Aleksandra Szarecka: Sensacje XXI wieku. Kim była AntosiaPolak?

Informacja dla socjalistycznych terrorystów, którzy porwali Antosię:

Nie będziemy z Wami negocjować, jeśli postawicie żądania, nie spełnimy ich. Od niej też nic nie wyciągniecie. Idąc na wojnę z lewactwem wiedziała co ją może spotkać i była na to przygotowana. W imię ideałów za które warto walczyć i umierać.
To pierwszy ostatni raz gdy robimy wam przyjemność i o was wspominamy.

~ Max Korwin-Cejrowski

 

Krąg internetowych celebrytów politycznych przypomina kosmiczne koło Brahmana, przedwieczny, stwórczy taniec Śiwy. Reprezentanci najróżniejszych opcji pojawiają się, znikają, grzebią, antycypują, jątrzą, kajają się, przybierają nowe wcielenia, przeżuwają kolejne idee i tak to się kręci. Jednym z wybitniejszych ostatnio przykładów tejże celebryckiej formy politycznej egzystencji była niejaka Antonina „Antosia” Polak. Młoda, urocza, inteligentna, ideowa – toruńska gimnazjalistka i studentka rodem z podkarpackiego Fredropola. Słyszycie o niej pierwszy raz? No to żałujcie; wasza wina.

 

Czym właściwie wsławiła się ta młoda osóbka? Ze zdobytych (często niebezpiecznie, pokątnie, na skraju legalności) w moim dziennikarskim śledztwie informacji postaram się ułożyć jakąś spójną narrację.

Antosia pochodzi z podkarpackiego Fredropola. Urodziła się 20 maja 1998 roku. Od dziecka wybijała się w nauce, przeto z racji swoich ambicji na dalszą naukę zrekrutowała się do renomowanego toruńskiego Gimnazjum i Liceum Akademickiego. Oprócz zwykłych szkolnych zajęć uczęszczała na dodatkowe zajęcia na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika – z astronomii i fizyki. Nie bez kozery wielokrotnie dawała znać, że uważa się za mądrzejszą od wielu studentów. Była już nawet na praktykach radioastronomicznych w obserwatorium w Izraelu. Obecnie jest w 3 klasie gimnazjum, tzn. że w tej chwili najpewniej pilnie uczy się do gimnazjalnych testów (zupełnie tak samo jak inna gwiazdka polit-internetów, tow. Iga Mikołajczuk).

 

Ale ale, clue intensywnego żywota Antosi jest jej zaangażowanie polityczne. A więc tak. Od około dwóch lat prowadziła bloga, gdzie pisała o Polsce, patriotyzmie, Kościele, gospodarce, wolności itd. W swojej działalności sukcesywnie dojrzewała. Zaczęło się od skromnej współpracy z podkarpackim Kongresem Nowej Prawicy – również w roku 2012. W ciągu następnych lat na swoim prywatnym profilu zgromadziła grono młodych korwinistów spragnionych jej mądrości oraz uwiecznionych na zdjęciach wdzięków.

W końcu doszła do wniosku, że warto założyć również poświęcony wyłącznie sprawom politycznym fanpejdż. „Pyskaty gimbus”, jak sama się określiła, używał sobie w masakrowaniu, oj używał. Nie bała się lewaków i socjaluchów, pedałów i feministek, Szumlewicza czy „żydowskiego anarchisty” młodego Wildsteina (sic! Tak publicznie go nazywała). Przyciągała atencję. Rychło doszlusowała do administracji fanpejdża „Max Korwin-Cejrowski”, gdzie oprócz praktykowania sztuki orania i masakracji zbijała kokosy na sprzedaży wlepek „Karny Korwin za lewakowanie”. Z takim tempem awansowania w ciągu kilku lat z pewnością stałaby się jednym z przodujących w kraju polityków konserwatywno-liberalnych, o ile nie zdecydowałaby się na karierę naukową (pamiętajmy, że jest dobrze zapowiadającą się radioastronomką).

…być może jedyne, czego się bała, to wizja fali ukraińskich uchodźców-banderowców zalewających jej rodzinne Podkarpacie. Dlatego w wiadomym konflikcie opowiedziała się za jedyną słuszną orientacją geopolityczną. Atlantyzm nie przejdzie.

Pierwszego kwietnia ogłosiła, że jest w związku postmodernistą-genderystą-eurazjatystą Tomaszem Wiśniewskim. Chodzą słuchy, że to ona jemu się oświadczyła. Nie wiadomo, jakie mieli plany, wiadomo za to, że rocznik 1998 jest już legalny. „Złota para” itd., z pewnością razem jeszcze sporo by dokazali. Beka, incepcja, rekurencja. Od tego czasu egzystowała w sieci jeszcze niecałe trzy tygodnie, aż do… chyba do 20 kwietnia, czyli daty urodzin Adolfa Hitlera.

 

Słowo o charakterze uroczej czarnulki, z wyglądu (czy z charakteru i temperamentu również?) przypominającej pewną znaną aktorkę, piosenkarkę i działaczkę charytatywną. Zawsze rzeczowa, lakoniczna, konkretna. Tak albo nie. Jeden sąd zamykał całą sprawę. Gdy poszukiwała informacji, robiła to precyzyjnie, by nie zostały żadne wątpliwości czy niedomówienia. Czy to polityka, radioastronomia, filozofia, piosenki z „Akademii Pana Kleksa” czy innego „Króla Lwa” – we wszystkim okazywała profesjonalizm.

Nie lubiła trolli. Chciała mieć pod kontrolą to, co dzieje się na jej fejsbukowym koncie, dlatego niejednokrotnie postępowała stanowczo wobec starszych od siebie znajomych, często utytułowanych naukowo; robiła porządek, gdy ktoś jej nabruździł. Z tego powodu zdarzało się jej zostać nazwaną „impertynentką”. Pewien internetowy celebryta, znany cyklista, chciał niegdyś ją w Toruniu odwiedzić któregoś niedzielnego poranka – niestety odmówiła, ponieważ w weekendy sypia do południa.

 

I nagle trach, gdy jeszcze kilka dni temu na fejsbuku coś tam komuś w południe pisała, tak nagle, wieczorem, zniknęła. Jej konto wyparowało. Fanpejdż również. Blog też. Nie dała znaku życia, żadnego krótkiego wytłumaczenia, żadnego „dlaczego”, choćby liściku pożegnalnego. Nikt nic nie wie. Ani kuce z neoliberalnego „Max Korwin-Cejrowski”, ani z „Czas zaorać socjalizm”.

Dlaczego zniknęła? Nie wiemy. „Gwiazdy milczą, a kosmos nie przeprasza”, jak śpiewa Kelthuz. Złośliwi już wypuścili w sieć nekrologi. Prawdopodobnym powodem zniknięcia mogły być trwające wówczas testy gimnazjalne. W takim razie miejmy nadzieję, że rychło powróci, nasza poeta doctus.

 

Cóż, tak się rodzą mity. A internety, tym bardziej internety rozpolitykowane, kochają mity. Dlatego pamięć o Antosi nie może przeminąć – nawet jeśli zostanie naruszona, stłamszona, to najpewniej zapłonie z powrotem za jakieś kilkanaście lat, gdy świat usłyszy o młodej, polskiej radioastronomicznej geniuszce.

Na zakończenie dodajmy jedynie, że niedoszły narzeczony Antosi nie będzie mógł przyjąć po niej nazwiska Polak, na którym tak mu zależało, o ile samemu nie pofatyguje się do Torunia i jej nie odnajdzie, podobnie pewien szacowny profesor nie będzie mógł dać jej klapsa, chyba że własnoręcznie upoluje ją na korytarzu renomowanego Gimnazjum Akademickiego w tymże mieście.

 

Dziennikarka śledcza Aleksandra Szarecka

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *