Adamczyk: Totalna inwigilacja – cyfrowy obóz koncentracyjny czy szansa?

Informacja to forma energii, z której zbudowana jest zbiorowa świadomość. Wolny przepływ idei i równa konkurencja między nimi to warunek spontanicznej ewolucji zmierzającej do rozwoju każdej cywilizacji. Także ludzkiej. Czy aby powstanie gigantów branży IT i wymuszone „pogłębianie cyfrowe” nie są narzędziami, które mogą być użyte przeciwko ludzkości?

Wstęp

Digitalizacja życia społecznego i gospodarczego postępuje w zawrotnym tempie. Prezentując w styczniu 2007 roku pierwszego iPhona, Steve Jobs przyśpieszył losy historii. Trwająca właśnie rewolucja cyfrowa silnie wpływa na naszą ziemską egzystencję, dzieląc ją na dwie warstwy. Poruszanie się po równoległym świecie wirtualnym konsumuje coraz więcej naszej energii życiowej.

Szybka przemiana społeczna, której jesteśmy świadkami, nie odbywa się jednak zupełnie spontanicznie. Połączona siła potężnych grup interesów nadaje temu procesowi wysoką dynamikę. Państwo jest zainteresowane kontrolą operacji gospodarczych w firmach (JPK): eliminacją szarej strefy i zwiększeniem swoich wpływów podatkowych. Dążenie do zapewnienia bezpieczeństwa publicznego sprawia, że aparat przymusu pragnie posiadać jak największy zakres informacji o obywatelach. Anonimowość w sieci ułatwia defraudacje i wszelkiego rodzaju przestępstwa kryminalne.

Największy lobbysta – sektor bankowy – jest zainteresowany eliminacją z obrotu pieniądza gotówkowego, gdyż ta forma rozliczeń znajduje się poza jego kontrolą i aktualnie nie generuje dlań zysku. Globalne firmy zabiegają o sprzedaż państwom swoich produktów i usług. Powiększając skalę cyfryzacji procesów społecznych, powiększają one zyski swoich właścicieli, uzależniając jednocześnie od siebie całą gospodarkę. Znaczenie wielkich firm IT ujawnia się coraz silniej w postaci ich presji regulacyjnej – zakulisowego sprzyjającego ich interesom lobbingu politycznego.

Wiele wskazuje na to, że nie zastanawiając się nad długofalowymi skutkami, bezkrytycznie wchodzimy w erę „społeczeństwa cyfrowego”. Myślimy: im „pogłębienie cyfrowe” głębsze, tym będzie nam się lepiej żyło. Czy na pewno? Posiadanie smartfona i podpięcie go do sieci powoduje, że nasze „wirtualne ja” pozostawia w cyfrowym świecie „twardy” ślad elektroniczny. Nasze cyfrowe „ja” znajduje się przez cały czas pod bacznym okiem systemów masowej inwigilacji. Obszar prywatności naszego „materialnego ja” jest ściśle powiązany z „cyfrowym ja”. W 2020 roku wyraźnie widać, jak wizjonerska była książka George’a Orwella Rok 1984. Oko „Wielkiego Brata” widzi wszystko. Do przeszłości przeszła anonimowość w klasycznym tego słowa znaczeniu.

Autor niniejszego artykułu spojrzy na rewolucję cyfrową z punktu widzenia możliwości zaszczepienia jej idei narodowej. Czy opłaca się posiadać polską organizację „realizującą cyfrowo” własne interesy i skupiającą rozproszoną energię ludzką we współczesnym zglobalizowanym świecie? Czy rewolucja cyfrowa wzmocni, czy osłabi państwa narodowe? Czy istnienie „wszystkowidzącego oka Wielkiego Brata” zapewni nam rzeczywistą wolność, zachowanie tożsamości i wydobycie z życia tego, co w nim najcenniejsze? Czy digitalizacja przepływu informacji wzmocni, czy osłabi polaryzację społeczną – tzw. „wojnę polsko-polską”?

Pandemia COVID-19 obnażyła słabości globalnego i unijnego zarządzania procesami społecznymi. Fala globalizacji się cofa. Zmieniają się uwarunkowania geopolityczne. Doświadczenia COVID-19 sprawiają, że konieczności istnienia państwa narodowego jako formy organizacji życia społecznego na danym terytorium nie można już dalej kwestionować.

Kultura zaufania – tajemnica skutecznego działania organizacji

Rozpoczynając niniejsze rozważania, nie sposób uniknąć pytania o wzorzec skutecznego działania. Współcześnie najlepiej zorganizowane w krajach Zachodu są interesy korporacyjne. Wielkie globalne korporacje to żyjące organizmy – współczesne plemiona. Korporacje to organizacje osiągające swój sukces dzięki centralizacji władzy w rękach zarządu, kontroli ze strony rady nadzorczej, dążeniu do wspólnych transparentnie komunikowanych pracownikom wartości (jakość produktu, zdobycie rynku, zysk dla akcjonariusza) oraz zgodnej współpracy dziesiątek komórek o różnych wzajemnie uzupełniających się rolach. Komórki organizacyjne korporacji można porównać do organów w organizmie człowieka. Każda z nich, mając określony zakres zadań, realizuje w odpowiedzialny sposób ściśle określoną funkcję.

Każdy pracownik korporacji rozumie ograniczoność posiadanych zasobów i współpracuje w celu jak najbardziej gospodarnego nimi zarządzania. W korporacji nieakceptowane jest pasożytnictwo, myślenie typu „róbta, co chceta” i egoistyczny indywidualizm. Pracownicy wiedzą, że mogą sobie wzajemnie ufać, co minimalizuje mające wymiar finansowy koszty transakcyjne współpracy. Wzrasta w ten sposób energia wyzwalana przez sieć zorganizowanych relacji. Nielojalność wobec organizacji jest w korporacji nieakceptowana. Jednostki kwestionujące ład i porządek, niepodporządkowujące się obowiązującemu systemowi wartości eliminuje się z organizacji, przy czym tracą dochody uzyskiwane ze swojej pracy.

Korporacje dobrze wiedzą, że niski poziom zaufania w grupie i wysokie ryzyko bezumownej współpracy (niski kapitał społeczny) stanowi koszt transakcyjny każdej organizacji. Sprawnie działająca infrastruktura zaufania to „smar” umożliwiający koncentrację energii ludzkiej i obniżenie kosztów transakcyjnych funkcjonowania zbiorowości.

Istnienie wysokiego poziomu kapitału społecznego w danym kraju umożliwia samostanowienie (zdolność do określenia i przestrzegania własnych reguł organizujących życie zbiorowości) i redukcję kosztów aparatu przymusu państwowego (policja, wymiar sprawiedliwości). Poziom kapitału społecznego w danej grupie ludzi determinuje jej szanse na przetrwanie i sukces na rynku. Zarząd i rada nadzorcza korporacji umożliwia samoświadomość i samosterowność całej organizacji. Można ją porównać do mózgu. Zarząd na bieżąco analizuje otoczenie i podejmuje decyzje adekwatne do zmieniającej się sytuacji. Rada nadzorcza kontroluje zarząd, eliminując jego działania niezgodne z interesem właścicieli (konflikt agencji).

Państwo jest także obarczoną kosztami transakcyjnymi żyjącą strukturą organizacyjną, która realizuje dodatkowo dostawę dóbr publicznych oraz niezbędnych dla uporządkowania naszego życia instytucji społecznych. Te dobra publiczne można porównać do organów żyjącego organizmu. Realizują one fundamentalne zadania niezbędne dla jego przetrwania. Dla przykładu istnienie rozwiniętej gospodarki towarowo-pieniężnej jest możliwe tylko dzięki istnieniu wymuszonego przymusem państwowym ładu instytucjonalnego zapewniającego sprawne jej funkcjonowanie. Jasność i pewność tych zasad umożliwia nam rozwój i codzienne funkcjonowanie.

Pomiędzy korporacją a państwem liberalnym istnieją istotne podobieństwa i różnice[1]. O ile pracownik korporacji jest silnie bodźcowany finansowo do zachowania się zgodnego z wewnętrznym systemem wartości (wynagrodzenie), to powstaje problem jak doprowadzić do sytuacji, aby członkowie danej „zbiorowości liberalnej” bez dodatkowego wynagrodzenia samoistnie zachowywali się zgodnie z zasadami współżycia społecznego obowiązującymi na danym terytorium.

Szczególną cechą różniącą państwo liberalne i korporację jest samoświadomość i samosterowność organizacyjna. Wyobraźmy sobie, jaka byłaby siła korporacji – jej zdolność do tworzenia konkurencyjnych i jakościowych produktów, gdyby usunąć z niej wszystkich kierowników, a pracownikom rzucić: „róbta, co chceta”?

Cały eksperyment z eliminacją samoświadomości i samosterowności zakończyłby się bankructwem i kradzieżą majątku firmy. Nie ulega wątpliwości, że zbiorowości homo sapiens są antropologicznie nieodporne na występującą w grupie pokusę nadużycia energii czy majątku bliźniego. „Tragedia wspólnego pastwiska” i „jazda na gapę” (ładne terminy ekonomiczne dla zwykłego ludzkiego pasożytnictwa) to problemy trapiące nie tylko komunizm, ale także współczesny oligarchiczny pasożytniczy kapitalizm finansowy (nie mylić tej patologii z prawdziwą gospodarką rynkową). Anonimowość charakterystyczna dla ukrywania struktury własności korporacji pogłębia te zjawiska (prywatyzacja zysków i uspołecznianie kosztów i ryzyka).

Czy modele zarządzania przedsiębiorstwem można przenieść na grunt zarządzania państwem? Kraje Zachodu, stworzone na bazie konsensusu waszyngtońskiego, nie są zdolne do rozumienia świata z perspektywy jednego organizmu i długookresowej koordynacji gospodarki. Totalne rządy pieniądza narzucają myślenie krótkoterminowe – słabsze, ale potrzebne organy organizmu społecznego nie posiadające wielkiego kapitału zamierają. Prowadzi to do rozpadu organizmu.

W przeciwieństwie do liberalnych gospodarek Zachodu gospodarkę chińską można już porównać do zdyscyplinowanej, samoświadomej i samosterownej korporacji. Według klasyfikacji ekonomicznej Chiny to typowa „koordynowana gospodarka rynkowa”, gdzie nie nastąpiło charakterystyczne dla neoliberalnych gospodarek Zachodu sztuczne rozerwanie państwa, wspólnoty zamieszkującej jego terytorium i zasad działania rynku.

Kulturę organizacyjną w Chinach wspiera system ratingu społecznego, którego celem jest m.in. stabilizacja polityczna i systemowa ochrona zaufania pomiędzy członkami zbiorowości zamieszkującej terytorium tego kraju i szybka identyfikacja destabilizujących grup dywersji zewnętrznej. Systemowa ochrona wzajemnego zaufania jednostek praktycznie nie istnieje w krajach zbudowanych na ideologii neoliberalnej Miltona Friedmana. Rating ten obniża koszty transakcyjne współpracy i wymusza przestrzeganie lokalnie zdefiniowanych zasad organizujących życie społeczne. Jak pokazują badania, pomimo krytyki pochodzącej ze środowisk liberalnego Zachodu (Chin nie da się łatwo zewnętrznie zdestabilizować politycznie), taka infrastruktura technologiczna jest w tym kraju powszechnie akceptowana[2]. Ludzie chcą się czuć bezpiecznie, a potrzeba ładu i przestrzegania zasad zalicza się do podstawowych.

Usługi państwa w zakresie bezpieczeństwa wewnętrznego i zewnętrznego są obarczone wysokim kosztem. Aby zapewnić ich sprawne funkcjonowanie i uniknąć niepotrzebnego „przepalania energii” (pieniądz podatkowy to zużyta energia) jego naturalne kulturowe mechanizmy kontrolne powinny w maksymalnym zakresie działać samoistnie i automatycznie. Atomizacja grupy prowadzi do eliminacji ostracyzmu jako naturalnego regulatora moralności.

Tam, gdzie mechanizmy kulturowe zawodzą, konieczne staje się utrzymywanie niskokosztowego mechanizmu korygującego reagującego szybko na drobne wykroczenia członków danej zbiorowości. Ład i porządek publiczny jest wartością zaniedbywaną w krajach Zachodu. Nie da się jednak wszystkich wykroczeń i naruszeń porządku publicznego załatwić za pośrednictwem sądów. Kultura określająca zasady współżycia społecznego stanowi więc fundament samoregulacji.

Obecnie system ratingu społecznego w Chinach pełni tę funkcję stabilizującą i dyscyplinującą. Kontroluje około miliarda osób korzystających z jakiegokolwiek urządzenia podłączonego do sieci. To jądro systemu bezpieczeństwa publicznego. Każda działalność w ramach posiadanych urządzeń jest analizowana on-line z punktu widzenia swojej wartości społecznej[3].

Totalna inwigilacja czy piekło i niebo w życiu doczesnym przed sądem ostatecznym?

Jądrem systemu totalnej inwigilacji są algorytmy w czasie rzeczywistym oceniające zdolność kredytową obywateli, ich skłonność do regulowania zobowiązań podatkowych, zachowania indywidualne, aktywność w internecie i sieć relacji z innymi ludźmi. Na tej podstawie przyznają punkty scoringowe. Jeśli ktoś wykazał się działaniami pożądanymi przez regulatorów systemu jest nagradzany np. preferencyjnym kredytem czy ułatwieniem przy przyjęciu na uczelnię.

Za aktywności destruktywne społecznie system odbiera przywileje (np. odebranie prawa do przejazdów szybką koleją) lub boleśnie uderza w imperatyw ochrony „własnej reputacji” tak charakterystyczny w kulturach Wschodu.

Wielka ilość danych o obywatelach zgromadzona przez system masowej inwigilacji (m.in. ponad dwieście milionów kamer umieszczonych w miejscach publicznych połączonych z oprogramowaniem umożliwiającym rozpoznawanie twarzy) wespół z systemami sztucznej inteligencji staje się zatem elementem chińskiego wymuszania przestrzegania zasad współżycia społecznego.

Od 2012 roku działa w Chinach system Zero Trust (Zero Zaufania) opracowany przez lokalną Akademię Nauk, który ściśle monitoruje działaczy Partii i polityków. Korupcja stanowi problem organizacyjny w każdym systemie politycznym. Od wielu lat liczba samobójstw popełnionych przez skorumpowanych polityków chińskich jest wysoka[4]. Chińskie systemy do wykrywania korupcji wśród urzędników państwowych okazały się wyjątkowo sprawne[5].

Wobec powyższego chiński system inwigilacji ratingu społecznego stał się poważną przeszkodą w destabilizacji tego kraju z zewnątrz. Skorumpowani politycy mogą być łatwo zidentyfikowani, a finansowana z zewnątrz dywersja ideologiczna sprawnie namierzona.

Co ma wspólnego system Zero Trust z organizacją korporacji? Demokracja pełni rolę mózgu – mechanizmu odpowiedzialnego za samoświadomość i samosterowność danej społeczności w ramach organizmu państwowego. Eliminuje ona działania zarządu niezgodne z interesami właściciela – tzw. konflikt agencji występujący na styku zarząd (parlament i rząd) i właściciel kapitału (akcjonariusze) reprezentowany przez radę nadzorczą. Nie ulega wątpliwości, że wspólnota narodowa jest dominującym akcjonariuszem na terenie danego kraju. System Zero Trust eliminuje działania zarządu niezgodne z jej interesem, czyli korupcję urzędników państwowych. Systemowa korupcja (zwana eufemistycznie lobbingiem) to rak organizacyjny krajów Zachodu. Dlatego Zachód organizacyjnie nie ma żadnych szans w starciu geopolitycznym z Chinami.

Czy zachodni liberalizm naprawdę zapewnia absolutną wolność i prywatność

My w krajach Zachodu patrzymy krytycznie na chiński system ratingu społecznego, a tymczasem systemy totalnej inwigilacji działają u nas od dawna – np. tam, gdzie używa się infrastruktury informatycznej dostarczanej przez amerykańskie korporacje (m.in. Microsoft, Google, Facebook, Apple, YouTube, Skype). Edward Snowden przed ucieczką z USA ujawnił tajny program inwigilacji PRISM[6].

Absolutna prywatność i wolność życia jednostki w kulturze Zachodu jest iluzją. Nasze skrzywienia antropologiczne sprawiają, że unikamy myślenia o nieprzyjemnych aspektach rzeczywistości. Zawsze istnieje granica tych atrybutów. Granicą prywatności będzie konieczność skutecznego działania wymiaru sprawiedliwości, prawa wierzycieli, interes publiczny, a ponad wszystkim interes i bezpieczeństwo narodowe. Zachodni liberalizm to system rządów globalnego kapitału, gdzie wszystko można kupić za pieniądze, a wolność i władza są wprost proporcjonalne do posiadanego statusu majątkowego[7]. To wielki kapitał narzuca reguły gry.

Chińczycy, budując system inwigilacji, poszli dalej niż USA. Wbudowali w niego jawne dla zbiorowości bodźcowanie pozytywne i negatywne (funkcje wychowawcze), wykorzystując najsilniej oddziałujące na jednostkę jej cechy antropologiczne – imperatyw ochrony własnej reputacji w sieci relacji społecznych[8].

Chiński system dyscyplinowania jest tani i skuteczny, bo wykorzystuje nasze ludzkie cechy. Karą za złamanie zasad może być ekwiwalent dobrze nam znanego w Europie pręgierza. I tak np. zidentyfikowane przez system inwigilacji przejście na czerwonym świetle powoduje wyświetlenie twarzy i nazwiska delikwenta na lokalnym telebimie. Jeszcze kilka lat temu nikt się takimi drobnym wykroczeniami nie przejmował. Poczucie wstydu zakorzenia silnie potrzebę przestrzegania zasady na przyszłość. Efekt mrożący działa na pozostałych. Anarchia w relacjach społecznych jest redukowana.

Wyzwania stojące przed współczesnymi państwami narodowymi w UE

Cyfryzacja procesów może wspólnocie narodowej pomóc albo zaszkodzić. Wszystko zależy od tego, kto definiuje algorytmy, czyli jest kontrolerem systemu. Narody wolne mogą ją wykorzystać do swojej ochrony. Narody okupowane cyfryzacja przepływu informacji i procesów społecznych może pozbawić tożsamości i zdolności do samoorganizacji. Z wykorzystaniem narzędzi cyfrowych szybko można zakodować młodemu pokoleniu świat wyobrażeń podważający sens egzystencji własnego państwa narodowego. Przekodowywanie matrycy zmieniającej rozumienie świata odbywa się na naszych oczach.

W cyberprzestrzeni UE odbywa się agresywna operacja na otwartym mózgu narodów, toczy się agresywna wojna kulturowa przeciwko spójności kulturowej państw członkowskich UE finansowana ze szczytu Komisji Europejskiej. Niszczy ona tradycyjną organizacyjną sieć relacji społecznych i przez atomizację jednostek osłabia automatyczne tanie regulatory moralności działające w ramach tradycyjnej kultury.

Traktaty UE przyznają obywatelom krajów członkowskich wszystkie prawa z wyjątkiem jednego – prawa do własnej kultury i tożsamości[9]. Widoczny jest proces postępującej demoralizacji społecznej i erozji tradycyjnych wartości moralnych[10]. Szybka kariera i zdobycie statusu społecznego uzasadniają czyny ohydne moralnie. Etos pracy i wartość samodzielności przestają się liczyć dla młodej generacji. Zwiększa się grupa młodych ludzi nie podejmujących żadnej pożytecznej aktywności życiowej (klasa NEETS, ang. Neither in Employment nor in Education and Training)[11]. Degeneracja cywilizacji przejawia się tu przez marnowanie potencjału młodej generacji. Każda zbiorowość marnująca kapitał energetyczny młodości nie ma szans na biologiczne przetrwanie.

Gołym okiem widać, że w ramach tej cyfrowej wojny realizowana jest typowa dywersja ideologiczna obniżająca skuteczność organizacyjną, którą opisuje Jurij Bezmienow w swoim wykładzie przedstawionym w filmie Jak zniszczyć państwo[12].

W ramach operacji dokonuje się „budzenia z letargu uśpionych demonów przeszłości i niszczy istniejące kompromisy” – wzmacnia się wewnętrznych przeciwników politycznych i destrukcyjne mniejszości stojące w opozycji do zasad ustalonych przez większość, przez co jawnie atakuje się kulturowe DNA każdego narodu, pozbawiając go w ten sposób mechanizmu samosterującego i obronnego. Każda kultura jest narzędziem porządkującym życie społeczne. Uszczęśliwić wszystkich się nie da – zwłaszcza jednostek, które nie chcą się dostosować do zasad. Aby jednak żyć, musimy ustalić jakieś zasady.

Ani dekadencka Europa, ani USA nie mają żadnych szans w konflikcie z Chinami

Bez wątpienia Chiny nie doszłyby nigdy do pozycji potęgi gospodarczej i drugiego supermocarstwa światowego, gdyby posiadając na swoim terytorium sześćdziesiąt mniejszości narodowych, zgodziły się na prowadzenie destabilizujacej dywersji ideologicznej pod płaszczykiem „wolności słowa”.

Jak zauważa prof. Andrzej Zybertowicz: „zagrożeniem ze strony rewolucji cyfrowej jest przerywanie przez nią ciągłości kulturowej”. Stąd Chińczycy zbudowali kontrolowaną przez siebie infrastrukturę informatyczną. Budujące świat wyobrażeń bezpieczeństwo narracyjne jawi się więc jako kluczowy element bezpieczeństwa narodowego[13].

Czym jest bezpieczeństwo narracyjne dobrze widać na polskim przykładzie. Do wytworzenia wzajemnej wrogości nie potrzeba już wykorzystywać tak jak kiedyś historycznych konfliktów etnicznych. Wystarczy umieścić członków zbiorowości o przeciwstawnych poglądach w pogłębiających konflikt „cyfrowych bańkach informacyjnych”. Skutki są takie same. Ostra polaryzacja.

Trwająca obecnie „wojna polsko-polska” każe się zastanowić nad bezpieczeństwem dalszego wykorzystywania „zewnętrznej infrastruktury informatycznej” i wpływem algorytmów sieci społecznościowych na stabilność polityczną – propagowaniem wśród młodzieży destruktywnych kodów kulturowych oraz sztucznym tworzeniem pod bańkami informacyjnymi dwóch wrogich obozów. A przecież nie od dzisiaj wiadomo, że spoistość społeczna i stabilność polityczna jest dobrem publicznym[14].

Kultura to program umożliwiający wspólne działanie. Tworzy ona w naszej zbiorowej świadomości świat wyobrażeń. Cegiełkami tego świata jest docierająca do młodych osób informacja. Kształtowanie młodych umysłów ma kluczowe znaczenie z punktu widzenia przyszłości dowolnej zbiorowości.

Jeśli więc chcemy ciągłości naszego państwa, to musimy pamiętać o tym, że każda organizacja składająca się z milionów istnień ludzkich może osiągać różny poziom koncentracji wspólnej energii życiowej – zdolności do realizacji zadań. Nasza organizacja państwowa jest w stanie organizować nasze interesy lub obce. Cyfryzacja procesów społecznych stanowi nowe wyzwanie.

Digitalizacja procesów społecznych sprawia, że państwa narodowe, chcąc przetrwać, muszą się dostosować do nowej rzeczywistości – wykorzystywać technologię cyfrową do skutecznej realizacji funkcji państwotwórczej – ochrony swojego kulturowego DNA.

Kulturowe DNA to najwyższa wartość każdej zbiorowości ludzkiej. To zebrana w kodach kulturowych mądrość tysięcy żyjących przed nami pokoleń.

System kredytu społecznego a budowa kapitału organizacyjnego

Polska jest krajem o wyjątkowo zdegradowanym kapitale organizacyjnym i społecznym. Nasza zdolność do bezumownej współpracy opartej na zaufaniu należy do najniższych w świecie. Sytuację pogarsza okoliczność, że na terenie kraju bezkarnie działają zorganizowane grupy przestępcze wykorzystujące zaufanie do państwa i gospodarki do popełniania przestępstw. Kary za wielkie przestępstwa gospodarcze są symboliczne. Członkowie zbiorowości okazujący zaufanie w transakcjach gospodarczych są często brutalnie karani. System „wolnej amerykanki” premiuje „przy okazji” postawy psychopatyczne. W Polsce nie opłaca się być uczciwym człowiekiem. Systemowa ochrona zaufania przez państwo stanowi fundament działania każdego narodu i funkcjonującej w jego ramach gospodarki.

Systemy totalnej inwigilacji połączone ze sztuczną inteligencją wydają się być wyjątkowo skutecznym narzędziem zwiększania kapitału społecznego. Można ich używać jako narzędzi budowania świadomości narodowej.

Mnogość kultur w UE i konkurencja pomiędzy nimi jest siłą Europy. Kultury najlepiej dostosowujące się do nowej rzeczywistości przetrwają.

Czy jednak plusy wynikające z istnienia takich narzędzi kompensują ryzyko tego, że jeśli wpadną one w niepowołane ręce, mogą zostać użyte przez kontrolerów systemu do eksterminacji osób o niepożądanych poglądach politycznych? Kto nam zagwarantuje, że systemy tego typu nie uformują nam w Polsce w ciągu najbliższych kilkudziesięciu lat Nowego Wspaniałego Świata?

Żaden naród nie może być w stu procentach pewien, że „iluzja demokracji” wyłoni „patriotycznych” koderów systemu kontroli społecznej. Koderzy systemu, zyskując tak potężną władzę, mogą „metodą małych kroków” w trakcie jednego pokolenia przeformatować kulturowe DNA, uznając jednostronnie, że to właśnie leży w jego interesie publicznym. Nikt się nikogo nie będzie pytał. Chińczycy w ten sposób „pacyfikują cyfrowo” sześćdziesiąt mniejszości etnicznych zamieszkujących ich terytorium.

To ostrzeżenie dla Polski. Do czasu odzyskania pełnej suwerenności musimy kwestionować wszelkie nowinki cyfrowe pogłębiające skalę totalnej inwigilacji. System totalnej inwigilacji polityków (Zero Trust) jest jednak kluczowy z punktu widzenia zmuszenia parlamentarzystów i rządu do pracy w naszym, a nie „obcych dworów” interesie. To oni pracują dla nas, a nie my dla nich. Tak więc powinniśmy mieć o nich pełną wiedzę i stuprocentową kontrolę nad ich decyzjami. Społeczność narodowa jest dominującym akcjonariuszem w tym kraju. To właśnie nasze człowieczeństwo i tradycyjne kody kulturowe, ze wszystkimi ich ułomnościami są najbezpieczniejszym motorem ewolucji.

Podsumowanie

Reasumując, chiński system totalnej inwigilacji i ratingu społecznego wydaje się wyjątkowo niebezpiecznym narzędziem kontroli społecznej. Musimy jednak mieć świadomość, że trwa totalna wojna narracyjna, której celem jest władza na planecie. Nie możemy się biernie jej przyglądać.

Każda młoda generacja czuje podświadomy bunt przeciwko ograniczającym jej wolność zasadom życia społecznego narzuconym przez poprzednie pokolenia. Prawdziwą wiedzę o tym, co w życiu najważniejsze zdobędzie jednak wraz z dojrzałością.

Absolutna wolność od jakichkolwiek ograniczeń i zobowiązań jest przyjemną, „słodką trucizną” wszczepianą młodej generacji przez liberalne media. Wolność okazuje się możliwa tylko w granicach określonych przez łączącą wspólne interesy kulturę. Jej mądrość została zdobyta metodą prób i błędów przez tysiące żyjących przed nami pokoleń. Trzeba mieć do niej szacunek. Kultura określa delikatny punkt równowagi pomiędzy zamieszkującymi dane terytorium różnorodnymi członkami społeczności.

Czas zrozumieć, że kultura organizująca własne interesy to kluczowy czynnik sukcesu we współczesnym świecie. Życie to gra o nierównych szansach na wygraną, przymus ekonomiczny i ryzyko. Czy chcemy grać w jednej drużynie czy solo? Tylko silni i dobrze zorganizowani się liczą. Planeta to pole siłowe wielu zorganizowanych interesów. Każdy z nich narzuca własną narrację umożliwiającą „organizacyjne osłabienie wroga”. Silne organizacje mają wyższe szanse przetrwania. Bez wątpienia najlepiej zorganizowanymi interesami na planecie są interesy korporacyjne. Wzorzec skutecznego działania mamy więc w zasięgu ręki.

Przetrwanie państw narodowych w narzucającej politykę różnorodności Unii Europejskiej stoi pod znakiem zapytania. Posiadanie własnego państwa – samoświadomej i samosterownej formy organizacji grupy etnicznej zamieszkującej dane terytorium – jest przywilejem nieosiągalnym dla wielu narodów tego świata. Musimy być świadomi, że albo będziemy posiadali skupiającą nasze interesy organizację i realizowali wolność dostępną w granicach zakreślonych przez nasze kulturowe DNA, albo zaakceptujemy Owsiakowe „róbta, co chceta” i te reguły zostaną nam narzucone z zewnątrz. I nie będą one dla nas korzystne.

Aby wywalczyć sobie prawdziwą wolność, nie wystarczy raz do roku zamanifestować swoją „polskość” biało-czerwoną flagą na Marszu Niepodległości. Polska to nie tylko prawa, ale przede wszystkim obowiązki i mozolne budowanie każdego dnia wspólnoty wartości od podstaw.

dr Stanisław Jan Adamczyk

Tekst stanowi przedruk z Nowoczesnej Myśli Narodowej. Całe pismo, w PDF, można pobrać TUTAJ.

Przypisy:
[1] Podobieństwa i różnice są inne w krajach Zachodu (ang. liberal market economies) i Chinach (ang. coordinated market economy).

[2] G. Kostka, China’s social credit systems and public opinion: Explaining high levels of approval, https://journals.sagepub.com/doi/10.1177/1461444819826402402 (dostęp: 20.07.2020).

[3] H. Kozieł, 1984 w 2020 roku. Rusza system totalnej kontroli miliarda ludzi, https://cyfrowa.rp.pl/globalne-interesy/42722-1984-w-2020-roku-rusza-system-totalnej-kontroli-miliarda-ludzi (dostęp: 20.07.2020).

[4] Wang Xiangwei, Why are so many Chinese officials killing themselves, https://www.scmp.com/week-asia/opinion/article/2175401/why-are-so-many-chinese-officials-killing-themselves (dostęp: 20.07.2020).

[5] H. Kozieł, Maszyna wykrywająca korupcję okazała się zbyt skuteczna, https://cyfrowa.rp.pl/technologie/sztuczna-inteligencja/31429-maszyna-wykrywajaca-korupcje-okazala-sie-zbyt-skuteczna (dostęp: 20.07.2020).

[6] PRISM – program szpiegowski, administrowany od 2007 przez National Security Agency (NSA), umożliwiający wywiadowi USA dostęp do danych zgromadzonych na serwerach największych korporacji internetowych, jak również gromadzenie tych danych na własny użytek , https://en.wikipedia.org/wiki/PRISM_(surveillance_program) (dostęp: 20.07.2020).

[7] Nieżyjący już Jacek Rossakiewicz zdefiniował liberalną demokrację jako „cywilizację lichwiarską”.

[8] W liberalnej demokracji bodźcowanie jednostek jest niejawne i odbywa się dzięki przemocy finansowo-symbolicznej – zachęta do określonych zachowań jest zdefiniowana w regulacjach.

[9] Narzędziem tej wojny są NGO formujące umysły młodej generacji z wykorzystaniem narzędzi elektronicznych w kontrze do systemu wartości, na którym zbudowano dane państwo.

[10] W. Roszkowski, Roztrzaskane lustro. Upadek cywilizacji zachodniej, Kraków 2019, N. Ferguson, The Great Deganeration, How Institutions Decay and Economics Die, London 2013.

[11] Link: https://en.wikipedia.org/wiki/NEET (dostęp: 20.07.2020).

[12] Jak zniszczyć państwo – Agent KGB, https://www.youtube.com/watch?v=GsBHBCwIls0 (dostęp: 20.07.2020).

[13] Andrzej Zybertowicz, Bezpieczeństwo narracyjne RP w czasach rewolucji cyfrowej, https://www.youtube.com/watch?v=jqa0AqLDpnc (dostęp: 20.07.2020).

[14] Brak spoistości społecznej jest aktualnie podstawowym czynnikiem destabilizacji jądra Imperium – USA.

Click to rate this post!
[Total: 13 Average: 3.7]
Facebook

6 thoughts on “Adamczyk: Totalna inwigilacja – cyfrowy obóz koncentracyjny czy szansa?”

  1. Chiny – Szanowny Panie – albo upodobnią się do USA, albo zaliczą ostre hamowanie gospodarki. Może zusammen do kupy przebiją USA pod względem całościowego PKB, ale w przeliczeniu na głowę raczej nie dogonią ani USA, ani Japonii, ani nawet Polski. Chyba, że wezmą się za siebie i zwiększą poziom wolności gospodarczej według recept wujka Friedmana. Więcej na ten temat można poczytać np. tu:

    https://blogpilastra.wordpress.com/2020/09/02/papierowy-tygrys-zmeczony-smok/

  2. „Informacja to forma energii ”
    Otóż nie szanowny Panie. Informacja to nie energia, choć odpowiedni bodziec informacyjny może wyzwalać różnorakie przemiany energomaterialne. Tak było np. dziś gdy przeszła obok mnie piękna kobieta 🙂
    Polecam zapoznać się z definicjami zawartymi w „Metacybernetyce” i ewentualnie przerobić je tak by były strawne dla szerszej publiczności i wtedy głosić dobrą nowinę informacyjną.
    Gdy postawi Pan w pierwszym zdaniu błędną tezę to dalej ciężko będzie się ustrzec błędów.

    Z racji braku czasu nie polemizuje z całoscią wpisu.
    „Do czasu odzyskania pełnej suwerenności musimy kwestionować wszelkie nowinki cyfrowe pogłębiające skalę totalnej inwigilacji.”
    Informacja ma sama w sobie chęć bycia przekazywaną przy najmniejszej możliwej ilości energomaterii. Ta asymptotyczna dążność to raczej prawo natury, a nie jakiś ludzki wymysł.
    Najlepiej widać to na przykładzie pieniądza i trendu ogólnoświatowego do jego digitalizacji( słowo nie z mojej bajki,ale Pan je widać lubi)
    Może być ciężko utrzymać bastion nie scyfryzowanego i suwerennego kraju, bardziej realna jest wersja niesuwerennej i archaicznej Polski i tego bardziej się boję.
    Poza tym digitalizacja to tylko przeniesienie zapisu z jednego nośnika na drugi.
    Realne przemiany informacyjne w naszym kraju to tylko szansa na lepsze jutro, dlatego nikomu na tym nie zależy.

    1. (…)Najlepiej widać to na przykładzie pieniądza i trendu ogólnoświatowego do jego digitalizacji( słowo nie z mojej bajki,ale Pan je widać lubi)(…)
      A to dziwne, bo BTC jest oskarżany o pożeranie całej energii Islandii… i jeszcze mu mało!

  3. Błędna – idoolo – krytyka UE.
    Można domniemywać, że trwałe struktury rządzące na zachodzie istnieją, choć może nie są one jawne, bo polityka mimo zmian wykazuje dużą stabilność.

    Autor uporczywie używa zaimka „my”.
    Jednocześnie zdaje się dostrzegać, że „my” nie istnieje.
    Receptą ma być, co „my” mamy, moglibyśmy zrobić. Śmiać się czy płakać?

    Poza tym tekst jest ciekawy mimo pewnych błędów językowych.

    Moje zdanie: http://blog.zbyszeks.pl/1698/nie-ma-spoleczenstwa-ani-narodu/

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *