Antykomunizm pułapką dla prawicy

Od tego momentu wszystko: normy chrześcijańskie w życiu publicznym, gospodarka wolnorynkowa, interesy polityczne i ekonomiczne państwa, itp. zostało zrelatywizowane względem głównej jakobińskiej osi podziału „patrioci-zdrajcy”, a politycy prawicowi mogli już tylko iść w ogonie ugrupowań „antykomunistów” żałośnie domagając się realizacji własnych postulatów (jak Marek Jurek, który mógł tylko narzekać: „my popieramy wasz antykomunizm, dlaczego wy nie chcenie poprzeć naszych postulatów moralnych?”) . Kształt dyskursu został już narzucony, hegemon na prawicy ustanowiony. Prawicę określał stosunek do układu, agentów, Rosji, powstań, cmentarzy, Smoleńska, zaprzańców, ZOMO itp.

W zasadzie im głupsze kryterium podziału, tym większe emocje wyzwalało. Dajmy na to w normalnych warunkach porównywanie postsolidarnościowych demoliberałów z PO do ZOMO w kilkanaście lat po upadku PRL-u byłoby dowodem na chorobę umysłową wygłaszającego takie “mądrości” delikwenta. A jednak nie, aberracja myślenia osiągnęła już takie poziomy, iż elektorat prawicowy uznał to za rzecz normalną. Nie ulega dziś dla mnie wątpliwości (i nigdy nie ulegało), iż wyjście z matni antykomunistycznego ( dziś bardziej antyukładowego) ogłupiacza jest warunkiem sine qua non odrodzenia prawicy. Niestety skoro źródeł swojej klęski dotąd nie zrozumiał np. Marek Jurek – człowiek doświadczony, inteligentny i obyty, o szerokich horyzontach umysłowych, to cóż dziwić się niezbyt lotnemu intelektualnie prezesowi MW p. Winnickiemu, który sam z własnej woli i w poczuciu misji unicestwia resztki ruchu narodowego i wspiera jakobińską narrację polityczną”.

Tadeusz Matuszkiewicz

aw

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *