Feminizm kontra sufrażyzm

Senat RP zajął właśnie (pozytywne) stanowisko w sprawie wypowiedzenia przez Polskę konwencji o zakazie nocnej pracy kobiet z 1906 r. Charakterystyczne jest uzasadnienie tej decyzji: przywołuje ono wprawdzie z uznaniem fakt, iż wspomniana konwencja jest jednym z pierwszych aktów ochrony grup takich jak kobiety czy dzieci przed doświadczeniami XIX–wiecznego „zwierzęcego kapitalizmu”. Dodaje jednak zaraz,że teraz obowiązują nas przepisy unijne, a te jako priorytet uznają RÓWNOŚĆ kobiet i mężczyzn, a więc takie uprzywilejowanie, jak ochroną przed pracą nocną jest w istocie… formą dyskryminacji i nie może być dłużej uznawane w europejskiej Polsce. Tak oto skecz stał się faktem – bowiem równouprawnienie traktowane jako wartość bezwzględna musi oznaczać nie tylko usunięcie prawdziwych, czy urojonych barier, czy szykan, ale także uprawnień i przywilejów.

Oczywiście, liberałowie w tym konkretnym przypadku mogą wyrażać radość z likwidacji kolejnego zapisu krępującego (choćby w teorii) wolność gospodarczą. Przeciwnicy nadmiernych regulacji będą wskazywać też, że sama konwencja była anachronizmem, pochodziła bowiem z czasów, gdy chodziło o oderwanie prządek od 12–godzinnej pracy przy krosnach, ma więc mało wspólnego z realiami dzisiejszego przemysłu. W istocie jednak mamy do czynienia z zastąpieniem dokumentu pachnącego wprawdzie socjalizmem, ale i w sumie zgodnego (choć akcydentalnie) z podejściem konserwatywnym, w ogóle niechętnym wymuszonej pracy kobiet – przez inne umotywowane ideologicznie akty prawne, jak osławiona dyrektywa Komisji Europejskiej 76/207/EWG w sprawie wprowadzenia w życie zasady równego traktowania kobiet i mężczyzn w zakresie dostępu do zatrudnienia, kształcenia i awansu zawodowego oraz warunków pracy.

Skądinąd zresztą zastępuje ona dokument zaczynający się zresztą w miły chyba zachowawcom sposób: „Jego Cesarska Mość Cesarz Niemiecki, Król Pruski; Jego Cesarska Mość Cesarz Austrjacki, Król Czeski, it.d. i Król Apostolski Węgier; Jego Królewska Mość Król Belgów; Jego Królewska Mość Król Duński; Jego Królewska Mość Król Hiszpański; Prezydent Rzeczypospolitej Francuskiej; Jego Królewska Mość Król Zjednoczonego Królewstwa Wielkiej Brytanji i Irlandji oraz Zamorskich Posiadłości Brytyjskich, Cesarz Indji; Jego Królewska Mość Król Włoski; Jego Książęca Wysokość Wielki Książę Luksemburski, Książę de Nassau; Jej Królewska Mość Królowa Holenderska; Jego Królewska Mość Król Portugalji i Algarwji i t.d.; Jego Królewska Mość Król Szwedzki; Rada Związkowa Szwajcarska, pragnąc ułatwić rozwój ochrony robotników przez przyjęcie wspólnych postanowień, zdecydowali zawrzeć w tymcelu Konwencję, dotyczącą pracy nocnej kobiet, zatrudnionych w przemyśle”…

Nawetsami senatorowie odczuli dysonans związany ze zderzeniem implementowanych poglądów przyjmowanych dotąd równocześnie i bezkrytycznie. Nagle bowiem okazało się, że aksjomat „prawa socjalne dobrze” może być niezgodny z innym, o treści: „równouprawnienie kobiet też dobrze”! To zakłopotanie było widoczne podczas senackiej dyskusji, w której najtrudniej odnajdywali się przedstawiciele PiS – partii jednocześnie deklaratywnie socjalnej, jak i przecież założonej przez polityka, który mówił o sobie „jestem męskim feministą”…

"Oczywiście czasy się zmieniły, życie idzie do przodu. Jesteśmy w Unii Europejskiej, obowiązują nas pewne dyrektywy i zapisy, również dostosowanie naszego prawa do Unii Europejskiej. Chciałabym tylko powiedzieć, że komisja zatwierdziła ten projekt niejednogłośnie, niezależnie od tego, jakie były opinie poszczególnych senatorów. Ja akurat głosowałam przeciw, ponieważ uważam, że kobiety trzeba chronić. Ta podpisana kiedyś konwencja niosła pewne wartości, których należy strzec do końca. To, że jest równouprawnienie, nie znaczy, że musimy przyjmować niektóre – wydawałoby się, kłócące się ze zdrowym rozsądkiem – zasady” – wyjaśniała (?) sen. Dorota Arciszewska–Mielewczyk z PiS, nota bene… sprawozdawczyni projektu stanowiska o wypowiedzeniu Konwencji. Jej bezradność wobec zderzenia socjalizmu/sufrażyzmu ze współczesnym feminizmem dobrze zresztą oddaje obecne w polskiej polityce pomieszanie pojęć.

Z jednej strony bowiem PiS deklaruje obronę „praw socjalnych” tak, jak ją rozumie prezes Kaczyński wywodzący się wszak z lewicowej tradycji żoliborskiej inteligencji. Z drugiej jednak strony partię tę obciąża pro–feministyczna obsesja stanowiąca istotny element „dziedzictwa Lecha Kaczyńskiego”. W efekcie nie wykorzystano więc okazji do wypunktowania kolejnego absurdu Unii Europejskiej, chociaż można to było uczynić w tak lubianym ostatnio w PiS, populistycznym stylu. Nie wypowiedziano się też z należytą ostrością na temat kolejnego przejawu grzebania przy tzw. „równym statusie kobiet i mężczyzn”, choć zawsze używa się tego pojęcia gdy chodzi o bicie w pozycję tradycyjnej rodziny.

Słowem – po raz kolejny potwierdziło się, że wszystkie partie parlamentarne pospołu dzielą się tym samym bagażem światopoglądu zbierającego co najgorsze z kolejnych wykwitów ideologicznych XIX, XX i XXI wieku, tymi wszystkimi "–izmami", blokadami umysłowymi, które nie pozwalają się odezwać nawet w sytuacji, gdy głupie ściera się z durnym, a my jeszcze za to wszystko płacimy!

Konrad Rękas

[Głosów:1    Średnia:5/5]
Facebook

4 thoughts on “Feminizm kontra sufrażyzm”

  1. I bardzo dobrze. Proponuję jeszcze zniesienie podziału wg kryteriów płci w sporcie. Jak równość to równość. Jak sobie baba chce byc traktowana jak niewiasta czy wręcz dama, to niech sobie poszuka mężczyzny, który ja utrzyma. A jak żaden jej nie zechce (na takich zasadach), to do roboty na takich zasadach, jak wszyscy inni.

  2. Wyjaśnienie sprawy jest proste. Sieć hipermarketów TESCO ma sklepy otwarte 24 godziny na dobę. Potrzebuje kobiet do pracy na nocna zmianę. Już je zatrudnia. Ale chciała to zalegalizować, więc jej lobbyści załatwiają to właśnie w Senacie. Pewnie lobbyści dali forsę politykom PO, a ci załatwili zmianę przepisów. Tak się to kręcie w demokracji. A swoją drogą, dlaczego Inspekcja Pracy w Warszawie zezwala na pracę kobiet w sklepie TESCO na warszawskiej Pradze? Sprawdzę to.

  3. Dobrze się stało, bo to nie były akurat żadne uprawnienia czy przywileje, tylko zakaz. Całe szczęście, że nie “równouprawnili” w drugą stronę. Żeby tak jeszcze ktoś zechciał przestać “chronić” bezrobotnych przed pracą za zbyt niską, zdaniem związkowców, pensję…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *