Czy łaska nam się należy?

Nawykiem jest na przykład mycie rąk przed jedzeniem. Dostali się do Niego także faryzeusze i kilku uczonych w Piśmie, którzy przybyli z Jerozolimy. Spostrzegli, że niektórzy z Jego uczniów brali posiłek nieczystymi, czyli nieumytymi rękami. Faryzeusze, bowiem i wszyscy Żydzi nie zabierają się do jedzenia, nim uprzednio pełną dłonią wody nie obmyją sobie rąk, pomni na tradycje przodków (Mk 7, 1-3).  Sprowadzenie łaski na poziom przyczyny nawyku, choćby i chwalebnego, jest w najlepszym razie równoznaczne z powrotem do Starego Przymierza, do usprawiedliwienia opartego na prawie i uczynkach, jeżeli nie wprost z faryzeizmem. Pisze Apostoł: Odłączyliście się od Chrystusa wy, którzy w zakonie szukacie usprawiedliwienia; wypadliście z łaski. [Gal 5,4]. W każdym razie chodzi tu o faktyczne odrzucenie chrześcijaństwa przy zachowaniu pozorów trzymania się go. Ale teraz jawną się stała sprawiedliwość Boża niezależna od Prawa, poświadczona przez Prawo i Proroków.
Jest to sprawiedliwość Boża przez wiarę w Jezusa Chrystusa dla wszystkich, którzy wierzą. Bo nie ma tu różnicy: wszyscy, bowiem zgrzeszyli i pozbawieni są chwały Bożej, a dostępują usprawiedliwienia darmo, z Jego łaski, przez odkupienie, które jest w Chrystusie Jezusie. […] Gdzież, więc podstawa do chlubienia się? Została uchylona! Przez jakie prawo? Czy przez prawo uczynków? Nie, przez prawo wiary. Sądzimy, bowiem, że człowiek osiąga usprawiedliwienie przez wiarę, niezależnie od pełnienia nakazów Prawa. [… ] Czy więc przez wiarę obalamy Prawo? Żadną miarą! Tylko Prawo właściwie ustawiamy
[Rz, 3].

Według nauczania św. Tomasza z Akwinu uczynek nie może być zasługujący, jeżeli nie wynika z aktu woli (wyłonionego lub nakazanego) i jeżeli nie jest ukształtowany przez miłość. Akwinata sugestywnie stwierdza, że zasługa jest zapłatą za coś, co jest całkowicie nasze, a tym jest tylko wolna wola. Posługując się filozofem, niemającym nic wspólnego z Gilsonem, można zacytować: Wolność działania zależy od: 1/spontaniczności;2/naturalnego pożądania tego, co właściwe; 3/określonych przekonań na temat tego, co jako stosowne, jest obrane za cel działania; 4/przypuszczenia, co do środków nadających się do osiągnięcia celu
5/fizycznej możliwości realizacji[1].
Czynniki 1 i 2 odróżniają byty żyjące od nieżywych. Zapoczątkowują one wszystkie działania wolne i niewolne. Czynnik 5 jest udaremniony przez przymus. Właściwa etycznie wolność to czynniki 3 i 4, czyli wybór celów i  środków. Tu jest przestrzeń cnoty.

Nawyk jest zaś czymś przeciwnym wolnej woli. Eliminuje zarówno spontaniczność jak i pożądanie. Tym bardziej obce mu jest rozważanie celów i środków, czyli materii cnót. Nawyk sprowadza działanie ludzkie czystego behawioryzmu; do samego zachowania się. Nad zachowaniem zostaje, co prawda, jakaś „dusza”, ale nie ma ona znaczenia, co pokazuje się choćby w przekonaniu, że można mieć cnotę (gdzieś w „duszy” zapewne), dokonując „niekiedy” aktów jej przeciwnych. Jest to fałszem. Dokonując aktu przeciwnego cnocie, tracimy tym samym cnotę. Cnota jest, bowiem bezwzględna: jest albo jej nie ma. Nie jest również tak, żeby cnota wzrastała przez samo powtarzanie.  Sprawność wzrasta tylko przez akty intensywne, czyli o natężeniu, zbliżonym do górnej granicy danej sprawności. Przez samo powtarzanie cnota nie wzrasta, o czym każdy sam może się przekonać. Przez powtarzanie wzrasta tylko pycha i faryzeizm. Cnota wzrasta dlatego, że przyjemnie jest dokonywać aktów cnoty.

Powyższe błędy są wynikiem zapoznania natury woli, która jest pożądaniem, czyli relacją i ruchem, zanim stanie się wyborem. Przyjęcie nominalistycznej teorii woli, jako obojętnej zdolności do wybierania, uzasadnia traktowanie cnoty w kategoriach nawyku. Powoduje jednak, że poniższy cytat z „Summy przeciwko poganom” traci jakikolwiek sens: Wola sama z siebie jest nakierowana na to, co rzeczywiście jest dobrem.
Jeśli z powodu doznań, złego nałogu lub dyspozycji człowiek odwraca się od tego, co jest rzeczywistym dobrem, to działa w sposób niewolniczy, w takim stopniu, w jakim jest nakłoniony przez jakiś czynnik zewnętrzny – jeżeli rozważyć sam naturalny porządek woli. Lecz jeśli rozważymy akt woli jako skłonionej w stronę pozornego dobra, to człowiek działa w sposób wolny, poddając się nałogowi; i przeciwnie działa niewolniczo, gdy posiadając taka sama dyspozycję woli, powstrzymuje się od tego, co chce, z lęku przed prawem, które tego zakazuje. Ponieważ zaś Duch Święty przez miłość skłania wolę ku prawdziwemu dobru, ku któremu ona jest zwrócona w naturalny sposób, znosi on zarówno niewolę, w której niewolnik doznań i skutków grzechu działa wbrew ukierunkowaniu woli, jak niewolę, w której człowiek działa zgodnie z prawem wbrew poruszeniu swej woli, jak niewolnik prawa a nie jak przyjaciel […] „Gdzie jest Duch Pański – tam wolność” (2Kor 3,17). „Jeśli pozwolicie się prowadzić duchowi, nie będziecie pod Prawem” (Ga 5,18). […] Trzeba jednak zauważyć, że synowie Boży nie są poruszani przez Ducha Świętego jak niewolnicy, ale jako ludzie wolni. Zważywszy, że człowiek wolny to „ten, który jest panem siebie” (Arystoteles), czynimy
dobrowolnie to, co spełniamy sami z siebie, czyli z własnej woli. To, co czynimy wbrew woli, nie czynimy w sposób wolny, lecz niewolniczo […] Duch Święty, w tym stopniu, w którym czyni z nas przyjaciół Boga, skłania nas do działania w taki sposób, aby nasze działanie było
dobrowolne. Synowie Boga, bowiem działają dzięki Duchowi Świętemu z miłości a nie niewolniczo, że strachu. Stad mówi Apostoł (Rz. 8,15) „nie otrzymaliście przecież ducha niewoli, by się znowu pogrążyć w bojaźni, ale otrzymaliście Ducha przybrania za synów”.
 

Podsumowując, jeżeli człowiek nie jest jednostkową substancją natury rozumnej, czyli osobą, to nie ma kogo zbawiać. Chrześcijaństwo staje się w ten sposób nie tyle nieprawdziwe, co po prostu niepotrzebne. Bł. Jan Paweł II nazywał taki sposób myślenia  zniweczeniem Krzyża Chrystusowego

Zapytajmy dlaczego mamy żywić wiarę, nadziej i miłość? Dlaczego nawiązywać relacje? Czyż nie lepszy regulowany zewnętrznym prawem islam, który nie miesza się do ludzkiego serca? A może mądrość Wschodu, nie uznająca w ogóle bytu osobowego i sprowadzająca świadomość ludzką do pewnego złudzenia, którego należy się wyzbyć dla osiągnięcia tzw. oświecenia[2].  Wreszcie można zostać czymś w rodzaju automatu, nawykowo wykonującego zadany algorytm a umilającego sobie godne politowania położenie, kpinami z istot nieautomatycznych.   


[1] Prof. dr hab. Berthold WALD, „Miłość i poznanie. O pierwszeństwie tego co konkretnie-realne przed pojęciowo-ogólnym”, w „Osoba i uczucia”, KUL  2010.

 

[2] Świadomość i duszę myli się notorycznie, również w tradycji Zachodu. Klasyczne odróżnienie świadomości i duszy pozwala na uniknięcie wielu pseudoproblemów epistemologicznych, religijnych i moralnych. 

a.me.

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Czy łaska nam się należy?”

  1. 1/”Nawykiem jest na przykład mycie rąk przed jedzeniem. Dostali się do Niego także faryzeusze i kilku uczonych w Piśmie, którzy przybyli z Jerozolimy. Spostrzegli, że niektórzy z Jego uczniów brali posiłek nieczystymi, czyli nieumytymi rękami. Faryzeusze, bowiem i wszyscy Żydzi nie zabierają się do jedzenia, nim uprzednio pełną dłonią wody nie obmyją sobie rąk, pomni na tradycje przodków (Mk 7, 1-3).” – Pierwszy Panski blad.Oni tak robili, bo mieli mylne pojecia o Prawie Bozym.To nie byl nawyk tylko swiadoma decyzja wynikajaca ze zlej doktryny 2/Co to znaczy milosc? 3/”Cnota jest, bowiem bezwzględna: jest albo jej nie ma. Nie jest również tak, żeby cnota wzrastała przez samo powtarzanie. Sprawność wzrasta tylko przez akty intensywne, czyli o natężeniu, zbliżonym do górnej granicy danej sprawności. Przez samo powtarzanie cnota nie wzrasta, o czym każdy sam może się przekonać. Przez powtarzanie wzrasta tylko pycha i faryzeizm. Cnota wzrasta dlatego, że przyjemnie jest dokonywać aktów cnoty.” – Pan chyba do reszty zwariowal!Powyzsze jest calkowicie sprzeczne z katolicka teologia moralna!Glosi Pan bledy, maksymalizm etyczny i woluntaryzm. 4/Akt ludzki nie jest wynikiem dzialalnosci samej woli.Jest produktem inteligencji i wolnej woli.Inteligencja rozpoznaje dobro, wola zas za nia podaza.To jest abecadlo teologii moralnej.Byloby dobrze gdyby Pan sie przeniosl do jakiejs biblioteki i rozpoczal studia nad doktryna katolicka.Zwodzi Pan ludzi, podszywajac sie pod Sw.Tomasza, zwyczajem zreszta wiekszosci mediewistow podajacych sie za filozofow.

  2. „Cnota wzrasta dlatego, że przyjemnie jest dokonywać aktów cnoty.”- Co za bzdura! Dokonywanie aktow cnoty nigdy nie jest przyjemne. Moze byc latwe, jesli sie jest wycwiczonym.Ale przyjemne nie jest nigdy, bo jest zawsze zlaczone z caritas, czyli zawsze kosztuje, jest drogie.

  3. „(…) co pokazuje się choćby w przekonaniu, że można mieć cnotę (gdzieś w „duszy” zapewne), dokonując „niekiedy” aktów jej przeciwnych. Jest to fałszem. Dokonując aktu przeciwnego cnocie, tracimy tym samym cnotę ” – Propozycja sprzeczna z teologia moralna.

  4. „Bł. Jan Paweł II nazywał taki sposób myślenia zniweczeniem Krzyża Chrystusowego” – Nie jest na miejscu mieszanie tomizmu z fenomenologia.Niech Pan idzie do spowiedzi.Zrobil Pan fatalna robote piszac ten bledny tekst.

  5. „Co za bzdura! Dokonywanie aktow cnoty nigdy nie jest przyjemne. Moze byc latwe, jesli sie jest wycwiczonym.Ale przyjemne nie jest nigdy, bo jest zawsze zlaczone z caritas, czyli zawsze kosztuje, jest drogie. ” św. Tomasz wybitnie nadaje się do zwodzenia ludzi, ale tylko tych, którzy wcześniej nie dali się uwieść swojej znajomości teologii moralnej. Napisał np. tak: ” (…) jest rzeczą wiadomą, iż żadna cnota nie odznacza się takim pędem ku dokonywaniu swej czynności jak miłość, i żadna nie działa z większą przyjemnością. Stąd do wydania aktu miłości (nadprzyrodzonej) konieczna jest treść stała, dodana do władzy wrodzonej (woli), by ją skłaniać do takiego aktu miłości i by uczynić jej działanie ochoczym i przyjemnym.” Żeby Pan nie miał wątpliwości, że chodzi o Caritas, po łacinie: „nulla virtus habet tantam inclinationem ad suum actum sicut caritas, nec aliqua ita delectabiliter operatur. Unde maxime necesse est quod ad actum caritatis existat in nobis aliqua habitualis forma superaddita potentiae naturali, inclinans ipsam ad caritatis actum, et faciens eam prompte et delectabiliter operari.”

  6. „(…) co pokazuje się choćby w przekonaniu, że można mieć cnotę (gdzieś w „duszy” zapewne), dokonując „niekiedy” aktów jej przeciwnych. Jest to fałszem. Dokonując aktu przeciwnego cnocie, tracimy tym samym cnotę ” – Propozycja sprzeczna z teologia moralna. Ale niesprzeczna ze św. Tomaszem: „Filozof uczy, że zapomnienie oraz błąd niszczy wiedzę. Przez grzech zaś traci się również sprawność cnoty. W Etyce także czytamy, że cnoty rodzą się i zamierają na skutek przeciwnych czynności.” i dalej: „Cnoty zaś są już to umysłowe, których podmiotem jest rozum, zgodnie z nauką Arystotelesa, i do których odnosi się to cośmy wyżej powiedzieli o wiedzy oraz opinii, już to moralne, czyli doskonalące pożądanie psychiczne. Podobnie przeciwstawne im wady. Przyczyną tego rodzaju sprawności jest zdolność rozumu do oddziaływania na pożądanie. Dlatego takie sprawności, zarówno cnoty jak i wady, mogą ulec zniszczeniu, gdy sąd rozumu zwróci się w przeciwnym do nich kierunku, już to z powodu braku wiedzy, już to skutek uczucia czy nawet wyboru.”

  7. Miedzy tomistycznymi „delectatio”,”delectamentum”,”delectabiliter operari” , a potocznym polskim slowem „przyjemnosc” jest taka sama roznica, jak miedzy angielskimi slowami „Sir” i „sire”. Zawodnik, ktory w trakcie zawodow bardzo sie zmeczyl, jest szczesliwy, zadowolony, dumny z siebie, ale go to kosztowalo i nie mialo nic wspolnego z przyjemnoscia , jakiej by doznawal np. siedzac przy stole i pijac dobre wino.A najwiecej kosztowaly go: wczesniejszy trening i zmudna, systematyczna praca. Glupstwo Pan robi gadajac ciagle o przyjemnosci , bo mamy mlodziez, ktora myli szczescie z przyjemnoscia wlasnie i dlatego jest gnusna.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.