Były ambasador Reagana w Moskwie: Lekceważyliśmy Rosję

Jack Matlock, amerykański ambasador w Moskwie w latach 1987-1991, na łamach „ The Washington Post” krytykuje post-zimnowojenne admistracje w Waszyngtonie za lekceważący stosunek wobec Rosji i rosyjskich aspiracji.[i] Zdaniem dyplomaty, pomimo medialnej i politycznej histerii, „nie jesteśmy świadkami nowej Zimnej Wojny”. Jak pisze, „napięcia pomiędzy Rosją i Zachodem bardziej wynikają z nieporozumień, misinterpretacji, fałszywego obrazu wydarzeń i szukania poklasku w kraju niz z rzeczywistego zderzenia ideologii czy interesów narodowych”.

Obecna percepcja wydarzeń jednak ma o tyle związek z Zimną Wojną, iż jest pochodną m.in mylnego poglądu nt. jej zakończenia. Wg. Matlocka, błędne jest założenie, że Zimna Wojna została wygrana przez Zachód i przegrana przez Moskwę. Zakończyła się w wyniku negocjacji i ustępstw, które przyniosły wymierne korzyści obu stronom. Przypomina, że podczas szczytu na Malcie w grudniu 1989 r., George H.W. Bush i Michaił Gorbaczow potwierdzili, że podłoże ideologiczne napędzające obustronną niechęć zniknęło i że oba kraje nie postrzegają siebie jako wrogów.[ii] Matlock wspomina, że przez następne dwa lata „współpracowaliśmy z Sowietami bliżej niż z niektórymi naszymi sojusznikami”. Wszystko to działo się w kontekście już upadających rządów komunistycznych we Wschodniej i Środkowej Europie i dlatego wielu osobom trudno rozróżnić pomiędzy ustaniem napięcia Wschód-Zachód a faktycznym upadkiem ZSRR. Co więcej, rozpad ZSRR nie był pożądanym celem Waszyngtonu – „Mieliśmy nadzieję, że Gorbaczow stworzy dobrowolny związek republik radzieckich, poza trzema państwami bałtyckimi”. Bush Senior w sierpniu 1991 r. nalegał, aby nie-rosyjskie republiki radzieckie przyjęły rozwiązanie Gorbaczowa, przestrzegając przed „samobójczym nacjonalizmem”.

Pomimo korzystnej kooperacji przy zamykaniu historycznego rozdziału pt. „Zimna Wojna”, Waszyngton z czasem zaczął coraz bardziej jednostronnie pozycjonować swoje relacje vis a vis Moskwy. Matlock podaje jako przykłady bombardowanie Serbii bez odpowiedniej rezolucji ONZ i wbrew rosyjskim protestom czy też przesuwanie NATO coraz bardziej na Wschód. Zauważa, że „te kroki były naruszeniem porozumienia, iż Stany Zjednoczone nie wykorzystają sowieckiego wycofania się z Europy Wschodniej”.

Po objęciu prezydentury przez Władimira Putina, pojawiła się nowa szansa ułożenia stosunków z Zachodem. Po zamachach z 11 września 2001 r. Putin był pierwszym światowym przywódcą, który zadzwonił do George W. Busha i oferował pomoc. Współpracował z Ameryką podczas odwetowego uderzenia na Afganistan i w ramach gestów dobrej woli zamknął rosyjskie bazy na Kubie i w zatoce Cam Ranh w Wietnamie.

Co otrzymał Putin w zamian? „Jakieś bezwartościowe pochwały od prezydenta George W. Busha, który następnie zaserwował Putinowi równoznacznik dyplomatycznego kopnięcia w krocze: dalsza ekspansja NATO na Bałkany i kraje bałtyckie, w tym plany na instalowanie tam amerykańskich baz; wycofanie się z traktatu ABM [o ograniczeniu rozwoju systemów antybalistycznych- dop. tłum]; inwazję na Irak bez zgody Rady Bezpieczeństwa ONZ; jawne zaangażowanie podczas ‘kolorowych rewolucji’ na Ukrainie, w Gruzji i Kirgistanie; i w końcu, sondując uważaną za absolutnie nie do przekroczenia granicę przez jakiegokolwiek rosyjskiego przywódcę, deklaracje o przyłączeniu do NATO Ukrainy i Gruzji”. Jako spadkobiercy własnej prewencyjnej doktryny Monroe’a, Amerykanie „powinni byli zrozumieć, że Rosja jest szczególnie przewrażliwiona z powodu obcych sojuszy wojskowych zbliżających się lub dotykających jej granic”.

Pomimo wstępnego sukcesu „resetu” Obamy z Rosją, uchwalona przez Kongres ustawa Magnickiego, wyróżniająca Rosję na tle innych krajów za łamanie praw człowieka, „rozgniewała rosyjskie władze i potwierdziła obraz opinii publicznej nt. Stanów Zjednoczonych jako zajadłego wroga”.

Lekceważący stosunek wobec Rosji Zachodu połączony z rosyjską tendencją do przesadnych interpretacji, spowodowały, że skuteczna i kuluarowa dyplomacja, która doprowadziła do zakończenia Zimnej Wojny, nie miała racji bytu podczas trwania kryzysu ukraińskiego. Matlock stwierdza, że inkorporacja Krymu przez Putina może przynieść Rosji długofalowe niekorzyści w postacji większej izolacji na arenie międzynarodowej i równocześnie spowodować dalszy rozpad Ukrainy. Może to skutkować wzrostem terroryzmu skierowanego przeciwko Rosji na jej peryferiach jak również rozkładem raczkującego projektu unii gospodarczej.

Ameryka i Europa również będą dotknięte reakcją urażonej Rosji, która jest kluczową stroną w negocjacjach z Iranem, w deeskalowaniu syryjskiej wojny domowej czy też w potencjalnym nuklearnym rozbrojeniu Północnej Korei.

Popychanie Rosji w bardziej obstrukcyjnym kierunku nie leży w niczyjim interesie – konkluduje Matlock.

Artykuł Jacka Matlocka jest kolejnym głosem wśród innych realistów amerykańskich, którzy ostatnimi czasy publikowali nt. kryzysu ukraińskiego, głosów odbiegających od radykalnie anty-rosyjskiej propagandy, inspirowanej przez intelektualne lobby rusofobiczne neokonserwatystów i tzw. liberalnych jastrzębii i ich akolitów od senatora McCaina po Hillary Clinton; błędnych analiz; notorycznego braku elementarnego rozeznania rosyjskich intencji i możliwości oraz dwuznacznego „rozgrzeszania” Zachodu.

Tłumaczył i komentarzem opatrzył Michał Krupa


[i] Zob. http://www.washingtonpost.com/opinions/who-is-the-bully-the-united-states-has-treated-russia-like-a-loser-since-the-cold-war/2014/03/14/b0868882-aa06-11e3-8599-ce7295b6851c_story.html

[ii] Zob. http://www.thenation.com/article/165317/world-really-safer-without-soviet-union#

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *