwa. Istota tego kierunku została nam obca, a popularnością cieszyły się jego formy zewnętrzne (…). Słowo faszyzm dla zwolenników jak i przeciwników ruchu jest pustym dźwiękiem”[11].

Jednym słowem nie odczytywano prawidłowo całego przesłania faszyzmu. Dopiero z upływem lat, zwłaszcza wraz z wybuchającymi rozmaitymi zadrażnieniami pomiędzy reżimem włoskim a stolicą apostolską, których nie było jednak zbyt wiele zaczęto zmieniać zdanie, dostrzegając stopniowo głębsze cechy faszyzmu, które początkowo przysłaniały wyobrażenia o jego skłonnościach do budowania ładu, solidarności społecznej i dobrobytu. Na razie , w początkowych latach dwudziestolecia międzywojennego, Polska zagrożona przez sąsiadów ze wschodu i zachodu, destabilizowana częstymi zmianami rządów, niepewnością gospodarczą, działalnością niektórych mniejszości narodowych, dużymi zróżnicowaniami społecznymi, co owocowało stałym brakiem konsensusu społecznego, ogólnym zacofaniem i trudnościami wynikającymi ze zniszczeń wojennych oraz niejednorodności swojego obszaru złożonego z trzech zaborów rozwijających się przez cały wiek XIX-ty w ramach trzech różnych państw stanowiła przypadek czekający na jakąś nową formę rządów. Niektórzy sadzili, że to mógł być właśnie faszyzm.

W drugiej połowie pierwszego dziesięciolecia niepodległego bytu Polski zaczęły się pojawiać środowiska skupiające sympatyków metody rządów faszystowskich. Stały się one widoczne na terenie całego kraju. Początkowo w większości wypadków grupy te nie były połączone węzłami organizacyjnymi[12]. Z czasem zaczęły się ukazywać periodyki[13] propagujące hasła faszystowskie, a w końcu także i drobne partie o nazwach bezpośrednio nawiązujących do nowego systemu włoskiego. Wśród nich trzeba wymienić Stronnictwo Faszystów Polskich[14], Koło Przyjaciół Tygodnika Faszystów Polskich[15], Organizacja Faszystów Polskich[16], Związek Faszystów Polskich[17] czy Polska Organizacja Faszystowska[18].

Nie będziemy tu opisywać programów i innych enuncjacji politycznych tych partii. Zrobił to już Olgierd Grott w swojej książce, do której odsyłamy zainteresowanych. Tutaj ograniczymy się tylko do zwrócenia uwagi na podstawowe kwestie do jakich bez wątpienia należy samo pojęcie faszyzmu i docieranie do Polski z Włoch idei i wartości reprezentowanych przez ten kierunek polityczny oraz ich ewentualna recepcja lub jej brak oraz problemy związane z wykorzystywaniem samego hasła w dawniejszej i obecnej walce politycznej.

Polskie partie zawierające w swoich nazwach słowo faszyzm lub pewne elementy zaczerpnięte z jego praktyki pojawiły się w połowie lat dwudziestych i funkcjonowały około pięciu lat. Ich powstanie było wynikiem nie tylko kryzysowej sytuacji widocznej wówczas w II Rzeczypospolitej, ale także i zamachu majowego odbieranego początkowo w obrębie większości ugrupowań prawicy polskiej, jako skutek działalności lewicy. Gwoli ścisłości trzeba jednak zauważyć, że niektóre środowiska faszystów polskich, jak np. warszawski wskazywały na osobę Jozefa Piłsudskiego, jako na „ojca narodu”[19]. Jednak najczęściej prawica uważała sanację za obóz niespójny i niezdolny do zapewnienia stabilizacji na czas dłuższy[20]. Partie faszystowskie zaczęły zanikać, a niektóre środowiska z nimi pierwotnie związane dołączyły do formacji endeckiej a nawet i do sanacji.

Dorobek wymienionych wyżej polskich partii faszystowskich był znikomy, a lansujące „polski faszyzm” grupy nie przedstawiały sobą żadnej istotniejszej siły politycznej. Niemniej jednak możemy mówić o wykształceniu się jakichś podstawowych cech ówczesnego faszyzmu w Polsce. Dają one dużo do myślenia składając do rewizji rozpowszechnionych dzisiaj schematów myślowych na temat faszyzmu w Polsce.

Istotny wpływ na kształt tego co pozostawili po sobie owi głosiciele polskiego faszyzmu miał także i taki fakt, że w zasadzie wywodzili się oni ze środowisk inteligenckich o nastawieniu prawicowym. Tak więc zgodnie z przyjętymi w obrębie tej warstwy społecznej wartościami i wyobrażeniami interpretowali oni ówczesne problemy kraju nadając tym interpretacjom specyficznie zabarwiony kształt. Byli tez oni katolikami co w sposób bardzo istotny ciążyło na ich poglądach na wiele spraw. Uważali, ze Polska jako państwo otoczone wrogami prawie ze wszystkich stron jest jak gdyby skazana na dążenie do rozwoju i potęgi[21] . Nie wgłębiali się jednak w kwestie doktrynalne włoskiego faszyzmu. Należy też podkreślić, że żadne z ugrupowań faszystów polskich z lat dwudziestych nie stworzyło własnej wyraźnie zarysowanej ideologii. Nie opublikowało nawet ani jednej broszury, nie mówiąc już o wydawnictwach zasługujących na miano książek. Oczywiście faszyści polscy uwagę ześrodkowywali na tych problemach, które wziął, jak sądzili na warsztat faszyzm włoski. A więc myśleli przede wszystkim o zapewnieniu silnej władzy państwowej oraz pokoju społecznego. Tych to właśnie spraw, jak im się wydawało nie mogły wystarczająco zagwarantować dotychczasowe rządy polskie działające zgodnie z regułami demokracji liberalnej. Faszyzm włoski ówcześni polscy faszyści traktowali, jako „politykę czynu”[22], rozwiązującą z dobrym skutkiem nabrzmiałe problemy kraju. Również, co trzeba podkreślić mocno, faszyści polscy podkreślali doniosłą rolę religii katolickiej uważając zresztą błędnie, iż podobne stanowisko zajmuje faszyzm włoski. Ich poglądy na ten system przypominały ówczesne poglądy endeków, których działalność organizacyjna po roku 1926, kiedy to Dmowski założył w grudniu Obóz Wielkiej Polski, również sięgała po pewne wzorce faszystowskie, traktowane jednak bardzo powierzchownie, jak stosowanie uniformów partyjnych, oddawanie honorów, zasady hierarchiczne itd.

Polscy faszyści z lat dwudziestych obserwując z daleka, a wiec mało dokładnie, sytuacje we Włoszech po objęciu rządów przez Mussoliniego, uważali, ze kierowany przez niego system po pewnych modyfikacjach tj dopasowaniu do polskich warunków stanie się idealnym środkiem na polityczne i gospodarcze niedomagania kraju oraz ułatwi obronę od wschodu i zachodu.

W środowiskach tych pisano: „ Trzeba naszemu faszyzmowi nadać charakter polski, przystosować do naszych rodzimych warunków, do naszej polityki narodowej i obecnych potrzeb państwa. Nie chodzi tu o nazwę lecz o ideę i program (…). Faszyzm włoski jest organizacją akcji bezpośredniej, (…)posługuje się metodami radykalnymi, rewolucyjnymi (…). Nasz organizm państwowy rewolucji nie zniesie (…). Faszyzm polski dążyć będzie do uzdrowienia naszych stosunków wewnętrznych nie w drodze rewolucji, a ewolucji”[23].

Zastanawiając się nad zakresem wpływu faszyzmu włoskiego w Polsce nie można nie brać pod uwagę broszury księdza Zdzisława Łuczyckiego – proboszcza z Nałęczowa pod wymownym bardzo tytułem: . Została ona wydana w roku 1926[24]. W rozdziałku wstępnym pt. Łuczycki twierdzi, iż kierunek ten to „rozumna, uczciwa i celowa Akcja (względnie Praca, Ruch, Koalicja) wszystkich warstw narodu polskiego, powołana do istnienia konieczną potrzebą uzdrowienia bardzo niezdrowych stosunków, jakie panują obecnie w narodzie i państwie polskim”.

Wśród wysuwanych tam postulatów widzimy typowe i właściwe dla katolickiej i tradycjonalistycznej części inteligencji polskiej postawy, co najmniej niechętne nie tylko wszelkim lewicowym, ale także i liberalnym trendom politycznym, gospodarczym i obyczajowym.

W końcu swojej broszury ksiądz Łuczycki stwierdza: „Instatuare omnia in Christo, to cel, metoda i zakres prac faszyzmu polskiego i katolickiego, to ustawa, Statut Faszyzmu do wszystkich zbożnych jego poczynań, ideałów, świętości i dorobków, narodowych i religijnych”[25].

I dalej: „Jeżeli jak najprędzej nie powiemy sobie: nie chwycimy się Faszyzmu polskiego, jako środka uświadamiającego i organizującego nas narodowo pod każdym względem, to z całą pewnością zginiemy jako naród i jako państwo”.[26]

W broszurze księdza Łęczyckiego nie widać, żadnych wzmianek o ustroju totalnym czy innych cechach, które objawiały się już powoli we włoskim faszyzmie. Opinia tam wyrażona dokładnie potwierdza trafność zacytowanego wyżej uogólnienia Tadeusza Gluzińskiego na temat postrzegania w latach dwudziestych włoskiego systemu przez część inteligencji polskiej.

Obok środowisk i niewielkich partii nazywających samych siebie faszystowskimi, które nie osiągnęły żadnego znaczącego wpływu w społeczeństwie polskim pewne inspiracje płynące z Włoch były widoczne również i w dużych formacjach politycznych funkcjonujących w Polsce już od dawna. Przede wszystkim należy tu wymienić endecję. Tam na temat włoskiego faszyzmu wypowiadali się główni liderzy i politycy z Romanem Dmowskim na czele. Przywódca Narodowej Demokracji poświęcił włoskiemu faszyzmowi cykl artykułów zamieszczonych w w połowie 1926 roku[27]. Tam także widziano w systemie włoskim głównie siłę burzycielską w stosunku do całego „liberalno-egalitarnego światopoglądu XIX-tego wieku”, który godził w tradycję, miał mocny wydźwięk kosmopolityczny, a ponadto nie stanowił wystarczającej zapory przeciwko groźbie komunizmu. Faszyzm traktowano więc, jako rodzaj walca, który może zgnieść zagrożenia ze strony sił przeciwnych polskim interesom narodowym, bez wystarczającego zrozumienia jego kreatywnej roli, która prowadziła, jak się to później okazało do realizacji niepożądanego w istocie rzeczy programu. Idea faszyzmu włoskiego wydawała się też być komplementarna w stosunku do rodzimej koncepcji „elity narodowej” i jej rządów, które, jak sadzono były nieodzowne w dla Polski gdzie trudno było o konsensus społeczny ze względu na różnorodne interesy gospodarcze i socjalne poszczególnych klas społecznych i separatystyczne dążenia, niektórych mniejszości narodowych. W takich warunkach „elita narodowa” wydawała się być klamrą spinającą społeczeństwo i państwo w mocną całość, której to roli nie spełniały należycie według szeroko rozpowszechnionej w Polsce opinii, szczególnie przed zamachem majowym, rządy typu demokratyczno-liberalnego[28]. Przedstawiciele młodszej generacji obozu narodowego na ogół wierzyli w nieodwracalny kryzys demokracji parlamentarnej, a przynajmniej od czasu wielkiego kryzysu gospodarczego (1929-1933) również i w zmierzch gospodarki opartej na zasadach liberalnych[29]. Również i z tego powodu przykład Włoch nie mógł być traktowany jako odstraszający, a wręcz przeciwnie zaciekawiał, chociaż w endecji równocześnie zachowywano w stosunku do niego dystans. Oczywiście były i wyjątki od takich postaw[30].

Ale czy i tu, bądź co bądź wśród wytrawnych polityków, jakich nie brakowało endecji, czy zdawano sobie sprawę czym był w swojej istocie włoski faszyzm? Gluziński przekazał nam pogląd, iż była to pewna fascynacja bez należytego rozpoznania. Ale czy właściwie mogło być inaczej? Pamiętajmy, że w Niemczech rozmaite prawicowe kręgi, z bliska przecież obserwujące rozszerzanie się tamtejszego narodowego socjalizmu łudziły się znacznie co do jego istoty. Wydaje się, że taki rozwój sytuacji w zakresie świadomości nowych zjawisk politycznych bywa całkiem naturalny i nie należy mu się dziwić. W hitleryzmie widziano w Niemczech przede wszystkim pogromcę komunizmu i naprawiacza niepożądanego stanu rzeczy po klęsce w wyniku przegrania pierwszej wojny światowej. Koła protestanckie oczekiwały nawet polepszenia warunków dla funkcjonowania swoich kościołów itd! [31].

Podobnie w Polsce traktowanie włoskiego faszyzmu jako systemu sprzyjającego religii katolickiej, a nawet jej obrońcę w istocie rzeczy było dużym nieporozumieniem. Zawarcie układów laterańskich i konkordatu w 1929 roku, które to posunięcia dyplomatyczne wyprostowały relacje pomiędzy państwem włoskim skonfliktowanym z papiestwem na skutek zaboru państwa kościelnego w XIX wieku, pochopnie odczytywano jako wyraz sprzyjania przez nowy ustrój faszystowski religi katolickiej. Z drugiej strony faszyzm włoski rozwijający się w środowisku, jakim był katolicki naród włoski musiał pójść na daleko idące kompromisy w stosunku do Kościoła i korygować swoje wypowiedzi w porównaniu z tymi, które dały się obserwować u jego początków[32]. Faszyzm włoski, jako doktryna był płytki, w zasadzie nie wykraczając zbyt daleko poza sferę pojęć związanych z państwem i jego istotą. Nie rozwinęły się w nim takie tendencje, jakie bardzo wyraźnie wystąpiły w Niemczech, stając się tam podłożem dla totalitaryzmu i ogólnie rzecz biorąc głęboko antyhumanitarnych „korekt” w powszechnym etosie społecznym. Mowa tu o odkształcaniu ortodoksyjnego protestantyzmu i przystosowywaniu go do wymogów szowinistycznego nacjonalizmu oraz o ruchach neopogańskich frontalnie zaprzeczających chrześcijaństwo i jego wartości etyczne[33].We Włoszech natomiast według opinii Marcela Prelota jedynie podskórnie tliły się pewne tendencje tego rodzaju. Można je było dostrzec np. w piśmie . Jednak aż do końca trwania systemu faszystowskiego nie wypłynęły one na wierzch[34]. Zapewne sytuacja rozwinęła by się inaczej gdyby państwa osi odniosły w wojnie zwycięstwo, a ciążenie przykładu Niemiec nad daleko słabszymi Włochami zaznaczyłoby się jeszcze mocniej niż przed wojną i w czasie jej trwania. Jednak przez długie lata nie były to sprawy łatwe do rozszyfrowania.

Poza totalistyczną doktryną państwa włoskiego faszyzmu, która budziła ostry sprzeciw Watykanu, do zadrażnień dochodziło również na płaszczyźnie wychowywania młodzieży. Tam reżim włoski wkraczał w obszar, do którego pretensje rościł sobie także Kościół katolicki. Wydarzenia i zatargi związane z tym ostatnim tematem zaczęły w końcu wzbudzać czujność wśród polskich narodowców.

W końcu w 1931 roku zauważono w obrębie obozu endeckiego istotę doktryny na której miał się opierać włoski faszyzm. W piśmie wydawanym przez to środowisko polityczne sprawę ujęto choć bardzo lapidarnie to jednak precyzyjnie i trafnie. Czytamy tam:

„Dziś dopiero widać, iż na filozofii faszyzmu (włoskiego B.G.) zaciążył szkodliwie wpływ niemiecki, mianowicie wpływ doktryny Hegla. Heglowskie ubóstwienie państwa, które stało się zasada przedwojennych Prus. (…)nadmierna egzaltacja państwem wywołała konflikt z religią panującą, z Kościołem katolickim. Szczególnie wychowanie młodzieży w ideologii wszechpotęgi państwa, (…) częściowe usuniecie jej spod wpływów rodziny, religii (…) spowodowało ostry konflikt z Watykanem (…). Faszyzm, który był z razu nie tylko zbawienną reakcją na komunizm, lecz również rozumną reakcją na rozwydrzony liberalizm i demokrację, posunął się zbyt daleko, bo aż do przesadnego kolektywizmu. Zwalczywszy mrzonkę indywidualistyczną nie potrafił uszanować słusznych praw jednostki w narodzie, podporządkował ją nadmiernie zbiorowości. Jest to wypaczenie idei narodowej w państwie katolickim, gdzie zarówno zdrowy nacjonalizm, nakładając jednostce pewne obowiązki moralne, pozostawia jej swobodę bytu rozwoju nie etatyzując dusz ani umysłów”[35].

Cytat ten jest wyrazem przekonań personalistycznych ówczesnych elit prawicy katolickiej w Polsce i nie tylko. Widać tu wyraźny wpływ personalistycznej filozofii człowieka. W latach trzydziestych w środowiskach endeckich i pochodnych rozpowszechniały się wpływy filozofii tomistycznej. Na Akwinatę powoływali się szczególnie ideolodzy młodego pokolenia endeckiego i głosiciele wysuniętego w końcu lat trzydziestych postulatu budowy Katolickiego Państwa Narodu Polskiego, którego zasady nie mogły być przecież sprzeczne z ówczesną nauką Kościoła katolickiego. Miałoby to być państwo wyznaniowe. Zaś Hegel, jako głosiciel prymatu idei ogólnych nad bytami jednostkowymi stał na stanowisku wręcz przeciwnym. To właśnie ówczesna katolicka literatura formacyjna, która po ogłoszeniu encykliki quadragessimo anno i rozbudowie Akcji Katolickiej w Polsce stała się bardzo wpływowa uznawała Hegla za protoplastę totalizmu, formuły ustrojowej charakteryzującej włoski faszyzm. Neohegelianinem był Giovanni Gentile teoretyk państwa faszystowskiego[36]. On to właśnie miał poważne „kłopoty” z Kościołem. Kościół katolicki stanowczo odrzucał statolatrię, a więc ustrój totalny, który podporządkowywał sobie z zasady, wszystkie sfery życia wewnątrz państwa, a jeśli nawet tego nie czynił ostentacyjnie i od razu to działo się to tylko ze względu na obraną konieczną taktykę, a nie z wolnego wyboru. Totalizm był z zasady wrogi religii. Najjaskrawiej było to widać na przykładzie Związku Sowieckiego, gdzie religia i kler podlegały jawnej i planowej eksterminacji, słabiej w III Rzeszy gdzie rozprawę z chrześcijaństwem odłożono na czas po wygranej wojnie, i daleko jeszcze słabiej w faszystowskich Włoszech. W tym ostatnim kraju ze względu na katolickość ogromnej większości społeczeństwa i jego kultury kwestia ta zrazu nie była łatwa do zauważenia, zwłaszcza z dalekiej Polski, która na Włochy, jako na kraj patrzała przyjaźnie. Niemniej jednak we Włoszech konflikt był, chociaż na razie ukryty !

W tym momencie należy postawić pytanie o podstawowym znaczeniu dla naszych rozważań. Czym był faszyzm i jakie warunki musi spełniać dany system polityczny aby zostać zaliczony do rzędu faszystowskich bez naruszania zasad logiki i nie popadania w tendencyjność wynikającą z emocji politycznych?

Duża dowolność i instrumentalne traktowanie tego terminu domaga się jego uściślenia i oznaczenia jego podstawowych cech, które należy uznać za konstytutywne, a więc takie, bez których nie może być mowy o faszyzmie.

Oczywiście punktem wyjścia do zarysowania „modelu idealnego” faszyzmu musi być system włoski, który pod kierownictwem Benita Mussoliniego objął władzę w Italii w 1922 roku.

Faszyzmem jest system polityczny, który na czele państwa stawia charyzmatycznego wodza. Idea wodzowska ma więc tu kardynalne znaczenie. Przywództwo wodza posiada znaczenie i wymiar absolutny. Uosabia on wszystkie dodatnie cechy wymagane od wzorowych członków narodu w wymiarze maksymalnym. Jego wola jest źródłem prawa i pozostaje niekwestionowalna. Ponosi on całkowitą odpowiedzialność za swoje decyzje. Teoretycznie jest nie kontrolowany. Znajduje się na szczycie hierarchii władzy i podporządkowuje sobie wszystkich w państwie. Jest niepodważalnym autorytetem i jego decyzje są ostateczne. Stanowi też wzorzec do naśladowania. Posiada charyzmę[37].

Narzędziem wodza jest monopartia, która przenika swoimi agendami wszystkie sfery życia w państwie i poddaje je swojej kontroli. Wykonuje ona dyrektywy wodza będąc zarazem elitą władzy.

Doktryna systemu, bywa określana niejednokrotnie, jako , która rości sobie prawo do traktowania jej jako teorii wyjaśniającej co najmniej podstawowe problemy ludzkiego bytu. Jest niedyskutowalna. Oczekuje się uzgadniania z jej literą wszystkich ważniejszych problemów teoretycznych, a także ważniejszych praktycznych jakie pojawiają się w życiu zbiorowym ale nawet i indywidualnym. Samo istnienie takiej wyklucza wszystkie inne „prawdy” a więc oczywiście wszelki pluralizm czyli wolną grę poglądów. Istnienie takiej doktryny pociąga za sobą cały szereg restrykcji związanych z ograniczeniem wolności słowa, druku itd. oraz narzuca specyficzną politykę kulturalną i wychowanie uzależnione w swoich treściach od państwa totalnego i jego celów.

Państwo totalne teoretycznie funkcjonujące zgodnie z obowiązującą doktryną. Jest ono instytucją wszechobejmującą całokształt życia w swoim obrębie. Dysponuje aparatem przemocy. Jak pisał znawca problematyki ustroju faszystowskich Włoch Marcel Prelot:

„Wszystko interesuje państwo, tzn., że według faszystowskiego systemu domena państwa nie jest tylko porządek i życie publiczne, lecz wszystkie objawy działalności społecznej, jak życie rodzinne, gospodarcze, intelektualne, religijne itd. Obce wszelkiej dyskusji, państwo totalne przenika do wnętrza rodzinnego, do przedsiębiorstwa, wdziera się w tajniki życia ludzkiego, osadza zamiary i powściągliwe zachowanie się. Przymiotnik stracił dlań wszelki sens. Totalizm burzy ochoczo słynny mur symboliczny, z trudem wzniesiony przez liberalny XIX wiek”[38].

Państwo totalne przy pomocy podporządkowuje sobie świadomość mas, które przyciągnięte także poprzez socjalistyczne pierwiastki systemu oraz masową propagandę mniej lub bardziej ochoczo optują na rzecz reżimu identyfikując się z jego celami na ogół tak długo, jak długo odnosi on sukcesy. Natomiast przedstawiciele tzw. warstw historycznych mimo kompromisu z faszyzmem jednak potencjalnie stanowią opozycję. Problem ten ujawnia się najcześciej w razie ostrych kryzysów. Dlatego też schyłkowe reżimy faszystowskie ( np. tzw. Republika Salo) próbują mocniej akcentować swoje pierwotne socjalistyczne pierwiastki, głosząc potrzebę powrotu do swoich teoretycznych korzeni. W podobnym duchu wypowiadał się i Hitler u schyłku swoich dni!

Ponieważ pełna realizacja celów stawianych przez totalitarny system faszystowski wymaga demontażu historycznie ukształtowanej świadomości, nie tylko owych warstw historycznych, ale także i innych oraz zepchnięcia Kościoła/kościołów/ do roli przybudówki o w miarę możliwości ograniczonych wpływach na sferę pozakultową, to kolejną cechą faszyzmu staje się postulat wytworzenia nowej kultury, a w dalszej konsekwencji nowego człowieka. Jest to bardzo ważny aspekt systemów totalnych łącznie z komunizmem. Natomiast brak go w systemach o charakterze tradycjonalistycznym. „Nowa kultura” i „nowy człowiek” nie mogą pojawić się bez trwałej i bardzo konsekwentnej ingerencji państwa wyposażonego w i cały aparat represji, który „przywołuje do porządku”, przy użyciu drastycznych środków opozycjonistów takiego rozwoju sytuacji.

Jedną z głównych cech faszystowskiego państwa totalnego jest militaryzm. Jest on ściśle powiązany z koncepcją imperium, która wyrasta na podłożu szowinistycznego nacjonalizmu powiązanego z poczuciem konieczności realizowania jakiejś „misji”. Militaryzm i imperializm wymagają wzmożonych wysiłków ze strony społeczeństwa i państwa i wprzęgnięcia w swoje tryby wszystkich elementów substancji narodu. Imperializm jest więc niezbywalną cechą systemu, który ma uchodzić za faszystowski.

Z tym ostatnim celem wiąże się także ścisłe podporządkowanie państwu gospodarki, która nie musi być bezpośrednio w jego władaniu ale stanowczo powinna wykonywać jego dyrektywy co zazwyczaj odbywa się przy pomocy odnośnych planów dozorowanych przez aparat monopartii. Tak więc faszyzm realizuje jakąś formę gospodarki planowej. Gospodarka ma bowiem nie tyle zaspakajać potrzeby i pragnienia jednostek ludzkich czyli obywateli, co służyć w pierwszej kolejności państwu i jego celom wypływającym z doktryny. W takiej sytuacji przestaje być ona w pełni rynkową, a staje się dopełnieniem sfery polityki. Ekonomię dominuje tu polityka, a nie na odwrót. I w ten sposób koło się zamyka.

Sytuację tą dobrze odzwierciedlają wypowiedzi Mussoliniego zamieszczone w jego . Oto najważniejsze z nich:

„Państwo jest absolutem wobec, którego jednostki i grupy są czymś względnym. Jednostki i grupy dają się bowiem pomyśleć o tyle, o ile istnieją w państwie”[39].

I dalej:

„Tak więc dla faszysty wszystko się mieści w państwie i poza państwem nie istnieje nic ludzkiego ani duchowego, ani tym bardziej nie posiada jakiejkolwiek wartości”[40].

Bez koncepcji charyzmatycznego wodza, monopartii, „prawdy totalnej”, państwa totalnego, militaryzmu i imperializmu, „nowego człowieka” i „nowej kultury” oraz gospodarki planowej nie można mówić o autentycznym faszyzmie. Jak to jasno wynika z przeglądu haseł i propozycji wysuwanych przez polskie partie używające w swoich nazwach terminu „faszystowska” oraz innych wypowiedzi rozmaitych zwolenników „polskiego faszyzmu” z lat dwudziestych, a także i polityków innych partii prawicowo-narodowych, jak np. endecja[41] brakuje tam zarysowanych wyżej elementów. Jeżeli pominiemy nieliczny Ruch Narodowo-Radykalny-Falanga, który stanowił pewien wyjątek, to można powiedzieć, że lansowane tam koncepcje i postulaty pokrywają się ściśle z modelem systemów o charakterze tradycjonalistycznym, konfrontujących się ze spuścizną oświecenia i tzw. „ideologią rewolucji francuskiej”, z której rozwinęła się potem w XIX-tym wieku liberalna wizja społeczeństwa i świata.

Jak wiemy niekwestionowany lider Narodowej Demokracji Roman Dmowski uchylał się od wejścia w skórę „charyzmatycznego wodza”, nie akceptując ani takiej koncepcji przywództwa ani nie pasując mentalnie do takiej roli. Odżegnywał się on także od „militaryzacji polityki”, jak i od glajchszachtowania i standaryzacji jednostek ludzkich. Kwestionując ów „rozwydrzony indywidualizm”, o którym wspominał , jednocześnie przeciwstawiał się uniformizacji człowieka. Endeckie odczuwanie tego zagadnienia manifestowane w szeregu wypowiedziach publicystycznych można powiedzieć, pokrywało się z rozróżnieniem dotyczącym funkcji jednostki ludzkiej w społeczeństwie w obrębie rożnych systemów światopoglądowych i politycznych, jakiego dokonał ks. Jan Stepa – biskup tarnowski, a także i dziekan wydziały teologicznego na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie. W pracy pt. zobrazował on bardzo plastycznie zróżnicowanie położenia jednostki w obrębie liberalizmu, personalizmu i totalizmu/kolektywizmu. W systemie liberalnym, jak pisał jednostki ludzkie nie są ze sobą powiązane i dają się porównać do ziarenek piasku leżących na hałdzie. Totalizm natomiast oznacza ich całkowite spojenie w jedną całość i podporządkowanie interesom gatunku /państwa, zbiorowości/, który jest prymarny w stosunku do nich zgodnie z poglądami Hegla. Natomiast relacja właściwa dla personalizmu przypomina kabłąk z nanizanymi nań kluczami. Każdy z kluczy zachowuje swoją odrębność, a jest jedynie spojony z innymi poprzez nanizanie na ów kabłąk. Taki klucz-osoba ludzka ma swoje cele indywidualne, a więc przede wszystkim zbawienie, w dążeniu do którego nic nie powinno mu przeszkadzać, będąc jednocześnie połączony z innymi osobami i tworząc z nimi wspólnotę. Osoba ludzka zgodnie z zasadami personalizmu jest więc uspołeczniona choć zarazem zachowująca swoją autonomię[42].

Takie odczuwanie relacji jednostka ludzka/osoba/ a zbiorowość społeczna, niezależnie od osobistych postaw w stosunku do dogmatów religii katolickiej, wydawało się dominować w Polsce, kraju, którego kultura była od dawna inspirowana przez wartości katolickie. Natomiast oparty na hegeliańskich podstawach totalizm był z nią sprzeczny. Dlatego też wyżej cytowanej konstatacji Gluzińskiego czy wypowiedzi anonimowego autora artykułu krytykującego faszyzm włoski w bynajmniej nie można traktować, jako indywidualnych i subiektywnych ocen, ale jako odbicie odczuć decydujących o charakterze formacji narodowo-demokratycznej i panującego w niej klimatu. Faszystowski totalizm nie zgadzał się z nawykami społeczeństwa polskiego, a bardzo powierzchowne zresztą propozycje „polskich faszystów” były co prawda, jak podkreślano wyżej, świadectwem pewnej fascynacji przemianami dokonującymi się we współczesnych im Włoszech ale w rzeczywistości nie pokrywały się tak z duchem jak i literą ideologii samego włoskiego faszyzmu. Naśladownictwo było naskórkowe i dotyczyło form zewnętrznych a nie spraw stanowiących o jego istocie.

Zjawisko powierzchownej i czysto zewnętrznej recepcji obcych wzorców nie jest czymś wyjątkowym. Występuje ono na wielu obszarach i wielu płaszczyznach cywilizacji ludzkiej. I tak właśnie było w wypadku „polskiego faszyzmu” streszczającego się do małych partii faszystowskich oraz pewnych elementów zapożyczanych przez inne formacje prawicowe.

Czy na tym mamy zamknąć nasze rozważania? Na to pytanie odpowiedź musi być negatywna. Należy jeszcze rozpatrzyć kwestię charakteru Ruchu Narodowo-Radykalnego zwanego potocznie Falangą. Najczęściej to właśnie przede wszystkim jemu przypisuje się charakter faszystowski spośród wszystkich polskich środowisk politycznych działających w Polsce przed rokiem 1945.

Jak wiadomo Ruch Narodowo Radykalny wyodrębnił się z Obozu Narodowo Radykalnego – partii założonej w roku 1934, przez secesjonistów ze Stronnictwa Narodowego. Po szybkim zdelegalizowaniu ONR-u , już w podziemiu doszło do rozłamu w wyniku, którego grupa Bolesława Piaseckiego, nazywana początkowo bepistami oderwała się od reszty narodowych radykałów. Autor niniejszego artykułu poświęcił specjalne studium ideologii obydwu frakcji narodowo-radykalnych[43]celem dokładnego ustalenia ich ideowego oblicza i pośrednio przyczyny rozejścia się ich dróg. Trzon ONR-u czyli rossmanowcy – ta nazwa pochodziła od nazwiska ich lidera Henryka Rossmana – stanowili pod względem ideowym rodzaj bardziej zradykalizowanej „młodej” endecji. W latach tych funkcjonowały dwa pojęcia radykalizmu. Był to „radykalizm działania” i „radykalizm programowy”. Ten pierwszy dotyczył sposobów działania drugi zaś miał charakter głębszy zawierając w sobie także nowe wartości programowe. Rossmanowcy, których środowisko nazywano późnie ONR – ABC od nazwy wydawanego przez nich dziennika w zasadzie ograniczali się do „radykalizmem działania”. Ich ideologia wskazuje, że byli tradycjonalistami i aktywnymi przeciwnikami liberalizmu nie preferując jednak charakterystycznej dla faszyzmu „idei wodzowskiej”, a kierownictwo w tej grupie do końca jej istnienia posiadało charakter kolektywny. Nie projektowano tam również wszechwładnej monopartii, jako organu wykonawczego i ogarniającego całą działalność społeczeństwa. Nie propagowano również idei państwa totalnego, wręcz przeciwnie przewidując dużą rolę dla samorządów i niezależnego sądownictwa. Światopogląd tego środowiska przejawiał cechy właściwe dla tradycjonalizmu i integrystycznego katolicyzmu. Również nie przewidywano tam wychowania „nowego człowieka” ani wykreowania „nowej kultury” w zastępstwie już istniejącej. Nie było tam również mowy ani o imperializmie ani militaryzmie ani też o gospodarce planowej. Jak można sądzić na podstawie pism publicystów i teoretyków tego środowiska zadawalano się perspektywą likwidacji pluralizmu światopoglądowego i politycznego. Gra partii politycznych zostałaby uchylona, a sam system stałby się elementem niewymienialnym na drodze wyborów parlamentarnych. Podkreślano natomiast wagę tradycji staropolskiej i do niej odwoływano się, budując różne koncepcje. Niektórzy ideolodzy proponowali nawet powrót do monarchii[44].

Koncepcje Falangi natomiast rozwijały się w zupełnie inny sposób. Tm pojawiła się i koncepcja charyzmatycznego wodza, do której to roli pretendował Bolesław Piasecki[45] i wszechobecna monopartia, idea imperialna, militaryzm, gospodarka planowa a w końcu i „nowa kultura” i „nowy człowiek”. Ideologia Falangi zawierała też pewne pierwiastki socjalistyczne właściwe dla autentycznych faszyzmów. Zakres innowacji ustrojowych i przewidywanych zadań dla państwa implikował daleko idące zmiany w zakresie świadomości ludzkiej, którą zamierzano głęboko przebudować także w celu zniwelowania różnic społecznych dzielących od siebie różne warstwy narodu co obniżało jego zwartość. W przeciwieństwie do ONR-u – ABC, krytykowano tam ostro polski charakter narodowy a endecki tradycjonalizm czasami nawet wyśmiewano[46]. Nieco bardziej skomplikowana okazała się być jednak kwestia ustroju totalnego.

Falanga zabiegając pozyskanie sobie sympatii i poparcia jak największej liczby katolików z ochotą recypowała koncepcję Katolickiego Państwa Narodu Polskiego oraz nawoływała do obrony katolicyzmu przeciwko „pogańskiemu germanizmowi” i komunizmowi, a nawet podjęła modną wśród ówczesnych katolików ideę nowego średniowiecza[47]. Co prawda nadała jej nieco inny niż w endecji sens kładąc nacisk na charakteryzujący tą epokę antyindywidualizm. W środowisku Falangi mówiono nawet także i o personalizmie chociaż koncepcja ta wydawała się kolidować z ogólną linią ideologiczną środowiska. Badaczowi omawianego środowiska nasuwa się wniosek, że Falanga stworzyła dość rozbudowaną doktrynę, która starała się za wszelką cenę uchodzić za katolicką ale w gruncie rzeczy naciągała naukę Kościoła do swoich celów. Czy postępowano w tym względzie świadomie czy też było to wynikiem pewnej płytkości miarodajnych ludzi w tym środowisku o tym trudno jest już dzisiaj wyrokować. W każdym razie przy głębszej analizie spuścizny Falangi sprawa zwraca na siebie uwagę i daje do myślenia.

Problemem istotnym, który podobnie jak we włoskim faszyzmie mógłby stać się kością niezgody i zarzewiem konfliktu z Kościołem katolickim był problem ustroju totalnego. Dlatego też w kręgu Bolesława Piaseckiego wymyślono ideę „totalizmu katolickiego”[48], a więc taki projekt zasięgu władzy państwowej, która by nie mogła ingerować w sprawy Kościoła, religii i rodziny. Byłby to więc „totalizm subiektywny”, na który w ostateczności Kościół mógłby się zgodzić.

W rzeczywistości duch całego programu Falangi jawi się, jako bliski tendencjom włoskiego faszyzmu. Oczywiście trzeba mieć na uwadze nieporównywalne wręcz różnice, jakie występowały pod względem znaczenia politycznego i liczebności obydwu tych formacji ale to jest już inna płaszczyzna zagadnienia.

Reasumując trzeba stwierdzić, że wpływy włoskiego faszyzmu w Polsce jakby musnęły tylko powierzchownie świadomość części inteligencji polskiej nie docierając w całej rozciągłości do jej świadomości uformowanej na glebie kultury katolickiej preferującej personalistyczną filozofię człowieka sprzeczną przecież z istotą faszyzmu. System faszyzmu włoskiego traktowano przyjaźnie tak długo, jak długo wydawał się być zdolnym do realizacji ważnych postulatów części prawicy w naszym kraju. Gdy się okazało, ze jest on czymś więcej wówczas wycofano swoje pozytywne emocje w stosunku do niego. Totalizm, wodzostwo, monopartia, nowy człowiek czy nowa kultura, a także gospodarka planowa to były elementy sprzeczne z ówczesną polską kulturą społeczną. Natomiast Falanga chociaż głośna i zwracająca na siebie uwagę nie odegrała istotniejszej roli w polskiej polityce okresu międzywojennego. Była cały czas grupą marginalną chociaż ze sporym dorobkiem ideowym. Pod koniec międzywojnia zaczęła się rozpadać, a w latach okupacji też nie rozwinęła się do rozmiarów większej organizacji. Natomiast przedłużenie ONR-u ABC czyli grupa Szańca osiągnęła w tym ostatnim okresie pokaźne rozmiary, współtworząc z częścią endeckiej Narodowej Organizacji Wojskowej i tworząc wraz z nią Narodowe Siły Zbrojne[49]. W końcu Bolesław Piasecki z częścią swojej ekipy doszedł po II wojnie światowej do porozumienia z komunistami, do czego pomogły mu, zgodnie z głoszoną wówczas oficjalnie argumentacją, socjalistyczne elementy dawnego programu.

Już w latach międzywojennych obserwatorzy ówczesnych przesileń politycznych i kulturowych, które zachodziły w Europie dostrzegali głębokie zróżnicowania pomiędzy rozmaitymi prądami politycznymi i światopoglądowymi, które występowały przeciwko liberalizmowi i całej spuściźnie duchowej oświecenia i rewolucji francuskiej. Liczba państw o ustroju demoliberalnym topniała wówczas wyraźnie. Przykładowo w Europie środkowo-wschodniej do roku 1939 ustrój taki przetrwał tylko w Czechosłowacji. Na całym kontynencie do władzy dochodziły systemy totalne i autorytarne. Rzecz w tym, że bazowały one na różnych systemach wartości często diametralnie od siebie odległych, a nawet ze sobą zupełnie sprzecznych. Lekceważenie tych wielkich różnic, albo ich tendencyjne niezauważanie wynika albo z braku odpowiedniej interdyscyplinarnej metody niezbędnej do badania takich zjawisk, albo jest powodowane tendencyjnością polityczną.

Badacze trendu antyliberalnego w europejskiej polityce ale także i światopoglądzie wyróżniali dwa zasadniczo odmienne od siebie systemy. Jeden z nich zwracał się bowiem do stosunków panujących bezposrednio przed rewolucją francuską, jako do wzorca, z którego należało znów czerpać, drugi zaś sięgał jeszcze dalej w przeszłość, odwołując się do epoki pogańskiej z jej wyimaginowanym światem wartości. Polski przedwojenny badacz zagadnień demokracji Aleksander Trzaska-Chrząszczewski pisał o grupie maurrasowskiej ( od nazwiska Charlesa Maurrasa lidera Akcji Francuskiej), nawiązującej do ancien regime,u, a więc stosunków bezpośrednio przed liberalnych oraz o grupie niemiecko-włoskiej charakteryzującej się „witalistycznym naturalizmem”. Tam oczywiście miał się znajdować włoski faszyzm. Za intelektualne filary tej drugiej grupy uznawał Nietzschego, Pareta i Sorela[50]. Inny badacz tych zagadnień angielski historyk Hugh R.Trewor-Roper używał innej terminologii, ale jak widać tak samo rozumiał tożsamość światopoglądową i polityczną tych grup. Wyróżniał on faszyzm dynamiczny i system klerykalno-konserwatywny a więc tradycjonalistyczny i funkcjonujący w symbiozie z religią[51].

Powyższa klasyfikacja jest bardzo użyteczna i oparta o skontrastowanie istotnych cech obydwu systemów. Wynika z niej, że istniały w Europie dwie drogi zwalczania liberalizmu i demokracji wraz z duchową spuścizną oświecenia; droga prochrześcijańska i druga w istocie rzeczy anty lub co najmniej / przejściowo?/ a chrześcijańska. W takiej klasyfikacji wyrażają się też wyraźnie aspekty etyczne polityki. Niezauważanie po II wojny światowej takich zróżnicowań, jakie występują pomiędzy wyżej wymienionymi systemami politycznymi Trevor-Roper nazywa politycznym oportunizmem lub dziennikarskim dyletantyzmem[52]. Inaczej jednak wyglądała sytuacja na bieżąco. W Polsce bez wątpienia początkowo faszyzm włoski odczytywano, jako wroga radykalnej lewicy i możliwego realizatora postulatów wysuwanych przez tradycjonalistów i na tym kończyła się lista rozpoznawalnych wówczas nad Wisłą jego cech.

Liberalizm jest grzechem – pisał przecież pod koniec XIX wieku jeden z luminarzy konserwatyzmu hiszpańskiego ks. Felix Sarda y Salvany[53]. Wystarczyło więc być katolikiem i tradycjonalistą aby stać się nawet zażartym wrogiem liberalizmu. Taka postawa bynajmniej nie pokrywała się z autentycznym faszyzmem, który sięgał do całkiem innych autorytetów i innych myślicieli.

W dalszym jednak ciągu pozostaje pytanie dlaczego z takim uporem szeroko pojęta lewica, a także i kręgi skrajnie liberalne usiłują stale rozszerzać pojecie faszyzmu na antyliberalnie nastawionych tradycjonalistów i ruchy polityczne, w obrębie których działali oni czy działają dzisiaj. Bez wątpienia chodziło tu już od lat międzywojnia o odpowiednie do potrzeb radykalnej lewicy wraz z komunistami, organizowanie wyobraźni masowej. Nie darmo mówi się, iż słowa, a może raczej nazwy tworzą rzeczywistość.

W ostatnich miesiącach ukazała się książka zbiorowa dotycząca naszej najnowszej historii zredagowana przez filozofa związanego psychicznie z opisywanymi tam wydarzeniami okupacyjnymi. Nadał on całej pracy charakterystyczny tytuł- [54] oraz napisał rozdział wstępny o charakterze refleksji filozoficznej nad pojęciem prawdy w nauce. Książkę wydało Wydawnictwo Uniwersytetu Wrocławskiego, na której to uczelni wymieniony redaktor jest zatrudniony na stanowisku profesora. Pozostawiając na boku historyczne opisy zawarte w tej książce, bo one nas teraz nie interesują, jak również i erudycyjne wywody wrocławskiego filozofa na temat pojęcia prawdy, pozostańmy jednak przy wyartykułowanym tam „dualizmie”, a więc skonfrontowanej z , który on zauważa, piętnując relatywizm uwarunkowany bieżącą polityką! Taki jest główny sens artykułu wstępnego redaktora wymienionej książki.

Pamiętajmy, że system komunistyczny źle tolerował kategorię totalitaryzmu ponieważ w jej obrębie plasował się komunizm pospołu wraz z hitleryzmem. W takiej sytuacji szeroko pojmowana kategoria faszyzmu obejmująca wszystkie siły wrogie w stosunku do komunizmu i całej skrajnej lewicy, ale plasujące się poza liberalizmem, niezależnie od ich rzeczywistego charakteru, była bardzo wygodna. Jak zauważył zacytowany na wstępie niniejszego artykułu Josef Schüsslburner miała ona uosabiać wszelkie zło w płaszczyźnie politycznej. Zaś Związek Sowiecki jako pogromca faszyzmu uzyskiwał w oczach wielu, w krajach Zachodu stempel siły pozytywnej i potrzebnej.

Profesor Krystyna Kersten we wstępie do polskiego wydania wspomina burzę, jaką dzieło to wywołało w niektórych krajach Europy zachodniej. Główną przyczyną według niej było to, że książka rewiduje obraz XX wieku i wpisuje się w toczącą się bitwę o pamięć, oraz dotyczy zderzenia dwóch różnych postaw wobec świata sprowadzonych do formuł „lewicy” i „prawicy”[55].

Nie będziemy tu przecież wspominać wszystkich wypowiedzi wymienionej właśnie autorki wstępu gdyż nie komunizm jest tematem niniejszego artykułu lecz zmistyfikowane przez kształtowane w jego kręgu czynniki i produkowaną przez nie „prawdę polityczną”, wpływy włoskiego faszyzmu na polską prawicę wyznającą ideę narodową. Ocieramy się tu więc tylko o niektóre aspekty problemu komunizmu lub postkomunizmu w naszym kraju. Wspominając rozważania Krystyny Kersten chcemy także pokazać, jak wiele pozostało jeszcze do przewartościowania z poglądów dotyczących historii a pochodzących z minionej epoki i jak trudne są one do wykorzenienia, oraz jak dalece spełniają role instrumentów w bieżących tarciach politycznych. Jednym z takich poglądów-pojęć jest szeroka kategoria faszyzmu, mająca wypełniać przestrzeń pomiędzy liberalizmem z jednej strony a radykalną lewicą z komunistami czy postkomunistami z drugiej.

I na koniec warto się pokrótce zastanowić czemu taka kategoria służy w nowych po- transformacyjnych polskich warunkach i dlaczego jest z takim uporem stosowana przez niektóre środowiska aż po ostanie miesiące i dni?

Abstrahując od kwestii praktycznej przydatności linii ideowych reprezentowanych przez współczesną polską prawicę narodową, które wydają się dziś być mocno przestarzałe i niefunkcjonalne, co nawet zaczynają dostrzegać wydawane przez te środowiska niektóre pisma, trzeba stwierdzić, że tak sam fakt jej istnienia jak i działalność jej dawnych przywódców i teoretyków posiada co najmniej symboliczne znaczenie. Jest ono istotne dla naszej tożsamości narodowej i oczywiście pamięci historycznej. Natomiast etykietowanie faszyzmem jako synonimem zła godzi w podstawy tejże pamięci. Co ciekawe środowiska, które spełniają taką rolę mają w swoich szeregach potomków dawnej warstwy rządzącej, którzy zapewne i w ten sposób odreagowują swoją polityczną klęskę[56].

Tu przerwiemy nasze rozważania, dorzucając na koniec parę szczegółów w postaci danych statystycznych, dotyczących niektórych systemów politycznych, o których była tu mowa. Jak obliczono szacunkowo światowy komunizm spowodował śmierć około 100 milionów ludzi[57] w tym sam Związek Sowiecki i jego aparat masowej eksterminacji około 20 milionów[58]. Zbrodnie hitlerowskie szacuje się na około 25 milionów osób[59] zaś włoski faszyzm rzadko posuwał się do jednostkowych zabójstw[60]. Nie było tam również obozów koncentracyjnych, które stały się synonimem III Rzeszy i Związku Sowieckiego oraz także innych krajów komunistycznych.

Te ostanie wyliczenia zostały sporządzone stosunkowo niedawno i nie mogły wpływać na świadomość ludzi żyjących w latach dwudziestych czy trzydziestych ubiegłego wieku. Niemniej jednak ponieważ tekst niniejszego artykułu w małym zakresie ociera się o sytuacje współczesne, a więc i o obecnie jeszcze funkcjonujące poglądy na sprawy minione warto jest zamknąć niniejszy wywód taką właśnie informacją. Powinna ona dawać sporo do myślenia!

Bogumił Grott

aw

——————————————————————————–

[1] Politologia religii jest najmłodszą subdyscyplina religioznawstwa i zajmuje się relacjami pomiędzy sferą religii a sferą polityki. Śledzi więc także wpływ wartości pochodzenia religijnego na idee i doktryny polityczne oraz postawy ludzi trudniących się polityką. Wprowadza nowy moment do badań nad życiem politycznym, jakim jest ustalanie zasad aksjologicznych, którymi kierują się ruchy polityczne i kształtowane w ich obrębie idee oraz doktryny. Tym samym rozszerza horyzonty badawcze o czynniki, których najczęściej nie zauważają w sposób wystarczający zarówno historycy jak i politolodzy. Zob. K. Banek, Politologia religii jako dziedzina badań religioznawczych, „Przegląd Religioznawczy”, nr 3-4; tenże, Główne problemy politologii religii, „Nomos” nr.34/36.

[2] J. Schüsslburner, Czerwony, brunatny i zielony socjalizm, Wrocław 2009, s. 24. Z książką tą powinni zapoznać się wszyscy zajmujący się ideologiami politycznymi XX wieku, którzy przez lata byli poddawani mniejszej czy większej presji pojęć kształtowanych w promieniu oddziaływania doktryny totalistycznego komunizmu, a obecnie tzw. „poprawności politycznej”, zachowującej wiele ze sposobu myślenia minionej epoki.

[3] A Witczak, ONR powrót na scenę? Rekonstrukcja radykalnego skrzydła formacji narodowo-katolickiej? (w:) Nacjonalizmy różnych narodów: perspektywa politologiczno-religioznawcza, pod red. B. Grotta i O. Grotta, Kraków 2012, / w druku/.

[4]O współczesnym funkcjonowaniu osób przynależnych do tych ostatnich kręgów por. prof. J.A. Nowak, Czerwone dynastie, t. 1 i 2, Warszawa b.d.w., passim.

[5] G. Krzywiec, Szowinizm po polsku-przypadek Romana Dmowskiego (1886-1905), Warszawa 2009, pasim; Zob. recenzja: B. Grott, Grzegorz Krzywiec, Szowinizm po polsku….., „Politeja”, Kraków 2010, nr. 2, s. 621-625; tenże, Roman Dmowski w kleszczach „poprawności politycznej”- paszkwil o Dmowskim produkcji Grzegorza Krzywca, „Zeszyty Społeczne – KIK”, Lublin 2012, (w druku); tenże, Z powodu książki G. Krzywca o Romanie Dmowskim, „Acana” 2012 nr 4 ( w druku).

[6] S. Zgliczyński, Roman Dmowski – hitlerowiec, „Le Monde Diplomatique”, edycja polska nr. 12 z grudnia….

[7] Jeden z warszawskich dziennikarzy Bohdan Gębarski, urodzony i żyjący w Petersburgu do 1924 roku informował w latach sześćdziesiątych XX wieku piszącego te słowa, iż to właśnie okrucieństwa bolszewickie, których był świadkiem za młodu w Rosji w czasie rewolucji skłoniły go po przybyciu do Polski do współpracy z katolickim ONR-ABC i jego prasą!

[8] Por. M. Iwanow, Pierwszy naród ukarany. Stalinizm wobec polskiej ludności kresowej 1921-1936, Warszawa 1991 passim; H. Stroński, Represje stalinizmu wobec ludności polskiej na Ukrainie w latach 1929-1939, warszawa 1998, passim; M. Łoziński, Polonia nieznana, Kłodawa 2004, passim; tenże, Operacja polska, Kłodawa 2005 , passim.

[9] J.W. Borejsza, Rzym a wspólnota faszystowska: o penetracji faszyzmu włoskiego w Europie Środkowej, Południowej i Wschodniej, warszawa 1981, s. 29.

[10] O. Grott, Faszyści i narodowi socjaliści w Polsce, Kraków 2007, s. 14.

[11] T. Gluziński ( ps. H. Rolicki), Cele i drogi propagandy wywrotowej, Warszawa 1927, s. 17.

[12] Do redakcji z Trzemeszna (Wielkopolska), „Faszysta Polski”, 8 VI, 1926, nr. 8, s. 4.

13 O. Grott, Op. cit., s. 15 – 17.

[14] Op.cit., s. 15.

[15]Op.cit., s. 17 -18.

[16] Op. cit., s.18 – 19.

17 Op. cit., s. 19 – 31

.18 Op. cit., s. 31 – 39.

[19] „Tygodnik Faszystów”, 1926 z 30 Maja, s. 1.

[20] B. Grott, Nacjonalizm chrześcijański, wyd. 3, Krzeszowice 1999, s. 60.

[21] Ekspansja warunkiem istnienia, „Faszysta Wielkopolski”, 1926, VI, nr. 2, s. 4.

[22] Ekonomiczny system faszyzmu, „Faszysta Polski”, 1926, VI, nr. 2, s. 2.

[23] Faszyzm włoski a polski, „Faszysta Wielkopolski”, 1926, VI, nr. 2. s. 1.

[24] Z. Łuczycki, Jak ja sobie wyobrażam faszyzm polski, Lublin 1926

[25] Op. cit., s. 1.

[26] Op. cit. s. 10.

[27]Op. cit., s.12.

28 R. Dmowski, Faszyzm, „Gazeta Warszawska”, 1926, nr. 169,170,173,176,178.

29 B. Grott, Nacjonalizm chrześcijański, wyd. 1, Kraków 1991, s. 112.

30 W. Wasiutyński, Micewskiego szkice węglem, „Polemiki”, 1966, z. 5, s. 16.

[30] Por. S. Niebudek, W kraju czarnych koszu, Częstochowa 1937, passim.

[31] L. Halban, Religia w III Rzeszy, Lwów 1936, s. 12, Ten znakomity znawca stosunków państwowo-kościelnych w Niemczech pisał (str. 12) „ W tych warunkach narodowy socjalizm obejmujący potężną falą masy narodu, musiał uchodzić w oczach wielu za zapowiedź lepszej przyszłości dla protestantyzmu, jeżeli nie wprost za deskę ratunku”. , wyd. 135, 1933 r. s. 59 – głosił bowiem: „Partia jako taka stoi na gruncie pozytywnego chrześcijaństwa”. Niejasne to stwierdzenie w gruncie rzeczy pełniło tylko rolę zasłony dymnej dezinformującej niemiecką prawicę. Por też inne strony wymienionego tu dzieła profesora Halbana dotyczące tego samego problemu: str. 5,6,10, 11, 12,13, 14,15, 16,17.

[32]Chodzi tu o rożne wczesne wypowiedzi Mussoliniego jak np. zdanie z mowy do Garybaldczyków z roku 1919: „Chętnie widziałbym naród pogański, żądny walki, życia, postępu, który nie wierzy ślepo w objawione prawdy i gardzi cudownymi lekami” czy np. jego antyklerykalną powieść pt.< Kochanka kardynała>.

[33] F.W.Haack, Neopoganizm w Niemczech. Powrót Wotana. Religia krwi, ziemi i rasy, Kraków 1999, passim.

[34] M. Prelot, Op. cit., s. 145.

[35] Italicus, Ewolucja faszyzmu, „Szczerbiec” 1931, nr 23, s. 2,3.

[36] G.Gentile, Źródła i doktryna faszyzmu, Warszawa 1933, passim.

[37] Tak charakteryzowano koncepcję wodza jedynie w obrębie Falangi. Zob. M. Rzętkowska, Wódz,, „Falanga” 1938, nr. 2; M. Reutt, Przywódca w Ruchu Narodowo-Radykalnym, „Ruch Młodych” 1939, nr 22-23, s. 28.

[38] M. Prelot, Op. cit., s. 124.

[39] B. Mussolini, Doktryna faszyzmu, Warszawa 1935, s. 32.

[40] Op. cit. s. 12.

[41] O negatywnym stosunku do „idei wodzowskiej” w endecji zob. J. Giertych, O wyjście z kryzysu, warszawa 1938, s. 50,51,53,283-290. O podobnym stosunku do imperializmu zob. A. Doboszyński, Imperium czy Wielka Polska, „Myśl Narodowa” 1939, s. 445.

[42] J. Stepa, Filozoficzne podstawy i sens heglowskiej teorii państwa, Włocławek 1936, s. 5,10,12,13,16,19,19. Por. tenże, Filozoficzne źródła totalizmu niemieckiego, Warszawa 1938, passim.

[43] B. Grott, Katolicyzm w doktrynach ugrupowań narodowo-radykalnych do roku 1939, Kraków 1987, passim.

Książka ta stanowi zeszyt nr 17 w serii , która jest częścią

[44]J. Sas –Wisłocki, Wizja Wielkiej Polski, warszawa 1934, s. 23 – 26.

[45] Zob. przypis 38.

[46] B. Grott, Katolicyzm w doktrynach…, s. 89.

[47] Głośną książkę poświeconą tej idei pióra filozofa Mikołaja Bierdiajewa przełożył na język polski właśnie zwolennik Bolesława Piaseckiego Reutt.

[48] Tenże, Od do . Czy w II Rzeczypospolitej zanosiło się na ustrój totalny?, (w:) Różne oblicza nacjonalizmów: polityka – religia – etos> pod red. B. Grotta, Kraków 2010, s. 117 – 129.

[49] Zob. W.J. Muszyński, Duch Młodych. Organizacja Polska i Obóz Narodowo-Radykalny w latach 1934 -1944. Od rewolty studenckiej do konspiracji niepodległościowej, warszawa 2011, s. 207 – 357.

[50] A. Trzaska-Chrząszczewski, Przypływy i odpływy demokracji, Warszawa 1939, s. 87,88.

[51] H.R. Trevor-Roper, Zjawisko faszyzmu, (W:) Faszyzmy europejskie (1922-1945) w oczach współczesnych i historyków, wybrał J.W. Borejsza, Warszawa 1979, s. 418.

[52] Loc. cit..

[53] F. Sarda y Salvany, Liberalizm jest grzechem, Poznań 1995, s. 40 – 43.

[54] Prawda historyczna i prawda polityczna w badaniach naukowych. Przykład ludobójstwa na Kresach Południowo-Wschodnich Polski w latach 1939-1946, pod red. Bogusława Pazia, Wrocław 2011.

[55] K. Kersten, Wstęp do polskiego wydania, (w:) Czarna księga komunizmu: zbrodnie, terror, prześladowania, wyd. Stephena Cortois (et.al.), Warszawa 1999, s. 8.

[56] Zob. przyp. 4.

[57] S. Courtois, Zbrodnie komunizmu (w:) Czarna księga komunizmu…., s. 26.

[58] Tamże, s. 25.

[59] Tamże, s. 35.

[60] Tamże, s.34.

Facebook
[Głosów:0    Średnia:0/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *