Zwrot w konflikcie syryjskim?

Sytuacja dyplomatyczna

Przed planowaną wstępnie na 10 czerwca konferencją w sprawie zakończenia konfliktu w Syrii państwa zachodnie zintensyfikowały swoją presję wobec rządu w Damaszku. W nocy 27 maja Unia Europejska zadecydowała o nieprzedłużaniu obowiązującego do 1 czerwca embargo na dostawy broni dla syryjskich rebeliantów. Po zakończeniu spotkania ministrów spraw zagranicznych UE, szefowie dyplomacji UK William Hague i Szwecji Carl Bildt zapowiedzieli jednak że w najbliższym czasie żadne z państw UE nie zamierza dostarczać broni opozycji, ale mogłoby to ulec zmianie, gdyby wedle słów Hague’a „sytuacja miała nadal się pogarszać”. Wtóruje im rzecznik prasowy francuskiego MSZ Philippe Lalliot oświadczając że „Zniesienie embargo nie musi oznaczać koniecznie decyzji o zbrojeniu rebeliantów”.Równocześnie szefowa dyplomacji UE Catherine Ashton dopuściła możliwość rewizji stanowiska Brukseli 1 sierpnia, biorąc pod uwagę rezultaty planowanej czerwcowej konferencji. Cytowany przez SANA minister spraw zagranicznych Syrii Walid al-Muallem skomentował to słowami iż „Decyzja Unii Europejskiej stanowi przeszkodę w międzynarodowych wysiłkach na rzecz osiągnięcia politycznego rozwiązania kryzysu syryjskiego”. Decyzję o zniesieniu embargo skrytykował też wiceminister spraw zagranicznych Rosji Sergiej Riabkow, stwierdzając że nie służy ona przyszłym rozmowom. Riabkow zapowiedział też oficjalnie rozpoczęcie dostaw rosyjskich rakiet S-300 dla Syrii, co mogłoby powstrzymać plany eskalacji konfliktu przez te czynniki w państwach zachodnich, które domagają się utworzenia na terytorium powietrznym Syrii niedostępnych dla jej lotnictwa wojskowego „stref bezpiecznego nieba”, gdzie pod osłoną lotnictwa zachodniego schronienie mogliby znaleźć rebelianci. W ramach realizacji zobowiązań Moskwy wobec rządu w Damaszku, 27 maja w Latakii wylądował rosyjski samolot dostawczy z 60 tonami ładunku na pokładzie. Oficjalnie ładunek zawierał pomoc humanitarną, jednak autorzy Debka File, jak się wydaje zasadnie, podejrzewają, że mogło chodzić raczej o dostawy materiałów wojskowych.

Z kolei na zorganizowanej 23 maja konferencji „przyjaciół Syrii” w Ammanie, w której udział wzięli przedstawiciele państw zaangażowanych we wsparcie dla syryjskiej rebelii – USA, UK, Francji, Arabii Saudyjskiej, Kataru, Turcji, Jordanii, Zjednoczonych Emiratów Arabskich, a także Niemiec i Włoch, sekretarz stanu USA John Kerry zagroził że USA wraz ze swoimi europejskimi i arabskimi sojusznikami zwiększą pomoc dla rebeliantów, w tym również dostawy dla nich „nieśmiercionośnych broni”, jeśli władze w Damaszku nie będą postępować zgodnie z oczekiwaniami uczestników spotkania. Końcowy komunikat spotkania wzywa ponadto do wycofania operujących na terenie Syrii oddziałów należących do Iranu i Hezbollahu, obciążając je odpowiedzialnością za utrudnienia w zakończeniu konfliktu. Uczestnicy spotkania zażądali też wykluczenia z z przyszłej konferencji przedstawicieli syryjskiego rządu, jednak już 24 maja szef dyplomacji rosyjskiej Siergiej Ławrow poinformował że władze w Damaszku zgodziły się wziąć udział w spotkaniu, w ten sposób kontrując skutecznie oświadczenie „przyjaciół Syrii”. Znaczenie tego gremium systematycznie zresztą spada, gdyż z pierwotnie 80 wspierających je państw, na spotkaniu w Ammanie obecni byli przedstawiciele zaledwie 11.

Ograniczać swoje poparcie dla rebeliantów zdaje się będąca ich dotychczas najpoważniejszym sojusznikiem Ankara. Turecki premier Recep Tajip Erdogan, który zapowiedział wcześniej lobbowanie w czasie swej wizyty w Waszyngtonie 17 maja za utworzeniem mających chronić rebeliantów stref bezpiecznego nieba, ze swojej obietnicy się nie wywiązał, w zamian popierając inicjatywę zwołania konferencji w Genewie. Turcja samodzielnie nie jest stanie prowadzić agresywnej polityki wobec Syrii, toteż przy braku silnego poparcia w Waszyngtonie ogranicza swoje działania. W związku z próbami uprawiania obstrukcji wobec planowanej konferencji ze strony syryjskich rebeliantów którzy nie wystawili dotychczas jednolitej reprezentacji i domagają się wykluczenia udziału przedstawicieli rządu Baszara al-Assada, możliwe jest też ograniczenie dla nich dostaw uzbrojenia z terytorium Turcji, co byłoby środkiem nacisku ze strony państw zachodnich, by rebelianci zmiękczyli swoje stanowisko.

Obstrukcję wobec prób zakończenia konfliktu stara się uprawiać dyplomacja francuska. 26 maja, w dzień paryskiego spotkania sekretarza stanu USA Johna Kerry’ego i ministra spraw zagranicznych Rosji Sergieja Ławrowa lewicowy francuski dziennik „Le Monde”opublikował prowokacyjne materiały, w których po raz kolejny oskarżono syryjskie władze o użycie broni chemicznej. Szef dyplomacji francuskiej Laurent Fabius oświadczył także, że Paryż jest stanowczo przeciwny udziałowi w planowanej konferencji nazywanej nieformalnie „Genewa II” przedstawicieli będącego stroną w konflikcie Iranu.

Poparcie rosyjsko-amerykańskiej inicjatywy napłynęło za to ze strony państw Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym (ODKB), których ministrowie spraw zagranicznych spotkali się 27 maja w Biszkeku. W końcowym oświadczeniu uczestnicy konferencji wyrazili poparcie dla inicjatywy zwołania konferencji w Genewie, a także wyrazili swoją dezaprobatę dla wszelkich działań zmierzających do dalszej militaryzacji sytuacji w Syrii, w tym także nielegalnych dostawbroni dla rebeliantów. Zainteresowanie udziałem w konferencji wyraziły także Chiny, o czym poinformował w wypowiedzi dla prasy przedstawiciel tamtejszego MSZ Hun Lei.

Sytuacja militarna

Formą presji militarnej na Syrię jest z kolei przemieszczenie w region wschodniej części Morza Śródziemnego dwóch amerykańskich okrętów podwodnych typu „Ohio”, z których każdy uzbrojony jest w 154 rakiety balistyczne typu „Tomahawk” o zasięgu 1,6 tys. km. Są to okręty „Georgia” (SSGN 729) i „Florida” (SSGN 728), które wpłynęły do położonej ok. 1,1 tys. km. od wybrzeży Syrii bazy NATO na Krecie. Obydwa okręty stacjonujące w normalnym trybie w bazie King’s Bay w stanie Georgia zostały włączone do VI Floty USA, której obszarem operacyjnym jest Morze Śródziemne. Według oświadczenia służby prasowej Marynarki Wojennej USA, celem obydwu okrętów jest „udział w operacjach utrzymania bezpieczeństwa na morzu i współpracy w zapewnieniu bezpieczeństwa w teatrze działań w obszarze odpowiedzialności VI Floty”.Okręt „Florida” ma za sobą udział w skierowanej przeciwko Libii operacji „Świt Odysei” z marca 2011 roku, gdy z jego pokładu na cele libijskie wystrzelono 93 rakiety balistyczne.

W podobnych kategoriach należy interpretować zapowiedź zorganizowania na terenie Jordanii w ciągu następnych dwóch tygodni wielkich manewrów wojskowych „Niecierpliwy Lew 2013”. Według informacji pisma „Красная Звезда” ma wziąć w nich udział 15 tysięcy żołnierzy z 18 państw: Arabii Saudyjskiej, Bahrajnu, Kataru, Jemenu, Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Jordanii, Iraku, Libanu, Egiptu, Turcji, Pakistanu, USA, Zjednoczonego Królestwa, Kanady, Francji, Włoch, Polski i Republiki Czeskiej. Manewry odbędą się na terytorium jednego z państw satelickich USA w regionie, dla którego amerykańska pomoc finansowa na przeciągu ostatnich 5 lat wyniosła w sumie 2,4 mld. dolarów. 25 maja jordański minister informacji Muhammad Momani poinformował też, że królestwo Haszymidów planuje rozmieścić na swoim terytorium systemy przeciwrakietowe „Patriot”. „Prowadzimy obecnie rozmowy z zaprzyjaźnionymi państwami” oświadczył na konferencji prasowej.

Działania wojenne w Syrii skupiają się tymczasem w prowincji Homs, gdzie wspomagane przez Hezbollah wojska rządowe 19 maja rozpoczęły operację celem wyzwolenia z rąk rebeliantów strategicznie położonego miasto Al-Kusair. Panowanie nad miastem pozwala kontrolować szosę łączącą Damaszek z nadmorskimi prowincjami Latakia i Tartus oraz drogę łączącą Homs z libańskimi górami Hermel. Ponadto, odbicie miasta rebeliantom wzmocniłoby znacząco pozycję rządu Syrii na konferencji Genewa II. Opanowanie Al-Kusair ma także znaczenie prestiżowe. Władze w Damaszku zapowiedziały szybkie zdobycie miasta, tymczasem gdy po uprzednim intensywnym ostrzale lotniczym i artyleryjskim 20 maja wkroczyły do niego pododdziały syryjskich wojsk specjalnych i wspomagającego je Hezbollahu, natrafiły na niespodziewanie silny opór islamistów, z przygotowanych wcześniej punktów ogniowych prowadzących efektywny ostrzał snajperski, z karabinów maszynowych oraz z granatników. Według rebeliantów, siły rządowe stracić miały między innymi cztery czołgi i kilka bojowych wozów piechoty. Ocenia się, że w mieście walczy od 2 do 5 tysięcy rebeliantów. Al-Kusair stało się polem starcia dwóch silnych pozapaństwowych organizacji militarnych: popieranej przez Arabię Saudyjską sunnickiej Al-Kaidy oraz popieranego przez Iran szyickiego Hezbollahu. Po serii powtarzających się nalotów, pomimo silnego oporu rebeliantów, wedle informacji syryjskiego dowództwa wojskowego 60% miasta zostało opanowane przez siły rządowe. Państwowe flagi syryjskie znalazły się na wszystkich mieszczących instytucje rządowe budynkach 20-tysięcznego miasta oraz w jego najistotniejszych punktach strategicznych. Co najważniejsze, wojska rządowe opanowały też ważną z wojskowego punktu widzenia drogę łączącą Al-Kusair i libańskie miasto Baalbek w będącej gniazdem sił Hezbollahu Dolinie Bekaa, odcinając także pozostałym w mieście rebeliantom dostawy broni i uniemożliwiając napływ posiłków z pozostałej części prowincji Homs, jak również z prowincji Hama i Indilb. Niepowodzeniem zakończyła się próba odsieczy dla okrążonych w mieście rebeliantów podjęta przez islamistów z libańskiej prowincji Dżebal Al-Brejdż. Udaremniono także próbę ataku z libańskiego miasta Arsal (podczas którego rebelianci zastrzelili trzech pilnujących granicy żołnierzy libańskich) i nieudaną ofensywę poprowadzoną przez siły rebelianckie z północnego Libanu w regionie przejścia granicznego w Dżussi. W odległości 6 km. na północ od Al-Kusair wojska rządowe zdobyły bazę przeładunkowa rebeliantów, która znajdowała się na lotnisku w Debaa. Zdobyte zostały również pozycje rebeliantów na wzgórzach Hamidi i Adżuna. Ze zmiennym szczęściem toczą się natomiast walki na centralnej autostradzie prowadzącej z Damaszku na północ. Rebelianci ściągnęli tam znaczne siły z Dżobaru, Harasty, Dumy, regionów Wschodniej Guty, Kabunu i stołecznej dzielnicy Tiszrin by związać część sił rządowych i odciążyć oblężonych w Al-Kusair. Mimo tego, wydaje się że wyzwolenie Al-Kusair jest kwestią czasu. Otworzyłoby ono wówczas siłom prorządowym drogę do wyzwolenia położonego na północy Homs.

Struktura polityczna i militarna syryjskich rebeliantów wyraźnie ulega dezorganizacji i rozkładowi. Rebeliancka Wolna Armia Syryjska zastępowana jest na polu walki przez lepiej wyposażone i utrzymujące wyższe morale oddziały islamistów, w tym również Al-Kaidy umacniającej się szczególnie w położonym we wschodniej części kraju Dair as-Zaur. Syryjską Koalicję Narodową paraliżują spory pomiędzy skrzydłem umiarkowanym, gotowym zgodzić się na negocjacje z rządem Assada, a radykałami domagającymi się uzależnienia udziału w konferencji genewskiej od wykluczenia z niej lub zgoła wcześniejszego ustąpienia przez Assada. W tym czasie autorytarnie zorganizowane państwo syryjskie utrzymuje wysoką sprawność instytucjonalną możliwą między innymi dzięki hierarchicznie zorganizowanej strukturze władzy. Zachowuje także szerokie poparcie społeczne wyrażające się między innymi w lojalności pochodzącej z poboru armii. Nagłaśniane w ubiegłych miesiącach przez opozycję dezercje, obecnie w zasadzie nie mają już miejsca. Analitycy izraelskiego portalu Debka File piszą „Przez dwa lata prowadzenia wojny domowej armia syryjska dowiodła swojego dużego profesjonalizmu, wierności w warunkach kryzysu, przede wszystkim zaś zdyscyplinowania. Podczas tego brutalnego konfliktu nie zdarzały się przypadki samowolnej inicjatywy lokalnych oddziałów lub dowódców. Każdy ruch kierowany był z pałacu prezydenckiego za pośrednictwem sztabu generalnego. Nawet gdy wojska syryjskie doznawały porażek, cofały się w sposób uporządkowany.” Liczącym się atutem militarnym jest też wsparcie Syryjskiej Armii Arabskiej przez ok. 7-8 tysięcy obecnych w tym kraju bojowników Hezbollahu.

Wojna przeciw Syrii staje się tymczasem przyczyną destabilizacji w sąsiednich krajach. W Iraku narastają spory pomiędzy przywódcami sunnickimi a wspierającymi premiera Nuriego al-Maliki szyitami. Od opuszczania kraju przez okupacyjne siły amerykańskie w 2011 roku, wzrasta liczba zamachów terrorystycznych przeprowadzanych przeciw szyitom przez radykalne organizacje salafickie. 27 maja w serii co najmniej 11 wybuchów w szyickich dzielnicach Bagdadu zginęło 57 osób.

Konflikt rozlewa się także na sąsiadujący z Syrią Liban. 27 maja cztery pociski rakietowe wystrzelone najprawdopodobniej przez sunnickich rebeliantów w Syrii lub ich libańskich sympatyków spadły na szyickie miasto Hermel, ciężko raniąc jedną z mieszkających tam kobiet. Pytani przez „New York Times” mieszkańcy uważają, że pociski zostały wystrzelone ze znajdującego się na wzgórzach po przeciwnej, południowej stronie Doliny Bekaa sunnickiego miasta Arsal. Symptomami narastającego napięcia są wypowiedzi przywódcy Hezbollahu Hasana Nasrallaha który 25 maja zapowiedział zwiększenie zaangażowania swojej formacji w wojnie domowej w Syrii, dowodzącego Wolną Armią Syryjską gen. Salima Idrisa który zapowiedział atakowanie celów Hezbollahu na terenie Libanu, oraz byłego premiera Libanu Saada Haririego który zagroził podjęciem przez libańską armię operacji przeciw zagrażającym pokojowi w kraju grupom zbrojnym. Sytuację w Libanie dodatkowo komplikuje napływ sunnickich uchodźców z Syrii, co zmienia proporcje etniczne, wyznaniowe i polityczne w niektórych częściach kraju.

Działania pozorowane i działania rzeczywiste

Aktywność sił antyassadowskich – zarówno w samej Syrii, jak i na scenie międzynarodowej – ma charakter przede wszystkim demonstracyjny. Ćwiczenia wojskowe, przemieszczanie okrętów podwodnych w rejon konfliktu, otwarcie możliwości dostaw broni dla rebeliantów, buńczuczne groźby atakowania przez nich celów libańskich czy dyplomatyczne próby obstrukcji wobec planowanej konferencji genewskiej nie są w stanie zrównoważyć militarnych sukcesów wojsk rządowych. Niezależnie od powodzenia lub porażki konferencji „Genewa II”, w najbliższym czasie należy się spodziewać raczej nasilenia politycznej i wojskowej ofensywy sił wspierających Assada. Władze syryjskie nie mają bowiem nic do stracenia: odnosząc kolejne zwycięstwa wzmacniają swoją przyszłą pozycję negocjacyjną, w przypadku zerwania lub niepowodzenia konferencji genewskiej pozostawiają zaś rebeliantom mniejsze pole do przegrupowania sił po przerwaniu walk na czas rozmów. Dostawy rosyjskich rakiet S-300 z kolei znacznie zmniejszają prawdopodobieństwo zachodnich lub izraelskich nalotów na Syrię. Dotychczasowe naloty ze stycznia i maja nie osiągnęły zresztą swoich faktycznych celów politycznych, nie tylko nie rozrywając osi Hezbollah-Damaszek-Teheran ale jeszcze cementując szyicki sojusz i intensyfikując współpracę wszystkich jego podmiotów. Wobec systematycznych dostaw do Syrii a także w ręce Hezbollahu broni irańskiej i rosyjskiej, niewiele też zapewne zmienią ewentualne zachodnie dostawy dla rebeliantów. Prawdopodobne rychłe wyzwolenie Al-Kusair byłoby wielkim prestiżowym sukcesem Assada i mogłoby stać się symbolicznym militarnym przełomem w wojnie z rebeliantami i terrorystami. Wzrost napięcia w Iraku i przede wszystkim w Libanie dowodzi destabilizującego wpływu rebelii na sytuację w regionie. Konflikt syryjski może okazać się barometrem słabnącego znaczenia bloku atlantyckiego i konkretnie Stanów Zjednoczonych na scenie międzynarodowej. Punktami zwrotnymi tego konfliktu mogą zaś stać się bitwa o Al-Kusair oraz konferencja „Genewa II”.

Ronald Lasecki

(tekst pierwotnie ukazał się na geopolityka.org)

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *