Czy Bóg stworzył Ewę z płynem do mycia naczyń w ręku?

.

W środowiskach konserwatywnych i katolickich często zwraca się uwagę na zjawisko ideologizacji rodziny, z którym mamy do czynienia dookoła. Jesteśmy dosłownie terroryzowani “polityczną poprawnością” zwalczającą “patriarchalny” model rodziny, wzywającą do zbudowania modelu “partnerskiego”.

Głosy te są zasadne, gdyż świat medialno-polityczny dąży do przebudowy świadomościowej społecznej polskiej rodziny, traktując ją jako bastion “reakcyjnych” cnót i wartości. Mimo to wyrażam pewne wątpliwości czy – z punktu widzenia samego konserwatywnego podejścia do świata – idealizowany model “patriarchalny” rzeczywiście zawsze i wszędzie ma charakter konserwatywny. Dlaczego mam takie wątpliwości?

Po pierwsze dlatego, że model ten ma charakter nowożytny. Wizja świata w którym on wychodzi rano do pracy, wraca wieczorem, utrzymuje dom, gdy ona zajmuje się domem i dziećmi jest charakterystyczny dla epoki industrialnej, gdzie doszło do takiego sztywnego i ostatecznego podziału obowiązków. Świat mediewalny był w tej kwestii zdecydowanie bardziej plastyczny. Znając predyspozycje płci do pewnych rodzajów prac nie tworzył aż tak sztywnych granic i “patriarchalizm” był tutaj mocno utemperowany, a pozycja kobiety zdecydowanie wyższa niż w Nowożytności.

Po drugie, zwolennicy modelu tradycyjnego nie zauważają ewidentnego zderzania się ich wyidealizowanego modelu familijnego z empiryczną rzeczywistością, która dla konserwatysty jest ważna. Jeśli ten jej nie szanuje, jeśli nią gardzi, to przestaje być konserwatystą, stając się zideologizowanym fanatykiem, który od rewolucjonisty różni się tylko kierunkiem doktrynalnym, a nie samą ideą, że rzeczywistość należy dostosowywać do apriorycznej koncepcji.

Cechą charakterystyczną zideologizowanych utopii jest konieczna jednolitość spojrzenia na świat, połączona z brakiem akceptacji dla odmienności. Ideologie rewolucyjne głoszą konieczność stworzenia rodziny wyemancypowanej, gdzie zanika patriarchalny charakter męża i ojca. Model ten winien być powszechny, bez względu czy realni ludzie życzą sobie jego realizacji czy też nie. Kobieta winna być wyemancypowana nawet jeśli nie potrzebuje tego do szczęścia, nie chce tego. Jeśli nie rozumie swoich interesów – przekonują emancypatorzy – to winna zostać do tego zmuszona dla jej “obiektywnego dobra”. Także mężczyzna winien stracić swoją pozycję dla własnego dobra, w imię jego – a jakże by inaczej – “obiektywnego dobra”. Gdy rządzący i tworzący wzorce kulturowe “wiedzą lepiej” jak wygląda szczęście, to mamy wstęp do totalitaryzmu, który pojawia się wtedy, gdy abstrakcja jest przymusowo aplikowana do empirycznej rzeczywistości.

Niestety, częstokroć zwolennicy modelu tradycyjnego zachowują się w sposób podobny, chcąc za wszelką cenę i na siłę uszczęśliwić te małżeństwa, gdzie stosunki jej i jego wyglądają odmiennie. Dla “obiektywnego dobra” kobieta winna zostać zamknięta w kuchni, pośród garnków sprawiających radość każdej kobiecie, kosztem swoich aspiracji zawodowych i życiowych, traktowanych tutaj jako nieprawowite, grzeszne i stanowiące bunt wobec niezmiennej woli Boga, który rzekomo stworzył Ewę z płynem do mycia naczyń w ręku. W modelu tym “obiektywne dobro” spotka także mężczyznę, który z natury musi chcieć panować nad kobietą i zamknąć ją w kuchni. Ideolodzy tradycji (tak to trzeba nazwać) nie mają się przy tym zamiaru pytać czy zaplanowane dla abstrakcyjnie pojętych ludzi “obiektywne dobro” jest rzeczywistym dobrem dla realnych ludzi.

Życie społeczne jest zdecydowanie bardziej skomplikowane niż widzą to ideolodzy. Nigdy nie było, nie ma i nie będzie jednego jedynego modelu szczęścia rodzinnego. W naturze jest ono kształtowane w ten sposób, że ludzie dobierają się wedle sympatii i podobieństwa charakterów, a potem na swój niepowtarzalny sposób kształtują własne relacje. Emancypator i ideolog tradycji wspólnie tego nie rozumieją, próbując narzucić realnym ludziom abstrakcyjne modele. Ideolog tradycji i emancypator to dwie odmiany myślenia konstruktywistycznego.

Adam Wielomski

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

0 thoughts on “Czy Bóg stworzył Ewę z płynem do mycia naczyń w ręku?”

  1. Młoda, sympatyczna dziewczyna, wchodzi do cerkwi i podchodzi do popa. Nie ma śladu makijażu, nie nosi biżuterii, ubrana jest konserwatywnie. Pochyliwszy głowę, szepce: – Batiuszka, jak wy rozumiecie koncepcję Feofana o socjalno-patriarchalnej jedności duszy człowieka z Panem Bogiem na podstawie jego religijnych objawień, które miały ostatnio miejsce w cerkwi w Paryżu? Na co pop: – Za mąż, durna! NATYCHMIAST ZA MĄŻ!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *