Znowu „prowokacja”…

Tym wygodnym słowem-wytrychem posługują się zgodnie Antoni Macierewicz, Adam Bielan, Solidarni 2010, Solidarność, portal wPolityce. Oprócz oczywistego w takich okazjach obwiniania Rosjan, pojawiły się też głosy obciążające PO, która to formacja miała rzekomo dążyć do odwrócenia uwagi od konstruktywnych propozycji PiS, kandydata tej partii na premiera „rządu fachowego” i odnotowanej ostatnio zwyżki w sondażach. Z kolei premier Tusk i minister Sikorski również użyli terminu „prowokacja”, jednak nader dwuznacznie. Opinię szefa MSZ, że autor przecieku „chce skłócić Polaków i doprowadzić do stanu wojny domowej w Polsce” – można rozumieć zarówno jako asekuranckie przyłączenie się do oskarżeń wobec Rosji, jak i jako wrzutkę na pole PiS.

Choć trop ten wydaje się ciekawy – zatrzymać się warto nad utyskiwaniami strony smoleńskiej. Sam argument, że PiS zajmuje się poważnymi problemami, a to Rosjanie i PO narzucają ponowne podjęcie sprawy katastrofy nie wytrzymuje próby logiki, Wszak to nie Rosjanie zorganizowali konferencję mającą po raz kolejny powtórzyć wszelkie wizje zamachowe. To nie członkowie Platformy szturmowali cmentarze starając się z (karygodnego!) pomylenia ciał ofiar uczynić kolejny dowód międzynarodowego spisku. To nie Putin z Tuskiem wreszcie wydają „Gazetę Polską Codziennie” i wPolityce.pl, dla których niemal nie istnieje dzień bez choćby jednej wzmianki o Smoleńsku!

Jest więc głębokim nieporozumieniem wmawianie wszystkim, że PiS już dawno porzucił temat smoleński na rzecz walki o ratowanie polskiej gospodarki i innych ważnych kwestii. To po prostu nieprawda – o czym najlepiej powinni wiedzieć sami zwolennicy tej partii. Ta sprzeczność jest jednak jedną z wielu, która im nie przeszkadza. Pomińmy już litościwie typowo polską przypadłość, żeby prowokacji (nieważne, prawdziwej czy nie) bezwzględnie ulegać, nawet, jeśli została ona uświadomiona…

To jednak nie koniec absurdów. Oto bowiem „rosyjski trop” afery zdjęciowej dowodzi jeszcze jednego. Oto nagle prominentni działacze i oddani sympatycy PiS głośno przyznają, że doskonale wiedzą, iż ciągłe granie na nucie smoleńskiej nie ma politycznie sensu. Ba! Potwierdzają nawet, że ciągłe zajmowanie się tym jednym tematem – skutecznie uniemożliwia PiS-owi nawet marzenie o sięgnięciu po władzę w Polsce. Wypowiedzi obciążające Rosjan dowodzą więc, że wierchuszka PiS od dawna nie traktuje histerii smoleńskiej poważnie. Krąg ten rozumie, że dzięki żałobie po katastrofie, a następnie umiejętnemu dawkowaniu napięcia udało się najpierw powiększyć, a następnie utrwalić żelazny elektorat tej partii, jednak na dłuższą metę jest to pułapka. Odstręcza bowiem innych wyborców, stopniowo rozczarowujących się do PO. Jednocześnie jednak rdzeń elektoratu Kaczyńskiego wymaga stałego karmienia nowymi sensacjami, oskarżeniami, insynuacjami – taka jest bowiem natura paranoi. PiS-owcy z jednej strony chcieliby uciec do Smoleńska, z drugiej zaś uczynić tego nie mogą. Obciążenie Rosjan winą za nową „sensację” to rozdarcie PiS-u ujawnia aż nadto widocznie.

Czy więc nie mają racji Tusk z Sikorskim mówiąc o prowokacji, ale nie wskazując jej autorów? Wymowne zawieszenie głosu, sugerujące wprost polskie źródło przecieku może bowiem być prawdziwe. Oto bowiem publikacja materiałów w Rosji, z natychmiastowym komentarzem dostrzegającym w tym akcie wrogi akt tamtejszych służb – z jednej strony zapewnia najbardziej zaciekłym zwolennikom PiS i spiskologii niezbędną dawkę emocji, z drugiej zaś pozwala smoleńskim decydentom zachować pewien dystans, sugerujący, że tym razem to wreszcie nie oni podgrzali pod polskim kociołkiem. PiS próbuje więc (choć nader niezgrabnie i mało wiarygodnie) jednocześnie rozgrywać nadal tematykę katastrofy – i udawać, że wcale tego nie chce. Pokazuje to więc z pełną jaskrawością tragiczną dwoistość tej partii, która nawet gdyby naprawdę chciała – nie umie już uciec z pułapki własnej propagandy.

Konrad Rękas

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.