Ziętek-Wielomska: Groby zmarłych, własność i rodzina – antyczne korzenie naszej kultury

Niedawno rozmawiałam z kolegą, który regularnie podróżuje do Afryki. Od słowa do słowa zeszliśmy na temat związku między dbaniem o groby zmarłych a kulturą. Z jego obserwacji wynika, że duża część ludności afrykańskiej żyje „z dnia na dzień”, czyli bez posiadania jakiejkolwiek pamięci historycznej. Występujący u nich brak takiej pamięci związany jest jego zdaniem z brakiem pisma, jak również grobów. Groby służą bowiem przechowywaniu pamięci o przodkach. A tym samym tworzeniu kultury wyższej, która rozwija się wtedy, kiedy każde pokolenie dodaje od siebie coś nowego do tego, co odziedziczyło po przodkach.

Nasza rozmowa dała mi bardzo dużo do myślenia. Przypomniały mi się bowiem różne donosy prasowe na temat stosunku do zmarłych w „postępowej” części świata, głównie w Skandynawii, Wielkiej Brytanii i USA. Ludzkie ciała stają się tam po śmierci materiałem użytkowym – wygaszana jest kultura szacunku dla zmarłych i podtrzymywania o nich pamięci. W Danii i Szwecji ciepło uzyskane w krematoriach wykorzystywane jest do produkcji prądu oraz ogrzewania prywatnych domów1. Oprócz tego w wielu krajach wprowadza się w życie program odzyskiwania cennych części z palonych w krematoriach ciał, do których zaliczane są implanty kolan, bioder, sztuczne zęby, płytki w czaszce itp. Przede wszystkim jednak odchodzi się tam nie tylko od grzebania ciał zmarłych, ale także nawet od grzebania ich prochów. Prasa opisuje przykład firmy „Holy Smoke”, która swoim klientom oferuje umieszczenie w pociskach do strzelb lub karabinów właśnie resztek skremowanych ciał2. Napełnioną prochami zmarłych amunicję klienci mogą wykorzystać w dowolny sposób, na przykład poprzez oddanie salwy honorowej albo wystrzelanie nabojów podczas polowania na kaczki lub indyki3. Na Zachodzie coraz modniejsze staje się rozsypywanie prochów w górach czy na wodzie.

Te modne praktyki – często uzasadniane względami „ekologicznymi” – stoją w wielkim jawnym kontraście do naszej polskiej tradycji odwiedzania grobów zmarłych na cmentarzach, choćby raz w roku, 1 listopada. Pamięć o przodkach ciągle jest ważna dla zdecydowanie większej części narodu polskiego. To pokazuje, że procesy barbaryzacji są u nas mniej zaawansowane niż na Zachodzie.

Dlaczego barbaryzacji? Moje stanowisko opieram na tezach jednej chyba z najważniejszych prac dotyczących starożytnych źródeł kultury europejskiej, a konkretnie książki Miasto starożytne (La Cité antique) z 1864 r., autorstwa Fustela de Coulanges. Ten francuski autor wykazał w niej, że grecka i rzymska kultura rodziły się właśnie z kultu przodków. Przyjrzyjmy się bliżej tymopisanym przez niego praktykom opisywanym przez tego autora, które niezależnie od siebie rozwinęły się zarówno w starożytnej Grecji, jak i Rzymie.

Śmierć uważana była tam za zmianę formy życia, z czego wynikała konieczność posiadania grobów, odprawienia rytuału pogrzebowego oraz sprawowania kultu zmarłych. Wierzono bowiem, że zmarli mogą grozić represjami w stosunku do żywych, którzy w związku z tym musieli dbać o to, by pamięć o zmarłych nigdy nie wygasła. A nie można sprawować kultu bez rodziny, która traktowana była jako najbardziej pierwotne stowarzyszenie, w tym także religijne. Instytucja rodziny zapewniała reprodukcję, co było warunkiem ustawicznego trwania kultu przodków. Posiadanie grobów przodków związane było z posiadaniem ziemi.

Własność pierwotnie była polem, na którym każda rodzina grzebała swoich przodków. Własność to ziemia zmarłych, depozyt nieruchomy i niezbywalny, przechodzący z rąk do rąk kolejnych pokoleń, które nie mogą się bez niego obyć. Grób, rodzina, własność, to trzy oblicza tej samej wiary – mówi Fustel de Coulanges. Kto mówi „grób,”, ten mówi „rodzina,”, a zarazem „własność.”.

Dom stanowił więc schronienie dla rodziny, która sprawowała kult przodka, którego grób z przyczyn zasadniczych znajdował się na tym samym kawałku ziemi – to dom był dodatkiem do grobu. W domu musiał znajdować się ołtarzyk, na którym palił się ogień symbolizujący pierwszego znanego, nawet jeśli mitycznego, przodka. Cała rodzina wierzyła, że pochodzi od niego i do niego się modliła. Ogień ten musiał byłby wiecznie podtrzymywany – jego wygaśnięcie oznaczało śmierć przodka, a tym samym utratę swoich korzeni, swojej religii, swojej autonomii. Stąd się weźmie się potem funkcja westalek w starożytnym Rzymie. Kobiety, wychodząc za mąż, zmieniały swoją przynależność rodzinną i religijną, i modliły się do przodków swoich mężów. Traciły wtedy całkowicie pokrewieństwo ze swoją biologiczną rodziną.

Z punktu widzenia stosunków polityczno-społecznych, obywatelami byli tylko ci, którzy sprawowali kult swoich własnych przodków. Nie mieli ich niewolnicy czy służba – musieli modlić się do przodków swoich panów. Ich status wynikał właśnie z tego, że z posiadaniem przodków powiązana była własność ziemi. Brak ziemi to brak przodków, a brak genealogii rzutował na brak kwalifikacji do bycia prawowitym obywatelem państwa. Tylko obywatele mieli przywilej, by raz w roku przejechać w uroczystym pochodzie przez miasto, z umieszczonymi na rydwanie posągami swoich przodków. Co więcej, kto za długi został sprzedany w niewolę, tracił ziemię, która razem z niewolnikami i służbą przechodziła na własność wierzyciela. Wygaszano wtedy ogień na domowym ołtarzyku niewolnika.

Ludność dzieliła się więc na tych, którzy mają ziemię przodków i swoje ołtarzyki, oraz resztę – niewolników, imigrantów, służbę.

Warto jeszcze dodać, że granice między poszczególnymi nieruchomościami miały sakralny charakter, gdyż po drugiej stronie miedzy sprawowany był kult innego przodka.

Z czasem, kiedy zaczęły powstawać większe miasta, ustanawiani byli bogowie miejscy czy państwowi, do których mogli modlić mogli się także przybysze. Patrycjusze sprawowali wtedy kult podwójny – swój prywatny, jak równieżi publiczny.

Praktyka dbania o pamięć swoich przodków była i do dziś jest sprawowana w rodzinach arystokratycznych czy szerzej – herbowych. To właśnie arystokracja czy szlachta tworzyła przez wieki kulturę wysoką, niedostępną dla niższych warstw ludności, które nie tworzyły swoich drzew genealogicznych i których pamięć ograniczała się do osób, które osobiście znały. Idea nowoczesnych narodów w dużej mierze polegała na tym, by do pamięci tych warstw kulturotwórczych dokooptować wszystkich mieszkańców, by czuli się potomkami wspólnych przodków. Warto wspomnieć, że część arystokracji nie zaakceptowała tych procesów, podtrzymując swoją pogardę dla „nieherbowych” i zwalcza do dziś procesy narodotwórcze.

Podstawą tożsamości narodowej jest więc pamięć i kult przodków – nie tylko tych biologicznych, lecz także duchowych. Natomiast społeczeństwo, które nie pozostawia po sobie żadnych grobów – gdyż prochy zmarłych zostaną wystrzelane podczas polowania na indyki – znajduje się na poziomie prymitywnych plemion, sprzed czasów wykształcenia się europejskiej kultury antycznej, a potem cywilizacji łacińskiej.

Dlatego też musimy dbać o to, by nasza polska tradycja odwiedzania grobów choć ten jeden raz w roku była zawsze podtrzymywana. Własność ziemi, groby zmarłych, pamięć historyczna – to podstawa istnienia każdego narodu.

Magdalena Ziętek-Wielomska

Instytut Badawczy Pro vita bona

Tekst ukazał się w „Nowoczesnej Myśli Narodowej”


1  Ł. Śmigiel, Zwłoki mogą być użyteczne, 26.10.2011, https://www.komputerswiat.pl/aktualnosci/zwloki-moga-byc-uzyteczne/qyswvqj [dostęp: 31.07.2021].

2  Ibidem.

3  Ofertę można sobie obejrzeć na stronie: http://www.myholysmoke.com/.


Dziękujemy za zainteresowanie naszym czasopismem. Liczymy na wsparcie informacyjne: Państwa komentarze i polemikę z naszymi tekstami oraz nadsyłanie własnych artykułów. Można nas również wpierać materialnie.

Dane do przelewów:
Instytut Badawczy Pro Vita Bona
BGŻ BNP PARIBAS, Warszawa
Nr konta: 79160014621841495000000001

Dane do przelewów zagranicznych:
PL79160014621841495000000001
SWIFT: PPABPLPK

Facebook

1 thought on “Ziętek-Wielomska: Groby zmarłych, własność i rodzina – antyczne korzenie naszej kultury”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *