Apokalipsa według Ziemkiewicza

A jednak Ziemkiewicz przy każdej okazji stara się od niego dystansować, mimo że w nim pisze. Tak więc zawsze nadmienia, że w zasadzie to on (jeszcze) nie wierzy, że pod Smoleńskiem był zamach, ale kiedy czyta się jego kolejne „odkrywcze” teksty na ten temat – trudno w to uwierzyć. Problem Ziemkiewicza polega na tym, że zamierzał być „niewariackim” publicystą na prawicy, ale emocje i fobie okazały się silniejsze. Jeszcze się szamocze, bo wie, że poważna opinia może uznać go za publicystę „wariackiego”, ale coraz trudniej mu to ukrywać. Prześledźmy jego dwa ostatnie duże teksty w „Uważam Rze”.

Najpierw „Kryzys polskiej woli” („Uważam Rze”, nr z 14-20 maja 2012). Teza główna jest taka:

„Być może, gdyby metodą profesora Górki zanalizować sytuację III RP wobec Rosji Putina i RFN, okazałoby się, że odrodzona po raz kolejny „na tle chwilowego osłabienia” sąsiadów Rzeczpospolita jest na jeszcze słabszej niż uprzednio pozycji. Ale nie w tym jest jej największy problem. Największy problem polega na tym, że nawet tego posiadanego potencjału nie wykorzystuje, tylko go trwoni (…) Wygląda na to, że większości współczesnych Polaków kompletnie nie zależy na istnieniu w przyszłości ich państwa. A ściślej, że owa większość całkowicie wypiera myśl, iż istnienie suwerennej Polski może być w jakikolwiek sposób zagrożone. Żyjemy dziś w błogim przekonaniu, że świat współczesny nie niesie dla nas żadnych zagrożeń”. Niby jakaś racja w tym jest, ale zaraz dowiemy się, co nam grozi: „Fakt, że swoim świętem narodowym uczyniła Rosja rocznicę przegnania „polskich okupantów” z Kremla, albo jest u nas ignorowany, albo postrzegany w kategoriach dowcipu. Tymczasem jest to bardzo przemyślany symbol. Przypominając w ten sposób o okresie upadku tak głębokiego, że nawet Polska, dziś kraj mały, słaby i lekceważony, był w stanieją deptać, Rosja stawia przed swoimi obywatelami alternatywę: albo musimy być potęgą, albo znowu stoczymy się na dno. Trzeba więc poświęceń dla mocarstwowości, trzeba równorzędnych z Zachodem systemów rakietowych, i to jest ważniejsze od masła. To prosta droga do powrotu tradycyjnej rosyjskiej paranoi „otwartych granic”, sankcjonującej stałą ekspansję i obejmowanie coraz szerszej strefy wpływów „odsuwaniem zagrożenia” (…) Z drugiej strony mamy Niemców, którzy niedwuznacznie już twierdzą, że ich pokuta za zbrodnie hitleryzmu się skończyła. Niemców, którzy czerpią ze swego państwa dumę i poczucie siły – z jego sukcesu gospodarczego, a może bardziej jeszcze z powiązanego z nim sukcesu politycznego”. 

No i jest odpowiedź – czyhają na nas Rosja i Niemcy. Zagrożenie ze strony Rosji jest rzecz jasna większe, o czym dowiadujemy się z drugiego tekstu pod jednoznacznym tytułem – „Polska w pułapce Putina” („Uważam Rze”, nr z 21-27 maja 2012). Teza główna: Tusk musi ukrywać zbrodnię pod Smoleńskiem, bo nie ma wyjścia, gdyż wpadł w pułapkę Putina. Rosja – wedle autora – wcale nie martwi się tym, że szerzy się coraz natrętniej teza o zamachu. Dlaczego? Bo to jej imponuje. Nieprawdopodobne? To poczytajmy:

„Rosja Putina konsekwentnie buduje swój wizerunek jako państwa, które każdego swego wroga nie zawaha się dopaść i zabić „nawet w kiblu” (…) Czym więc grozi Rosji ugruntowywanie podejrzeń, że także śmierć polskiego prezydenta została z premedytacją zaplanowana? Praktycznie niczym. Za to korzyści z niej dla rosyjskiej polityki są liczne. Po pierwsze – dalsze sterroryzowanie przywódców „bliskiej zagranicy”. Po drugie – podważenie w oczach Zachodu zdolności państwa polskiego do jakiejkolwiek samodzielnej polityki. Czy państwo, któremu można bezkarnie zamordować prezydenta razem z dowództwem armii i szefami głównych instytucji, a którego pozostałe przy życiu władze nie mają odwagi nawet zażądać śledztwa, sterroryzowane samą wizją zmarszczenia przez potężnego sąsiada brwi i powiedzenia „Jak to, nie ufacie nam?!” (…) Potraktowaniem Polski po tragedii smoleńskiej Putin udowodnił światu prawdziwość tezy, którą rosyjska polityka głosi przez całe posowieckie dwudziestolecie: że suwerenna Polska jest bytem chwilowym, niezdolnym do długotrwałego samodzielnego trwania, niewywiązującym się na swoim obszarze z elementarnych zadań normalnego państwa”. 

Logiczne? A jakże. Jesteśmy „w pułapce bez wyjścia”. Gramy pod dyktando Putina, nawet „Gazeta Polska”, która opublikowała na okładce jednego z numerów fotografie „zamordowanych przez Putina”. Obok zdjęć Politkowskiej i Litwinienki było tam zdjęcie Lecha Kaczyńskiego. Według Ziemkiewicza to jest wpisywanie się w propagandę strachu, jaką prowadzi Moskwa. Redaktor nie wymienił nazwy skarconej gazety, ale przecież wiadomo, o którą chodzi. Pytanie brzmi więc – czy red. Tomasz Sakiewicz robi to z głupoty, czy jest „agentem wpływy Moskwy”, a może nawet więcej niż wpływu? Może w następnych tekstach uzyskamy na to odpowiedź. 

Rosja, wedle Ziemkiewicza, gra na pewniaka, wzorując się na Stalinie. Celem jest podbój Polski. Cóż więc robić? Oto recepta:

„Patrioci nie mogą przecież odwrócić się od poległych [tak w tekście! – JE] w Smoleńsku i uznać, że „nic się nie stało”. Tak samo jak – nazwijmy i uprzejmie – realiści teraz już mogą przyznać, że „coś” jednak się stało. W sytuacji, gdy jedynym dysponentem prawdy są kierujące się streszczoną wyżej polityką władze rosyjskie, patrioci coraz bardziej muszą się stawać powstańcami, a realiści – renegatami. A między powstańcami a renegatami pokoju być nie może; dzieli ich i będzie dzielić coraz bardziej wszystko”.

Ha, więc jednak – powstanie! (ciekawe jak, szturm na Pałac Prezydencki i Kancelarię Premiera, może i atak na ambasadę Rosji, może jakieś szubienice na Krakowskim Przedmieściu dla „renegatów”?). Józef Piłsudski zapytany kiedyś, co będzie, jeśli Niemcy dogadają się z Rosją, odpowiedział: „Będziemy się bronić szablami na Placu Saskim”. Była to gorzka ironia. Teraz też przydałaby się ironia, ale jest takie powiedzenie – historia powtarza się, ale zawsze jako tragifarsa. No i mamy tragifarsę. Tak kończy się karmienie mitami, obsesyjną rusofobią rodem z XIX wieku, zjawami, strachami i upiorami z przeszłości. A na koniec na poważnie – zagrożenia dla Polski, jej suwerenności (jeśli po wejściu do UE ją w ogóle mamy) – tkwią zupełnie gdzie indziej niż wciska to nam Ziemkiewicz. 

Jan Engelgard

aw

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Apokalipsa według Ziemkiewicza”

  1. Autor z cytatów o sile i dumie narodowej sasiadów wnioskuje, ze owi na nas czyhają. Z pesymizmu, że gramy pod dyktando Putina. Z diagnozy, że Rosji opłaca sie straszyć – agenturalność Sakiewicza.Z tezy o społecznym rozdarciu – powstanie. Moze jeszcze po freudowsku cos Pan o zyciu seksualnym redaktora RAZ-a napisze? Na podstawie tekstów, rzecz jasna.

  2. Pan Engelgard jak zwykle wyciaga falszywe wnioski.. mysle ze jest to spowodowane jakas blokada umyslowa ktora nie pozwala mu dopuszczac mysli ze Polska moze byc normalna.. On mysli ze my zawsze powinnismy sluchac starszych i madrzejszych.. taki typ nic nie poradzisz.. Naturalnie analiza Ziemiewicza jest doskonala na kazdej plaszczyznie: psychologicznej, politycznej i cywilizacyjnej.. ale Pan Engelgard tego wogole nie rozumie i doszukuje sie jakichs powstan!! heheeh, pewnie Pan teskni za PAX’em Panie Engelgard… mam nadzieje ze te czasy nie wroca..

  3. ” (…) zagrożenia dla Polski, jej suwerenności (jeśli po wejściu do UE ją w ogóle mamy) tkwią zupełnie gdzie indziej niż wciska to nam Ziemkiewicz. ” – Nie dosc, ze „wciska”, to jeszcze ” wciska” skutecznie niestety i miesza ludziom w glowach.

  4. Odkrył pan to o czym p. red. R. Ziemkiewicz mówi wprost. Kilka razy już mówił, że od katastrofy smoleńskiej oświeciło go i zaczął przechodzić z pozycji konserwatywno-liberalnej na narodową.

  5. Osobiście uważam, że RAZ za bardzo się zPiSiorzył. Kiedyś łatwo i bez żadnych sentymentów krytykował obu Kaczyńskich, dzisiaj jedynie mówi że PiS mimo wielu wad jest na dzień dzisiejszy jedyną alternatywą wobec nihilizmu PO. Oczywiście Tekst Pana Engelgarda nie jest zbyt wiele wart i jak zauważył wcześniej „kat” „Pan Engelgard jak zwykle wyciaga falszywe wnioski”. Pan Engelgard kiedyś pisał nawet przyzwoite artykuły. Dzisiaj jego teksty swą formą przypominają przytulance człowieka postkolonialnego, który legitymizuje słabość własnego państwa wierząc jednocześnie w pomoc kogoś silniejszego zewnątrz (w przypadku redaktora Engelgarda chodzi o Rosją Putinowską).

  6. panie/pani kat: Tych „starszych i mądrzejszych” to własna twórczość czy bezmyślne powtarzanie za felietonami redaktora razwiedki Michalkiewicza?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.