Czy solidarni 2010 są patriotami? Zadanie dla Arłukowicza

Przeczytałem ostatnio kolejny apel Ewy Stankiewicz. Chodzi o to, aby zgłaszali się ochotnicy, którzy mają dyżurować przy słynnym już namiocie. Dyżury trwają codziennie od 10 do 22. Tymczasem każdy ma pracę i rodzinę, więc trzeba się zmieniać przy tych dyżurach. Argumentacja niby logiczna.

Ciekawsze rzeczy czytamy jednak w dalszej części apelu. Znów jest mowa o tym, że słynny już namiot to kawałek wolnej Polski. Że przywraca on społeczeństwu honor i godność po katastrofie smoleńskiej. Że rząd konsekwentnie wyniszcza kraj. Że mamy do czynienia z oddawaniem suwerenności naszego Państwa.

Skoro tak jest, pytanie dlaczego Solidarni 2010 dyżurują na Krakowskim Przedmieściu tylko od 10 do 22? Przecież z przedstawionych przez nich argumentów jasno wynika, że Polska ginie. Jest na skraju przepaści. W takiej sytuacji każdy patriota rzuca wszystko i walczy o Ojczyznę. Nie od 10 do 22 ale tyle ile trzeba. Tak jak Powstańcy Styczniowi, Orlęta Lwowskie, czy Powstańcy Warszawscy. Do uczestników tych wydarzeń nie trzeba było kierować specjalnych apeli, a przecież zdaniem Ewy Stankiewicz mamy chyba do czynienia z podobną sytuacją? Czy więc Solidarni – poświęcający na walkę o Polskę tylko 12 godzin – są patriotami? Kolejne pytanie, czemu jest tak mało tych chętnych? Może zwyczajnie nie podzielają oni zdania namiotowych demonstrantów? Może żyją w innej rzeczywistości? Może nie są grupą ludzi, która z niewiadomej przyczyny ma poczucie głębokiego wykluczenia?

Jeśli tak jest to zamiast apelować do dziesiątek wolontariuszy niech namiotowa załoga zwróci się do Bartosza Arłukowicza. Wykluczeni to jego działka. Będzie szybciej a na pewno skuteczniej.

Jan Filip Libicki

-asd

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Czy solidarni 2010 są patriotami? Zadanie dla Arłukowicza

Przeczytałem ostatnio kolejny apel Ewy Stankiewicz. Chodzi o to, aby zgłaszali się ochotnicy, którzy mają dyżurować przy słynnym już namiocie. Dyżury trwają codziennie od 10 do 22. Tymczasem każdy ma pracę i rodzinę, więc trzeba się zmieniać przy tych dyżurach. Argumentacja niby logiczna.
Ciekawsze rzeczy czytamy jednak w dalszej części apelu. Znów jest mowa o tym, że słynny już namiot to kawałek wolnej Polski. Że przywraca on społeczeństwu honor i godność po katastrofie smoleńskiej. Że rząd konsekwentnie wyniszcza kraj. Że mamy do czynienia z oddawaniem suwerenności naszego Państwa.
Skoro tak jest, pytanie dlaczego Solidarni 2010 dyżurują na Krakowskim Przedmieściu tylko od 10 do 22? Przecież z przedstawionych przez nich argumentów jasno wynika, że Polska ginie. Jest na skraju przepaści. W takiej sytuacji każdy patriota rzuca wszystko i walczy o Ojczyznę. Nie od 10 do 22 ale tyle ile trzeba. Tak jak Powstańcy Styczniowi, Orlęta Lwowskie, czy Powstańcy Warszawscy. Do uczestników tych wydarzeń nie trzeba było kierować specjalnych apeli, a przecież zdaniem Ewy Stankiewicz mamy chyba do czynienia z podobną sytuacją? Czy więc Solidarni – poświęcający na walkę o Polskę tylko 12 godzin – są patriotami? Kolejne pytanie, czemu jest tak mało tych chętnych? Może zwyczajnie nie podzielają oni zdania namiotowych demonstrantów? Może żyją w innej rzeczywistości? Może nie są grupą ludzi, która z niewiadomej przyczyny ma poczucie głębokiego wykluczenia?
Jeśli tak jest to zamiast apelować do dziesiątek wolontariuszy niech namiotowa załoga zwróci się do Bartosza Arłukowicza. Wykluczeni to jego działka. Będzie szybciej a na pewno skuteczniej.
Na: WWW.FACEBOOK.COM/flibicki możesz skomentować ten tekst.
Jan Filip Libicki
Ds
Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.