Zemsta Rokity

Dzięki Gowinowi Jan Maria Rokita wróci do polityki. Rokita upokorzony i zdradzony przez świętą trójcę Tusk, Schetyna, J. Kaczyński (który na listy PiS wpuścił jego żonę w wyborach 2007 r.), wydawał się być pokonany na zawsze. Gowin jego największy polityczny przyjaciel, zdradzając Tuska, umożliwia Rokicie powrót.  Czy Gowin będzie tym samym dla Tuska co L. Kaczyński dla premiera Buzka? Przypomnijmy – w ogromnym skrócie – historię wykończenia Rokity, polityka, który marzył by zreformować Polskę. Na jesieni 2007 roku z ust przywódców Platformy Obywatelskiej nie schodziło słowo „miłość” i zapewnienia, że jeżeli oni dojdą do władzy to skończą z praktykami PiS-u, z oskarżeniami pod adresem przeciwników politycznych, z konferencjami a la Ziobro, z władza „znienawidzonych kaczorów”. Donald Tusk -  przeciwieństwie do kampanii z 2005 r. – nie wspomniał ani jednym słowem o reformie państwa,  ten temat nie istniał , ba więcej samo słowo „reforma”, stało się podejrzane. Po co reformować  tak wspaniale funkcjonujące państwo zapewniali przedstawiciele elity III Rzeczpospolitej, której PO zostało w ciągu dwóch lat rządów PiS-u podporządkowane intelektualnie. Tuż przed wyborami i przed afera gruntową szanse PO były jednak nikłe, latem 2007 r. nadbałtyckie plaże przypominały Lazurowe Wybrzeże. Nikt nie rozmawiał o polityce, grano w siatkówkę, flirtowano, chodzono na spacery. Wieczorami  w nadmorskich knajpkach w  rytm modnych piosenek na parkiecie tańczyły kobiety w różnym wieku, próbując co jakiś czas poderwać do zabawy swoich ojców, mężów, kochanków. Do tych zgrabnych nastolatek, dojrzałych zadowolonych z siebie kobiet wdzięcznie poruszających się w takt muzyki i męskich spojrzeń ślizgających się po opalonych ramionach i piersiach, pasowało tylko jedno słowo. I – gdy minister Kaczmarek wykańczał, na swoje własne życzenie PiS, Donald Tusk zaczął odgrywać rolę kochanka wszystkich polek. Miłość  zastąpiła politykę. W ten sposób fundament demokracji jakim są wybory zmieniono w konkurs piękności. W randkę zakochanych.  Polki (a także ich niezaradni towarzysze życia) zmęczone bezustannymi awanturami, widokiem przywódców fundujących im „permanentną rewolucję” a la Lew Trocki, nagraniami, przesłuchaniami i Bóg wie czym jeszcze odrzuciły politykę, zapominając , ze Polska to nie Francja, a Bałtyk to nie morze Śródziemne.  Antypolitykę symbolizowali sympatyczni chłopcy z Gdańska. Byli  przystojni świetnie ubrani, jakby zeszli z okładek miesięczników mody, mówili płynna całkowicie wypraną z wszelkiej treści polszczyzną. Na tle topornych, zagniewanych, z wiecznie zaciśniętymi ustami polityków PiS-u, prezentowali się jak oaza spokoju. Donald Tusk i jego „drużyna” uosabiali mieszczańską przeciętność będąca od dwóch wieków kamieniem węgielnym demokracji i liberalizmu. Guy  Sorman francuski pisarz zwrócił uwagę u zarania III Rzeczpospolitej, że „narody Europy Centralnej pragnęły żyć z dala od polityki, która w poprzednim systemie zajmowała całość życia społecznego /…/ Ta banalizacja polityki jest prawdziwą naturą demokracji”. [1] Aby jednak osiągnąć – wymarzony przez większość społeczeństwa polskiego – stan politycznej nirwany, w którym polityka kojarzy się z piosenką o miłości, drużyną „Tuska”, musiała zniszczyć (oczywiście z uśmiechem na ustach i kwiatami w dłoniach) tego, który głównie przyczynił się do „sondażowej potęgi”  Platformy Obywatelskiej i który w świadomości naszych obywateli – ilu z nich jeszcze o tym pamięta – był jednocześnie symbolem tejże partii i gwarantem, że epoka Rywinlandu już nigdy nie wróci . Przypomnijmy (bo ktoś może pomyśleć, ze przesadzam) . Rok 2003 studio telewizyjne, zaraz zacznie się „Forum” – program publicystyczny prezentujący  w TVP stanowiska partii politycznych. Jan Rokita – bo o niego chodzi – siedzi już na swoim miejscu. Obok niego siada lider LPR Roman Giertych i pyta uprzejmie „Co słychać w Rokicie ? ”. „Co ?” poseł PO podskakuje ze zdziwienia na krześle – „o przepraszam za przejęzyczenia, co słychać w Platformie ?” poprawia się Giertych. [2].   Tusk, w miarę narastającego  konfliktu między obozem rządzącym a elitą III Rzeczpospolitej, rozumiał coraz bardziej, że Platforma by wygrać wybory  nie może się kojarzyć się tak niebezpiecznymi słowami jak „ reforma państwa”, o której bez przerwy mówił Rokita i dlatego jego głównym celem było najpierw zmarginalizowanie „premiera z Krakowa”, co skutecznie wykonał  G. Schetyna, a następnie jego wyeliminowanie. Po usunięciu z gry Rokity Platforma Obywatelska – zgodnie z planem obrońców III Rzeczpospolitej– przepoczwarzyła się ostatecznie i nieodwołalnie w ideał postmodernistycznej partii w której   ten kto piśnie słowo o reformach popełnia śmiertelny grzech. PO zmieniło się w Ant-PiS. Rokitę wyeliminowano i upokorzono, być może dlatego wszyscy uwierzyli, ze niedoszły „premier z Krakowa”, zerwał z polityka raz na zawsze. Błąd. Tacy ludzie jak Rokita z polityka nie zrywają nigdy. Rokita czekał na swoja okazje, umiejętność czekania to podstawowa cnota w polityce. W tej chwili nadszedł jego czas. Rząd się sypie, Tusk staje się symbolem technokratycznej nieudolności, który nie panuje nad niczym i nikim.  Rokita jest – dla dziennikarzy, przedsiębiorców, technokratów – symbolem skuteczności i symbolem reform, które, jak wszyscy wiemy, są konieczne. Gowin, który powtarza w identyczny sposób manewr L. Kaczyńskiego w rządzie Buzka, wbija nóż w plecy Tuska i wprowadza na polityczne salony tego, który jest symbolem PO, które Tusk zdemolował. Nadszedł czas Rokity. Jaka cenę zapłaci Tusk za zniszczenie w 2007 roku Rokity? A może zrozumie, że Rokita jest jego ostatnia deską ratunku?

Piotr Piętak 


[1]  Guy Sorman „Sortir du socialism”

[2] Alfabet Rokity – Rozmawiali Michał Karnowski i Piotr Zaręmba – Wydawnictwo M Edipress    Polska S.A. Kraków 2004 

M.G. 

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *