Grecja, jako front geoekonomicznej globalizacji

Przypadek Grecji ukazuje w jaki sposób geokonomia służy geopolityce. W warunkach asymetrycznej globalizacji można się zastanawiać, które państwa są żywotnie zainteresowane sytuacją w tym państwie.

Państwa nie są bytami istniejącymi w abstrakcyjnej przestrzeni i obdarzonymi nadnaturalnymi właściwościami takim jak: suwerenność, terytorium, ludność. Funkcjonują bowiem w konkretnej materii historycznej. W warunkach procesu globalizacji to suwerenność materialna oddaje ich rzeczywistość lepiej niż formalna. Widać to na przykładzie współczesnej Grecji. Uwarunkowania ekonomiczne prowadzą do problemów społecznych, a te ujawniają się jako kwestie polityczne. Wszak liczne manifestacje skierowane są do rządu greckiego jako bezpośrednio widocznego sprawcy greckich problemów. Współczesne powiązania sprawiają jednocześnie, że sytuacja Grecji uzyskuje wymiar geoekonomiczny, gdyż w jej rozwiązaniu swój interes mają również inne państwa.

Jedną z teorii poznawania stosunków międzynarodowych przez pryzmat procesu globalizacji jest paradygmat imperium. Uważa się w nim, że w świecie występuje nowa forma władzy będąca wynikiem rozwoju sił kapitalizmu po rewolucji informatycznej i technologicznej. Stanowi ona nową jakość w stosunku do wcześniejszych etapów; nie ma już centralnego państwa imperialistycznego, a władza ukryta jest w sieci oplatającej świat siatką współzależności ekonomicznych, politycznych i ideologicznych. W ramach tego paradygmatu wskazuje się, że nowym narzędziem władzy imperium jest tzw. rasizm postmodernistyczny. Oznacza on przejście od uzasadnień biologicznych do argumentów kulturowych w odróżnianiu lepszych i gorszych ludzi. Teorie biologiczne wskazywały, że podstawą różnic są geny i krew jako podstawy substancjalnej różnicy rasowej. Występowała konieczna, niezmienna i wieczna rozpadlina w porządku bytu społecznego. Rasizm kulturowy skorzystał z argumentów teorii antyrasistowskich twierdzących, że różnice między rasami są wynikiem działania sił społecznych i kulturowych. Oznacza to, że wszystkie istoty ludzkie są równe, jednej natury i jednego rodzaju ontologicznego. Nowy rasizm tzw. rasizm dyferencjalistyczny (E. Balibar), utrwala różnice kulturowe jako podstawy podziałów społecznych. Uznaje się w nim równość kultur tj. każda ma prawo do własnych wartości i wzorców. Różnice rasowe są zasadniczo wynikiem przypadku, przynależności do kultury. Postmodernizm akceptuje te różnice uznając, ze pluralizm ten jest dobry samym w sobie. Jest to teoria segregacji, a nie hierarchii. Nie opiera się na apriorycznym uznaniu, ze jedne rasy są wyższe od innych. Hierarchia jest dziełem przypadku i wynika z warunków społecznych. To różnice kulturowe decydują o powodzeniu lub porażce określonych grup i zbiorowości. Nie są wynikiem urzeczywistnianych założeń teoretycznych (rasizm biologiczny), ale skutkiem wolnej rywalizacji, w praktyce rynkowej merytokracji kultury. W warunkach kolonializmu (Gelles Deluze, Feliks Guattari) głównym wzorcem i punktem odniesienia był stopień zbliżenia/odchylenia od Białego Człowieka. Nie była to strategia odrzucenie każdego Innego jako złego, ale włączania przez przystosowanie [1]. Współcześnie tym arbitralnym wzorcem jest człowiek globalizacji tj. zrekonstruowany model homo oeconomicus. Ten model znalazł zastosowanie w Grecji podczas trwającego od 2010 roku kryzysu finansowego.

Propaguje się więc przekonania, że Grecy są zbyt leniwi, nie pracują, leżą na plaży, oszukują, panuje tam korupcja, kreatywna księgowość, zbyt wiele przywilejów socjalnych itd. ergo to oni sami poprzez swoje kulturowe uwarunkowania są winni kryzysu. Są bowiem oddaleni od ustalonego wzorca, który stanowią wartości neoliberalne: konkurencyjność, autocentryzm, workfare (pracobyt), wydajność, prywatyzacja, deregulacja i liberalizacja. Za to odchylenie muszą teraz zapłacić zaciskaniem pasa. Oblicza się, że będzie to obarczenie każdego Greka 1000 dolarów długu za same tylko odsetki, które narosły w wyniku „złych” decyzji. Oczywiście w tym modelu ekonomicznym nie uwzględnia się tzw. darowego bogactwa, które Grecy mają dzięki położeniu geograficznemu oraz dziedzictwie kultury starożytnej. W nawias bierze się również światowe współzależności ekonomiczne. Nie zadaje się pytania: jaki jest wpływ kryzysu finansowego na Grecję? Kto i ile pomagał prywatnym bankom? Czy Amerykanie, Islandczycy, Irlandczycy, Portugalczycy też nic nie robili? W rozwijanym dyskursie przyczyną kryzysu jest sam Grek, a właściwie kolektywny Grek – Naród. Nie grono polityków, szefów korporacji i banków, system powiązań międzynarodowych tylko Grek. Dlatego formą kary ma być odpowiedzialność zbiorowa. W ten sposób dochodzi do „konstruowania przyzwolenia” (N. Chomsky), jako znaku kształtowania tzw. demokracji globalizacyjnej [2]. Występuję w niej sprzeczność pomiędzy wolnością obywateli a koniecznością generowaną przez rynek światowy. To co globalizacja promuje jako wolności jednostki zderza się z koniecznością generowaną przez wolny (od regulacji międzynarodowych) rynek światowy.

W warunkach asymetrycznej globalizacji (wśród największych korporacji na liście Global Fortune 500 dominują z 6 państw: USA, Chin, Japonii, Niemiec, Wielkiej Brytanii i Francji) można się zastanawiać, które państwa są żywotnie zainteresowane sytuacją w Grecji. Nie trudno zauważyć, ze bezpośrednio są to Niemcy i Francja. To szczyty polityczne z udziałem Angeli Merkel i Nicolasa Sarcozy’ego decydują jak postępować wobec Grecji. Wołanie o reformy nie jest związane z walką o wartości: zachowanie Unii Europejskiej, siłę europejskiej waluty, gospodarkę, stabilność i inne. Interesy są materialne, co oznacza, że chodzi o niemieckie i francuskie banki, które zainwestowały miliardy w grecką gospodarkę i system finansowy. Odkąd Agencja Moody’s obniżyła po raz kolejny rating do skali CAA1 (oznaczający 50 procentową możliwość niewypłacalności w ciągu 5 lat) rynki finansowe spochmurniały. Faktycznie państwo nie bankrutuje jak zwykłe przedsiębiorstwo, ale zawiesza spłaty zadłużenia. Pozory suwerenności państwa nad kapitałem każą Merkel i Sarcozemu wzywać prywatne banki by brały udział w tzw. pomocy Grecji. W języku oddziaływań geoekonomicznych pomoc nie oznacza jednak bezinteresowności (tak jak w życiu), ale pożyczki na procent.

Polski ekonomista, Grzegorz Kołodko twierdzi, ze prywatne instytucje finansowe zarobiły już dużo na sytuacji w Grecji wiele przy tym ryzykując. Wszak cassino kapitalizm ery globalizacji to rodzaj gry w ruletkę. Ale gdy ryzyko okazało się nie tylko czczym frazesem z listy marketingowych sloganów, długi przejąć ma Europejski Bank Centralny, a więc ostatecznie rządy państw europejskich. Uspołecznienie kosztów, prywatyzacja zysków jest przecież cechą neoliberalnej globalizacji. Faktycznie pomoc nie jest dla Grecji, a pieniądze pójdą na opłacenie zobowiązań, jakie ma Grecja w bankach niemieckich i francuskich. Zaangażowały się one w spekulacje na wierzytelnościach rządu greckiego, to znaczy skalkulowały, że instytucje publiczne zapłacą za długi Grecji. Realnie materialną odpowiedzialność powinny ponieść instytucje spekulujące na długu. Powinna nastąpić redukcja powstałych w ten sposób zobowiązań. Zadłużenie ciągnie jednak w dół tylko Grecję. Eksperci i politycy z pożałowania godnym zdziwieniem odkryli, że przekazane Atenom w zeszłym roku środki wcale nie wsparły tamtejszej gospodarki, ale odnalazły się na kontach banków prywatnych w Niemczech, Anglii i Francji. Tym razem będzie tak samo i to niezależnie od tego czy grecki dług zostanie zrestrukturyzowany czy nie. Dzięki Grecji, Irlandii i Portugalii padły mity związane z euro, jako magicznym narzędziem wzrostu gospodarczego. Waluta podobnie jak inne rozwiązania ekonomiczne są zawsze wpisane w dynamikę społeczno – polityczną. Jakie są zatem możliwe efekty kryzysu w Grecji?

Efektem dostosowania strukturalnego będzie liberalizacja greckiej gospodarki, na której zyskają międzynarodowi potentaci finansowi. Wspominany Grzegorz Kołodko, będąc ministrem finansów, w 1994 podpisał restrukturyzację polskiego długu o 50% w Klubie Londyńskim, ale – jak sam stwierdził – nie był to podarunek dla Polski. W zamian zobowiązano się do wprowadzania instytucji liberalnych, zmian strukturalnych, które pozwoliły korporacjom i inwestorom generować zyski [3]. W samym 2010 roku około 50 miliardów zysków wytransferowano z Polski za granicę. Jest to zjawisko legalne, zgodne z regułami neoliberalnej globalizacji wyrażanymi w normach prawnych (J. Żyżyński).

Drugim beneficjentem kryzysu staną się bezpośrednio korporacje. Pod młotek mają pójść zyskowne firmy należące do państw greckiego. Chodzi tu o 74% akcji portu w Pireusie oraz Salonikach, dalej OTE (największy koncern telekomunikacyjny na Bałkanach), PPC (największy w kraju producent elektryczności), ODIE (organizator wyścigów konnych), 34% w OPAP (największa w Europie firma bukmacherska), tyle samo Hellenic Postbank i operatora kolejowego Train OSE [4]. Kto przejmie majątek narodowy Grecji? Przecież nie prywatne firmy greckie tylko korporacje z Francji i Niemiec. Zyski popłyną za granicę, a Grecy pozostaną z długiem bez majątku narodowego. Dyskurs globalizacji każe walczyć o uzyskanie wiarygodności kredytowej, a rezygnować z własności państwowej. Symbolem geopolitycznego wymiaru tego zjawiska jest zapowiedź zakupu portu greckiej marynarki wojennej przez firmy z Turcji, z którą trwa konflikt o Cypr [5].

Trzecim beneficjentem jest USA. W pomoc w ukrywaniu stopnia długów greckich, grożących przekroczeniem norm wskazanych w Traktacie z Maastricht, zaangażował się amerykański Goldman Sachs. Od 2002 roku dzięki kreatywnej księgowości, sekurytyzacji i innym zabiegom inżynierii finansowej, ukrywano rozmiary rzeczywistego długu Grecji. W 2002 roku grecki deficyt wyniósł 1,2 procent PKB. Po weryfikacji przez Eurostat we wrześniu 2004 r., wzrósł do 3,7 proc. Według zapisów z 2010 wynosił już 5,2 proc [6]. W maskowanie długu zamieszani są również inni potentaci z Wall Street, np. J. P. Morgan. Goldman Sachs zarobił 300 milionów dolarów do 2009 roku za swoje usługi. Problem jest jednak poważniejszy, ponieważ dzięki amerykańskim instytucjom również takie kraje jak Włochy weszły do unii walutowej UE z większym długiem niż oficjalnie ujawniano [7]. To pozwoliło zachować USA cyngiel za który można pociągnąć w przypadku prób wzmocnienia pozycji geopolitycznej Unii Europejskiej dzięki sile euro. Skoro liczne banki francuskie i niemieckie oraz instytucje UE nie wiedziały o ukrywaniu długów, wydarzenia w Grecji można potraktować jako przykład konfliktu geoekonomicznego. Stawką jest euro jako alternatywa dla dolara.

Elementem geopolitycznej układanki wydaje się być również „afera rozporkowa” z byłym już szefem MFW, Dominique Strauss-Kahnem. Na jego rezygnację nalegały skutecznie Stany Zjednoczone. Pomimo kandydatury przedstawicieli Meksyku, Brazylii, Indonezji, Singapuru i RPA faworytem jest francuska minister finansów, Christine Lagarde. Formalnie jest ona Europejką (zgodnie z tradycją MFW kieruje Europejczyk, Bankiem Światowym przedstawiciel USA). Realnie jest jednak dzieckiem idei zawartych w konsensusie waszyngtońskim, gdyż 20 lat spędziła pracując w instytucjach finansowych USA. Odbyła staż w Kongresie USA, a po uzyskaniu dyplomu prawniczego we Francji pojechała do Ameryki, gdzie zrobiła karierę w międzynarodowej kancelarii Baker&McKenzie, aż do stanowiska dyrektora tej firmy. Dotychczasowy szef MFW był skłonny prowadzić politykę pomocy dla krajów PIGS (Portugalia, Irlandia, Grecja, Hiszpania), innymi słowy ratować Unię Europejską. Tymczasem objęcie tego stanowiska przez Lagarde oznaczać będzie monopolizację władzy przez Waszyngton. Współzależności są tak duże, że USA naciska na rozwiązanie problemu na konferencji słabnącego G- 7. Lagarde stanie się gwarancją, że Grecja pójdzie drogą zgodną z interesami amerykańskimi. Można to więc uznać za przejaw pełzającego konfliktu europejsko-amerykańskiego.

Zasadnicza rolę MFW potwierdził szczyt Unii Europejskiej w Brukseli (23 -24 czerwca), dziewiąty od początku kryzysu w Grecji. Wykazał on pewne słabości UE. W nowym pakiecie dla Grecji nie zostanie użyty mechanizm gwarancji z budżetu UE. Wsparcia udzielać będą państwa samej strefy euro i Międzynarodowy Fundusz Walutowy, pomijając tzw. Europejski Mechanizm Stabilizacji Finansowej (EFSM). EFSM jest finansowany dzięki gwarancjom budżetu UE, dotyczy on wszystkich 27 krajów i gdyby zastosowano go w celu udzielenia pomocy Grecji, także Polska brałaby w tym udział. Jednak na ratunek Irlandii i Portugalii wydano tak dużo, że zostało na nim zaledwie 11 mld euro. Na użycie EFSM nie zgodziły się też Wielka Brytania i Czechy mające własne waluty oraz niektóre kraje z samej strefy euro, które nie chciały angażowania Komisji Europejskiej w cały proces przyznawania pożyczek. Do blokującej mniejszości nie przystąpiła natomiast Polska, która chce dobrowolnie „pomóc” Grecji 250 mln euro gwarancji w imię solidarności. Argumentuje się, że skoro żądamy solidarności, powinniśmy ją okazywać. Tylko, że my mamy ja okazywać materialnie, a nasze oczekiwania są natury idealnej. Ta reguła obrazuje różnice pomiędzy materialną a formalną suwerennością.

Grecy mają się podporządkować ustaleniom, według których za kredyty na 120 mld euro, grecki parlament musi w przyszłym tygodniu przeforsować pakiet środków oszczędnościowych, uzgodniony z Komisją Europejską, Europejskim Bankiem Centralnym i Międzynarodowym Funduszem Walutowym. Przewiduje on m.in. prywatyzację o wartości 50 mld euro. Angela Merkel wskazała, ze 30 mld miałyby wnieść banki i prywatni inwestorzy na zasadzie dobrowolnego refinansowania, czyli inwestowania zysków z wygasających obligacji w nowe greckie papiery skarbowe. Dobrowolność oznacza raczej łaskawość tych instytucji, które w minimalnym stopniu poniosą odpowiedzialność za swoje działania spekulacyjne na greckim długu.

Przypadek Grecji ukazuje w jaki sposób geokonomia służy geopolityce. David Harvey wskazał, że można interpretować neoliberalizm albo jako doktrynę nastawioną na realizację pewnej teoretycznej koncepcji reorganizacji światowego kapitalizmu, albo jako przedsięwzięcie polityczne, obliczone na odbudowę warunków sprzyjających akumulacji kapitału i restauracji władzy elit ekonomicznych [8]. W praktyce widać, że oba wymiary są ze sobą nierozerwalnie powiązane i mają wymiar międzynarodowy.

______________________________________________

1 Zob. M. Hardt, A. Negri, Imperium, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2005, s. 208 -213.

2 Zob. G. Cimek, W kierunku demokracji globalizacyjnej, “Colloquium”, rocznik II, Wydział Nauk Humanistycznych i Społecznych AMW, Gdynia 2010, s. 11 – 24.

3 http://pl-pl.facebook.com/notes/grzegorz-w-kolodko/my-comments-in-financial-times-the-greek-drama-act-no-x10/203008989745096

4 Srebra rodowe pod młotek, „The Daily Telegrach”, „Forum”, nr 24/25, 13-26.06.2011, s. 10.

5 TVN, Fakty, 25.06.2011.

6 B. Balzli, How Goldman Sachs Helped Greece to Mask its True Debt, 02/08/2010, http://www.spiegel.de/international/europe/0,1518,676634,00.html

7 Wall St. Helped to Mask Debt Fueling Europe’s Crisis

http://www.nytimes.com/2010/02/14/business/global/14debt.html?pagewanted=2

8 D. Harvey, Neoliberalizm: historia katastrofy, Instytut Wydawniczy Książka i Prasa, Warszawa 2008, s. 29.

dr Gracjan Cimek

Za: http://www.geopolityka.org/index.php/analizy/907-grecja-jako-front-geoekonomicznej-globalizacji

a. mE.

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Grecja, jako front geoekonomicznej globalizacji”

  1. „Propaguje się więc przekonania, że Grecy są zbyt leniwi, nie pracują, leżą na plaży, oszukują, panuje tam korupcja, kreatywna księgowość, zbyt wiele przywilejów socjalnych itd. ergo to oni sami poprzez swoje kulturowe uwarunkowania są winni kryzysu”. a kto jest winien sytuacji w grecji? powyższy cyctat oddaje bardzo dobrze rzeczywistość. nic dodać, nic ująć. nie trzeba niczego propagować, to jest najszczersza prawda. mogą mi nie wiadomo jak mocno wciskać pieniądze, to jeśli nie zechcę, nie wezmę ich. więcej – jeśli je przyjmę, to nie muszę przeznaczać ich na swawole, mogę je odłożyć do skarpety. grecy wzięli pieniądze i przeżarli. mało tego, przeżarli swoje życia i przeżarli sporo z żywota przyszłych pokoleń. tego nie można ocenić moralnie inaczej niż negatywnie. i ponoszą WYŁĄCZNą za to odpowiedzialność. zrzucanie winy na innych, to manipulacja i chęć odwrócenia uwagi od prawdziwej przyczyny. oczywiście, można czynić rozważania na temat okoliczności całego procesu schodzenia greków na psy. my podążamy w tym samym kierunku, rozważania przydadzą się. należy to jednak czynić w innym tonie – rozgrzeszanie greków i przerzucanie odpowiedzialności na ONYCH to kłamstwo i zgorszenie. „W rozwijanym dyskursie przyczyną kryzysu jest sam Grek, a właściwie kolektywny Grek – Naród. Nie grono polityków, szefów korporacji i banków, system powiązań międzynarodowych tylko Grek. Dlatego formą kary ma być odpowiedzialność zbiorowa.” a ci politycy to nie grecy, to jacyś kosmici? urwali się z choinki? ci protestujący przeciwko oszczędnościom i cięciom ludzie na greckich ulicach, to nie grecy? to turyści dowiezieni z niemiec i z francji? a może oni protestują przeciwko dalszemu zadłużaniu sie? o nie! oni protestują bo mają oszczędzać, a chcą przecież dalej uprawiać wydawanie większej ilości pieniędzy niż zarabiają. protestują bo chcą aby politycy zaciągnęli dalsze długi i aby wszystko pozostało po staremu. protestują bo chcą aby niemcy i francuzi dalej sponsorowali im beztroskie życie. chcą także aby reszta europy dołożyła im do zabawy! jeśli grecy nie odpowiadają za działania własnych polityków, to rosjanie słusznie wypinają się na katyń, bo przecież to politycy go zgotowali, niemcy powinni żądać zwrotu wypłaconych odszkodowań, bo to politycy wywołali wojnę a nie zwykli obywatele, a polacy nie są odpowiedzialni za swoje długi, bo politycy… a, no tak – o to chyba chodzi. o przygotownie kolejnego usprawiedliwienia naszych własnych działań i niepowodzeń. w przypadku zobowiązań finansowych zaciąganych w imieniu państwa odpowiedzialność musi być zbiorowa. inaczej się nie da. zwłaszcza w demokracji nie da się powiedzieć, że władza czyni coś bez udziału ludu. takie są zasady tego ustroju. w przypadku grecji mamy nie tylko do czynienia ze zbiorową odpowiedzialnością finansową ale także odpowiedzialnością moralną sporej części greków – większość z nich chciała zaciągania długów i była z tego faktu usatysfakcjonowała. jakoś nie protestowali wcześniej przeciwko redystrybucji, debetom, pożyczkom, konsumpcji. ba, teraz też nie to ich boli. tak konsumowali te pieniądze, że aż im się uszy trzęsły… warunki pożyczek były znane przed dokonaniem transakcji, charakter pieniądza fiducjarnego także. można było nie zawierać umów. cała sytuacja jest podobna np. do sytuacji pacjenta cierpiącego na cukrzycę. przyczyną cukrzycy jest nieumiarkowane jedzenie czekolady a nie fakt produkowania jej przez fabrykanta, sprzedawanie przez sprzedawcę, czy spekulowanie jej ceną przez spekulanta. za chorobę wywołaną niepowstrzymanym pochłanianiem czekolady odpowiada TYLKO I WYŁĄCZNIE jedzący! wszelkie inne przyczyny mają charakter drugoplanowy, są bez wpływu na ocenę moralną zdarzenia. to są tylko okoliczności towrzyszące. wiadomo, że jeśli jest konsument to znajdzie się także sprzedawca, który chce zarobić – a najbardziej chce dużo zarobić. i co z tego? ano nic. to nie, bardziej czy mniej, chciwy sprzedawca ponosi odpowiedzialność. WYŁĄCZNĄ odpowiedzialność ponosi amator oferowanej rozkoszy. koniec kropka. niektórzy, np. michalkiewicz, piszą o „lichwiarskiej międzynarodówce”. fajny populistyczny zwrot, mogący się podobać. ale to jest kolejne odwracanie kota ogonem. wdając się w tego typu dywagacje, możnaby równie dobrze napisać, że gdyby cena kredytów udzielanych grecji była niższa, to grecy zadłużyliby się jeszcze bardziej! to jest przecież logiczne. na drogie rzeczy stać nas w mniejszym stopniu niż na tanie. no ale wtedy także byłaby wina pożyczkodawców, bo przez ich spekulacyjnie niską cenę, grecy by chętniej się zadłużali. gdyby cena była większa to nie byliby skłonni do takiego rozpasania. tak czy owak zawsze winni ONI, a nie leniwi i bezmyślni grecy, polacy i inne takie tam…

  2. @ przemyslaw_stokowski – 1) Nie sądzi Pan, że cały Pański post można by zawrzeć w jednym zdaniu? 2) Medal ma dwie strony. Wina greckiego rządu (czy rządów) jest oczywista i odpowiedzialność też. 3) Proszę wyobrazić sobie jednak, że Iksiński jest bankierem. Przychodzi do niego kloszard i prosi o kredyt na najnowsze Lamborghini. Na co Iksiński, zamiast się ciepło uśmiechnąć, mówi: spoko zaraz sfałszujemy pańską zdolność kredytową. Dzięki temu my udzielimy Panu kredytu na upragniony wypasiony wózek. To Pana korzyść. Naszą korzyścią będzie to, że zgodzi się Pan spłacać podwójne odsetki, dzięki czemu pokażę moim akcjonariuszom taką perspektywę zysków, że będę mógł sobie przydzielić rekordową nagrodę. Targ zostaje dobity. Ten kto udzielił kredytu zainkasował nagrody, kurs akcji banku ze względu na świetlane perspektywy poszedł chwilowo do góry, ale nagle okazuje się, że kloszard nie spłaca kredytu. Wówczas ten, kto udzielił kredytu idzie do państwa (przypadek amerykański) lub organizacji międzynarodowej (przypadek grecki) i mówi: jeśli zbankrutujemy, to nie oddamy pieniędzy naszym wierzycielom. Cały system się rypnie, będą zamieszki, więc sami rozumiecie kochani, że musicie nam dorzucić grosza podatniczego. Jeśli tego nie zrobicie, a my splajtujemy, to fundusze emerytalne, które mają kasę w naszych akcjach nie będą miały na emerytury dla waszych wyborców. Bądźcie więc kochani rozsądnymi chłopcami… Czy nadal Pan uważa, że mamy do czynienia ze stroną całkowicie winną i całkowicie niewinną? Czy jeśli pożyczy Pan narkomanowi na działkę prochów, to nie będzie Pan sam sobie winny, gdy Pan tej kasy więcej nie zobaczy? To jest oczywiście wielkie uproszczenie, ale proszę się nad tym zastanowić. Polecam też filmik: http://www.youtube.com/watch?v=sA7lURtsNnU&feature=player_embedded

  3. z całym szacunkiem, ale jednak nie mogę zgodzić się z panem. w zasadzie całkowicie odrzucam zarzuty. po pierwsze grecja nie jest kloszardem, ktory nie ma zdolnosci kredytowej. grecja ma zdolnosc kredytową i to całkiem sporą. grecy są krzepcy, jak wiadomo także wypoczęci, i po bankructwie mogą po prostu pójść do pracy, aby zapracować na spłatę długów. można im pożyczyć w zasadzie każdą kwotę. oddawanie potrwa tylko trochę dłużej. mają również pokaźny majątek państwowy, który mogą sprzedać. w ostateczności mogą sprzedać ziemię, tzn. zmienić granicę państwa. być może znajdą się chętni kupcy, choć mało to atrakcyjna oferta. wg mnie oczywiście. każdy dłużnik musi liczyć się z tym, że komornik pozostawi mu tylko jedną parę gaci na zmianę. ale powyższe to mniej istotna kwestia. ważniejsze, bo to meritum mojej wypowiedzi, że niewypłacalność grecji to tylko ryzyko banków, nie można robić zarzutu pożyczkodawcy, że był nieostrożny. on nadal jest w prawie i jego jest racja. nadal jest wierzycielem. natomiast grecy są zobowiązani do świadczenia. moralnie oni są tymi złymi. pożyczkodawcy są co najwyżej zachłannymi frajerami. ale jak napisałem grecy nie są tacy biedni i nie są niewypłacalni. nie mają tylko gotówki… nie twierdzę, że pożyczkodawcy zachowywali się idealnie. jednakże dysproporcja, nazwijmy to w uproszczeniu, win jest tutaj tak wielka, że aż nieporównywalna. z tego względu nie ma co rozprawiać nad zawinieniem pożyczkodawców. jak słusznie pan zauważył, ktoś kto pożycza narkomanowi, sam jest sobie winien, że ma problemy z odzyskaniem pieniędzy. tak więc pożyczkodawcy są sami sobie winni, że pożyczyli grecji. ale za to grecy nie są tylko sobie sami winni – oni przede wszystkim są winni komuś. są winni pieniądze i obciąża ich to. tylko ich. a pieniądze się oddaje. pożyczkodawca ponosi ryzyko, a grecy ponoszą odpowiedzialność. pożyczkodawca nie oszukał greków, dał tyle kasy ile obiecał. grecy chcą się wywinąć od odpowiedzialności. nie chcą płacić. chcą oszukać. to czy ktoś zgodził się płacić podwójne odsetki, to czy zdolność kredytowa była nieprawidłowo ustalona – to nie ma dla sprawy żadnego znaczenia. odpowiednie oszacowanie zdolności kredytowej ma znaczenie dla pożyczkodawcy. jeśli oszuka to tylko sam siebie. ale to nie ma nic wspólnego z transakcją i wysokością zobowiązania ciążącego na biorącym pieniądze. ryzyko banków źle oceniajacych tę zdolność polega na tym, że w przypadku gdy rzeczywiście nie będą mogli ściągnąć pieniędzy z dłużnika, to mogą sie pocałować w tyłek. i tyle. a ktoś kto pożyczył kasę nie jest przez to mniejszym złodziejem.

  4. acha, chcę jasno powiedzieć – zgadzam się że wierzycieli grecji obciąża własna chciwość i nieostrożność. nie pożycza się byle komu tyle kasy. na ich korzyść przemawia odrobinę to, że grecy to nie kloszard jednak, mają zaskórniaki, o których wspominałem powyżej i banki kasę odzyskają. ale to grecy są w tej bajce czarnym charakterem. no i zgadam się, że można było pisać krócej. no, ale jak się człowiek rozpisze… 😉

  5. Kryptosocjalistyczny belkot + hermetyczny styl + pseudonaukowy zargon (np. „postmodernistyczny rasizm”) czyni z tekstu ciezko strawna lekture. W dodatku, od strony merytorycznej Autor zamiast wyjasniac, tylko komplikuje zagadnienie. Wstawka zas o MFW i Krystynie Lagarde wprost rewelacyjna – pomyslec, ze Francuzi tak mocno forsowali kandydatke, ktora jest „dzieckiem idei zawartych w konsensusie waszyngtonskim” (cokolwiek by to znaczylo).

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.