Trwająca dekada

Obie strony dość lekceważąco podchodzą do talentów politycznych Pierwszego – a przecież dochodząc do pozycji, którą ostatecznie zajął w PRL – dał on pokaz umiejętności gry zespołowej, budowania frakcji, podwieszeń, słowem talentów przydatnych przecież i dziś w układach władzy. Domniemany, ale jednak prawdopodobny udział w spisku przeciw Gomułce (a w każdym razie odniesienie korzyści z jego upadku), sprawne wyeliminowanie współpracowników i potencjalnych choćby konkurentów (Szlachcica i Moczara), próby przetasowań w obrębie własnego zaplecza kadrowego pod koniec rządów – wszystko to świadczy o tym, że wizje „brata-łaty, prostego sztygara” z jednej, czy „tępego młota” z drugiej – nie pasują do opisu Gierka.

Za swoją pozycję Gospodarz płacił wymierną cenę – także, a może przede wszystkim w środowisku międzynarodowym. Geopolitycznie Gierek był przywódcą na czasy Détente, zwłaszcza przy założeniu ich trwałości – błędnym, jak zweryfikowano to tuż po upadku Gospodarza. Pierwszy świadomie zredukował swoją pozycję w obrębie bloku, tak ważną dla Gomułki, decydując się na pozory znaczenia zagranicą uzyskiwane drogą umizgów do Zachodu. Z drugiej jednak strony takie zachowanie było akceptowane na Kremlu – a więc może być uznawane za wybór samonarzucający się.

Jednocześnie jednak dyskusja o wszystkich „za” i „przeciw” dekady Gierka wciąż pomija jej bodaj główny aspekt – a mianowicie rozbudzenie polskiego konsumpcjonizmu. Wiary pokolenia słabo, albo w ogóle już nie pamiętającego biedy II RP, wojny i odbudowy, że możemy pójść na skróty i uzyskać poziom użycia jak na wyprzedzającym nas o dobre 250 lat Zachodzie. Zwolennicy o tym nie wspominają, bo wolą posługiwać się mitem Gierka jako dowodem na „sukces PRL”. Krytycy – też milczą, bo przecież żerują na takich samych marzeniach Polaków, żywych przez całą III RP, a ostatnio szczególnie silnych.

Budząc marzenia o własnym M, które się każdemu należy, więc jak można na nie czekać aż 10 czy 15 lat, o samochodzie osobowym w kraju, który do dziś nie zbudował sensownego transportu publicznego, o wieżowcach budowanych bez sensu choć nie cierpimy na głód ziemi – Gierek zamordował PRL, stworzył podstawy, na których zbudowała swoje utopie kierowana przez KOR „Solidarność”. To więc bohater antykomunistyczny, bo bez niego pewnie „komuna” by nie upadła – tym bardziej, że system gierkowski drogą doboru wyeliminował „prawdziwych komunistów”, zastępując ich spragnionymi poklasku Zachodu „menedżerami”, czyli zaczątkiem kadry rozwijającej swe błoniaste skrzydła już w III RP.

Z pewnością nie była to najgorsza dekada w dziejach Polski. Faktycznie też, nie tylko dla przeżywających w latach 70-tych swoją młodość – była wręcz jedną z lepszych. Nazwisko Gierka wciąż jest szanowane zwłaszcza na polskiej wsi i faktycznie był to okres modernizacji rolnictwa na skalę nie znaną chyba ani wcześniej, ani potem, co też musiało zostawić ślad w oczekiwaniach i aspiracjach środowisk wiejskich, poddanych ograniczeniom lat 80-tych i dewastacji ostatniego ćwierćwiecza. Obecne władze niby zresztą gierkizm oficjalnie odrzucają, jednocześnie jednak podprogowo odwołują się do tamtych resentymentów, na przykład wskazując na nakłady kierowane obecnie właśnie na obszary wiejskie. Że to stąpanie po kruchym lodzie – świadczy używanie nazwiska Gospodarza także jako hasła antyrządowego, jako tego, „po którym coś zostało”, w przeciwieństwie do przejadanych obecnie tzw. „funduszy unijnych”. Fakt, że 36 lat po swoim upadku Gierek wciąż jest kimś istotnym jeśli nie w polityce – to przynajmniej w propagandzie i micie narodowym – pokazuje dobitnie jak niewspółmiernie wielki wpływ wywarł on jednak na kraj i ludzi. Mało które dziesięć lat tak zdeterminowało współczesność Polski – w dodatku nasuwając tak wiele skojarzeń z dniem dzisiejszym. Skądinąd jako urodzony w latach 70-tych – jestem częścią tego pokolenia, które odkąd pamięta zawsze żyło… w kryzysie, co samo to pojęcie uczyniło kompletnie zdewaluowanym i niemal bez treści – ot, jak kolejne wygodne alibi władzy.

Takie właśnie nastawienie stało się zresztą (obok samego uwolnionego przez Gierka konsumpcjonizmu) ostatnim już gwoździem do trumny PRL. Lipcowe i sierpniowe strajki ’80, prowadzące do powstania „Solidarności” – były dowodem niezłomnej wiary protestujących po pierwsze w socjalizm, a po drugie w omnipotencję władzy. Przez cały zresztą okres do 13. grudnia przez wszystkie wystąpienia robotnicze i związkowe przewija się wątek „żądamy podania prawdziwych informacji o stanie gospodarki”. Tak głębokie było społeczne przekonanie, że w istocie nie ma żadnego kryzysu, że wprawdzie „Ruscy” zabierają nam żywność i węgiel, ale tak naprawdę to władza robi jakąś sztuczkę – żeby oszukać naród, rozegrać coś między sobą, obrzydzić opozycję, czy dla innego, sobie tylko wiadomego, podejrzanego celu. Sam pamiętam rozmowy, że na pewno to władza chowa żywność, dlatego nie ma jej w sklepach, a dość przejrzeć solidarnościowe gazetki z tamtego okresu, by na własne oczy przeczytać zaprzeczanie wpływom strajków w górnictwie na załamanie eksportu polskiego węgla itp. Zaprawdę, tamto wotum nieufności dla władz – było jednocześnie dowodem niemal nieograniczonej wiary w nią i jej możliwości…

Dziś niby nie wierzymy, że władza może wszystko – choć przecież pogląd ten jakoś przewija się w powracających co bardziej roszczeniowych wystąpieniach (którym zresztą kudy choćby do Radomia i Ursusa – a i władza nie tak się już nimi przejmuje). Czy więc tym razem zakończenie będzie inne? Edwarda Gierka nie obalił przecież ostatecznie ani kryzys ekonomiczny, ani rozmijanie się oczekiwań społecznych z realiami gospodarki niedoborów, ani nawet brak zrozumienia Polaków, że najbardziej nie pasuje im w tamtym systemie fakt, iż chroni ich przed nieznanym wówczas zagrożeniem, które z czasem poznaliśmy dobrze jako neoliberalną odmianę kapitalizmu. Gospodarza padł tak jak inni Pierwsi – przez pucz wewnętrzny spieszących się do następstwa rozegrany w korzystnym dla zmianie międzynarodowym układzie sił. Żaden z takich czynników póki co nie zachodzi w III RP. Chociaż więc wydaje się nam niekiedy, że powtarzamy dzieje gierkowskiej dekady, a mentalnie – w pewnych aspektach w ogóle się ona nie skończyła, tym razem raczej nie majaczy w tle ani logo nowej „Solidarności”, ani, niestety, żaden generalski mundur…

Konrad Rękas

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *