“Zjednoczona Prawica nie zrobiła nic, aby zachęcić Polaków do powrotu do ojczyzny” – mówi Andrzej Skupień (Konfederacja) w rozmowie z Adamem Wielomskim

Z publikowanych sondaży przedwyborczych wynika, że w wyborach do Sejmu nic jeszcze nie jest przesądzone: ani to, że PiS utrzyma władzę bez konieczności wchodzenia w koalicję rządową, ani to czy Konfederacja wejdzie do Sejmu, bowiem balansuje wokół 5%. Załóżmy więc, że Konfederacja do Sejmu wejdzie, a PiS nie zdobywa 231 mandatów i jest zmuszony do zawiązania koalicji. Czy wyobraża Pan sobie siebie, jako posła, w koalicji z partią Kaczyńskiego? Pytam tak w kontekście ideowym, jak i pamiętając los „przystawek”, czyli LPR i Samoobrony.

Sytuacją idealną z perspektywy Konfederacji byłoby, aby po wejściu do Sejmu RP, ani Zjednoczona Prawica, ani koalicja opozycyjna nie miały większości do utworzenia rządu. Bycie „języczkiem uwagi” daje wielką przewagę negocjacyjną, gdyż zarówno ZP jak i opozycja chciałyby rządzić za wszelką cenę. W takim momencie Konfederacja powinna wyłożyć na stół swoje postulaty i współrządzić z tym kto zadeklaruje się wprowadzenie większej ilości postulatów. Jedną z kluczowych kwestii jest rezygnacja przez naszych kandydatów z obierania stanowisk w rządzie, w zamian za dodatkową pulę naszych postulatów. Rządy jednego ugrupowania nie są dobre dla losów kraju, ponieważ takie ugrupowanie będąc u władzy nie ma żadnego hamulca i może robić to, co tylko mu się podoba.

W mediach rządowych wciąż słyszymy, że przez ostatnie 4 lata Polska odnosiła sukces za sukcesem. Oceńmy więc te rządy. Jak Pan ocenia te rzekome sukcesy gospodarcze rządu?

Bez wątpienia z perspektywy obywatela rządy Zjednoczonej Prawicy różnią się od rządów PO-PSL. Ludzie czują, że pomimo podnoszenia podatków, rząd nie tylko grabi obywateli, ale również dzieli się z nimi tymi pieniędzmi i „oddaje” im część w postaci różnych programów socjalnych. Patrząc jednak na twarde dane gospodarcze jestem co najmniej zaniepokojony patrząc na najbliższe lata. Spada wartość złotówki w stosunku do euro (w 2015 roku euro było poniżej 4.00 PLN, teraz jest już ponad 4.33 PLN) oraz w stosunku do dolara amerykańskiego (2015 rok 3.60 PLN, teraz niemal 4.00 PLN). Ceny żywności w zaledwie kilkadziesiąt miesięcy wzrosły o 7,3% średnio, podczas gdy pieczywo zdrożało o 9,6%, warzywa o 32,4%, a masło zanotowało wzrost o prawie 100%. Patrzę zatem z niepokojem na przyszłe obietnice socjalne (np. wzrost minimalnego wynagrodzenia) i przeczuwam ostrą inflację, której skutki mogą być katastrofalne.

Jakie jest Pańskie zdanie odnośnie utrzymania/powiększenia/redukcji/zniesienia rządowych programów „plus”?

Moje stanowisko na temat programów socjalnych jest jasne i w gronie moich wyborców znane. Głównym motywatorem programów „plus” jest walka ze spadająca dzietnością, która w połączeniu ze zjawiskiem emigracji zarobkowej w szybkim tempie wyludniają Polskę. Programy „plus” nie sprawdziły się na tej płaszczyźnie w takim stopniu, w jakim powinny. Owszem, na krótką metę wyprowadziły kilka tysięcy rodzin ze skrajnego ubóstwa, lecz doświadczenia innych krajów europejskich pokazują wysoką skuteczność innego podejścia do programów pro-rodzinnych, poprzez dobre zaplanowanie systemu progresywnych ulg podatkowych, rosnących wraz z każdym kolejnym dzieckiem w rodzinie. Ulgi takie mogłyby być naliczane kwotowo lub procentowo. Moim zdaniem należy dodatkowo objąć zerową stawką VAT koszyk towarów i usług, które nabywane są w związku z opieką nad dziećmi i ich wychowaniem. Należy również usprawnić edukację poprzez wprowadzenie bonu edukacyjnego na niemal każdym stopniu nauczania.

Poczytałem sobie trochę o Panu przed tą rozmową. Jest Pan znakomicie wykształconym informatykiem, studia we Francji. Czy nie było pokusy zostać na Zachodzie i nie wracać do Polski?

Od małego uwielbiałem się uczyć i czytać książki, doprowadzając do sytuacji, w której czytając do późnych godzin nocnych mama głośno zastanawiała się nad wprowadzeniem mi szlabanu na przesiadywanie nad książkami nocą. Jak pan redaktor słusznie zauważył, jestem absolwentem uczelni francuskiej, oraz dwóch uczelni krakowskich (AGH oraz UJ). Wyjazd za granicę w celu kontynuacji rozwoju osobistego to było moje marzenie. Z tym wyjazdem wiązałem również przyszłość zawodową, gdyż chciałem znaleźć „na zachodzie” pracę po studiach, a w przypadku mojej specjalizacji nie byłoby o to trudno. Pobyt na emigracji, samemu, w oddalonej o ponad 1000 km miejscowości, daje człowiekowi głębszą refleksję i zrozumienie dla osób, które zarówno w latach 90’ jak i później wyjechały z kraju za chlebem i „lepszym życiem”. Wiele mi się w Polsce nie podobało. Irytowało mnie, że elita polityczna jest głęboko umoczona w komunizmie. Brak perspektywy i świeżego spojrzenia ludzi młodych, ambitnych doprowadzał, i nadal doprowadza do sytuacji, w której przeciętny obywatel nie chce interesować się polityką, słusznie nazywając ją licznymi epitetami. Wracając do wątku, odżyły we mnie uczucia patriotyczne, zacząłem interesować się przemianami gospodarczymi za czasów M. Thatcher, kanclerza H. Schmidta oraz bogaceniem się krajów skandynawskich, które bazując na wypracowanym wtedy bogactwie mogą pozwolić sobie na pełny socjalizm w dzisiejszych czasach, bez większych skutków ubocznych dla gospodarki. Postawiłem sobie prosty wybór – albo życie, praca za granicą i ciągłe narzekanie jak to w Polsce jest źle, albo powrót do kraju, zakasanie rękawów i próba zmiany tego co mi się w Polsce nie podoba. Jak widać wybrałem te druga opcję.

 

Rząd często mówi o polityce nastawionej na powrót setek tysięcy ludzi, którzy za rządów PO wyemigrowali na Zachód. Co PiS realnie w tej sprawie zrobił?

Niestety, odpowiedź na to pytanie jak krótka. Zjednoczona Prawica nie zrobiła nic, aby zachęcić Polaków do powrotu do ojczyzny. Już po pierwszym roku rządów ZP poza granicami Polski przebywało 2 mln 98 tys. mieszkańców naszego kraju, podczas gdy w teraz ta liczba wynosi już 2 mln 241 tys. mieszkańców.

A co należałoby zrobić?

Warunek jest prosty, lecz wykonanie jest bardzo trudne. Mechanizm, który należy wprowadzić, aby ludzi zainteresować powrotem do kraju, to stworzenie w Polsce lepszych warunków do rozwoju. Nikt nie zapraszał Polaków do Niemiec, Wielkiej Brytanii czy Francji. Polacy widząc tam lepsze perspektywy rozwoju postawili na bardzo ciężki wybór – emigrację. Mam nadzieję, że przez najbliższą dekadę zrobimy wszystko jako Polska, aby ten trend zatrzymać, a następnie odwrócić.

I pytanie na koniec: czy czytuje Pan nasz portal konserwatyzm.pl i nasze pismo „Pro Fide Rege et Lege”?

Oczywiście, czytuję portal konserwatyzm.pl i gdy tylko bywam w większych miastach zaopatruję się w pismo „Pro Fide Rege et Lege”, którego niestety brak na moim rodzinnym Podhalu.

Andrzej Skupień jest kandydatem na Posła RP jako Lider listy Konfederacji (okręg 14)

[Głosów:10    Średnia:4.6/5]
Facebook

3 thoughts on ““Zjednoczona Prawica nie zrobiła nic, aby zachęcić Polaków do powrotu do ojczyzny” – mówi Andrzej Skupień (Konfederacja) w rozmowie z Adamem Wielomskim”

  1. Niezależnie od tego, czy jest to zasługą Zjednoczonej Prawicy czy nie, to dzisiaj warunki życia w Polsce są bardzo dobre. Jest perspektywa godnego życia. A zasada emigracji jest bardzo prosta – jeśli ktoś przedkłada swój partykularny interes ponad interes narodowy, bo mimo wszystko u Niemców zarobi więcej, to wyemigruje, pomimo dobrych warunków życia w Polsce.

  2. Z tym pełnym socjalizmem skandynawskim to nie tak. Np. w Szwecji prawie nie ma własności państwowej w związku z tym na państwo pracuje sektor prywatny. Jest on niemiłosiernie wykorzystwany przez Lewiatana poprzez wysokie podatki, ale też nie jest tak krępowany administracyjnie, jak w Polsca. Dlatego ten system w Szwecji trwa, choć nie daje rozwoju.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *