Życie pozasmoleńskie istnieje, czyli o potrzebie dorosłości politycznej

W pewnym wieku młodzież ma tendencje do zachowań ideowych, ale jednoaspektowych. Młodzieniec, który pojmie jakąś prawdę staje się łatwo jej prorokiem i wszystko inne na świecie musi sprowadzić do jednego problemu. Dokładnie tak samo jest ze smoleńczykami. Gdy stykają się oni z innymi ludźmi, po prostu nie potrafią pojąć, że można mówić o innych aspektach rzeczywistości, nie widzieć nici warunkujących wszystko w tym jednym, kluczowym dla dziejów świata wydarzeniu.

A. Nowak opowiada /Zgoda, prawda i szyderstwo, Rzeczpospolita, 30 kwietnia – 1 maja 2011 roku/, że każdy, kto nie chce wojny domowej toczącej się obecnie w Polsce, pragnie złożyć hołd lenny Rosji, rezygnując z godności i podstawowych interesów. Jak młodzież upatrująca niegodziwości w działaniach każdego, kto nie chce patrzyć na świat przez pryzmat jednowymiarowej właśnie odkrytej prawdy wielkości modnego zespołu muzycznego, czy drużyny piłki nożnej.

Tymczasem życie pozasmoleńskie istnieje i bynajmniej nie jest tak, że wszystko, co dzieje się w Polsce, można sprowadzić do mianownika wydarzeń z 10 kwietnia. Podobnie jak młodzież definiuje postawę dorosłych jako obrzydliwy pragmatyzm, tak A. Nowak niechęć do rodaków /dla niego to oczywiście nie są osoby będące częścią tego samego co on narodu – tak, jak dorośli nie są partnerami dla zbuntowanej młodzieży/ wyraża przez zdefiniowanie realizm jako „logikę strachu” „niezgody z silniejszym”.

Być może w Polsce są ludzie, którzy faktycznie działają tak, jakby chciał tego A. Nowak, ze szczególnie wyrafinowanej niechęci do Polski i by służyć Rosji. Podejrzewam jednak, że realizm większości Polaków /których A. Nowak wcale zapewne za Polaków nie uważa/ polega na czymś zupełnie innym. Nie chodzi im o to, żeby się z silniejszym zgadzać, czy nie zgadzać. Cechą dorosłości jest bowiem wykształcenie samooceny, a więc pewna obojętność na to, czy inni się z nami zgadzają, czy też nie. Człowiek o odpowiednio wyrobionej samoocenie wie po prostu swoje.

Fakt, iż polscy oficerowie zostali wymordowani w Katyniu jest prawdą bez względu na to, czy Rosjanie zechcą ją przyznać. Okoliczność, czy to nastąpi, dla tożsamości Polaków ma dość wtórne znaczenie. Więcej, tylko ktoś, kto w ten sposób się do tego odnosi, ma szansę prawidłowo kształtować swój stosunek do Rosji także obecnie. Wiedząc, że jest to kraj, który na ogół miewa niedobre zamiary w stosunku do Polski i Polaków, nie tyle powinno nas obchodzić, co oni przyznają odnośnie do przeszłości, ale realistycznie ich postrzegać jako zagrożenie też dziś.

W. Churchill miał przestrzegać W. Sikorskiego, że używanie argumentu Katynia w stosunkach międzynarodowych w czasie wojny zaszkodzi przede wszystkim Polakom, a zabitych nie wskrzesi. Jako realista oczywiście nie miał najmniejszych wątpliwości, kto zamordował Polaków. Nie zamierzał też zabraniać Polaków wyrabiać sobie stosunku do Rosjan przez pryzmaty zbrodni. Więcej, chciał pewnie powiedzieć: widzicie, z kim macie do czynienia.

Mentalność ówczesnych liderów musiała być dość podobna, jak dziś pisiacka: sprawę podnieśli, co zakończyło się w sposób wiadomy. Gdy jednak wywołano powstanie w Warszawie, ci sami ludzie byli oburzeni brakiem pomocy ze strony sowieckiej. Wszystko według tej samej dziecinnej logiki, w której co gorsza, dorosłymi mającymi zaopiekować się dziećmi, które narobiły, okazali się Rosjanie.

Gdyby Rosjanie byli traktowani właśnie realistycznie, jako bardzo poważne zagrożenie, nic takiego by nie nastąpiło. Co w gruncie rzeczy można myśleć o ludziach, którzy po doświadczeniu Katynia, serio myśleli o tym, że sowieci przyjdą z pomocą naszej stolicy? To samo, co o ich następcach, są po prostu dziecinni. Ta dziecinada doprowadziła do tego, iż nie tylko, że nie mieliśmy możliwości wymuszać na Rosjanach potwierdzenia prawdy o Katyniu, ale nie mogliśmy o niej mówić nawet we własnym kraju.

W latach 40-tych naród dał się poprowadzić do nieszczęścia swoim zdziecinniałym, piłsudczykowsko-romantycznym elitom. Lepiej tego nie powtarzać. Polska tożsamość nie wymaga dla swego istnienia uznania w oczach Rosjan. Mimo ich paternalistycznych chęci objawianych co najmniej przez dwa ostatnie stulecia lepiej wystrzegać się tych, których myślenie ukształtowane jest na podstawie ukrytego założenia, że w Moskwie mieszkają rodzice, których opinia ma kluczowe znaczenie.

Ludwik Skurzak

[aw]

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Życie pozasmoleńskie istnieje, czyli o potrzebie dorosłości politycznej”

  1. Bardzo dobry text. Zwłaszcza fragment dotyczący Katynia. Dla różnych osobników ważniejsze jest to co dziś uzna bądź nie uzna Rosja, od tego by pamięć pielęgnować tu, w Polsce, w narodzie. To my mamy pamiętać, to u nas ma ta pamięć przetrwać, a nie u rosyjskich elit politycznych i na rosyjskim papierze z deklaracjami. Poza tym Katyń to nie jedyna zbrodnia na narodzie polskim, szkoda, że tylko o niej się tyle mówi, a o zbrodniach popełnianych na Polakach przez Rusinów czy Litwinów się milczy.

  2. „Nikt nie jest w stanie obudzic w nas poczucia nizszosci bez naszej zgody” (Eleanor Roosvelt). Szkoda, ze ci „patrioci” tego nie rozumieja.

  3. PiS i naczelni ideologowie „wściekłej rusofobii” A. Nowak i Marciniak, reprezentują sobą typowy syndrom „kompleksu postkolonialnego”. Ludzie zakompleksieni potrzebują ciągłego potwierdzania wątłego poczucia własnej wartości. Robią to poprzez własne głośnie pofukiwania i zgłaszanie roszczeń korzenia się ze strony dawnej metropolii. Wrażliwośc na punkcie własnej godności i własnej historii osiąga tu monstrualne rozmiary. W tych kategoriach ujmują też interes narodowy, rozumianego właśnie jako obronę godności i swojej wersji historii. Interesy gospodarcze nie tylko ich nie interesują, ale nawet żadnych interesów z Rosją nie chcą ( np. rosyjskich inwestorów, rosyjskiego gazu, prądu z elektrownii atomowej w Królewcu itp.). Symbole zamiast biznesu, oto szalona definicja interesów narodowych wg PiS.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.