Eckardt: Blitzkrieg Rafała Trzaskowskiego?

Udana wymiana Małgorzaty Kidawy-Błońskiej na Rafała Trzaskowskiego, uratowała Platformę Obywatelską od wyborczego stryczka. Desperacja z jaką walczyła o nieodbycie się wyborów prezydenckich w majowym terminie opłaciła się. Dokonaną podmianą Platforma wraca do gry, z której właściwie była już wyautowana. Rzucony na odcinek prezydencki Trzaskowski walczyć będzie nie tylko o drugą turę wyborów, ale także o przyszłość Platformy.

Rafał Trzaskowski jest cudownym dzieckiem Platformy Obywatelskiej. U progu jego politycznej kariery stał prof. Bronisław Geremek, który ukształtował jego poglądy i sposób patrzenia na świat. Jako liberał lepszej szkoły nie mógł odebrać, a to czym nasiąkł za młodu, teraz zaczyna procentować. Wciąż młody, dobrze ustosunkowany, inteligentny, o miłej aparycji, stał się nieoczekiwanie – za sprawą błędów liderów swojej partii – jedyną deską ratunku, po którą mogła sięgnąć Platforma.

Nie sięgnęła po Donalda Tuska, bo ten sobie tego nie życzył. Wprawdzie o nominację po Kidawie-Błońskiej zabiegał Radosław Sikorski, który również terminował u Bronisława Geremka, ale zarząd Platformy uznał, że to młody prezydent Warszawy będzie ją reprezentował, a nie pałający żądzą odwetu na niedorżniętej watasze były szef MSZ. Platforma nie postawiła na jastrzębia uznając, że narowistość Radosława Sikorskiego, może przynieść jej więcej szkody, niż pożytku.

Oczywistym celem strategicznym PO jest wprowadzenie Trzaskowskiego do drugiej tury wyborów. Po zawirowaniu z Małgorzatą Kidawą-Błońską nie jest to jednak taką prostą sprawą. Ambicje na bezpośredni pojedynek z Andrzejem Dudą mają bowiem Szymon Hołownia i Władysław Kosiniak-Kamysz, w czym pomagają im sondaże. Obaj są już rozgrzani i co ważne, zdeterminowani na osiągnięcie sukcesu. Pierwszy sondaż po zamianie Kidawy-Błońskiej zrobiony na zlecenie TVN wskazał, że kandydat PO wprawdzie przeskoczył Kosiniaka-Kamysza, ale wciąż daleko mu do Hołowni.

I z nim właśnie będzie musiał stoczyć najkrwawszy pojedynek, gdyż to przy Hołowni zgromadziła się spora część elektoratu inteligenckiego z dużych miast (choć nie jest to regułą) oraz elektorat poszukujący kandydata zdystansowanego do partii politycznych, definiującego się jako „obywatelski”. Walka o ten elektorat będzie więc ostra i zacięta, tym bardziej że toczyć ją będą kandydaci doskonale wiedzący, ile od wyniku tej rywalizacji zależy.

Liberalne media obstawią w tym pojedynku Trzaskowskiego nie tylko dlatego, że stoją za nim partyjne pieniądze przeznaczone na reklamę, ale także dlatego, że kandydat PO zyskał cenny placet od Klubu Bilderberg, na którego obrady został w tym roku zaproszony, podobnie zresztą jak Sikorski. Jak wiadomo Klub Bilderberg nie jest żadnym rządem światowym, ale dziwnym trafem, to właśnie z jego „cennymi” sugestiami większość rządów i mediów na świecie się liczy. To atut Trzaskowskiego, którego nie ma Hołownia. Na razie.

Na pojedynku liberałów skorzystać może Władysław Kosiniak-Kamysz, którego elektorat będzie bardziej odporny na syreni śpiew Trzaskowskiego, aniżeli wyborcy Hołowni. Lider PSL zyska, jeśli głosy liberałów podzielą się po połowie. Równolegle jednak Kosiniak-Kamysz powinien kibicować Robertowi Biedroniowi, w którego elektoracie będzie zapewne antyszambrować Trzaskowski. Jako prezydent Warszawy podpisał bowiem kartę LGBT, a w roli swojego zastępcy obsadził wojującego przedstawiciela tych środowisk, co nie jest bez znaczenia w staraniach o głosy postępowej oraz laickiej lewicy.

Szykuje się zatem ciekawy bój o drugą turę. Wprawdzie nie wiadomo jeszcze, kiedy odbędzie się pierwsza tura oraz jak w praktyce przebiegać będzie procedura rejestracji Rafała Trzaskowskiego, ale nie należy się spodziewać, by PiS chciało w jakikolwiek sposób utrącić tę kandydaturę. Z prostego względu. Jeśli dojdzie do drugiej tury, zdecydowanie łatwiej będzie Andrzejowi Dudzie z nim wygrać, niż z Hołownią czy Kosiniakiem-Kamyszem.

Dla PiS i jego elektoratu Trzaskowski jest modelowym wręcz przeciwnikiem. Z punktu widzenia Jarosława Kaczyńskiego prezydent Warszawy uosabia wszystko to, z czym walczy: liberalizm wielkich miast, wyzwoloną inteligenckość, unijną europejskość, patriotyczną miałkość, samorządową pychę i butę oraz warszawski układ. Walka z takim kandydatem jest zdecydowanie łatwiejsza, niż z Hołownią czy Kosiniakiem-Kamyszem, którzy dla PiS-u i jego elektoratu, aż tak jednoznacznie źli nie są.

Platforma w tych wyborach odniosła dwa sukcesy. Utrąciła majowy termin wyborów i dokonała wymiany swoich kandydatów. W międzyczasie zaliczyła jednak potężny cios wizerunkowy, desygnując kandydatkę, która nie podołała zmienionym okolicznościom. Przygotowywana na dobrą matkę polskiej polityki, mającą być kontrapunktem dla czupurnego i knajackiego PiS-u, została przez tę politykę wessana i wypluta, a następnie zmuszona przez własne zaplecze do rezygnacji.

Będzie to teraz wykorzystywane przez wszystkich konkurentów, bo jakby nie patrzeć, przy całej nienormalności polskiej polityki, mieliśmy do czynienia z rzadkiej urody osobliwością i to w wykonaniu partii, której takie wpadki nie powinny się zdarzyć, skoro marzy o przejęciu władzy. Widać wyraźnie, że Platforma stara się o wpadce jak najszybciej zapomnieć, ale nie będzie to takie proste. W końcu Kidawa-Błońska została wybrana w prawyborach, bo miała być nową jakością.

Warto pamiętać, że PO dokonuje podmiany kandydata w warunkach chaosu prawnego i nieustalonych warunków gry. Tutaj lejce trzyma PiS. Wciąż nie wiemy, kiedy będą wybory, ile czasu będzie miała Platforma na zebranie podpisów oraz jak będzie wyglądała procedura weryfikacyjna podczas rejestracji kandydata. To spore ryzyko. Ale skoro Platforma je podjęła, to znaczy, że było naprawdę źle.

Maciej Eckardt

za: FB

[Głosów: 12   Average: 4.7/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *