Dwa realizmy

Król – jak trafnie opisywał Aleksander Bocheński – mając pełną świadomość szaleństwa zwrotu w polityce międzynarodowej, dokonywanego przez tzw. „stronnictwo patriotyczne”, uległ jednak pokusie wykorzystania nastrojów pro-reformatorskich, które pojawiły się w środowisku dotąd niechętnym wobec Dworu. Zadziałał typowy dla Poniatowskiego mechanizm wykorzystywania dostępnych możliwości. Dlatego też, choć monarcha w pierwszym okresie Sejmu starał się uniemożliwiać „patriotom” dzieło destrukcji systemu Rady Nieustającej – ostatecznie zdecydował się zamiast walczyć – ukierunkować proces przemian, choć trochę poprawiając dramatycznie złą ustawę majową. Niestety, Stanisław August – choć kierował się logicznymi przesłankami – de facto jednak powtórzył błąd popełniony niespełna ćwierć wieku wcześniej, gdy pod naciskiem Czartoryskich zmuszony był bez sensu stawić opór Rosji w pretekstowej sprawie innowierców. Wtedy też zdawał sobie sprawę jak negatywne skutki to wywoła – i też zmuszony był lawirować osaczony przez ówczesnych „niepodległościowców” – barzan. Była to bowiem kwestia wyboru: prymatu polityki zagranicznej, bądź wewnętrznej. Był to wybór o znaczeniu fundamentalnym, bowiem, jak zauważał choćby prof. Adam Bromke „Szczególną cechą historii polskiej od schyłku XVIII wieku był prymat polityki zewnętrznej nad wewnętrzną. (…) Pierwszeństwo polityki zagranicznej z kolei wywołało podział Polaków na idealistów i realistów. Psychologiczna bariera przedzieliła tych, którzy liczyli, że polityka europejska dostosuje się do ich wymogów i tych, którzy skłonni byli dostosowywać politykę polską do realiów Europy”. Król – bez wątpienia jeden z najwybitniejszych polskich umysłów politycznych swej epoki, pomimo uświadomienia sobie, że kluczem do ratowania Rzeczypospolitej jest umiejętna polityka międzynarodowa – dwukrotnie jednak zmuszony był próbować ratować sytuację wewnętrzną, wiedząc przecież, że reformy ustrojowe nie są możliwe bez osłony geopolitycznej. Ba, udawały się one tylko wtedy, gdy opieka ta była skuteczna i pełna – a więc przy przejęciu kontroli nad Radą Nieustającą w 1776 i podczas Sejmu Grodzieńskiego.

Przyjęcie przeciwnego założenia, a więc uznanie priorytetu geopolityki – kierowało hetmanem Branickim. Człowiekiem, którego zasługi przy tępieniu barskiej ruchawki niemal równoważyły winę późniejszego oporu przed reformami Sejmu 1776 r. Jednocześnie jednak, pomimo tych narastających różnic zdań z Dworem – Branicki zaczynał przecież swą karierę polityczną jako regalista, a następnie kontynuował przynajmniej jako poputczik króla, zdecydowanie broniąc idei sojuszu z Rosją i opartej oń aukcji armii. Aukcji prawdziwej, jakże innej od tej pomajowej, kiedy to papierowym deklaracjom o zwiększeniu liczebności wojska nie towarzyszyły decyzje finansowe, zaś cały system dowodzenia i organizacji armii był od kilku lat w rozsypce. W okresie Sejmu Czteroletniego hetman wielki – w przeciwieństwie do Poniatowskiego – patrzył z zaskoczeniem na dekompozycję dawnych regalistów i odejście (przynajmniej deklaratywne) króla od zasadniczej linii sojuszu z Rosją. Branicki wykazał się więc mniejszą od Stanisława Augusta elastycznością, ale – przynajmniej początkowo – lepszym wyczuciem priorytetów. Przed oczadzeniem „reformizmem” broniła go też swego rodzaju zachowawczość, związana poniekąd z pełnioną funkcją. W tej sytuacji wybór „opcji geopolitycznej” i próba obrony Rzeczypospolitej przed popadnięciem w zależność od polityki pruskiej był więc oczywistością. Niestety, ani Branicki, ani Poniatowski próbując rozgrywać tę partię nie zdawali sobie sprawy jak daleko zaszły już sprawy i jak przedmiotowość Rzeczypospolitej zaważy ostatecznie na decyzjach w jej sprawie podejmowanych przez mocarstwa.

Na marginesie rozważań o wyborze dokonanym przez Branickiego warto też zauważyć, że przy ocenie konfederacji targowickiej („z urody” nader podobnej do barskiej i do wielu późniejszych i obecnych wystąpień niepodległościowych) zwraca uwagę dość ewidentna niesprawiedliwość i anachronizm. Oto bowiem współpraca z dworami zewnętrznymi w sprawach wewnętrznych swojego państwa nie była niczym nadzwyczajnym w erze przedrewolucyjnej, sprzed wytworzenia nacjonalizmów i związanej z nimi siatki pojęć. Nawet dzisiejsze, ciasne w swych horyzontach historiografia i politologia łatwo rozgrzeszają np. konfederatów barskich kolaborujących z Turkami, wzywających interwencji austriackiej (płaconej polskim Spiszem) i korzystających z pomocy francuskich doradców. Opowieść o nieudolnej francuskiej interwencji zbrojnej wezwanej przez stronników Stanisława Leszczyńskiego należy do łzawych historii romantycznych, budzących pełen patriotyczny aplauz. Ba, nawet oceniając historię innych państw jesteśmy zdecydowanie bardziej wyrozumiali – np. opisując frondującego Wielkiego Kondeusza nagle stającego przeciw Tureniuszowi na czele tych samych Hiszpanów, których niedawno bił w barwach francuskiego monarchy. W przypadku Targowicy nie chodzi więc rzecz jasna o sam fakt skonfederowania się – ale o kierunek udania się pod protekcję. Nie ma chyba wątpliwości, że gdyby hipotetycznie ustawę majową przyjęło „stronnictwo moskiewskie” pod łaskawą opieką Imperatorowej, a ośrodkiem opozycji hetmańsko-konserwatywnej stały się Prusy – to dziś Konstytucja 3 Maja byłaby synonimem zdrady narodowej, a ulice Branickiego, Szczęsnego Potockiego i Rzewuskiego wiodłyby przez każde polskie miasto!

Niezależnie jednak od tych psychicznych i emocjonalnych ograniczeń – pytanie kto miał rację w sporze Poniatowski-Branicki pozostaje rzecz jasna ważne i aktualne. Oto bowiem z jednej strony w zakresie bezpośrednich następstw – historia potwierdziła geopolityczne stanowisko hetmana. System pomajowy był nie do utrzymania, opierał się bowiem na fikcyjnym i prowokacyjnym sojusz pruskim, a więc udanie się zawczasu do Katarzyny II w nadziei, że raz jeszcze da się ją przekonać do uchronienia Rzeczpospolitej przed kolejnym rozbiorem – było działaniem logicznym. Z drugiej jednak strony sytuacja międzynarodowa po wydarzeniach w Warszawie zaszła jednak za daleko, z czego Branicki nie zdawał sobie wówczas sprawy, a co po uświadomieniu wpłynęło na odsunięcie się hetmana od spraw publicznych. Król z kolei bez wątpienia w drugiej turze prac Sejmu Czteroletniego uległ wpływowi błędnej i szkodliwej polityki lansowanej przez „patriotów” – ani przez chwilę jednak sam jej nie podzielał. W przeciwieństwie też do Branickiego nie obraził się później na rzeczywistość. Podobnie jak starał się wykorzystać amok majowy, tak od razu też podjął starania umiejętnego wpływania na system targowicki, który następnie zdekomponował, zastępując konfederacją grodzieńską – ostatnią próbą ratowania Rzeczpospolitej, wykreowaną i podtrzymaną wielkimi umysłami króla, prymasa i marszałka Moszyńskiego.

Trzydzieści jeden lat panowania Stanisława Augusta to historia permanentnego entryzmu, wykorzystywania szans i wszelkich możliwości zapewnienia przetrwania ojczyzny. Żadna klęska, żaden popełniony błąd, żadna krzywda ani niesprawiedliwa ocena nie zawróciły wielkiego króla z tej drogi. Nawet zaś, gdy samo państwo ostatecznie przestało funkcjonować (stając się częściami aż trzech ówczesnych „unii europejskich” – pruskiej, rosyjskiej i austriackiej) – i tak dzieło króla przetrwało, triumfowało i broniło się nazwiskami działających w jego duchu Staszica, Ogińskiego, a wkrótce i Druckiego-Lubeckiego i innych. Realizm Poniatowskiego okazał się więc głębszy od bieżącego realizmu geopolitycznego Branickiego, nie mówiąc już, że był mądrzejszy od pustki intelektualnej „patriotów”. Dlatego też uznając racjonalną wyższość konfederacji targowickiej nad konstytucja majową – i tak pozostaje nam zawołać na cześć najtwardszego i najrozsądniejszego w tej dobie gracza: mimo wszystko, niech żyje Król!

Konrad Rękas

[Głosów: 1   Average: 5/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *