Hodowanie Janczarów

Czy pamiętacie państwo armię turecką opisywaną w książkach Sienkiewicza? To z nich każdy czytelnik mógł się dowiedzieć o jednej z najciekawszych instytucji Otomańskiej Turcji. Instytucji janczarów.

Były to doborowe oddziały sułtańskiej armii. Złożone z żołnierzy, którzy porwani, jako małe chrześcijańskie dzieci, byli specjalnie przygotowywani do służby wojskowej. Żołnierze tacy, których całe życie upływało na ćwiczeniach  i służbie państwu tureckiemu byli bezwzględnie oddani jego władcy. Z pewnym zdziwieniem zauważyłem, że niespostrzeżenie instytucja ta powraca do polskiej polityki.

Oto bowiem na wyborczych listach Prawa i Sprawiedliwości znajdujemy obecnych, wieloletnich i etatowych pracowników tej partii.  Pojawiające się na najnowszym wyborczym plakacie PiS-u atrakcyjne młode kobiety, także należą do owej specyficznej kategorii. Jarosław Kaczyński jest niewątpliwie erudytą i wielokrotnie już dawał przykład zdolności do praktycznego stosowania posiadanej wiedzy. Tak jest i w tym przypadku. Oto czytam więc list młodej kandydatki PiS do Joanny Kluzik- Rostkowskiej. Jest on odpowiedzią na jej apel do Tomasza Poręby. I tak wprost nasuwa mi się takie właśnie skojarzenie.

Pani Żuraw pisze, że po wyborach nie będzie rozczarowana jeśli prezes Kaczyński zmieni obecny łagodny ton na bardziej stanowczy. Jeśli znów wróci do katastrofy smoleńskiej. Zupełnie mnie to nie dziwi. Janczarski ogląd świata zakłada, bowiem, że satrapa ma zawsze rację. A więc nie ma w tym nic dziwnego, że w krótkim czasie posługuje się przeciwstawną z logicznego punktu widzenia retoryką. Co więcej każdy, kto takiego władcę porzuca musi czynić to z niskich pobudek. Tak jak Joanna Kluzik-Rostkowska, dla której zdaniem pani Żuraw, pensja była najważniejsza. Zupełnie tak, jakby młoda działaczka zapomniała, że tej samej Joannie Kluzik-Rostkowskiej zaraz po wyborach Jarosław Kaczyński proponował stanowisko wiceprezesa. A stanowisko to było gwarantem zachowania tej właśnie pensji.  Co więcej – jak wskazuje życie – przyjęcie go mogło stanowić też dobry sposób na przeczekanie. Przeczekanie aż prezes – zmuszony przez realia wyborcze – powróci do porzuconej po kampanii prezydenckiej linii.  Joanna Kluzik-Rostkowska nie przyjęła jednak takiego rozwiązania. Przyjęła linię głośnego mówienia o tym, że człowiek, który jak kameleon jest w stanie w ciągu kilku dni kompletnie zmienić swoją polityczną retorykę, jest zwyczajnie niebezpieczny. Że trzeba przed nim ostrzegać. Że trzeba go izolować. I że trzeba to robić nawet kosztem własnej niepewnej politycznej przyszłości.  Tyle, że janczarzy – nawet, jeśli są atrakcyjnymi kobietami – zwyczajnie tego nie rozumieją. Przynajmniej do czasu, kiedy sułtan jasno nie powie, że mają to rozumieć.

www.facebook.com/flibicki

Jan Filip Libicki

-asd

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.