Czy „Heavy Metal” jest niebezpieczny „per se”?

Część tradycjonalistycznych katolików i fundamentalistycznych protestantów twierdzi, iż – szeroko pojmowana – muzyka rockowa już ze swej natury jest zła lub niebezpieczna, przez co nie nadaje się być nośnikiem ewangelizacji lub promocji innych dobrych treści. Chodzi im o to, iż samo brzmienie/rytm owej muzyki ma być już niszczący dla ludzkiej psychiki i duchowości. Choć zgadzam się z tym, iż wielu reprezentantów pop-rocka często propaguje złe rzeczy, to trudno mi przystać na wyżej wskazany pogląd. Nie uważam bowiem, by sam rytm i brzmienie muzyczne mogło nieść za sobą jakąś kwalifikację moralną. Jednak, kiedy kwestię danego gatunku muzycznego rozważamy w jego szerszym, niedosłownym znaczeniu, a więc nie tylko jako określony rytm, ale również spojrzymy nań przez pryzmat pewnego przesłania, wizji świata i rzeczywistości, który wyłania się z tekstów i „wizualnego image” towarzyszącego danej muzyce, to wówczas dany styl muzyki można w ten sposób ocenić. Chociaż w obrębie określonych gatunków muzyki różni wykonawcy mogą podchodzić w rozmaity sposób do wspomnianych powyżej elementów, to bywa jednak tak, iż da się co do nich wyodrębnić pewnego rodzaju „consensus”, który przyjmowany jest przez ogół muzyków zaliczanych do danego stylu. Przyjrzyjmy się zatem, w owym szerszym, całościowym kontekście, muzyce określanej jako „Heavy Metal” (dalej HM). Jaki „consensus”, jakie charakterystyczne cechy, łaczą ogół wykonawców tego rodzaju muzyki? I jak w związku z nimi należy ocenić HM w tradycyjnie chrześcijańskiej perspektywie?

Wyróżniki „Heavy Metalu”

Na płaszczyźnie stricte muzycznej HM charakteryzuje się głośnym brzmieniem, wyraźnymi basami oraz intensywnym wokalem.

Jeśli chodzi o warstwę tekstową, tematyka utworów HM skupia się na tym, co w otaczającej nas rzeczywistości jest złe, ciemne, mroczne, przygnębiające i smutne. Piekło, demony, czary, śmierć, tortury, rozpacz, wojna, morderstwa, cierpienie – to tylko część z listy ulubionych motywów poruszanych w tekstach HM. Oczywiście, nie można powiedzieć, że zawsze owa ciemna i smutna strona naszego świata jest opisywana przez muzyków HM w sposób afirmatywny (choć nie da się ukryć, że tak często właśnie jest). Nie sposób uciec jednak od konkluzji, iż nawet jeśli HM nie zawsze gloryfikuje zło i ciemność, to jego opisywanie jest wręcz obsesją wykonawców tego nurtu. Pośród tysięcy tekstów HM bardzo trudno byłoby znaleźć te z nich, które, w swym głównym przesłaniu, poświęcone są wierze, nadziei, radości, miłości i wszystkiemu temu co czyni nasze życie bardziej dobrym i znośnym. Oczywiście nie kwestionuję, iż takowe również w HM się zdarzają, jednak jeśli już się pojawiają to stanowią bardzo rzadki wyjątek i wynajdywanie ich można wręcz przyrównać do szukania igły w stogu siana. Ogólnie rzecz biorąc, o tematyce utworów HM można napisać to, co na temat tekstów grupy „Black Sabbath” – jednego z prekursorów owego nurtu muzycznego – napisali swego czasu, dwaj badacze historii muzyki rockowej, David Hatch i Stephen Millward, a więc, że koncentrują się one „na ponurej i depresyjnej tematyce w stopniu niespotykanym dotąd w jakimkolwiek gatunku muzyki popularnej„.

Coś podobnego można powiedzieć o „wizualnym image” HM. Okładki płyt i plakaty koncertów są tu pełne jasnych skojarzeń i odwołań do świata ciemności. Najczęściej, utrzymane w ciemnych, mrocznych bądź ognistych kolorach przedstawiają one rysunki głów demonów, ukrzyżowanych postaci, potwornych noworodków, szkieletów, pentagramów, czarnych świec, numerów 666, scen torturowanych ludzi oraz innych krwawych obrazów. I podkreślam jeszcze raz, iż nie mam tu na myśli tylko jakiejś części sceny HM (np. jawnych satanistów tam działających), ale nakreślony wyżej opis tyczy się jego głównego nurtu, pośród których jak najbardziej można wymienić zespoły, które powszechnie są uważane za wolne od jakichkolwiek podejrzeń o propagowanie satanizmu czy okultyzmu (np. „Metallica” albo „Iron Maiden”). Można w poszczególnych wypadkach spierać o interpretację motywów eksponowania tego typu obrazów, ale znów nie ulega wątpliwości, że tak czy inaczej, ich powszechność w HM pokazuje jak bardzo obsesyjnie „ciemna strona rzeczywistości” zajmuje głowy wykonawców tego nurtu.

Także strój i sposób zachowania się muzyków HM, mimo pewnych występujących pomiędzy nimi różnic, można podciągnąć pod jeden mianownik. Tym mianownikiem jest eksponowanie swego rodzaju ekstrawagancji i buntowniczości. A więc mężczyźni grający HM niemal zawsze noszą długie włosy (przynajmniej póki wiek im na to pozwala), najczęściej odziewają się też w czarne skurzane spodnie i kurtki, ozdobione okultystycznymi, lub przywodzącymi na myśl śmierć, akcesoriami (np. wizerunkami trupich czaszek). Do tego też dochodzi powszechny wśród wykonawców HM (jak zresztą pośród muzyków innych nurtów też) zwyczaj tatuowania swego ciała. I nie chodzi bynajmniej tu o jakieś pojedyncze, ledwo widoczne tatuaże, ale o duże, rzucające się w oczy malunki na ciele. Słowem: im więcej tatuaży, tym lepiej. Wizualnym wyróżnikiem muzyków grających HM jest też wykonywanie dłonią gestu zwanego „maloik”, który najczęściej ma znaczenie satanistyczne, zabobonne albo wulgarne.

Myślcie o tym co dobre …

Jak ma się zatem HM do chrześcijaństwa? Przede wszystkim, niepokój i podejrzenia budzi już samo obsesyjne zainteresowanie wyrażane przez wykonawców tego stylu w tekstach i grafice, złem (moralnym i ficzycznym) oraz ciemnością. Obojętnie, czy w danym wypadku mamy do czynienia z otwartą gloryfikacją czy też „jedynie” z rozlewnymi opisami „mrocznej strony życia”, trudno nie dostrzec w takim właśnie podejściu do tej tematyki, głębokiej fascynacji tym co jest diabelskie, złe, występne i chore. Poświęcanie twórczości artystycznej niemal wyłącznie tej sferze naszego życia, z całą pewnością nie jest objawem duchowego zdrowia i równowagi. Co więcej, takie podejście jest sprzeczne z tym, co na temat podejścia do zła, mówi nam Pismo święte. W liście do Filipian czytamy wszak: „Radujcie się zawsze w Panu; jeszcze raz powtarzam: radujcie się! (…) wszystko, co jest prawdziwe, co godne, co sprawiedliwe, co czyste, co miłe, co zasługuje na uznanie: jeśli jest jakąś cnotą i czynem chwalebnym – to miejcie na myśli!” (tamże: 4; 4, 8). Z kolei, jeden z Psalmów uczy: „Nie będę zwracał oczu ku sprawie niegodziwej (…) tego, co jest złe, nawet znać nie chcę” (tamże: 101, 3-4). Poza tym Biblia naucza też: „Mowa wasza (niech będzie) zawsze miła” (Kol 4, 6); „Niech nie wychodzi z waszych ust żadna mowa szkodliwa, lecz tylko budująca” (Ef 4, 29); „A teraz i wy odrzućcie to wszystko: gniew, zapalczywość, złość, znieważanie, haniebną mowę od ust waszych!” (Kol 3, 8).

Podstawowe pytania, jakie należy zadać w tym kontekście do zwolenników HM są następujące: 1. Jak muzyka, której teksty koncentrują się na opisywaniu zła może być zgodna z nauczaniem Pisma świętego, które przecież nakazuje nam byśmy w swych myślach skupiali się na tym co jest dobre, miłe i prawdziwe? 2. W jaki sposób słowa tekstów, które nieustannie krążą wokół tego co jest złe i smutne, a nieraz wyrażają gniew i złość, mogą nas budować, zachęcać do ciągłego radowania się oraz odrzucania gniewu, zapalczywości i złości (tak jak poleca nam to Słowo Boże)?

Bardzo wątpliwej jakości argumentem jest tu przywołanie okoliczności, iż przecież same Pismo święte też opisuje i przytacza przykłady czynionego przez ludzi (i demony) zła. „Znaj proporcje, Mociumpanie” – chciałoby się powiedzieć. Biblia nie skupia się na tym, by jak najbardziej szczegółówo opisać to, jak nasza rzeczywistość jest zła, smutna, okropna i przygnębiająca. Koncentruje się ona raczej na tym, by dać nam nadzieję, zaszczepić odwagę i pokazać dobre przykłady. To prawda, że np. niektóre z Psalmów w swej pewnej części wydają się być depresyjne, ale nawet te z nich, nie zatrzymują się na tym, gdyż pokazują drogę do pokonania tego co skłania nas do smutku, rozpaczy i beznadziei.

Niektórzy próbują też bronić graficznej estetyki HM za pomocą przykładów niektórych, starych kościołów, gdzie umieszczano posągi diabłów (jak np. w katedrze Notre Dame) czy też pewnych starszych dzieł sztuki w rodzaju obrazów przedstawiających „Taniec śmierci” (widzimy tam wszak tańczące kościotrupy). I tym razem porównania te są mało przekonywujące. Po pierwsze bowiem: nie wszystkie wytwory artystyczne sprzed wielu wieków należy uznawać za bezbłędne, a przez to wolne od krytyki. Po drugie zaś: trudno snuć analogie pomiędzy katedrą Notre Dame, a obrazami HM. W katedrze Notre Dame wizerunki demonów są tak naprawdę zupełnie poboczne i umiejscowione w sposób sugerujący, ich zupełnie podrzędną pozycję. W obrazach HM świat ciemności przedstawiony przedstawiany jest na pierwszym planie, jako dominujący, a wręcz zwycięzki i wszechogarniający. Osobiście jeszcze nigdy nie widziałem kościoła, którego ściany pomalowane byłyby na czarno, wszędzie rozmieszczono by obrazy i figury ukazujące diabły, trupie czaszki oraz sceny zabójstw, tortur i krwawych rzezi … A gdybym w takowym kościele się kiedykolwiek znalazł, to uciekałbym, gdzie pieprz rośnie.

Także wygląd muzyków HM trudno uznać za godny pochwały. Noszenie długich włosów przez mężczyzn Pismo święte określa wszak jako „haniebne” (1 Kor 11, 14; Pan Jezus, uwzględniając pewne uwarunkowania kulturowe, nie nosił wcale długich włosów, ale jest to temat na odrębny artykuł). Podobnie zwyczaj ów był traktowany przez wczesną Tradycję Kościoła. W „Konstytucjach Apostolskich”, jednym z najstarszych zapisów wiary i praktyki starożytnych chrześcijan, znajdujemy takie wskazania adresowane do mężczyzn: „nie zapuszczaj włosów na głowie, lecz je skracaj i ścinaj (…) Jesteś chrześcijaninem i człowiekiem Bożym, nie wolno ci zatem zapuszczać włosów na głowie, ani ich zaplatać – bo to przejaw zbytku” (tamże: I: 3, 8; 10). Podobnie podejrzaną moralnie praktyką jest zwyczaj tatuowania swego ciała. Coś takiego zostało zakazane w Starym Testamencie (Kapł. 19, 28). Poza tym, gdy przyjrzymy się gorliwości z jaką Ojcowie Kościoła piętnowali praktykę polegającą jedynie na malowaniu swej twarzy (a więc coś co jest łatwo odwracalne), gdyż widzieli w tym występne poprawianie Bożego dzieła stworzenia, to tym bardziej należy uznać za godne zdecydowanego odradzania tatuaże. Owe bowiem polegają na trwałym oszpecaniu („ozdabianiu”) swego ciała, które nie da się usunać tak łatwo jak makijaż (a w pewnym stopniu są nieodwracalne). Czyż wreszcie da się uznać za praktyczną realizację zasad skromnego ubierania (co też jest tradycyjnie katolicką normą) się strój krzykliwy i ekstrawagancki w swej wymowie? Przecież jedną z cech skromności jest umiarkowanie, unikanie przesady w ubieraniu się, ozdobach i zewnętrznym wyglądzie.

Wiele wskazuje więc na to, iż biorąc pod uwagę wszystkie elementy HM, styl ów jest, jako całość, bardzo niebezpieczny z samej swej natury. Gdyby bowiem usunąć z HM obsesyjne zainteresowanie (a właściwie fascynację) „ciemną stroną życia”, to HM przestałby być sobą, stając się może jedną z odmian hard rocka.

Mirosław Salwowski

a.me.

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Czy „Heavy Metal” jest niebezpieczny „per se”?”

  1. „Na płaszczyźnie stricte muzycznej HM charakteryzuje się głośnym brzmieniem, wyraźnymi basami oraz intensywnym wokalem” – właśnie podał Pan charakterystykę, pod którą można podpisać drum&bass, electro (w szerokim tego słowa znaczeniu), trance i wiele innych gatunków. Ta charakterystyka mówi tylko, że nie zna się Pan zbytnio na muzyce i nie potrafi Pan wyłowić elementów dominujących w danym gatunku. Już mógł Pan napisać o gitarach, perkusji i growlu – to byłoby nieco bardziej precyzyjne, choć też szału by nie robiło. Ten tekst jest chyba pisany dla jakiegoś periodyku, który czytują niezbyt rozgarnięci osobnicy i ma być prowokacją (żeby lewacy mieli się z czego śmiać znowu). Oczywiście pominę fakt, że mówiąc „Heavy metal” ma Pan na myśli tak naprawdę nie heavy metal, tylko pewne odłamy samego metalu (black, death itd.), których jest wiele. Pan ich nie wymienia, bo się Pan na tym nie zna. A skoro się Pan nie zna, to do ciężkiej cholery po co pisze Pan o tym tekst? Pewne intuicje ma Pan trafne, bo trudno nie mieć jak się sadzi takie ogólniki i tak generalizuje, ale robi Pan to samo, co robią lewacy z utożsamianiem faszyzmu z nazizmem. Brzmi podobnie, ale to jednak nie to samo.

  2. Z założenia nie skupiałem się w tym artykule na brzmieniu charakteryzującym HM; stąd skrótowość w tym aspekcie opisów. Skupiałem się na przesłaniu tekstów i „wizualnym image” tej muzyki. I ów pasuje nie tylko do poszczególnych nurtów HM (które znam), ale do całego HM, jako takiego. Wszędzie bowiem w HM tematyka tekstów i obrazów skupia się na „mrocznej stronie życia”, przez co de facto wyraża nią fascynację.

  3. Marcoviensis Pluralis – za przeproszeniem guzik prawda. Heavy metalowcami jest na przykład grupa Motorhead – jeśli według Pana jest w ich tekstach opisywana mroczna strona życia tylko dlatego, że kolesie z wesołością opowiadają na przykład o czasach i zwyczajach rock n’ rollowców (motory, whiskey, karty itp.), to Pan naprawdę musi być strasznie smutnym człowiekiem i nie potrafi widzieć dobrych stron także w życiu doczesnym (mówię o umiarze, żeby nie wyskoczył mi Pan, że jestem libertynem). Zresztą jak zwykle (i powtarzam to pod każdym Pana tekstem) ma Pan problem z wciskaniem komuś swojej wizji czyichś intencji.

  4. Motorhead. wedle samego jej założyciela jest klasyfikowana. jako rock and roll. a nie jako „Heavy Metal”. Osobiście określiłbym ten zespół, jako poruszający się ma granicy hardrocka i HM. gdyż nawet jeśli w ich tekstach nie przeważają klimaty dołujące i przygnębiające (czego nie wiem) to, w swej warstwie graficznej owa grupa w wyraźny sposób nawiązuje do „ciemnej strony życia”. Poza tym opowiadanie z wesołością o różnych grzechach i bliskich ku nim okazjach z pewnością godne pochwały też nie jest.

  5. Jak na p. Salwowskiego jest to stosunkowo wyważony artykuł, aczkolwiek nie pozbawiony nieprawd. I tak: „Jeśli chodzi o warstwę tekstową, tematyka utworów HM skupia się na tym, co w otaczającej nas rzeczywistości jest złe, ciemne, mroczne, przygnębiające i smutne.” Proszę sobie poczytać teksty amerykańskiego zespołu Stryper, niemal bez wyjątku wychwalające Boga. Albo Iron Maiden, nawiązujące do historii, literatury, filmów, filozofii… Tylko proszę się nie czepiać słynnego Number of the Beast. „Pośród tysięcy tekstów HM bardzo trudno byłoby znaleźć te z nich, które, w swym głównym przesłaniu, poświęcone są wierze, nadziei, radości, miłości i wszystkiemu temu co czyni nasze życie bardziej dobrym i znośnym”. Nie bardzo trudno. Odsyłam choćby do w/w Strypera czy w ogóle do chrześcijańskich odmian rocka oraz do tzw. glam metalu, choć tu akurat teksty miewają przesłanie libertyńskie. Strój i tatuaże: to też faza, z której większość wyrasta. Oczywiście fizycznie ciężko wyrosnąć z tatuażu, ale chyba wiadomo o co chodzi? Chociaż ja z długich włosów nie wyrosłem i nie mam zamiaru wyrastać, choć mam 33 lata. Natomiast argument, że Biblia zakazuje posiadania takowych, jest dla mnie śmieszny i nie warty komentarza. Prócz tego zdaje się Pan opisywać ekstremalne odmiany metalu (o czym wspomniał Marcin Sułkowski) zamieszczając przy tym zdjęcie muzyków black metalowych. Nikt Pana nie zmusza do nagłego polubienia tej muzyki, ale proszę, niech Pan sobie znajdzie inny worek treningowy. Osobiście uważam, że dziwki pokroju Britney Spears czy Lady Gaga zatruwają młode dusze w znacznie większym stopniu i na zdecydowanie większą skalę niż zespoły metalowe, więc może popełniłby Pan jakiś artykuł o nich? Tylko proszę najpierw zgłębić temat i nie przytaczać cytatów z Biblii w co drugim zdaniu, bo staje się to nudne.

  6. Ja tam nawet black metalu często lubię posłuchać, chociaż norweską odmianę z grubsza bojkotuję (na zdjęciu widnieje właśnie jeden z jej przedstawicieli – Gaahl z zespołu Gorgoroth). Generalnie postawa ludzi tworzących tę scenę to odpowiedź na postmodernizm. Zła odpowiedź na dobre pytania. Polecam tekst ATW subtelnie dotykający tematu: http://www.legitymizm.org/wladcy-chaosu

  7. Ad. Jarosław A. Wiśniowski – Akurat tematykę utworów Iron Maiden poddawałem dość szerokiej analizie i mogę powiedzieć, że najczęściej ich teksty są przygnębiające, smutne oraz obsesyjnie krążą wokół „ciemnej strony rzeczywistości”. Doprawdy nie rozumiem, dlaczego argument z nauczania Pisma św. (i Tradycji Kościoła) odnośnie długich włosów tylko Pana śmieszy? Śmieszne jest dla Pana to, co w tej sprawie ma do powiedzenia Słowo Boże? Wiem, że z noszenia długich włosów zazwyczaj się wyrasta, ale to zmienia tego, iż owa praktyka jest co najmniej moralnie podejrzana, gdyż jest jednym z przejawów zacierania naturalnych różnic pomiędzy płciami. Oczywiście nie kwestionuję tego, iż Britney Spears czy Lady Gaga niszczą umysły i serca większej ilości młodych ludzi i czynią to jeszcze bardziej podstępnie niż HM. Ja jednak staram się pisać o zagrożeniach widocznych w środowisku prawicowym i konserwatywnym. A tam raczej nie spotykałem fanów p. Spears czy Lady Gagy, za to zwolenników HM spotykałem nie raz. Poza tym, przyjmuję potoczną definicję HM. A wedle tej HM to nie tylko ciężkie brzmienie, ale też ciemne i mroczne klimaty. Samo ciężkie brzmienie, w tej definicji HM jeszcze nie czyni.

  8. Pan Sulkowski ma rację, argumenty ma bardzo przekonujące a komentatorzy niespecjalnie wiedzą jak bronić tego gatunku. Za kontrargument trudno uznać podawanie jakiegoś zespołu Stryper – po pierwsze mało znany, a po drugie to jakiś margines w szerokim nurcie. Oczywiście są różne odmiany metalu, np. taki współczesny power metal (czyli disco metal) jest dość neutralny.

  9. A propos długich włosów w Biblii: „Oto poczniesz i porodzisz syna, a brzytwa nie dotknie jego głowy, gdyż chłopiec ten będzie Bożym nazirejczykiem od chwili urodzenia. On to zacznie wybawiać Izraelitów z rąk filistyńskich”. Sdz 13, 5. Czyżby długie włosy Samsona były oznaką jego moralnie podejrzanych prób zacierania naturalnych różnic pomiędzy płciami?

  10. Ad. R.d.C – Należy rozróżniać pomiędzy zasadami ogólnymi a wyjątkami. Zasadą ogólną w Piśmie świętym jest to, iż rzeczą haniebną jest dla mężczyzny nosić długie włosy. Wyjątkiem był zaś tzw. ślub nazireatu, którego elementem było niestrzyżenie przez mężczyzn włosów.

  11. A co Pan powie w tym kontekście nt. wielu średniowiecznych władców, w tym Pana ulubionego, czyli św. Ludwika? Też haniebnie zacierali różnice między płciami? A czy jeśli mężczyzna rodzi się cherlawy i nie chodzi na siłownię, to haniebnie zaciera różnice między płciami, zaś jeśli chodzi, to jest haniebnie sfiksowany na punkcie swojego ciała?

  12. 1. Jak muzyka, której teksty koncentrują się na opisywaniu zła może być zgodna z nauczaniem Pisma świętego, które przecież nakazuje nam byśmy w swych myślach skupiali się na tym co jest dobre, miłe i prawdziwe? A no bardzo łatwo, to zwykła metafora, tak jak przypowieści biblijne, oprócz znaczenia dosłownego, mają też znaczenie czysto metaforyczne. Aby nie być gołosłownym, podrzucę kilka przykładów. http://www.lyricsfreak.com/m/metallica/one_20092051.html Ten tekst, skupia się na w bardzo ogólnym skrócie, na niesprawiedliwości wojen i na cierpieniu jednostek, które są podczas wojen dotykane (w tym przypadku człowiek który w wyniku nadepnięcia na minę, doznał poważnych obrażeń). Uderzająco podobne, jeśli porównamy do tego co mówi biblia, że nie wspomnę, o bezpośrednim zwrocie do samej osoby Boga. http://www.lyricsfreak.com/m/metallica/the+four+horsemen_20092056.html Tu znowu mamy odniesienie do biblii, tym razem w formie czterech jeźdźców apokalipsy. http://www.6lyrics.com/cliffs_of_gallipoli-lyrics-sabaton.aspx Beznsensowność bitwy pod Gallipoli… http://www.sing365.com/music/lyric.nsf/Ignition-lyrics-Trivium/7ADA9B6B284B65C6482572200024CDA4 Oraz druga część tego tekstu. http://www.sing365.com/music/lyric.nsf/Detonation-lyrics-Trivium/31C77E54505B7A05482571C100478995 O tym, jak ludzka nienawiść, strach czy uprzedzenia powodują niszczenie siebie nawzajem. 2. W jaki sposób słowa tekstów, które nieustannie krążą wokół tego co jest złe i smutne, a nieraz wyrażają gniew i złość, mogą nas budować, zachęcać do ciągłego radowania się oraz odrzucania gniewu, zapalczywości i złości (tak jak poleca nam to Słowo Boże)? Bardzo łatwo, to jest opis niesprawiedliwości i zła na świecie, jeśli dobrze pamiętam, biblia też je opisuje, te teksty nie namawiają do złego, tylko zmuszają nas do wyciągnięcia z nich refleksji. Na podobnym poziomie było by pytanie ” Co dobrego mogę wyciągnąć z biblii, jeśli występują tam opisy osób czyniących zło”. Różnicą jest to, że biblia najczęściej podaje gotowe rozwiązanie, teksty HM natomiast najczęściej „ufają” inteligencji odbiorcy, który sam wyciągnie poprawne wnioski. Moim zdaniem, podstawowym błędem jest także utopijna wizja myślenia tylko o dobrych rzeczach, moim skromnym zdaniem, jeśli zło jest naszym wrogiem, to powinniśmy je jak najlepiej poznać, aby się przed nim należycie bronić, należy jednak posiadać silny system wartości, który uchroni nas, przed przejściem na ową „ciemną stronę”. Pominę jawne przekłamania i duże ogólniki, jeśli chodzi o wskazane wyznaczniki HM, bo jest ich niewątpliwie sporo. Część toku myślowego jest jak najbardziej poprawna, jednak, żeby zrozumieć przesłanie, polecam pójść na całość, a nie ledwo liznąć tematu i trochę bardziej otworzyć się na tematykę HM.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.