Z okazji roczniczy wybuchu Powstania Warszawskiego

Ciągle pozostaje niezwykle trudnym dotarcie do świadomości społecznej, że Powstanie Warszawskie posiadało dwa aspekty. Z jednej strony niebywałego bohaterstwa Powstańców i poświecenia ludności cywilnej – z drugiej strony kompromitującego braku wyobraźni politycznej, nieodpowiedzialności i ignorancji zawodowej pomysłodawców Powstania – bo nie można ich nazywać dowódcami. Prawda jest taka, że żołnierze AK zaufali przywódcom Powstania, że poprowadzą ich do zwycięstwa, czyli pokonania garnizonu niemieckiego w Warszawie – a ci poprowadzili ich do z góry ZAPLANOWANEJ KLĘSKI. Okulicki na naradzie Komendy Głównej AK w lipcu 1944 mówił: „Musimy się zdobyć na czyn, który wstrząśnie sumieniem świata. W Warszawie mury się będą walić i krew poleje się strumieniami, aż opinia światowa zmusi rządy 3 mocarstw do zmiany decyzji z Teheranu” Tak wiec dowódcy AK zdawali sobie sprawę, że Powstanie militarnie nie ma szans na powodzenie, jest w założeniu skazane na klęskę i miało być tylko rozpaczliwym krzykiem protestu przeciw zniewalaniu Polski przez Sowiety.
(…)

Wydanie rozkazu do walki tysiącom ludzi bez zapewnienia im broni i GWARANCJI pomocy z zewnątrz oraz bez liczenia się z represjami wobec ludności miasta – to nie było szaleństwo, to było po prostu draństwo. Bo wydając ten rozkaz, zmierzający do ZBIOROWEGO SAMOBÓJSTWA, nie mieli na to przyzwolenia ani społecznego, ani władz zwierzchnich. Generał Anders orzekł, że to była zbrodnia.
Uprawianie kultu przywódców Powstania zaczęło się już w dniu kapitulacji. Awans Komorowskiego „za wybitne zasługi” na Naczelnego Wodza Polskich Sił Zbrojnych, a Chruściela na generała, to była grubymi nićmi szyta próba zatarcia wrażenia kompromitującej katastrofy. Tak Rząd Emigracyjny i generalskie towarzystwo wzajemnej adoracji próbowało ratować twarz.


Pytanie – czy na „dzwonie Montera” w Muzeum PW można umieścić napis, że właśnie dzięki temu, że wydał zbrodniczy rozkaz zdobywania bunkrów kilofami i siekierami, ta lista nazwisk poległych, wykuta na murze jest tak długa? Obowiązująca dziś polityczna poprawność mówi, że nie można. Więc nurzamy się nadal w zakłamaniu, stawiając na piedestały fałszywych bohaterów. Prawdziwymi bohaterami była tylko wspaniała młodzież, ale „pomysłodawcy” Powstania ten kwiat młodzieży pchnęli świadomie do aktu zbiorowego samobójstwa.


Dodatkową trudnością w ocenie Powstania jest, że Powstańcy, jak i ich rodzice czy ich dzieci, nigdy nie chcieli i nadal nie chcą pogodzić się z myślą, że zostali wmanewrowani w walkę z góry zaplanowaną jako przegraną, jako całopalenie, jako ofiarę na Ołtarzu Ojczyzny.


(…)

Nasza strona internetowa ma być przeciwwagą dla publikacji różnych apologetów Powstania jak prof. Roszkowski, który udzielił wywiadu Życiu Warszawy pt. „Gdyby nie było Powstania, mielibyśmy dziś kaca.” Już z tytułu wynika, że gdyby nie zginęło te 230 tysięcy ludzi i nie przepadł dorobek materialny i skarby kulturalne stolicy, to mielibyśmy dziś kaca…Niestety prof. Roszkowski i podobni mu piewcy „moralnego zwycięstwa” mają dziś dobre samopoczucie… Ale nie dowiemy się już co myśleli o Powstaniu w ostatnich chwilach swego życia ci przywaleni gruzami, palący się żywcem, topiący się w kanałach lub przed rozstrzelaniem. Chwalimy się tym, że podczas okupacji niemieckiej nie mieliśmy kolaborantów jak Quisling czy Petain. Papież Pius XII uznał powstanie warszawskie za „tygiel, w którym oczyszcza się i uszlachetnia złoto najwyższej próby”(poz 22).Ale z chwilą gdy zabrakło pokolenia Kolumbów, kręgosłup Narodu został złamany, nie miał kto dawać wzorców moralnych. W kraju zaroiło się od różnych Quislingów w rodzaju Bierutów, Bermanów, Cyrankiewiczów oraz własnego chowu tysięcy katów-ubeków i pół miliona donosicieli. Więc skutki Powstania odczuwamy do dzisiaj.
Naszym dążeniem jest, aby w każdym mieście była ulica lub plac Powstańców Warszawy lub aleja Armii Krajowej, ale aby z tych miast zniknęły ulice imienia Bora-Komorowskiego, Okulickiego, Chruściela czy Pełczyńskiego. Bo ci megalomani zdolni do szafowania życiem żołnierzy i ludności cywilnej nie zasługują na cześć i nie mogą być wzorcami do naśladowania, a stawianie im pomników świadczy o aberracji myślowej.

http://www.powstanie.pl/

Tamże do ściągnięcia książki w PDF napisane przez krytyków tej insurekcji

[aw]
Click to rate this post!
[Total: 1 Average: 5]
Facebook

0 thoughts on “Z okazji roczniczy wybuchu Powstania Warszawskiego”

  1. Autorzy tego tekstu źle lokują przyczynę złamania Polsce kręgosłupa moralno-intelektualnego. Zrzucanie wszystkiego na Powstanie jest niesprawiedliwe i nierzetelne – to późniejsze półwiecze sowieckiej okupacji zniszczyło nam elity intelektualne. Należy oczywiście pamiętać, że także i w Powstaniu zginęli wybitni przedstawiciele naszego narodu, ale tak też było i w Katyniu. Nikt chyba nie powie, że w Katyniu wyrżnięto nam całą inteligencję, bo blisko 20 000 inteligentów na cały, liczący wtedy około 30 milionów ludzi kraj, byłoby wynikiem wręcz śmiesznym. Należy mieć świadomość, że to był długotrwały i skuteczny proces, a nie błyskawiczne „postawienie pod ścianą” i rozstrzelanie. Przesadą jest też mowa o zupełnym braku uzbrojenia – jakieś uzbrojenie było, do tego alianci mieli nam zrzucać broń, a że mylili pozycje (zawiniła kiepska komunikacja między innymi) i zapasy dostawali naziści, to już inny problem. Owszem organizacyjnie Powstanie okazało się klapą, ale osobiście mam ogromny szacunek do tych, którzy mieli wolę walki i ruszyli na okupanta mimo świadomości, że szanse na wygraną są marne (wydaje mi się, że nawet szeregowi walczący mieli takową). Nie jestem zwolennikiem gloryfikacji porażek, ale ludzie ginący w Powstaniu chcieli wolnej Polski i mieli dobre intencje. Wydaje mi się, że trzeba tutaj odróżnić płaszczyznę intencji od następstw. Na koniec – jeśli skutkiem Powstania był wysyp wszelkiej maści zbrodniarzy pokroju Bermana, Radkiewicza czy innych donosicieli, to czy per analogiam nie można wysunąć wniosku, że działalność AK w efekcie przyniosła po wojnie tylko eskalację komunistycznych represji? Przecież AK zdawała sobie sprawę, że komuniści będą zwalczać tych, którzy byli w jej szeregach, dlatego też część z nich została w lasach z innymi organizacjami. Można wręcz iść dalej – patriotyzm Polaków w komunistycznej Polsce powodował represje i ofiary, więc ten patriotyzm należy ocenić jako zbrodnię? Mnie wydaje się to bełkotem.

  2. „ruszyli na okupanta mimo świadomości, że szanse na wygraną są marne” Co jest godnego szacunku w działaniu pozbawionym logiki? „mieli dobre intencje”, „płaszczyznę intencji” Jeśli dobre chęci dają fatalne rezultaty, to należy je potępiać tym surowiej. „patriotyzm Polaków w komunistycznej Polsce powodował represje i ofiary” Patriotycznym było bez wątpienia odbudowywanie polskiego przemysłu i rozwój polskiej nauki, jakoś nie przypominam sobie, aby takie działania wywoływały represje.

  3. Na zimno rzecz oceniając, bardzo niewielka część akcji Polski Podziemnej miała realna wartość, wręcz na palcach jednej ręki mozna policzyc te najbardziej oczywiste : 1/ ochrona ludnosci polskiej na Wołyniu, 2/ działalnosc wywiadowcza (np. akcja „V”, Peenemuende), 3/ działalnosć dywersyjna poznańskich „witaszkowców” (ładunki zapalajace w niemieckich transportach, „dodatki uszlachetniajace oleje” dla Luftwaffe, :-). Wieksze znaczenie przypisuje sie, o zgrozo, działaniom GL/AL/BCh, w ramach tzw. „walki o szyny” czyli niszczenia niemieckich transportów na Ostfront. Tak samo, realniejsze znaczenie militarne miały działania rozpoznawczo-dywersyjne komunistycznej partyzantki w latach 1944/1945 na bezpośrednim zapleczu frontu, we współpracy z nacierającą Armia Czerwona.

  4. Nie można budować patriotyzmu na szaleństwie. Jaką broń mieli powstańcy? Co dziesiąty powstaniec miał coś, co można nazwać realnym uzbrojeniem. Czy Panowie pamiętają o słynnym rozkazie Chruściela-Montera, wskazujący, że powstańcy mają atakować gniazda karabinów maszynowych za pomocą… SIEKIER I KILOFÓW? Powstanie trwało 61 dni za dużo. Już po dwóch dniach widać było, że skończy się klęską. Kontynuowanie tego zrywu (podobnie zresztą jak jego rozpoczęcie) leżało w interesie jeden osoby JÓZEFA STALINA – dlatego robił wszystko, aby je przedłużyć, nawet pozorując pomoc (Czerniaków, zgoda na lądowanie po kilku tygodniach), aby opóźnić kapitulację. Wcale się nie zdziwię, jeśli wyjdzie kiedyś, że niektórzy inicjatorzy powstania (głównie Okulicki) byli agentami sowieckimi (zresztą co do Okulickiego już niektórzy wysuwają takie podejrzenia). To doskonałe, że konserwatyzm.pl nie daje się porwać fali insurekcyjnego kultu.

  5. @Konrad Rękas – marne nie są jednoznaczne z zerowymi i należy o tym pamiętać. Walka ma zawsze to do siebie, że nigdy do końca nie wiadomo, kto wygra – historia doskonale to pokazuje. Co do intencji – my mamy ten komfort, że znamy już efekty przeszłych działań. Jedyne co mieli powstańcy, to właśnie chęci – intencje. Oni nie znali konsekwencji swojej walki, więc ocenianie ich tak, jak gdyby je znali, jest po prostu niesprawiedliwe. Co do odbudowy przemysłu oraz nauki – efekty są żenujące i Pan mówi o zwracaniu uwagi na konsekwencje? Zresztą nie uważam, aby marksistowska nauka miała specjalne walory – często prawdzie zamykano usta, a patriotów nazywało się faszystami. @tocque – dlatego należy rozgraniczyć zwykłych szeregowych walczących, którzy kierowali się chęcią wolności od tych, którzy z premedytacją popychali ludzi ku śmierci. Pierwszym należy się szacunek mimo błędu poznawczego, drudzy zasługują na pogardę.

  6. W tym przypadku szanse na sukces militarny były właśnie zerowe. Operacje wojskowe (a taką było powstanie) podlegają zasadzie analizy szans i oceny konsekwencji, a więc oczekiwanie ich od podejmujących decyzje jest jak najbardziej uzasadnione („sprawiedliwe”, jak by Pan powiedział). „Co do odbudowy przemysłu oraz nauki – efekty są żenujące” tzn. proponuje Pan, żebyśmy siedzieli nadal w powojennych ruinach? „nie uważam, aby marksistowska nauka miała specjalne walory” czy dotyczy to także nauk technicznych, medycznych, przyrodniczych? Odnoszę bowiem wrażenie, że słowo „nauka” kojarzy się Panu wyłącznie z ideologizowaną humanistyką. Co gorsza, „patriotyzm” to zdaje się jedynie walka zbrojna, czy tak?

  7. @Konrad Rękas – „właściwie”, ale jednak nie dokona Pan tak daleko idącego ogólnienia, by powiedzieć, że jest Pan pewien, że były równe zeru, bo jest to nieweryfikowalne. Postańcy z jednej strony mieli małe światełko nadziei na zwycięstwo i pełną chwałę a z drugiej pewność, że nadchodzi komunizm i należy o tym pamiętać. Jaki przemysł Pan widzi w Polsce? Prosze mi podaćjeden prężnie działający sektor eksportowy w naszym kraju, opierający się na rodzimym przemyśle. Przemysł po wojnie to odbudowały Niemcy – wciąż w samej motoryzacji mają Mercedesa, BMW, Audi, Opla czy VW – auta, którymi jeździ cały świat. Z elektroniki mają Boscha, Siemensa itp. W takim przypadku mowa o odbudowie naszego przemysłu brzmi odrobinę śmiesznie. Co do nauki – tu jest podobnie. Nasze uniwerystety czy uczelnie techniczne są na marnym poziomie, co wiąże się oczywiście też z egalitaryzacją studiów, ale również z niskimi nakładami finansowymi na edukację i brak prywatyzacji. Przypomnieć także chciałbym, że marksowski materializm dialektyczny miał ogromny wpływ również na nauki ścisłe, co często wiązało się z brakiem rzetelności naukowej. Zresztą nie chcę Pana martwić, ale nie jesteśmy żadnym pionierem w tychże naukach między innymi przez brak pieniędzy spowodowany właśnie komunizmem i gospodarką państwową. I nie, patriotyzm to nie jest walka zbrojna. Ale patriotyzm to dla mnie też nie są państwowe fabryki czy przedsiębiorstwa. Patriotyzm to także próba dążenia do umocnienia swojego kraju.

  8. @Marcin Sułkowski. Pozwolę sobie przedstawić osiągnięcia z ostatnich miesięcy polskich naukowców reprezentujących nauki ścisłe, które Pan tak dezawuuje (ci którzy wdrażają te projekty zostali wykształceni za PRL): 1) APROMAW – Laboratorium Projektowania i Szybkiego Wytwarzania Wyrobów w Wojskowej Akademii Technicznej im. Jarosława Dąbrowskiego. W nim to powstały pojazdy bezzałogowe, pracujące na polskich misjach wojskowych głównie w Afganistanie a zaadoptowanych obecnie do warunków cywilnych i wykorzystywanych w służbach: policji, straży granicznej czy służbach ratunkowych. Ponadto na WATcie opracowano mikrotelefon ze znakiem wodnym potrafiący identyfikować rozmówce, co ma szczególnie znaczenie przy podejmowaniu strategicznych decyzji o charakterze ratunkowym w czasie np., powodzi, pożarów i innych kataklizmów. Urządzenie które natychmiast identyfikuje nadawcę od razu wyklucza a także demaskuje tych co chcą wprowadzić w błąd służby ratunkowe. Urządzenie to również świetnie zdaje egzamin w służbach bankowych. 2/ Polska jest jednym z pionierów nieinwazyjnej onkologii. Tutaj wielkie zasługuj dla jej rozwoju mają prof. Alfred Graczyk, dr Tomasz Durejko, dr Zbigniew Piotrowski, dr inż. Andrzej Typiak 3/ Krajowe Centrum Diagnostyki i Leczenia Hipercholesterolemii Rodzinnej w Gdańskim Uniwersytecie Medycznym. Tam pod kierunkiem prof. Andrzeja Rynkiewicza prowadzone są zaawansowane terapie, które mają na celu walkę z wysokim poziom Em cholesterolu, często uwarunkowanego genetycznie co może być przełomem w leczeniu wysokiego poziomu cholestorelu. 4/ Międzynarodowe Centrum Badań i Leczenia Częściowej Głuchoty – Instytut Fizjologii i Patologii Słuchu jest wiodącą w Polsce jednostką badawczo-rozwojową (kategoria A) oraz wysoko wyspecjalizowanym szpitalem zapewniającym kompleksową opiekę osobom z uszkodzeniami narządu słuchu, głosu, mowy i równowagi. W Instytucie dużą wagę przywiązuje się do łączenia działalności naukowej i szkoleniowej a także działalności naukowo-badawczej o charakterze interdyscyplinarnym z obszaru medycyny i techniki: otorynolaryngologii, audiologii, foniatrii, genetyki, rehabilitacji, inżynierii biomedycznej, biocybernetyki, akustyki czy telemedycyny. W Instytut Podstawowych Problemów Techniki PAN opracowywana jest diagnostyczna aparatura ultradźwiękowa, która jeżeli powiedzie się spowoduje wprowadzenie całkiem nowych metod badania i obrazowania struktury tkankowej narządów człowieka 5/ Tekstoniczny system do elektrostymulacji mięśni opracowywany w Politechnice Łódzkiej pod kierunkiem prof. Krzysztofa Gniotka, dr Janusza Zięby.

  9. @Arkadiusz Meller – ja nie dezawuuje osiągnięć nauki w ogóle, jedno twierdzę, że ta w Polsce stoi na mizernym poziomie (bo w istocie tak jest). Po pierwsze wynalazki czy osiągnięcia to nie wszystko, a nawet jeśli to proszę porównać ich liczbę, jakość, znaczenie i sprzedajność z osiągnięciami naukowców z Azji czy Stanów Zjednoczonych, albo nawet Niemiec. Co jednak nie oznacza, że mamy słabszych naukowców – po prostu mamy za mało pieniędzy na badania, czemu winny jest między innymi okres PRLu. Znane są przypadki politechnik sprzedających swoje rozpoczęte badania uczelniom z zachodu, bo nie stać nas na ich kontyunację. Po drugie – poziom studentów z najlepszych uczelni w Polsce i najlepszych uczelni na świecie. Nie widzi Pan tej przepaści? Ja nie słyszałem, aby jakakolwiek z polskich uczelni była uważana na świecie za elitarną. MIT czy Berkeley owszem. Ja naprawdę cenię rzetelnych naukowców z Polski, ale proszę mi nie wmawiać, że stoimy na wybitnym poziomie pod względem rozwoju naukowego.

  10. @Marcin Sułkowski. Słyszał Pan o polskiej konstrukcji MAGMA2 stworzonej przez polskich studentów? I jakie miejsce MAGMA2 zajęła w zawodach University Rover Challenge w Stanach Zjednoczonych? albo słyszał Pan o Instytucie Wysokich Ciśnień PAN i związaną z nimi spółką TopGaN i o wdrażanej technologii PAMBE?Uważam, że przy takich budżetach jakie dysponują Politechniki i instytuty badawcze to osiągnięcia jakie mają są rewelacyjne. To tak na marginesie bo dyskusja o stanie nauk ścisłych pod tekstem o Powstaniu Warszawskim mija się z celem i jest bezzasadne.

  11. Panie Marcinie, nie wdając się w dyskusję na temat kondycji polskiej nauki i przemysłu (przed wojną nasza motoryzacja też nie dorównywała np. czeskiej) zwracam jedynie uwagę, że jeśli były tak źle, jak Pan uważa, to tym bardziej patriotyzm wymagał większego zaangażowania w rozwój tych dziedzin, a nie np. ukierunkowania na dynamizowanie partyzantki leśnej. Pomijając zaś drobiazg, że pomylił Pan chyba „właśnie” w moim poście z „właściwie”, to jakie Pan dostrzega militarne szanse powstania, tak z czystej ciekawości?

  12. @Arkadiusz Meller – o konstrukcji MAGMA obiło mi się o uszy. Jedna kwestia – zaznaczam, że doceniam osiągnięcia naukowe polskich uczelni w zestawieniu z naszą kondycją finansową ALE widzę masę niedociągnięć i braków, co zaznaczyłem wcześniej. Na politechnikę w Łodzi robią kilka naborów żeby zapełnić miejsca, co by dostać tylko pieniądze za studentów, którzy nigdy nie powinni się znaleźć na uczelni. Na historii w którymś z miast nie trzeba mieć zdanej historii, żeby się dostać! To jest skandal! @Konrad Rękas – Polska nie ma tradycji motoryzacyjnych, ale generalnie przemysłowo poza włókiennictwem swego czasu (które zostało zrujnowane), nie byliśmy specjalnie atrakcyjni. Co zaś do patriotyzmu – jeśli patrzymy „długofalowo”, to należy sobie zadać pytanie, czy należy najpierw pozbyć się wroga, który morduje inteligencję, czy siedzieć cicho, rozwijać co się da i modlić, żeby nas w końcu wszystkich nie wymordowali i wynarodowili. Nie proponuję tutaj rzucania się z motyką na księżyc, ale trzeba znaleźć złoty środek. Faktycznie źle zauważyłem owo „właśnie” – mea culpa. Co zaś tyczy szans militarnych – sprawna pomoc z zachodu, dobre wykorzystanie terenu miejskiego (uniemożliwia skuteczne wykorzystanie sprzętu ciężkiego), mądre rozlokowanie jednostek (tak, by bombardowania narażały oddziały wroga, które wtedy trudno byłoby Hitlerowi uzupełniać), odcięcie większości dróg transportu zapasów przy kontroli chociaż części pozostałej mniejszości, wykorzystanie czynników psychologicznych – tego, że Niemcy przegrywali wojnę od dłuższego czasu i zaskoczenia jakimś spektakularnym uderzeniem. Jeśli Powstanie byłoby tak zorganizowane, to może udałoby się cokolwiek uzyskać.

  13. „należy najpierw pozbyć się wroga, który morduje inteligencję” – a Pan w tej chwili ma na myśli hitlerowców, czy Sowietów? Poza tym chyba tym bardziej nie należy dawać wrogowi możliwości łatwiejszego dokonywania takich mordów? „siedzieć cicho, rozwijać co się da i modlić, żeby nas w końcu wszystkich nie wymordowali i wynarodowili” Siedzenie, rozwijanie i modlitwa to całkiem niezłe metody uniknięcia i wymordowania, i wynarodowienia. „sprawna pomoc z zachodu” – jaka? i jak udzielana? „dobre wykorzystanie terenu miejskiego (uniemożliwia skuteczne wykorzystanie sprzętu ciężkiego)” – np. Nebelwerferów? „mądre rozlokowanie jednostek (tak, by bombardowania narażały oddziały wroga, które wtedy trudno byłoby Hitlerowi uzupełniać): – tzn jakie? rozumiem, że to jak w grze turowej – najpierw by się obie strony rozstawiły, a dopiero potem byśmy zaczęli walkę, na naszych warunkach? „odcięcie większości dróg transportu zapasów przy kontroli chociaż części pozostałej mniejszości” jakimi siłami i w jaki sposób? „wykorzystanie czynników psychologicznych – tego, że Niemcy przegrywali wojnę od dłuższego czasu i zaskoczenia jakimś spektakularnym uderzeniem” – no cóż, gdyby faktycznie udało się z zaskoczenia zająć przyczółki mostowe, to może przynajmniej udałoby się zwiać na Pragę zanim nie zbombardowaliby mostów przez Wisłę… Niemcy przegrywali wojnę od jakiegoś czasu i mieli ją przegrywać jeszcze 9 miesięcy i cały czas jednak walczyli, nawiasem mówiąc.

  14. @Konrad Rękas – w sumie i jednych i drugich w miarę możliwości. Oczywiście jeśli nie ma możliwości całkowitego pozbycia się wroga, to należy minimalizować jego wpływ, ale czasami to jest trudniejsze. Co zaś się tyczy spokojnego siedzenia, rozwijania i modlitwy, to zgadzam się z tym ostatnim, ale rozwój (w duchu patriotycznym) na uczelniach kierowanych przez okupanta jest mocno utrudniony, więc o spokoju tutaj też trudno mówić. Pisałem o pewnym modelu, który NALEŻAŁOBY zrealizować, aby umożliwić sukces, a nie co zostało zrealizowane. Może się Pan oczywiście śmiać, że jest to pomysł rodem z turowej gry strategicznej, ale gwarantuję Panu, że swobodnie można rozlokować jednostki w sposób dynamiczny (nota bene nieudolne próby były przed wybuchem powstania). Aby wysadzić czy zniszczyć tory, to na dobrą sprawę wystarczy prosty sprzęt – dynamit od górników, czy kilku chłopów z cięższym sprzętem 😉 Owszem Niemcy przegrywali wojnę, ale każdy niespodziewany i udany atak przeciwnika powoduje spadek morale, który trzeba odpowiednio wykorzystać. Ja niestety nie jestem specjalistą od spraw wojskowych, mówię tylko co mnie się wydaje z pozycji laika.

  15. „gwarantuję Panu, że swobodnie można rozlokować jednostki w sposób dynamiczny (nota bene nieudolne próby były przed wybuchem powstania). Aby wysadzić czy zniszczyć tory, to na dobrą sprawę wystarczy prosty sprzęt – dynamit od górników, czy kilku chłopów z cięższym sprzętem ;)” Hmm, czyli ma nam wystarczyć Pana gwarancja, że można… Może i można, ale jak widać – wtedy nie można było. Poza tym, proszę wybaczyć, Pan ciągle stoi na stanowisku, że „gdyby…”, „o ile…”, „pod warunkiem, że…” – to wtedy szanse nie wynosiłyby 0, tylko może… no właśnie, nie wiemy ile. W każdym razie nic nie wskazuje na to, że byłby to wskaźnik interesujący z militarnego punktu widzenia. Obawiam się, że Pan nie bierze pod uwagę rzeczywistego uzbrojenia powstańców, możliwości ich przemieszczania, zdolności logistycznych aliantów zachodnich, a także siły Niemców. Zakłada Pan jedynie, że „ale przecież teoretycznie mogłoby się udać”. Przykro mi, ale do operacji wojskowych stosuje się poważniejsze parametry, niż intencje i dobre chęci. Natomiast przyznaję, pomysł, żeby wyskoczyć do górników (rozumiem, że do Kattowitz?) po trochę dynamitu do powysadzania torów – przyznaję, znakomity!

  16. @Konrad Rękas – Pan również uprawia gdybologię, ponieważ nie ma Pan pewności, że 200 000 ludzi, które zginęło w Powstaniu, w późniejszym okresie w ten, lub inny sposób nie zostałoby zamordowanych. Ja cały czas mówiłem, że to są tylko moje spekulacje, a nie ocena faktycznego stanu przygotowania Powstańców – efekty tego stanu rzeczy jaki był już znamy. Ja tylko mówiłem o potencjalnych możliwościach – tych nigdy nie można być pewnym, czego mam świadomość. Nigdzie też nie zaznaczałem, że swoim rozkazem popchnąłbym ludzi w nieznane.

  17. Panie Marcinie, nie mam też pewności, że nie dostaliby wszyscy kokluszu, ani nie zatruli salmonellą podczas obchodów rocznicowych powstania, które nie wybuchło. Niech Pan nie używa argumentów tak rozpaczliwych. W innym miejscu zwróciłem na skalę represji stalinowskich: w latach 1944-1956 komunistyczne sądy wojskowe skazały na karę śmierci ok. 4,5 tys. osób. W okresie w miarę intensywnych walk z podziemiem (1944-48) wg różnych szacunków poległo ok. 6 tys. ludzi z szeregów dawnej AK, czy NSZ. Do 200 tysięcy ofiar jakby nie liczyć ciągle daleko…

  18. Wydaje mi się, że to nie rozpaczliwy argument, a realistyczne podejście do naszych władz poznawczych. Nie jestem przekonany co mogliby zrobić stalinowcy gdyby Powstania nie było. Wiem, że wcześniej byli zdolni do wystrzelania 20 000 naszych oficerów i inteligentów, dlatego jestem bardzo ostrożny. Dodatkowo liczba ofiar represji stalinowskich w Rosji jeży włosy na głowie. Jak to mawiają: kto wie co by było gdyby…

  19. …dlatego musimy posiłkować się analizą dostępnych faktów: np. wielki terror stalinowski z lat 30-tych nie powtórzył się po wojnie ani w samym ZSSR, ani w państwach satelickich, trudno więc założyć, że sam fakt posiadania przez Polskę 200 tys. obywateli więcej skłoniłby Stalina do zmiany zachowań, które wydarzyły się w realu. Ponadto gdybając starajmy się to robić kompleksowo – np. jaki byłby wpływ niewybuchania powstania na decyzje jego cichego inspiratora, premiera Mikłojaczyka. Czy bez hekatomby w stolicy nie byłby on skłonniejszy do przyjęcia propozycji Stalina, a więc realizacji w Polsce wariantu czechosłowackiego?

  20. Nie wiem szanowny Panie, czy możemy sobie pozwolić na operowanie faktami w przypadku Związku Radzieckiego, ponieważ część materiałów i danych jest wciąż niedostępnych. Do tej pory nie wiadomo ile osób zamordował sowiecki reżim, więc tutaj także byłbym ostrożny. Lata 45-56 mogą się okazać równie obfitujące w krew niewinnych, co wcześniejsze. Rozumiem jednak Pana intencje.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.