Co z tym PiS-em?

Przy rozpatrywaniu tego problemu musimy sobie ciągle uświadamiać, że PiS nie jest formacją narodową, lecz postsolidarnościową, o wyraźnym obliczu radykalnym, inspirującą się tradycją insurekcyjno-piłsudczykowską. Czołówka PiS to ludzie wywodzący się tzw. opozycji demokratycznej, a jej lider jest wychowankiem KOR-u, tak jak jego główny obecnie przyboczny – czyli Antoni Macierewicz. Przeszłość ta, jak również cały sposób politycznego myślenia o sprawach polskich jest raczej obcy tradycji Narodowej Demokracji, to pewne.

Dlatego rację mają koledzy Motas i Śmiech, kiedy o tym piszą i ostrzegają przed rzucaniem się na szyję obecnemu rządowi. Jednak w ich argumentacji dostrzegam za duży ładunek negatywnych emocji – wiemy jakie są wady PiS-u, jednak te same wady posiada inna formacja postolidarniościowa – czyli PO. PiS i PO to dwie strony tego samego medalu. Obie partie od ponad 10 lat świetnie ułożyły sobie polityczne życie w Polsce – dzieląc się wpływami wśród elektoratu i nie dopuszczając nikogo innego do podziału tortu. PiS pełni w dodatku bardzo ważną rolę – utrzymuje pełne panowanie post-solidarności na scenie politycznej – trzyma na dystans i uniemożliwia powstanie autentycznego obozu narodowego, jest buforem bezpieczeństwa dla układu władzy, jaki powstał po 1989 roku.

Wyraził to dobitnie Paweł Kowal w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” mówiąc: „To, co dzieje się w kraju po wyborach, jest dziś przedmiotem sporów, ale być może za 20 lat będziemy na to patrzeć inaczej. Być może Jarosław Kaczyński uchronił nas od gwałtownego, nacjonalistycznego zwrotu. Swoją drogą właśnie tak przedstawia się politykę Józefa Piłsudskiego. On też w jakimś stopniu przecież wpisywał się w politykę ówczesnej Europy, ale nie dopuścił do głosu najbardziej nacjonalistycznych, faszystowskich opcji, a przed wojną w Polsce byli nawet zwolennicy Hitlera”.

Sam Jarosław Kaczyński też tak to definiował wygłaszając na początku lat 2000. słynny wykład w Fundacji Batorego – podczas którego uznał za swoje najważniejsze zadanie nie dopuszczenie do odrodzenia się silnej partii narodowo-katolickiej. I słowa dotrzymał. Tylko przez krótki moment plan ten był zagrożony – podczas apogeum znaczenia Ligi Polskich Rodzin. To wtedy, po wyborach europejskich w roku 2004, kiedy LPR otrzymała 16 proc. a PiS tylko 12 proc. głosów, wydawało się, że Kaczyński przegrywa. Jednak LPR nie przetrwała, w wyniku swoich błędów i nachalnych prób upodobnienia się ideowego do PiS-u, „przebicia” go w radykalizmie – stała się niepotrzebna – wszak zawsze lepszy jest oryginał niż kopia.

Jeśli już to wszystko wiemy – możemy odnieść się do meritum sprawy. PiS zagarniając sporą część elektoratu narodowego musiał wyjść mu naprzeciw, musiał sformułować program odpowiadający ludziom kiedyś głosującym na ZChN czy LPR. Jego program stał się więc „narodowy”, przynajmniej w treści. Każda próba odejścia od tej retoryki grozi bowiem recydywą jakiegoś nowego LPR. Na ile formułowanie takiego programu to tylko bluff, a na ile jest to szczere, to inna sprawa. Faktem jest jednak to, że w co najmniej kilku kwestiach postulaty programowe PiS-u nie są odległe od tego, co formułowałby obóz narodowy, gdyby był siłą polityczną. Pisze o tym obszernie Zbigniew Lipiński. Myślę, że nie można przechodzić nad tym do porządku dziennego, bo – jak mawiał Roman Dmowski – nie jest ważne kto realizuje program narodowy, ważne jest, że jest on realizowany. W tym przypadku nawet gdyby była to jakaś cząstka naszych postulatów – nie warto tego kontestować.

Szaleństwa polityczne PiS-u, takie jak rusofobia, ukrainofilia, obsesja na punkcie tzw. antykomunizmu (de facto zaś jest to negowanie państwa jakim była PRL) są znane, ale przecież niby ta lepsza partia jaką miała być PO – też nie jest od nich wolna. Ba, jak wykazała praktyka, PO w okresie majdanowej gorączki na Ukrainie – przebiła w rusofobii PiS o niebo. A czy PO kiedykolwiek zakwestionował szaleństwa IPN, tzw. lustrację (czyli linczowanie przeciwników politycznych), kult fałszywej historii itp.? Nigdy. Pamiętajmy, że to młode wilczki z PO były za jeszcze ostrzejszymi zapisami ustawy lustracyjnej niż proponowało PiS. Z tego względu nie uważam, że objęcie władzy przez PiS jest jakimś wielkim niebezpieczeństwem dla Polski, w sferze imponderabiliów nic się nie zmieniło, a tam gdzie się zmieniło, jest to jednak zmiana na lepsze (kultura, gospodarka, stosunek do UE, itp.).

Nie jesteśmy jako środowisko siłą polityczną, ale mamy prawo dokonywać ocen politycznych i robimy to. Mamy do tego nie tylko prawo, ale i obowiązek. To, że czasami nawet we własnym gronie nie mamy takiego samego zdania, to naturalne, taka jest bowiem nasza tradycja, tradycja wielkiego obozu politycznego i ideowego, ale i obozu ludzi myślących a nie działających na rozkaz.

Jan Engelgard

Myśl Polska, nr 7-8 (14-21.02.2016)

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

0 thoughts on “Co z tym PiS-em?”

  1. Patrząc na islamistów powinniśmy wrócić do średniowiecznego myślenia i oceniać rzeczywistość też językiem teologicznym. PiS jest partią przesiąkniętą oświeceniowym duchem ideologii socjalizmu,demokratyzmu która fałszuję pojęcie miłosierdzia. Idee są pochodną ubóstwiania i jeśli ubóstwia się fałszywego bożka w teologicznym rozumieniu jest to fałsz, herezja, zło. Ideologie oświeceniowe są formą złego ubóstwiania, tym samym PiS i wszelkie inne polityczne byty oparte na ideologiach socjalizmu, liberalizmu i ich klonom są dziełem złego ducha i należy w takim świetle pokazywać ich polityczną twarz. Socjalizm jest bardzo niebezpieczną ideologią, która upaństwawia miłosierdzie wprowadzając tylnymi drzwiami pychę, zachłanność, oszustwo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *