Gajda: Ukraina, Rosja, a sprawa Polska

Tytuł jest oczywistym nawiązaniem do dzieła Romana Dmowskiego pt. „Niemcy, Rosja, a sprawa Polska”, mój tekst nie będzie tak rozbudowany, a przynajmniej nie przewiduję, że miałby on urosnąć do rozmiarów książki, ale będzie on krótką analizą, czy studium problemu.

Po blisko trzech miesiącach od inwazji Rosyjskiej na Ukrainę uwydatniają się problemy, których jak do tej pory nikt nie zauważał, czy raczej starano się je ignorować. Jak dla mnie są one nie tyle co oczywiste i zauważalne dla pierwszego lepszego obserwatora, ale dla wnikliwego, czy spostrzegawczego, człowieka są one już na tyle widoczne, że nie można obok nich przejść obojętnie.

W poniższym tekście krótko je przestudiuję, przedstawię sam problem z perspektywy tego, gdzie ja wytyczam zarówno polską raison d’Etat, oraz z perspektywy czysto subiektywnej – narodowo-konserwatywnej, czy zwyczajnie katolickiej.

Zacznę od problemu, który przedstawił już kol. Majcher w swoim tekście[1], ale jest on tym, który najbardziej odbije się na społeczeństwie polskim w najkrótszym odstępie czasu, taki, który odczuwamy nawet teraz, ale wydatniejszy stanie się on już po wojnie, czego doświadczymy wszyscy. Chodzi mi o problem społeczny jakim jest przybycie ogromnej mniejszości ukraińskiej, jak informuje portal internetowy:

„Od 24 lutego, czyli dnia początku agresji Rosji, granicę polsko-ukraińską przekroczyło już ponad 3,44 mln uchodźców z Ukrainy – informuje Straż Graniczna. […] To głównie kobiety i dzieci.”[2]

Blisko 3 [słownie: trzy] miliony ludzi to nie jest liczba błaha, szczególnie zwrócić należy uwagę na to, że są to w ogromnej większości, wręcz przytłaczającej, kobiety i dzieci, które potrzebują [tymczasowego] zakwaterowania, czy opieki medycznej pod okiem specjalistów, szczególnie tej psychiatrycznej, bo wojna nie jest byle jakim doświadczeniem, ale dla wielu kobiet, oraz chyba szczególnie dzieci, jest to trauma, która może być często nie do przebycia.

Pojawiają się problemy społeczne takie jak konflikt interesów przed którym staje nasz rząd i z którego wychodzi jak na razie obronną ręką, ale tylko za sprawą „pro-ukraińskiego ferworu Polski i Polaków”. Polski rząd zaczął oferować różne granty za sam fakt bycia narodowości Ukraińskiej – pojawiają się głosy, że Ukraińcy mają darmowy dostęp do komunikacji miejskiej w takiej Warszawie[3], czy to, że mieli oni mieć pierwszeństwo u lekarza, co, na szczęście, się nie stało[4].

Jednak sam fakt zaistnienia takich sytuacji jak te wyżej wspomniane prowadzą do różnych problemów z których najważniejsze, które, nie daj Boże, może wystąpić to będą tarcia na tle narodowościowym i historycznym.

Jak wszyscy doskonale wiemy nasza historia z Ukrainą i Ukraińcami bywała różna i jak raz wspólnie biliśmy pod Chocimiem Turków, tak za drugim razem biliśmy się nawzajem pod Zbarażem, a znowu kiedy wspólnie pokonaliśmy Bolszewików to ok. 20 lat później padliśmy ofiarą ludobójstwa na Wołyniu. Dzisiaj, w obliczu wojny i „wspólnego wroga”, jednak staramy się zapominać o tej „złej historii”, w tym o ludobójstwie na Wołyniu, oraz podnosimy narrację o „dobrej historii”.

Niestety, czy stety, społeczeństwo ma dosyć silną pamięć o wydarzeniach jakie miały miejsce na Kresach i przez lata nie zapomniało, więc i po wojnie na wschodniej granicy, nie zapomni, bo to pamięć żywa, która jeszcze do niedawna miała swoich świadków, którzy o tym opowiadali, czy dalej niektórzy opowiadają.

Sam fakt istnienia takich „nieporozumień” między dwoma narodami, oraz masowa imigracja jednego z takich narodów do państwa drugiego, może doprowadzić do starć na tle narodowościowym, a na pewno doprowadzi do ogromnych zmian i rekonstrukcji w społeczeństwie, bo mniejszość ukraińska będzie, czy już jest, mniejszością z którą trzeba się liczyć.

Tutaj wracamy do problemu jakim jest polityka rządu, bo aktualnie nie mamy do czynienia z polityką, którą można by nazwać „równościową”, ale z polityką, która jawnie, przy tymczasowym poklasku społeczeństwa, faworyzuje Ukraińców, którzy, nie mi oceniać w jakich intencjach, chętnie z pomocy korzystają, a często nawet nadużywają.

Postępowanie rządzących, jak pisałem, ma jedynie tymczasową i chwilową aprobatę społeczeństwa, które jest ogarnięte, jak również wspominałem, „pro-ukraińskim ferworem”, który, prędzej, czy później, straci swój pęd i ostatecznie się zatrzyma, a jest szansa na to, że przerodzi się w jawną niechęć, o czym świadczy np. zatrzymanie fali pomocy dla uchodźców z kwietnia.[5]

Rząd w obliczu takiego problemu nie podejmuje kroków, które miałyby unormować miejsce Ukraińców w Polsce. Jedyne takie kroki, które zostały poczynione to m.in. te przez Ministra Edukacji – Czarnka, który jawnie zapowiedział, że ukraińskie dzieci będą się uczyć również o tej „złej historii”, w tym przypadku dość konkretnie o Wołyniu[6].

Jeśli rząd nie podejmie żadnych większych kroków, które mają prowadzić do np. polityki asymilacyjnej, możemy obudzić się z tak zwaną ręką w nocniku i skończyć z mniejszością, która chce emancypacji oraz praw na zasadzie mniejszości niemieckiej.

Drugim problemem, który należy zanalizować, z którego nie zdajemy sobie sprawy, to sprawa tego, gdzie jest korzystne zakończenie wojny na Ukrainie dla nas – Polski i Polaków, gdzie leży polskie raison d’Etat?

Sprawa stała się bardzo problemowa w momencie, w którym obydwaj prezydenci [Putin i Żeleński] powiedzieli wprost, że powrotu do statusu quo nie będzie[7]. Najlepszym rozwiązaniem dla Polski byłby powrót do porozumień mińskich, gdzie Rosja nie miała pod swoją kontrolą Ukrainy, gdyż ta pozostawała, de iure, niepodległa, ale również Ukraina nie mogła dołączyć ani do Unii Europejskiej, ani do NATO.

Dzisiaj sprawa nie jest taka klarowna ze względu na to, że Ukraińcy dostają liczne obietnice, m.in. od Ursuli von der Leyen[8], czy Emmanuela Macrona[9], o chęci przyjęcia ich do Unii Europejskiej, oraz NATO, co świadczy zarówno o zmianie kursu polityki Unii, ale także o ewentualnej kampanii pomocy dla Ukrainy. Sam prezydent Ukrainy obiecał walkę aż do zwycięstwa, a zwycięstwo Ukrainy byłoby dla nas [w rozumieniu: nas – konserwatyści, antyliberałowie] katastrofalne prestiżowo i propagandowo.

Dość powiedzieć, że Rosja dla wielu, oczywiście błędnie, uchodzi za państwo konserwatywne, przecież dosyć często Putin nazywany jest carem, poniekąd słusznie. Porażka Rosji to porażka dla całego świata anty-atlantyckiego, ponieważ wojna na Ukrainie, poza oczywistym wymiarem militarnym, przybrała również wymiar ideologiczny – analogicznie do poprzednich ważnych wojen:

I Wojna Światowa – wojna demokracji ze starymi i zepsutymi monarchiami.

II Wojna Światowa – wojna sił liberalizmu z siłami faszyzmu, utożsamianego ze złem.

Tak samo wojna na Ukrainie – wojna sił liberalizmu, demokratyzmu i postępu [dobra], w postaci Ukrainy, ze złym konserwatyzmem [sic!], autorytaryzmem i mitycznym faszyzmem [złem].

Już sama analogia może nas doprowadzić do prostej konkluzji, że zwycięstwo ani jednej, ani drugiej strony nie jest dobre, ponieważ z jednej strony mamy ewentualne przesunięcie flanki NATO na wschód (na czym Polska traci, jako członek Sojuszu Północnoatlantyckiego).

Więc gdzie leży nasza racja stanu? Na to pytanie nie można odpowiedzieć jednogłośnie, ponieważ zarówno zwycięstwo Rosji może, czy przyniesie, zarówno dobre, jak i złe strony.

Dobre strony ewentualnego zwycięstwa Putina to porażka euroentuzjastów i pokazanie, że nawet „zjednoczona” Europa musi się liczyć z widmem potężnej Matki Rosji, oraz może dojść do ewentualnego przełamania hegemonii Stanów Zjednoczonych w regionie.

Ważnym aspektem jest również osłabienie Ukrainy, chociaż nie wiemy jak ta skończy po ewentualnej porażce, jednak truizmem już jest, że w naszym interesie jest Ukraina, ale słaba.

Ze złych stron to zdecydowanie pojawienie się widma potężnego sąsiada z którym będziemy graniczyć na całej długości granicy wschodniej. Do tego minusem jest coś, do czego, w mojej opinii, dojdzie niezależnie od wyniku wojny (chociaż pod warunkiem utrzymania się „putinowców” u władzy w Rosji), czyli wpadnięcie Rosji w strefę wpływów Chin, oraz dominację gospodarczą i militarną państwa środka na wschód od nas.

No i ponownie, wracamy do początku tekstu, czyli: masowa fala imigracji, która może jeszcze bardziej naruszyć strukturę narodowościową Najjaśniejszej Rzeczypospolitej, która i tak uległa przebudowie wskutek wojny.

Co nam da, czy odejmie, ewentualne zwycięstwo Ukrainy?

Ważnym aspektem jest coś, na czym możemy zarówno stracić, czy zyskać, czyli odsunięcie ewentualnej linii frontu od Polski – przesunięcie jej na wschód, w wyniku ewentualnego dołączenia Ukrainy do NATO. Doprowadzi to do z jednej strony względnego „zabezpieczenia” wschodu Polski podczas ewentualnej wojny, oraz, z drugiej strony, do osłabienia pozycji naszego kraju w Sojuszu Północnoatlantyckim.

Kolejnym moim spostrzeżeniem jest zwycięstwo prestiżowe liberalizmu, bo Ukraina przedstawiana jest jako właśnie reprezentant „Zachodu” w tej batalii. Zdecydowanie dla nas (rozumiem tutaj nas jako, ponownie, konserwatyści i antyliberałowie) nie jest to nic dobrego, ponieważ doprowadzi to do umocnienia się liberalnego status quo, oraz podważa możliwość kontestowania aktualnego układu politycznego, który może jedynie w ten sposób zyskać.

Jaki więc układ powojenny dla nas jest najkorzystniejszy? Moim zdaniem najlepszym byłoby wyczerpanie obydwu stron – z jednej strony Ukraina, która wykorzystuje i marnuje cały swój potencjał militarny w obliczu licznych ofensyw i nie jest w stanie kontynuować wojny, a z drugiej strony Rosja, która pozostając przy arsenale nuklearnym, i utrzymując w ten sposób status mocarstwa, ale niepotrafiąca wykonać skutecznej ofensywy, która zaważyłaby o ostatecznych losach wojny – najlepsze byłoby porozumienie, które utrzymuje mniej więcej to, co zastrzegały porozumienia Mińskie, czy jest to scenariusz realistyczny? Zobaczymy.

Kończąc moje lekkie „political fiction” i ten krótki tekst chciałbym zaznaczyć, że pomimo pierwotnego terminu, czyli „studium problemu” nie chciałem pokazać rozwiązania, a raczej objawić problem, czy problemy przed jakimi stoimy, czy staniemy, teraz, oraz w obliczu następnych paru lat, które zmienią układ sił w Europie Wschodniej. Jednego aktualnie jestem pewien – mieliśmy okazję wygrać tę wojnę (My – Polacy), lecz teraz najwyżej możemy próbować cokolwiek zyskać.

Mateusz Gajda

[1] https://konserwatyzm.pl/majcher-o-jeden-krok-za-daleko/

[2] https://300gospodarka.pl/news/uchodzcy-z-ukrainy-w-polsce-liczba – stan na dzień 18.05.22, liczba ta może ulec zmianie

[3] https://warszawa19115.pl/-/transport-dla-obywateli-ukrainy

[4] https://radio.opole.pl/100,555950,uchodzcy-z-ukrainy-nie-maja-pierwszenstwa-w-kole

[5] https://dziendobry.tvn.pl/newsy/uwaga-tvn-polacy-przestaja-pomagac-uchodzcom-z-ukrainy-5683909

[6] https://serwisy.gazetaprawna.pl/edukacja/artykuly/8412213,czarnek-rzez-wolynska-nauka-historii-szkola.html

[7] https://polskieradio24.pl/5/1223/Artykul/2935708,Zelenski-bedziemy-walczyc-o-kazde-miasto-zajete-przez-Rosje-nie-zgodzimy-sie-na-status-quo

[8] https://www.money.pl/gospodarka/ursula-von-der-leyen-w-kijowie-symboliczny-poczatek-drogi-ukrainy-do-ue-6756108649957984a.html

[9] https://wiadomosci.onet.pl/politico/macron-proponuje-ukrainie-wejscie-do-unii-bocznymi-drzwiami/q59m7g6

Click to rate this post!
[Total: 25 Average: 3.8]
Facebook

24 thoughts on “Gajda: Ukraina, Rosja, a sprawa Polska”

  1. Bełkot, czyli biegunka myślowa?
    Co Autor miał na mysli, trudno zgadnąć.

    Ukraina to typowa republika bananowa zarządzana przez Ambasadę.
    Ma zerowe możliwości samodecydowania o sobie.
    O czym świadczą bezpośrednio wielopaszportowcy w rządzie.
    Wielopaszportowcy wśród oligarchów rzadzących partiami politycznymi i batalionami fanatyków.
    W takim układzie, mięso armatnie będzie ginąć.
    Tak samo jak transfery funduszy dostarczanych ochoczo przez zachód.
    Kieszenie tam widzę OGROMNE!!!

  2. Sensowny tekst, aż dziw, że pisze go młody człowiek. Myślę, że już tylko szeroko rozumiany konserwatyzm uczy młodych ludzi realizmu politycznego. Autor nie rozstrzyga wielu kwestii, ale jego analiza idzie w dobrym kierunku. Tak. Dla Polski ta wojna może przynieść wiele zmian na dobre i na złe. Jednakże uważam, że w gruncie rzeczy niewiele zmieni w układzie geopolitycznym świata i Polski. Już dziś widać, że faktyczne strony wojujące tj. USA i Rosja muszą raczej zawrzeć kompromis, gdyż jednoznacznego zwycięstwa jednej ze stron nie będzie. Amyrykanie już się w istocie przekonali, że Rosja to nie np. Libia, którą można było szybko zniszczyć, a przywódcę zabić jak psa. Z Putinem nie da się tego zrobić. W konsekwencji, nastąpią zmiany taktyczne, ale nie strategiczne. I tak UE utrzyma współpracę gospodarczą z Rosją; będzie ona bardziej skomplikowana (np. za pośrednictwem Kazachstanu, Armenii). Nastąpi trwałe osłabienie Rosji chociażby poprzez stały konflikt ukraińsko – rosyjski. Przecież nawet jak powstanie jakaś Noworosja, to będzie też istnieć Ukraina, która będzie walczyć o tereny „okupowane”, a Rosja będzie je bronić. Zapowiada się więc konflikt na dziesięciolecia (taki jak np. między Izraelem i Palestyńczykami). W tej nowej konfiguracji politycznej, pozycja Polski jawi się całkiem dobrze. Z jednej strony osłabiona Rosja tracąca siły na Ukrainie, z drugiej osłabiona UE będąca pod silna presją USA, która będzie pomagać Ukrainie i musi dbać o Polskę i Rumunię, jako swoje bazy na wschodzie Europy. Otwiera się przed Polską wiele możliwości, pod warunkiem, że będziemy mieli rząd proeuropejski i zarazem pilnujący polskich interesów żywotnych, a nie ich sprzedawcą. Krótko mówiąc Polska powinna wybrać drogę węgierską. Ale warunkiem podstawowym jest odsunięcie Pisu od władzy i powołanie rządu wielkiej koalicji od Lewicy po Konfererację, chcąc nie chcąc na czele z D. Tuskiem.

  3. „Rosja, która pozostając przy arsenale nuklearnym, i utrzymując w ten sposób status mocarstwa, ale niepotrafiąca wykonać skutecznej ofensywy,” Gdyby USA skonstatowało, że Rosja nie potrafi wykonać skutecznej ofensywy, to byłoby dla światowego hegemona świetne rozwiązanie czyli nadal szantaż: róbcie państwa co każemy bo inaczej wjedziemy militarnie na wasze terytorium. Nie będziecie skakać jak zagramy, to na was nałożymy sankcje czyli ukradniemy co tylko mozliwe. USA dociśnie Europę szantażem i głodem. Niech Rosja wygra, USA niech się odczepi od Europy i zabierze te swoje śmieciowe dolary. Izolacja USA byłaby najlepsza dla świata, A Polska powinna współpracować z Rosją. Ale do tego trzeba wyrugować mentalność komunistyczną z Europy i jej wasalizacje wobec USA, bo teraz to jest równoznaczne z samobójstwem Europy w tym Polski. Zmiana władzy w Polsce na polską, jest racją stanu. Polski Orban by się przydał. I to jak najszybciej bo wyprzedaż Polski trwa w „najlepsze”

  4. Konflikt na Ukrainie w końcu doprowadził do sytuacji, w której rządzący PiS ostatecznie stracił wszelkie możliwości skrywania tego, że stanowi autentyczną awangardę liberalizmu w Polsce. W ten sposób okazał się znacznie bardziej niebezpieczny od libertariańskich ekstremistów z PO/KO, którzy przynajmniej nie kryją się ze swoimi zamiarami, dzięki czemu presja publiki temperuje ich plany do „ciepłej wody w kranie”. Tymczasem PiS w bezprecedensowym tempie pogrzebał jednolity etnicznie charakter państwa polskiego, czyniąc imigrantów uprzywilejowaną kastą.

    Ciekawy tekst w temacie: https://www.sott.net/article/467131-Polands-Ukrainization-puts-the-final-nail-in-PiS-faux-nationalist-project

  5. Gdyby Ukraina padła podbita przez katechona Putina, to uchodźców stamtąd nie byłoby trzy miliony, tylko kilkukrotnie więcej. I nie byłyby to tylko kobiety z dziećmi, ale także zorganizowane, ciężko uzbrojone w wozy bojowe, działa i czołgi, wielotysięczne grupy młodych mężczyzn, wściekłych i sfrustrowanych porażką. Maruderzy pobitej armii to zawsze jest niesłychanie niebezpieczny element ludzki. Wystarczy to sobie wyobrazić i zrozumieć jakie WTEDY by były problemy z uchodźcami, aby natychmiast ze wszystkich sił wspierać Ukrainę w jej oporze przeciwko Rosji.

    Patrząc bardziej dalekosiężnie, w interesie Polski jest całkowita klęska i unicestwienie Rosji, bo jak się okazało jest to stały element destabilizujący sytuację we wschodniej Europie. Jeżeli uda się to zrobić rękami Ukraińców to tym lepiej. Istnienie słabej i biednej Ukrainy też nie jest korzystne, bo generowałoby wiele problemów, związanych z przestępczością, walkami gangów, etc. Biedna Ukraina to też marny partner handlowy. Polsce potrzeba jest Ukrainy stabilnej, praworządnej, wolnorynkowej i zamożnej, podobnej do dzisiejszej Litwy, a nie do dzisiejszej Białorusi. Jeżeli zaś Rosja, nawet pokonana, nadal by istniała, to taka Ukraina musi też być silna militarnie, co akurat wyniknie automatycznie z jej wysokiego poziomu cywilizacyjnego, jeżeli uda się go osiągnąć.

    1. Panie doktrynerze: po pierwsze Ukraina nie zostanie cała podbita przez Rosję. To jest po prostu niemożliwe. Po drugie: nikt nie jest wstanie unicetwić i rozbić Rosji. To jest po prostu niemożliwe. Natomiast wszystko będzie się dziać po środku tych skrajnych opcji.

      1. Ważne, żeby na Ukrainie zapanował reaganothatcheryzm, czyli IEF > 80. Wtedy PiS-owskiej IV RP, z IEF < 70, wymięknie rura.

          1. Nie możliwe. Polacy zaczęliby emigrować, gdyby na Ukrainie był wyższy pkb na głowę niż w PL – i to nawet przy mniejszej wolności gospodarczej. Przecież wyjeżdżają do Włoch czy Francji.

            1. W ten sposób kolejny z dogmatów religii libertariańskiej standardowo nie wytrzymuje starcia z rzeczywistością 🙂 Osoba krytycznie myśląca, w przeciwieństwie do libertariańskiego fanatyka religijnego, od razu zauważy, że każdego człowieka, bez względu na status społeczny, interesuje wyłącznie stopa życiowa, a nie żadne ideolo. Dlatego Gruzini emigrują do Polski, a nie Polacy do Gruzji i analogicznie m.in. z wykształconymi Zachodnioeuropejczykami wybierającymi życie w zacofanych byłych koloniach. Ponadto można by również wysunąć poważne wątpliwości dotyczące metodologii i rzetelności różnych prywatnych (!) rankingów i rozważyć, czy swego czasu nie podzielą losu niesławnego już Doing Business, który swego czasu też był wyrocznią libertarian, a ostatecznie został zlikwidowany w obliczu tego, iż Arabia Saudyjska i kilka innych państw kupowało sobie odpowiednie lokaty 😀

              1. „każdego człowieka, bez względu na status społeczny, interesuje wyłącznie stopa życiowa, a nie żadne ideolo.” – co Pan ma na myśli pisząc „stopa życiowa”?

                1. @Marcin Sułkowski

                  Mam na myśli po prostu standard życia, który nijak ma się do uznaniowych prywatnych rankingów.

                  1. W takim razie jestem doskonałym przykładem falsyfikacji Pana twierdzenia, bo przeniosłem się z jednego z większych miast w Polsce na zadupie, gdzie powszechnie rozumiany standard życia jest o wiele niższy. I w życiu bym nie wrócił do zakichanego miasta 😉

                    1. @Marcin Sułkowski

                      Sednem mojej wypowiedzi jest to, że standardu życia nie da się precyzyjnie określić za pomocą PKB i dochodów, ani tym bardziej uznaniowych prywatnych wskaźników. Przeliczanie wszystkiego na obcą walutę i ekscytowanie się subiektywnymi miernikami „wolności gospodarczej” to relikt głębokiej peerelowskiej prowincji, który powinien odejść do historii wraz z upowszechnieniem się wyjazdów za granicę.

                      Ludzie na terenach typowo wiejskich też wiodą dostatnie życie, jeżeli spełniają przynajmniej jeden z następujących warunków: są zatrudnieni na innym rynku pracy, prowadzą działalność korzystając z braku lokalnej konkurencji lub zajmują odpowiednio wysokie stanowiska w budżetówce. Na tej samej zasadzie można by podać skrajny przykład emigracji wykwalifikowanych specjalistów do państw mocno zacofanych. Chociażby RPA zapewnia takim osobom standard życia, o którym w Europie i Ameryce Północnej można tylko pomarzyć, co wynika z drastycznego niedoboru takich pracowników w tamtejszej gospodarce.

                    2. @Fauxpas – OK, teraz jasne i jak widać, możemy się czasami zgadzać 😉

                      P.S. pierwszy akapit pięknie wyjaśnia bzdury pilastra, który raczy nimi tutaj od dłuższego czasu.

          2. Dlatego to właśnie Skandynawowie emigrują do Estonii, Niemcy na Litwę, a Polacy do Gruzji… 😀

      2. Przed 24 lutego, a nawet i długo później, było podbicie całej Ukrainy w Moskwie uważane za możliwe, a nawet pewne. A bez tego, jakiekolwiek inne zdobycze terytorialne kosztem Ukrainy będą zawsze chwiejne i tymczasowe.

        A co do tego, że nie da się unicestwić Rosji (podbić też by można było, gdyby za zagadnienie wzięły się Chiny), to się właśnie przekonamy…. 🙂

        1. „Przed 24 lutego, a nawet i długo później, było podbicie całej Ukrainy w Moskwie uważane za możliwe, a nawet pewne.” – tylko przy założeniu, że Europa zachodnia i USA zrobią to, co zwykle robiły, czyli wypną się na Ukrainę a co się nie stało. Za jakiś czas zobaczymy z jakiego powodu, bo zakładanie altruizmu byłoby skrajną naiwnością.

          „A co do tego, że nie da się unicestwić Rosji (podbić też by można było, gdyby za zagadnienie wzięły się Chiny), to się właśnie przekonamy…” – a to coś mnie ominęło i ktoś szykuje atak nuklearny na Rosję? Bo chyba nikt nie jest tak naiwny by wierzyć, że Rosję weźmie się biedą/kryzysem. Szczególnie pilaster chyba nie będzie ani tak naiwny ani tak wewnętrznie sprzeczny, bo sam od x czasu pisał jak to w tej Rosji źle, więc oni są przyzwyczajeni. No chyba, że ktoś zakłada totalną jazdę po intelektualnej bandzie i wierzy, że sankcje spowodują gorsze konsekwencje niż komunistyczny zamordyzm w czasach wielkiego głodu.

        2. pilaster: Oszaleć można!. Pan chyba napisze największą głupotę by podtrzymać swoją tezę. Akurat Chiny, króre są najpewniejszym sojusznikiem Rosji miałyby ja podbijać! Poza tym, jak można unicestwić Rosję, która ma prawie połową arsenału atomowego świata! Zwłaszcza rękami Ukraińców! Przecież to kwestia czasu, jak oni zaczną sprzedawać broń otrzymaną od Amerykanów! Przy ich biedzie, to nawet można ich zrozumieć. Dostawać takie cacka i nie sprzedać za tysiące dolarów za sztukę?

          1. „pilaster: Oszaleć można!. Pan chyba napisze największą głupotę by podtrzymać swoją tezę.” – Pan Wrocławski chyba tutaj nowy i niezaznajomiony z tutejszymi cyrkowcami 😉

  6. Tekst wcale nie taki zły, jak utrzymują niektórzy potwarcy – a i można dowiedzieć się interesujących rzeczy, jak np. z tego fragmentu: „Jak wszyscy doskonale wiemy nasza historia z Ukrainą i Ukraińcami bywała różna i jak raz wspólnie biliśmy pod Chocimiem Turków, tak za drugim razem biliśmy się nawzajem pod Zbarażem, a znowu kiedy wspólnie pokonaliśmy Bolszewików”. Oto okazuje się, iż dziatwę uczy obecnie się takich historii, jak „wspólne pokonanie Bolszewików” przez dzielnych Ukraińców z Polakami… Jeszcze chwila i do polskich podręczników „historycznych” dostanie się historia, jak to główny człon uderzeniowy Mieszkowej drużyny w bitwie pod Cedynią stanowili ukraińscy wojowie…

    Dowiadujemy się także o bezgranicznym zaufaniu, ocierającym się o naiwność, Autora w deklaracje tzw. rządu: „Rząd w obliczu takiego problemu nie podejmuje kroków, które miałyby unormować miejsce Ukraińców w Polsce. Jedyne takie kroki, które zostały poczynione to m.in. te przez Ministra Edukacji – Czarnka, który jawnie zapowiedział, że ukraińskie dzieci będą się uczyć również o tej „złej historii”, w tym przypadku dość konkretnie o Wołyniu” Drogi Panie Mateuszu, minister Czarnek nie poczynił żadnych kroków, jeno jedynie coś tam powiedział. A kiedy rząd [minister] pisowski coś mówi [nawet „jawnie”], to tylko mówi…

    Na zakończenie. Z jednej strony rozumiem Pana, że po przeczytaniu własnego tekstu łapie się Pan za głowę/uderza w czoło – co widzimy na fotce – z powodu zastosowanej w nim interpunkcji, ale spieszę z pocieszeniem: tę ułomność można „przewalczyć” [jak mawia Lech Bolesław Wałęsa]. Niech Pan tylko nie ustaje w pracy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.