Zakupy grupowe niszczą rynek

Pierwsze serwisy zakupów grupowych pojawiły się w Polsce na wiosnę 2010 roku. Rynek ten działa bardzo dynamicznie. Pojawiają się nowe serwisy zakupów grupowych, inne bankrutują i zamykają działalność (między innymi na początku 2013 roku spółka Agora SA zdecydowała się zawiesić działalność serwisu HappyDay.pl). Jeden z portali w połowie maja br. wyliczył ich aktualną ilość na około 60. Do tego dochodzi prawie 30 agregatów zakupów grupowych. Z zakupów grupowych korzysta co najmniej kilka milionów Polaków, głównie mieszkańców dużych miast.

Działające w Polsce portale do zakupów grupowych, jak amerykański Groupon, niemiecki CityDeal czy polski Gruper, FastDeal, MyDeal, CiteAM, Cuppon itd., drenują pieniądze od polskich partnerów-usługodawców czy sprzedawców, co prowadzi do ich upadku. Firmy usługowe wchodzą we współpracę z takimi portalami z powodu dużej konkurencji i braku klientów. Wystawiają swoje usługi praktycznie po kosztach, a portal na dodatek zabiera ponad połowę tych pieniędzy (na przykład Groupon żąda 50 procent wystawionej ceny plus 23-procentowy VAT, który ma płacić również partner), samemu ponosząc niewielkie koszty. Koszt całej usługi jest po stronie partnera. Oczywiście wielkość zniżki też jest wygenerowana sztucznie. Bo w rzeczywistości pierwotnie podawana cena, od której portal oferuje wysoki (50, 70, 90 procent) rabat, tak naprawdę jest znacznie wyższa niż normalna cena rynkowa. Zawyża się ją tylko po to, by pokazać wysoką bonifikatę. To nic innego jak chwyt marketingowy.

Na przykład usługa fryzjerska, kosztująca na rynku około 50-60 zł, została wyceniona przez Groupona na 160 zł tylko po to, by dać „zniżkę” 63 procent. W rezultacie klienci mogli kupić tę usługę po „wielkiej bonifikacie” za… 59 zł. Ile z tego miał usługodawca? Zaledwie 22,7 zł (38,5 procent), gdyż poza 50-procentoweą prowizją dla Grouponu, firma współpracująca musiała także zapłacić podatek VAT za Groupon. – Jak więc wyobrażacie sobie kupić coś za 1/4 ceny (bo cena wyjściowo jest redukowana o 50 procent, a my mamy z tego 50 procent tylko połowę) z jakością premium? – pyta Edek, partner portalu zakupów grupowych. – Polecam zakupy na mniejszych portalach, które nie są aż tak pazerne, a ich prowizje na poziomie 25-30 procent, wtedy jakość usług może być nieco lepsza – dodał. Groupon bierze też 100 procent pieniędzy, jeśli kupon nie zostanie zrealizowany przez kupującego, Gruper dzieli się takimi pieniędzmi na pół z partnerem.

Fakt jest taki, że to same firmy usługowe zniszczyły swój rynek (erozja marży), wchodząc we współpracę z portalami od zakupów grupowych (wiele renomowanych firm ogłosiło, że nigdy nie zamierza tego robić), ale zrobiły to z braku klientów. Pułapka bez wyjścia. Niestety cały problem polega na tym, że zdecydowana większość Polaków jest biedna i jedynym dla nich kryterium przy kupieniu usługi czy towaru jest cena. Klienci nie rozumieją, że żadna firma nie zrobi im nic za darmo i niska cena oznacza między innymi niższą jakość. Firmy są zmuszone do zaniżania jakości swoich usług (np. usługi wykonują stażyści na gorszych materiałach), by nie dokładać do interesu. Także portale sprzedaży grupowej nie dbają o jakość usług – nie sprawdzają firm, z którymi współpracują. Jednak nie wszystkie serwisy grupowe są takie same. – Gruper ma przekonanie, że nie musi się starać, a mniejszy MyDeal ma nawet specjalistę ds. jakości, by reagować na takie sytuacje – napisała klientka zakupów grupowych.

Niektórzy usługodawcy, wiedząc, że i tak nie zarobią na współpracy z portalami zakupów grupowych, liczą chociaż na specyficzną reklamę. Mają nadzieję, że klient drugi raz przyjdzie na inną usługę już bez kupowania jej na portalu. Często przeliczają się, bo klienci przyzwyczajają się do niskich cen i wolą kupić kolejną usługę na portalu, a przyzwyczajeni do tanich ofert na portalach zakupów grupowych, do gabinetów z ulicy już w ogóle nie zaglądają. Tym bardziej, że z tych usług korzystają ludzie biedniejsi, na których lojalność nie ma co liczyć. Poza tym z umowy między firmą od zakupów grupowych a przedsiębiorcą ogłaszającym się w ten sposób wynika, że ten ostatni nie może świadczyć usługi po tej samej cenie co przy współpracy z portalem. „Partner oświadcza i gwarantuje, że ani on, ani osoby z nim współpracujące, w okresie publikacji oferty sprzedaży kuponów, nie będą proponować osobom, które są zainteresowane zakupem kuponu Groupon lub osobom, które powołały się na ofertę Partnera publikowaną w serwisie Groupon, usług zakresem zbliżonych do treści kuponu, po cenie zbliżonej do ceny wskazanej na kuponach (…) W wypadku, gdy Partner naruszy powyższe postanowienie, będzie zobowiązany do zapłaty na rzecz Groupon kary umownej w kwocie 5000 zł” – brzmi fragment umowy pomiędzy Grouponem a usługodawcą. W efekcie firmy upadają, a bogaci się tylko portal, bo zawiera umowy z kolejnymi naiwnymi firmami. – Oferty grupowe oznaczają sprzedaż poniżej kosztów, czyli utratę marży, bez najmniejszej gwarancji lojalności klienta na przyszłość – mówił w „Rzeczpospolitej” Marek Jankowski, dyrektor sprzedaży TUI Poland. – Zakupy grupowe są pojedyncze i często impulsowe, więc długofalowy efekt marketingowy jest zerowy – dodaje.

Przy okazji wychodzą inne problemy. Czasami portale co innego uzgodnią z usługodawcą, a potem wystawiają znacznie „upiększoną” ofertę z innymi warunkami. W rezultacie klienci domagają się usługi, której nie uzgodnił usługodawca. – Bardzo trudny jest kontakt z portalami grupowymi, szczególnie po emisji oferty. W razie jakichkolwiek problemów, nie odbierają od partnerów telefonów i umywają ręce – twierdzi partnerka Grouponu, która oferowała na tym portalu usługi kosmetyczne. Firmy mają też zakaz informowania klientów o tym, że portal bierze tak dużo pieniędzy.

Tomasz Cukiernik 

* Niniejszy artykuł został opublikowany w nr 24 tygodnika “Najwyższy CZAS!” z 2013 r. 

M.G. 

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *