Zabijanie konkurencji

Jakie są koszty pozyskiwania dotacji unijnych na podstawie programu operacyjnego Kapitał Ludzki 6.2, którym się Pan zajmuje?

Nie spotkałem się z kompleksową analizą kosztów obsługi funduszy unijnych. Koszty obsługi funduszy są jednak bardzo duże. Policzyłem dla przykładu jedną transzę środków unijnych przyznanych fundacjom, które miały je rozdzielić pomiędzy przyszłych przedsiębiorców. Przekazano 15 mln zł, z czego przedsiębiorcy dostaną 10,4 mln zł do ręki. Oznacza to, że koszty obsługi pochłoną ponad 30 procent całej puli. Nie są to oczywiście całkowite koszty obsługi dotacji. Należy do tego doliczyć koszty reklamy funduszy, postępowania konkursowego wyłaniającego podmioty rozdzielające pieniądze, koszty kontroli, ściągnięcia tych środków itd. Do tego dochodzą koszty po stronie beneficjentów. Jedna z osób, która dostała dotację, poświęciła na jej uzyskanie równowartość prawie 100 godzin pracy. Dlatego łączne koszty są ogromne.

 

Czy może Pan wskazać przykłady absurdalności unijnych i krajowych przepisów dotyczących pozyskiwania dotacji unijnych?

Jednym z przykładów jest trwałość projektu, czyli obowiązek utrzymywania inwestycji przez określony czas. Nawet jeśli na skutek zmian rynkowych okazałoby się, że dalsze utrzymywanie inwestycji jest bezzasadne, to i tak taka inwestycja będzie utrzymywana. Kolejnym absurdem są różne kryteria strategiczne jak np. płeć, wiek, miejsce zamieszkania, niepełnosprawność, które niewiele mają wspólnego z oceną co do predyspozycji bycia przedsiębiorcą. Poza tym unijne i krajowe przepisy często nie nadążają za szybko zmieniającą się rzeczywistością gospodarczą, nie uwzględniają, że sytuacja na rynku ulega ciągłym zmianom. Na przykład osoba, która występuje z wnioskiem o zakup konkretnego towaru, po uzyskaniu akceptacji wniosku o dotację (a urzędnicze procedury trwają po kilka miesięcy), musi go szczegółowo zrealizować bez względu np. na fakt wycofania sprzętu o określonych parametrach.

 

Czy łatwo jest oszukać UE i uzyskać dotację? Jak można to zrobić?

Jeśli ktoś zna dobrze przepisy i procedury obowiązujące przy udzielaniu i kontroli dotacji unijnych, to nie stanowi to dużego problemu. Na przykład istnieje możliwość wstawienia do komisu swoich rzeczy, jak komputera czy samochodu i ich odkupienia za pieniądze Unii Europejskiej. Słyszałem również o sytuacji, że na szkoleniach (organizowanych oczywiście za pieniądze europejskie) uczyli, jak to robić.

 

Kogo wspierają unijne programy? Kogo oficjalnie według chciejstwa uniourzędników, a kogo w rzeczywistości?

Z założenia programy unijne mają wspierać słabszych (zarówno osoby, jak i regiony), dla których jest to często jedyna szansa, aby pozyskać pieniądze na inwestycje. Argumentuje się, że dzięki temu w gospodarce będzie więcej silniejszych podmiotów, lepsza infrastruktura itd. Co za tym idzie, w ostateczności skorzystają na tym wszyscy, również ci, od których pochodzą dotacje unijne. Pamiętać jednak trzeba też o kilku kwestiach. Po pierwsze, koszt obsługi funduszy unijnych jest bardzo wysoki. Po drugie, centralne rozdzielanie środków jest dużo bardziej nieefektywne niż na poziomie jednostek, głównie ze względu na problemy zebrania i przetworzenia informacji, co mocno akcentują przedstawiciele Austriackiej Szkoły Ekonomii. Po trzecie, często podmioty bardzo dobrze radzące sobie na rynku po prostu wykazują pewne kryteria świadczące o tym, że potrzebują wsparcia unijnego wyłącznie celem otrzymania dodatkowych funduszy. Skrajnym przykładem jest podstawianie tzw. słupów, czyli osób, które tylko formalnie uzyskają dotacje, a w rzeczywistości z dotacji korzysta kto inny. Kolejnym negatywnym skutkiem unijnych dotacji jest to, że ludzie zaczynają zajmować się nie działalnością, która jest najbardziej potrzebna (istnieje na nią największy popyt), ale tą, na którą są aktualnie dotacje. Nie jest również prawdą, że często środki unijne są jedynym sposobem uzyskania pieniędzy na inwestycje. Należy pamiętać, że często przepisy unijne wymagają dużo ostrzejszych zabezpieczeń niż podmioty prywatne. Dlatego niejednokrotnie łatwiej jest uzyskać kredyt z banku na rozpoczęcie działalności gospodarczej niż wykazać się zabezpieczeniem celem otrzymania środków unijnych.

 

Czyli można powiedzieć, że unijne dotacje wspierają niegospodarność.

Mechanizm jest identyczny jak przy wydawaniu wszelkich publicznych pieniędzy. Człowiek wydając nie swoje pieniądze często wydaje je mniej roztropnie niż gdyby na nie ciężko pracował. Często jakość świadczonych usług z pieniędzy unijnych (np. szkoleń) pozostawia, delikatnie mówiąc, wiele do życzenia, choć zdarzają się również usługi bardzo wysokiej jakości.

 

Może Pan wskazać absurdy w biznesplanach, które muszą być robione na potrzeby uzyskania dotacji unijnych?

Absurdy to za dużo powiedziane. Piszący musi przekonać sprawdzającego, że jego pomysł ma jak największe szanse powodzenia. Dlatego też biznesplany pisane na potrzeby dotacji unijnych są zwykle zbyt optymistyczne, choć realne. Często też niektóre wymagania co do unijnych biznesplanów odbiegają od tych powszechnie przyjętych (np. wykazywanie wpływu na środowisko naturalne).

 

Jakiego typu projekty wygrywają, a jakie nie dostają dotacji? Jakiego typu przedsięwzięcia wspiera Unia Europejska? Z czego to wynika?

Kryteria przyznawania środków unijnych bywają bardzo różne. Najczęściej spotykałem się ze wspieraniem innowacyjności, „zielonej gospodarki”, kobiet, bezrobotnych, niepełnosprawnych, obszarów wiejskich. Efektem tego jest to, że często dotacje dostają nie osoby najbardziej przedsiębiorcze, ale osoby spełniające tzw. kryteria strategiczne. W konsekwencji pieniądze trafiają nie do tych, którzy by je w sposób najbardziej efektywny wykorzystali.

 

Czy według Pana dotacje unijne mogą być korupcjogenne?

Oczywiście przyznawanie dotacji unijnych, tak jak wszelkiego innego rodzaju przyznawanie środków publicznych stwarza ryzyko korupcji. Jeśli chodzi o dotacje unijne, to jednak kontrola dysponowania tymi środkami wydaje się większa niż przy środkach krajowych. Nie chroni to jednak całkowicie przed korupcją.

 

Czy inwestycje z wykorzystaniem dotacji unijnych są droższe od inwestycji prywatnych lub publicznych bez dotacji i dlaczego?

Niestety inwestycje z dotacji unijnych są droższe od dotacji prywatnych. Tak jak wspominałem, człowiek, wydając nie swoje pieniądze, często wydaje je mniej roztropnie, niż gdyby na nie ciężko pracował. Nie widzę natomiast w tej kwestii różnicy między inwestycjami ze środków unijnych a innymi publicznymi inwestycjami.

 

Czy można powiedzieć, że unijne dotacje to generowanie biurokracji?

Jak najbardziej. Oczywiste jest to, że do obsługi funduszy unijnych potrzebni są nowi urzędnicy, zwłaszcza biorąc pod uwagę wysoki stopień sformalizowania procedur unijnych.

 

Co urzędnicy zajmujący się dotacjami dla biznesu wiedzą o prowadzeniu działalności gospodarczej?

Wiedza urzędników bywa bardzo różna. Są wśród nich również osoby bardzo kompetentne. Często do oceny wniosków o przyznanie dotacji zatrudniane są osoby z zewnątrz, które same prowadzą działalność gospodarczą. Jednak sama wiedza i doświadczenie związane z prowadzeniem działalności gospodarczej nie gwarantuje trafności prawidłowej oceny wniosków. Często ten sam wniosek jest bardzo różnie oceniany przez poszczególne instytucje zajmujące się przyznawaniem dotacji. Niektórzy urzędnicy traktują potencjalnych beneficjentów jak zło konieczne, bez których nie byłoby pieniędzy unijnych. Ale na szczęście nie jest to norma.

 

Dlaczego to źle, że Polacy „dobrze” wykorzystują uniodotacje?

Tak jak wspominałem, dotacje zaburzają funkcjonowanie mechanizmów rynkowych. W Polsce powstało mnóstwo podmiotów utrzymujących się z dotacji unijnych (np. fundacji obsługujących pieniądze z Unii Europejskiej, przedsiębiorstw obsługujących wyłącznie szkolenia unijne, jak firmy cateringowe, wydawnictw utrzymujących się z dotacji itd.). Jednocześnie pieniądze unijne zabijają kreatywność ludzi, zamiast pobudzać do działania, rozleniwiają. Boję się, że w momencie, kiedy środki unijne skończą się dla Polski, nie dość, że wiele podmiotów straci źródło utrzymania, to jeszcze trudniej im będzie mentalnie wyjść z tej sytuacji. Proszę zwrócić uwagę, że największe problemy gospodarcze w Europie mają obecnie kraje stawiane za wzór wykorzystania środków unijnych jak Grecja, Hiszpania czy Portugalia. Oczywiście „dobre” wykorzystywanie środków unijnych przez te kraje nie jest jedyną przyczyną problemów w tych krajach.

 

Czy istnieją jakieś realne zalety istnienia unijnych dotacji?

W mojej ocenie możemy niekiedy korzystać na dotacjach na infrastrukturę. Nie zajmuję się tym jednak, więc ciężko mi dokonać specjalistycznej analizy. Jeśli chodzi o dotacje z zakresu programu Kapitał Ludzki, to może się zdarzyć, że bezzwrotna dotacja przekona przyszłego przedsiębiorcę (który nie podjąłby ryzyka inwestycji własnych środków) do rozpoczęcia własnej działalności, która okaże się świetną inwestycją. Jednak w mojej opinii bardziej tracimy na dotacjach unijnych, niż zyskujemy.

 

Czy Pana wolnorynkowe poglądy nie przeszkadzają zajmować się etatystycznym działaniem, jakim są dotacje unijne?

Mam bardzo ograniczony wpływ na system gospodarczy w Polsce, dlatego muszę się dostosować do reguł panujących na rynku. Chciałbym oczywiście te reguły zmienić na rzecz rozwiązań bardziej wolnorynkowych, dlatego też działam w Stowarzyszeniu KoLiber, do czego zachęcam wszystkie osoby o poglądach konserwatywno-liberalnych.

Tomasz Cukiernik 

* Niniejszy wywiad został opublikowany w nr 21 tygodnika “Najwyższy CZAS!” z 2013 r.

M.G. 

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zabijanie konkurencji

Jakie są koszty pozyskiwania dotacji unijnych na podstawie programu operacyjnego Kapitał Ludzki 6.2, którym się Pan zajmuje?

Nie spotkałem się z kompleksową analizą kosztów obsługi funduszy unijnych. Koszty obsługi funduszy są jednak bardzo duże. Policzyłem dla przykładu jedną transzę środków unijnych przyznanych fundacjom, które miały je rozdzielić pomiędzy przyszłych przedsiębiorców. Przekazano 15 mln zł, z czego przedsiębiorcy dostaną 10,4 mln zł do ręki. Oznacza to, że koszty obsługi pochłoną ponad 30 procent całej puli. Nie są to oczywiście całkowite koszty obsługi dotacji. Należy do tego doliczyć koszty reklamy funduszy, postępowania konkursowego wyłaniającego podmioty rozdzielające pieniądze, koszty kontroli, ściągnięcia tych środków itd. Do tego dochodzą koszty po stronie beneficjentów. Jedna z osób, która dostała dotację, poświęciła na jej uzyskanie równowartość prawie 100 godzin pracy. Dlatego łączne koszty są ogromne.

 

Czy może Pan wskazać przykłady absurdalności unijnych i krajowych przepisów dotyczących pozyskiwania dotacji unijnych?

Jednym z przykładów jest trwałość projektu, czyli obowiązek utrzymywania inwestycji przez określony czas. Nawet jeśli na skutek zmian rynkowych okazałoby się, że dalsze utrzymywanie inwestycji jest bezzasadne, to i tak taka inwestycja będzie utrzymywana. Kolejnym absurdem są różne kryteria strategiczne jak np. płeć, wiek, miejsce zamieszkania, niepełnosprawność, które niewiele mają wspólnego z oceną co do predyspozycji bycia przedsiębiorcą. Poza tym unijne i krajowe przepisy często nie nadążają za szybko zmieniającą się rzeczywistością gospodarczą, nie uwzględniają, że sytuacja na rynku ulega ciągłym zmianom. Na przykład osoba, która występuje z wnioskiem o zakup konkretnego towaru, po uzyskaniu akceptacji wniosku o dotację (a urzędnicze procedury trwają po kilka miesięcy), musi go szczegółowo zrealizować bez względu np. na fakt wycofania sprzętu o określonych parametrach.

 

Czy łatwo jest oszukać UE i uzyskać dotację? Jak można to zrobić?

Jeśli ktoś zna dobrze przepisy i procedury obowiązujące przy udzielaniu i kontroli dotacji unijnych, to nie stanowi to dużego problemu. Na przykład istnieje możliwość wstawienia do komisu swoich rzeczy, jak komputera czy samochodu i ich odkupienia za pieniądze Unii Europejskiej. Słyszałem również o sytuacji, że na szkoleniach (organizowanych oczywiście za pieniądze europejskie) uczyli, jak to robić.

 

Kogo wspierają unijne programy? Kogo oficjalnie według chciejstwa uniourzędników, a kogo w rzeczywistości?

Z założenia programy unijne mają wspierać słabszych (zarówno osoby, jak i regiony), dla których jest to często jedyna szansa, aby pozyskać pieniądze na inwestycje. Argumentuje się, że dzięki temu w gospodarce będzie więcej silniejszych podmiotów, lepsza infrastruktura itd. Co za tym idzie, w ostateczności skorzystają na tym wszyscy, również ci, od których pochodzą dotacje unijne. Pamiętać jednak trzeba też o kilku kwestiach. Po pierwsze, koszt obsługi funduszy unijnych jest bardzo wysoki. Po drugie, centralne rozdzielanie środków jest dużo bardziej nieefektywne niż na poziomie jednostek, głównie ze względu na problemy zebrania i przetworzenia informacji, co mocno akcentują przedstawiciele Austriackiej Szkoły Ekonomii. Po trzecie, często podmioty bardzo dobrze radzące sobie na rynku po prostu wykazują pewne kryteria świadczące o tym, że potrzebują wsparcia unijnego wyłącznie celem otrzymania dodatkowych funduszy. Skrajnym przykładem jest podstawianie tzw. słupów, czyli osób, które tylko formalnie uzyskają dotacje, a w rzeczywistości z dotacji korzysta kto inny. Kolejnym negatywnym skutkiem unijnych dotacji jest to, że ludzie zaczynają zajmować się nie działalnością, która jest najbardziej potrzebna (istnieje na nią największy popyt), ale tą, na którą są aktualnie dotacje. Nie jest również prawdą, że często środki unijne są jedynym sposobem uzyskania pieniędzy na inwestycje. Należy pamiętać, że często przepisy unijne wymagają dużo ostrzejszych zabezpieczeń niż podmioty prywatne. Dlatego niejednokrotnie łatwiej jest uzyskać kredyt z banku na rozpoczęcie działalności gospodarczej niż wykazać się zabezpieczeniem celem otrzymania środków unijnych.

 

Czyli można powiedzieć, że unijne dotacje wspierają niegospodarność.

Mechanizm jest identyczny jak przy wydawaniu wszelkich publicznych pieniędzy. Człowiek wydając nie swoje pieniądze często wydaje je mniej roztropnie niż gdyby na nie ciężko pracował. Często jakość świadczonych usług z pieniędzy unijnych (np. szkoleń) pozostawia, delikatnie mówiąc, wiele do życzenia, choć zdarzają się również usługi bardzo wysokiej jakości.

 

Może Pan wskazać absurdy w biznesplanach, które muszą być robione na potrzeby uzyskania dotacji unijnych?

Absurdy to za dużo powiedziane. Piszący musi przekonać sprawdzającego, że jego pomysł ma jak największe szanse powodzenia. Dlatego też biznesplany pisane na potrzeby dotacji unijnych są zwykle zbyt optymistyczne, choć realne. Często też niektóre wymagania co do unijnych biznesplanów odbiegają od tych powszechnie przyjętych (np. wykazywanie wpływu na środowisko naturalne).

 

Jakiego typu projekty wygrywają, a jakie nie dostają dotacji? Jakiego typu przedsięwzięcia wspiera Unia Europejska? Z czego to wynika?

Kryteria przyznawania środków unijnych bywają bardzo różne. Najczęściej spotykałem się ze wspieraniem innowacyjności, „zielonej gospodarki”, kobiet, bezrobotnych, niepełnosprawnych, obszarów wiejskich. Efektem tego jest to, że często dotacje dostają nie osoby najbardziej przedsiębiorcze, ale osoby spełniające tzw. kryteria strategiczne. W konsekwencji pieniądze trafiają nie do tych, którzy by je w sposób najbardziej efektywny wykorzystali.

 

Czy według Pana dotacje unijne mogą być korupcjogenne?

Oczywiście przyznawanie dotacji unijnych, tak jak wszelkiego innego rodzaju przyznawanie środków publicznych stwarza ryzyko korupcji. Jeśli chodzi o dotacje unijne, to jednak kontrola dysponowania tymi środkami wydaje się większa niż przy środkach krajowych. Nie chroni to jednak całkowicie przed korupcją.

 

Czy inwestycje z wykorzystaniem dotacji unijnych są droższe od inwestycji prywatnych lub publicznych bez dotacji i dlaczego?

Niestety inwestycje z dotacji unijnych są droższe od dotacji prywatnych. Tak jak wspominałem, człowiek, wydając nie swoje pieniądze, często wydaje je mniej roztropnie, niż gdyby na nie ciężko pracował. Nie widzę natomiast w tej kwestii różnicy między inwestycjami ze środków unijnych a innymi publicznymi inwestycjami.

 

Czy można powiedzieć, że unijne dotacje to generowanie biurokracji?

Jak najbardziej. Oczywiste jest to, że do obsługi funduszy unijnych potrzebni są nowi urzędnicy, zwłaszcza biorąc pod uwagę wysoki stopień sformalizowania procedur unijnych.

 

Co urzędnicy zajmujący się dotacjami dla biznesu wiedzą o prowadzeniu działalności gospodarczej?

Wiedza urzędników bywa bardzo różna. Są wśród nich również osoby bardzo kompetentne. Często do oceny wniosków o przyznanie dotacji zatrudniane są osoby z zewnątrz, które same prowadzą działalność gospodarczą. Jednak sama wiedza i doświadczenie związane z prowadzeniem działalności gospodarczej nie gwarantuje trafności prawidłowej oceny wniosków. Często ten sam wniosek jest bardzo różnie oceniany przez poszczególne instytucje zajmujące się przyznawaniem dotacji. Niektórzy urzędnicy traktują potencjalnych beneficjentów jak zło konieczne, bez których nie byłoby pieniędzy unijnych. Ale na szczęście nie jest to norma.

 

Dlaczego to źle, że Polacy „dobrze” wykorzystują uniodotacje?

Tak jak wspominałem, dotacje zaburzają funkcjonowanie mechanizmów rynkowych. W Polsce powstało mnóstwo podmiotów utrzymujących się z dotacji unijnych (np. fundacji obsługujących pieniądze z Unii Europejskiej, przedsiębiorstw obsługujących wyłącznie szkolenia unijne, jak firmy cateringowe, wydawnictw utrzymujących się z dotacji itd.). Jednocześnie pieniądze unijne zabijają kreatywność ludzi, zamiast pobudzać do działania, rozleniwiają. Boję się, że w momencie, kiedy środki unijne skończą się dla Polski, nie dość, że wiele podmiotów straci źródło utrzymania, to jeszcze trudniej im będzie mentalnie wyjść z tej sytuacji. Proszę zwrócić uwagę, że największe problemy gospodarcze w Europie mają obecnie kraje stawiane za wzór wykorzystania środków unijnych jak Grecja, Hiszpania czy Portugalia. Oczywiście „dobre” wykorzystywanie środków unijnych przez te kraje nie jest jedyną przyczyną problemów w tych krajach.

 

Czy istnieją jakieś realne zalety istnienia unijnych dotacji?

W mojej ocenie możemy niekiedy korzystać na dotacjach na infrastrukturę. Nie zajmuję się tym jednak, więc ciężko mi dokonać specjalistycznej analizy. Jeśli chodzi o dotacje z zakresu programu Kapitał Ludzki, to może się zdarzyć, że bezzwrotna dotacja przekona przyszłego przedsiębiorcę (który nie podjąłby ryzyka inwestycji własnych środków) do rozpoczęcia własnej działalności, która okaże się świetną inwestycją. Jednak w mojej opinii bardziej tracimy na dotacjach unijnych, niż zyskujemy.

 

Czy Pana wolnorynkowe poglądy nie przeszkadzają zajmować się etatystycznym działaniem, jakim są dotacje unijne?

Mam bardzo ograniczony wpływ na system gospodarczy w Polsce, dlatego muszę się dostosować do reguł panujących na rynku. Chciałbym oczywiście te reguły zmienić na rzecz rozwiązań bardziej wolnorynkowych, dlatego też działam w Stowarzyszeniu KoLiber, do czego zachęcam wszystkie osoby o poglądach konserwatywno-liberalnych.

Tomasz Cukiernik 

* Niniejszy wywiad został opublikowany w nr 21 tygodnika “Najwyższy CZAS!” z 2013 r.

M.G. 

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *