„Decyzja polityczna” czy alibi?

Fajnie, tylko ja się pytam o definicję tzw. „decyzji politycznej”. Czy decyzja, np. premiera lub prezydenta, która pociąga za sobą utratę lub zachwianie niepodległości państwowej, naraża na ogromne straty gospodarkę kraju, np. w wyniku podpisania szkodliwych umów, przyjmuje dyktat wrogich państwu instytucji międzynarodowych lub finansowych, powinna być uznana za decyzję polityczną, a tym samym, w myśl logiki pałacu prezydenckiego, być wyłączoną spod jurysdykcji karnej w stosunku do osoby lub osób, które ewidentnie działały na niekorzyść państwa i narodu?

Pytam, bo możliwość objęcia różnego rodzaju draństw parasolem tzw. „decyzji politycznej” jest prostą drogą wiodącą do anarchizacji życia państwowego i czynienia z niego atrapy. Jak bowiem odróżnić właściwą decyzję polityczną od niewłaściwej? Które umowy międzynarodowe i jak daleko sięgające, powinny być zarezerwowane dla organów państwa, a które do decyzji społeczeństwa wyrażanej w drodze referendum? Bo tylko ta ostatnia mnie przekonuje, jeśli chodzi o jej nie podlegającą dyskusji polityczność. Naród w referendum decyduje, koniec kropka, z jego wolą się nie dyskutuje.

Próba uczynienia z „decyzji politycznej” alibi dla coraz bardziej rozdokazywanej klasy politycznej wcale a wcale mnie nie przekonuje. W sytuacji powszechnie narastającego deficytu demokracji i znacznego ograniczania partycypacji obywatelskiej, a także kontroli społecznej, wszelkie próby próbujące wyłączyć kluczowe procesy decyzyjne spod publicznego pręgierza przyzwoitości i sprawiedliwości jakiej oczekują obywatele, degraduje istotę państwa. Nie chodzi mi o to, żeby premier bądź prezydent bali się podpisywać cokolwiek, ale żeby wiedzieli, że za pewien rodzaj podejmowanych działań może im grozić niekoniecznie trybunał stanu.

Faecem bibat, qui vinum bibit.

Maciej Eckardt

prawica.net

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “„Decyzja polityczna” czy alibi?”

  1. @Autor: Zaraz, zaraz. Jesteśmy na portalu ponoć konserwatywnym, a tu takie sformułowania jak „powszechnie narastający deficyt demokracji”, czy „naród w referendum decyduje”. Toż przecie propozycja Pana Prezydenta Komorowskiego jako żywo przypomina odpowiedzialność Pana Prezydenta Mościckiego „przed Bogiem i historią”. Czyż to nie konserwatywne/tradycyjne/hierarchiczne? A tzw. lud/naród to niech se ora et labora, a nie osądza hierarchię obdarzoną łaską politycznego wybraństwa. I jeszcze to: „…żeby wiedzieli, że za pewien rodzaj podejmowanych działań może im grozić niekoniecznie trybunał stanu. …” – że niby co, decyzje legalnej hierarchii władzy ktoś się ośmieli osądzać? A przecież „każda władza pochodzi od Boga”, więc tzw. lud sądzący władzę byłby jak jerozolimski motłoch krzyczący „ukrzyżuj, ukrzyżuj”. Jeśli wybieramy drogę konserwatyzmu i hierarchicznosci, to bądźmy przynajmniej sami z sobą spójni.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.