Dla kogo małżeństwo? Dla kogo „partnerstwo”?

1. Projekty miały dwie płaszczyzny oddziaływania: prawną i, nazwijmy to, kulturową.

2. Aspekt mniej istotny, bo mający wymiar „techniczny”, czyli aspekt prawny: projekt np. autorstwa grupy posłów PO faktycznie dokonywałby niezbyt daleko idących zmian w prawie cywilnym, jednakże – jako konstytucjonalista – bliższy jestem poglądowi J. Gowina, iż tworzenie instytucji prawnej zbliżonej do instytucji małżeństwa naruszałoby art. 18 Konstytucji RP, gdzie czytamy o małżeństwie jako związku kobiety i mężczyzny. Oczywiście związki partnerskie nie byłyby instytucją tożsamą instytucji małżeństwa, ale jednak zbliżoną, i granica tego naruszenia (poprzez tworzenie instytucji de facto dublującej instytucji małżeństwa) jest trudna do zlokalizowania.

3. Nie można rozpatrywać kwestii związków partnerskich bez odniesienia do kontekstu ideologicznego. Spór jest tak silny, sprawy zaszły tak daleko, że kontekst (kontr)kulturowy jest niemożliwy do wyeliminowania. Do tego dochodzi rozumienie polityki: paradygmat liberalnej demokracji nakazuje widzieć proces ustawodawczy jako efekt sporu, w efekcie którego prezentowane są racje każdej ze stron, oceniane, i wybierane rozwiązania optymalne. Optymalne czyli, posiłkując się utylitaryzmem J. Benthama, przynoszące możliwie dużo korzyści możliwie licznej grupie zainteresowanych podmiotów. Otóż uważam, że tego typu założenie jest naiwne, i przyjmuję za swój pogląd C. Schmitta, iż regułą rządzącą zachowaniami w społeczeństwie jest rozpoznanie „sojuszników” („my”) i przeciwstawienie się rozpoznanym „wrogom”(„oni”), co nawet można oceniać jako częściową akceptację zasady prowadzenia polityki „kto kogo” (W. Lenin).

4. Przedmiotowe głosowania w Sejmie to sukces opcji konserwatywnej i dotkliwa porażka lobbujących za związkami partnerskimi. Posłowie w znakomitej większości, a chyba i większość społeczeństwa, nie definiują pojęcia awansu cywilizacyjnego (modernizacji) jako bezkrytycznej recepcji rozwiązań zachodnich. Nie bez znaczenie jest, iż Zachód – przekonany o swojej moralnej wyższości, wyjątkowości i uniwersalności rozwiązań które stworzył – jest w tym punkcie żałośnie głupi, i nie dostrzega, iż powoli to Europa staje się głębokimi peryferiami świata, bo punkt ciężkości geopolitycznej przesunął się już dawno w inne regiony. Europa już nawet z wolna przestaje imponować bogactwem (co to za bogactwo na kredyt?), już może tylko zachwycać – czasowo – przewagą technologiczną.

5. Stosunkowo nowym sposobem argumentacji strony przeciwnej, jest przemilczanie aspektu „genderowego” związków partnerskich, a akcentowanie roli tej instytucji jako propozycji adresowanej wobec par heteroseksualnych. Nie zamierzam w tym miejscu powtarzać argumentów drugiej strony, posłużę się wpisem z jednego z ogólnodostępnych blogów. Zaprezentowane tam argumenty wydają mi się być reprezentatywne dla tego stanowiska, poprzez wykazanie, iż zmiany kulturowe, osłabienie więzi społecznych w ogóle, a więzi międzyludzkich w szczególe, jest faktem, i należy z tego wyciągnąć wnioski, również prawne. Teza Autorki wpisu jest następująca: istnieje znaczna liczba par – także, a może przede wszystkim – heteroseksualnych, pozostających w faktycznym pożyciu, z rozmaitych przyczyn nie decydująca się na zawarcie związku małżeńskiego, ale zainteresowana „instytucjonalizacją” nieformalnego związku, w ten sposób by tej „instytucjonalizacji” towarzyszyły skutki prawne. Konieczność takich zmian w prawie rodzinnym jest dyskusyjna, podobnie jak argumenty, które znajdujemy w cytowanym wpisie, jednakże argumentacja tego typu może być skuteczna, gdyż przesuwa punkt ciężkości dyskusji o związkach partnerskich z mniejszości homoseksualnej – która wywołuje sine i negatywne emocje u znacznej części społeczeństwa, na problem setek tysięcy ludzi żyjących w konkubinatach heteroseksualnych. Ten sposób argumentacji może być niebezpieczny dla istniejącego status quo, gdyż może wykluczyć starcie frontalne dwóch założeń światopoglądowych jakie mamy obecnie, i będzie czymś na kształt „obejścia flanki systemu”. Być może, chcąc rozwiązać problem przy jednoczesnym zachowaniu tradycyjnego charakteru prawodawstwa rodzinnego, w przyszłości prawa strona sceny politycznej powinna dążyć do zmian w ustawodawstwie celem regulacji instytucji narzeczeństwa- jako czasowego związku dwojga osób płci przeciwnej rodzącego skutki w sferze prawa cywilnego i administracyjnego. Działanie takie pozwoli uniknąć niebezpiecznego scenariusza poparcia postulatów środowisk gejowskich przez liczne konkubinaty heteroseksualistów, przy jednoczesnym nienaruszaniu instytucji małżeństwa w obecnie istniejącej formule prawnej.

dr Paweł Bała

aw

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Dla kogo małżeństwo? Dla kogo „partnerstwo”?”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.