Ideowy szaleniec naprzeciw bezideowego społeczeństwa – o sprawie Andersa Breivika i kryzysie cywilizacji zachodniej

Toczący się aktualnie w Oslo proces w sprawie zamachów terrorystycznych dokonanych w lipcu zeszłego roku przez Andersa Breivika na nowo stawia przed nami pytanie dotyczące kryteriów oceny tego niebywałego wydarzenia. Z odpowiedzią na to pytanie powinny się zmierzyć zwłaszcza środowiska opiniotwórcze o charakterze konserwatywnym, jako że sprawca najbardziej krwawego zamachu terrorystycznego w dziejach utożsamia się z prawicą i wiele wskazuje na to, że ma podstawy by tak sądzić. Stąd oskarżenia lewicy i demoliberalnych mediów, że atak ten jest wynikiem prawicowego szowinizmu pada na podatny grunt. Sprawa jest zatem poważna. Z problemem Breivika trzeba sobie poradzić, zwłaszcza, że kwestia ta zahacza o wiele problemów  fundamentalnych dla naszej cywilizacji. 

Problem Breivika wiąże się z reguły z kwestią nienawiści do imigrantów, zwłaszcza muzułmańskiego pochodzenia. Także sam sprawca zamachów swoją niechęć do przybyszy podaje jako główny motyw zbrodni. Napływ ludności innego pochodzenia wiązać należy z modelem społeczeństwa wielokulturowego, który ponosi aktualnie fiasko na gruncie europejskim. Przyczyny takiego stanu rzeczy posiadają oczywiście podłoże demograficzne, socjalne i ekonomiczne związane z konkurencją na rynku pracy. W analizowanym przypadku główną rolę odgrywa jednak kontekst kulturowy i tożsamościowy. Europejski multikulturalizm czerpie z założeń relatywizmu kulturowego i jako taki osłabia instynkty obronne państw europejskich, ich patriotyzm ekonomiczny i wiarę we własne siły. Jak pokazuje w swojej ostatniej książce Antropologia władzy Jadwiga Staniszkis tak rozumiany multikulturalizm stanowi dobry grunt dla rozwoju rozmaitych tożsamości etnicznych, narodowych, ideologicznych, zwłaszcza o charakterze silnym, fundamentalnym. W obliczu kryzysu europejskich wartości stara Europa pada łupem nowych, witalnych barbarzyńców. Muzułmanie plądrują pałace europejskiego dobrobytu, przy powstawaniu którego nie posiadali udziału. Przyświeca im stary jak świat postulat klasowej nienawiści do posiadaczy kapitału, którzy bezprawnie przyswoili sobie wartość dodaną. Z kolei dominujące na zachodzie społeczeństwa, które za wszelką cenę pragną jedynie bezpieczeństwa, sytości i wysokiej jakości życia pozbawiają się kulturowej witalności i nawyków obronnych. Nie potrafią już pracować jak ich ojcowie, a ich systemy fiskalne nie zachęcają do pracy lecz do konsumowania towarów i życia na koszt przyszłych pokoleń, czym rozsierdzają jedynie biednych i głodnych przybyszy. Nasz zastraszony i wycofany świat zachodniej cywilizacji jest zatem dobrym miejscem dla rozwoju mniejszości odwołujących się do silnych wartości, które na nim żerują.

Wychodząc z tego punktu widzenia warto poddać analizie tezę, że dla Andersa Breivika ważniejszym motywem zbrodni aniżeli nienawiść do imigrantów jest nienawiść do własnej cywilizacji, a dokładnie miękkiego podbrzusza współczesnej demokracji liberalnej, która to demokracja z imigrantami nijak nie potrafi sobie poradzić. Wszak otworzył on ogień do uczestników obozu norweskiej socjaldemokracji a nie do arabów. Podobnie jak w czerpiących ze spuścizny Fryderyka Nietzschego faszyzujących ruchach ideologicznych okresu międzywojennego kwestia nienawiści do obcych jest tu zatem kwestią wtórną bądź co najwyżej narzędziową. Bardziej chodzi Breivikowi o powrót do krystalicznych wartości zachodniej cywilizacji – męstwa, honoru, siły woli itd., czyli wartości sprzyjających – by użyć określenia Adama Wielomskiego – „rewitalizacji świata”. Kto kiedyś miał okazję poznać osobiście Skandynawów zgodzi się ze mną w opinii, że potomkowie walecznych Wikingów posiadają usposobienie rozmiękczone i ugrzecznione do granic możliwości. Tego właśnie nienawidzi Breivik. Stąd uderza on w miękkie podbrzusze cywilizacji, a nie w obcych. Obiektem jego ataku stają się niewinni, słabi, a nawet nieskorzy do gniewu uczestnicy obozu szkoleniowego młodzieżówki norweskiej Partii Pracy.

Anders Breivik uderza także pośrednio (zwłaszcza teraz w trakcie toczącej się rozprawy) w miękkie podbrzusze skandynawskiego systemu politycznego i prawnego. Terrorysta ośmiesza zwłaszcza jego skrajnie humanitarne skrzywienie, które aż nadto wyraźnie daje o sobie znać w trakcie toczącego się procesu, czego dowodem może być uprzejmość względem zbrodniarza norweskich prokuratorów, adwokatów i lekarzy witających Breivika na rozprawach serdecznym uściskiem dłoni. Breivikowi umożliwiono także wygłaszanie długich wystąpień wyjaśniających ideowe pobudki jego czynu.

Najtrafniejszą metaforę współczesnego społeczeństwa demoliberalnego, która idealnie pasuje do skandynawskiego państwa dobrobytu przedstawił według mnie niemiecki filozof inspirujący nową prawicę – Peter Slorerdijk w książce „Kryształowy pałac”.  Jego tytułowy „kryształowy pałac” to świat, w którym rządzi utopia (choć w pewnym sensie prawda), że historia się skończyła; to miejsce cieplarniane, do którego nie posiadają dostępu kaprysy historii, takie jak krwawe wojny czy rewolucje, a społeczeństwo może się rozkoszować wiecznym pokojem. To jednocześnie społeczeństwo, które na skutek postępu technicznego wyzwoliło się już od presji natury, a także innych ludzkich bolączek: klęsk żywiołowych, ubóstwa, bezrobocia, nierówności społecznych.  Historia naprawdę się skończyła, a wszelkie śmielsze inicjatywy polityczne, tępione są już w zarodku i oskarżane o zakusy imperialne. Duch bohaterski, który przyświecał zdobywcom nowych lądów i przestrzeni w czasach historycznych, bohaterskim żeglarzom w rodzaju Krzysztofa Kolumba, korsarzom czy buntownikom – nie może już się zmaterializować, gdyż od razu jest konfrontowany ze swoimi niecnymi skutkami w rodzaju wyzysku, prześladowań czy skażenia środowiska naturalnego, stąd gasi się go w zarodku oskarżeniem o zaborczość, a na straży technik hamujących stoją europejska opinia publiczna i prawo międzynarodowe.

Ostatnią próbę zmiany cieplarnianego modelu społecznego podjęto w okresie międzywojennym. Próbom nadania światu większej dramaturgii przyświecał inspirowany przez filozofię postnietzscheańską zamysł by zniszczyć dach kryształowego pałacu, a przynajmniej pokazać społeczeństwu prawdziwy świat, nieskażony byt (dasein) w znaczeniu nadawanym temu terminowi przez Heideggera. Poparcie tego ostatniego udzielone niemieckiej „rewolucji narodowej” miało na celu wpuszczenie do dusznych salonów demokracji liberalnej trochę świeżego powietrza. Skutki odświeżającej strategii mogliśmy obserwować na własnych oczach w postaci dramatu pochłaniającego miliony istnień ludzkich. Po drugiej wojnie światowej nikt już nie odważył się naruszyć gmachu kryształowego pałacu. I niewiele w tym względzie były w stanie zdziałać programy konserwatywne, które właściwie lokalizując problemy nie wskazywały na sposoby ich rozwiązań, co pogłębiało jedynie poziom frustracji. Stąd inicjatywa heroicznych jednostek przenosi się dziś ze sfery działań politycznych do sfery podświadomej gdzie wciąż tłumiona wybucha niespodzianie ze zdwojoną siłą i uderza w przypadkowe ofiary niczym erupcja wulkanu.

Patrząc z powyższego punktu widzenia Peter Sloterdijk przedstawia ciekawą wykładnię terroryzmu, a także czegoś w rodzaju nieoswojonego, niewypowiedzianego zła, zła absolutnego – tego w rodzaju Breivika, które pojawia się niewiadomo skąd, bez przyczyny i to w dodatku w państwie dobrobytu, które nosi miano najszczęśliwszego państwa świata, państwa o najwyższej stopie życia, gdzie zrealizowano utopię „kryształowego pałacu”. Dla analizy tego fenomenu Sloterdijk często odwołuje się do inspirowanych Dostojewskim, a zwłaszcza jego Raskolnikowem wykładni mrocznych pokładów ludzkiej podświadomości. W kryształowym pałacu zło ma charakter incydentalny i przypadkowy, odpowiada chwiejnym kaprysom wyemancypowanego umysłu. Nie można już go wiązać z wydarzeniami historii, kaprysami natury, gdyż historia się zakończyła, a natura została okiełznana przez technikę. „Grzech pierworodny w klimacie uniwersalnej wygody jawi się jako trywialna wolność od zła. Co więcej, zło, wolne od historycznych zarzutów i utylitarnych szatek, dopiero w posthistorycznej nudzie może wykrystalizować się w swej kwintesencjonalnej formie. Po oczyszczeniu ze wszystkich wymówek stanie się jasne, a dla naiwnych być może zaskakujące, że zło ma jakość czystego kaprysu. Wyraża się jako bezpodstawna kompozycja, jako samowolne upodobanie do cierpienia, jako destrukcja wałęsająca się bez szczególnego powodu” – stwierdza z rozbrajającą szczerością Peter Sloterdijk.    

Właściwą analizę zamachów terrorystycznych z 2011 roku w Oslo i na wyspie Utoyi trzeba zatem przedstawić przez pryzmat zmierzchu cywilizacji zachodniej, którego aktualny kryzys gospodarczy jest tylko jednym z symptomów. Wyznacza go głównie relatywizm, zmierzch wartości, rozmiękczenie ludzkiej podmiotowości symbolizowane upadkiem cnót walecznych i heroicznych, kryzys tradycyjnego etosu pracy i odpowiedzialności, które są zastępowane przez wartości konsumpcyjne i roszczeniowe współczesnej klasy próżniaczej, która szczelnie wypełnia elektorat wyborczy. To typ wartości, który zaczyna dominować aktualnie na całym świecie, w tym sensie, że to konsumpcja, odpoczynek i bezpieczeństwo stały się głównymi wyznacznikami ludzkiego życia, co nie znaczy, że ludzie tylko konsumują i odpoczywają, lecz, że taki wzorzec życia jest dominujący i pożądany, co determinuje wyniki wyborów. Faktem jest jednak, że wartości te w największym stopniu dominują w Europie, a w ramach Europy w społeczeństwie skandynawskim. Konkluzje te brzmią apokaliptycznie. Ponieważ „kryształowy pałac” jest szczelny, zagęszczony na skutek spętania opinii w sieciach informacyjnych niczego innego niż terroryzm zrobić już się nie da, ale także terroryzm nazywany tu „romantyzmem czystego ataku” jest drogą do nikąd. To jedynie ukłucia akupunktury, które bazują na strachu i nośności społecznej mediów, mobilizując elektoraty polityczne do zwiększenia nakładów na rzecz walki z terroryzmem.

Anders Breivik jest współczesnym Hitlerem, tyle że współczesny Hitler nie potrafi porwać już za sobą tłumów, założyć partii i wygrywać w wyborach. Pozostaje sam ze sobą i własnym kaprysem do zadawania cierpienia, nieokiełznanym szaleństwem w chęci wysadzenia w powietrze europejskiego gmachu kryształowego pałacu – zgniłego społeczeństwa demoliberalnej nudy.     

Największy zbrodniarz dziejów pragnął rozsierdzić ospałe społeczeństwo norweskie, zmusić je do witalności i gniewu, wzbudzić w nim instynkt krwawej rządzy odwetu. Niestety, wiele wskazuje na to, że jego zamysł się nie powiódł. Bin Ladenowi udało się przynajmniej przez swój szalony czyn wywołać wojnę. Choć światowa opinia publiczna relatywnie szybko wycofała swoje poparcie dla Busha i w ogóle Stanów Zjednoczonych oskarżając je o imperializm, przynajmniej na moment udało się All Kaidzie rozruszać na nowo tryby historii, podobnie jak kilkadziesiąt lat wcześniej udało to się Hitlerowi. Breivik nie wywołał żadnego odwetu, jeśli nie liczyć ataku butem jego osobę  na sali rozpraw i chyba tak już pozostanie. „Dla obserwatorów zagranicznych to zderzenie postaci bezwzględnego mordercy ze skrajną skandynawską uprzejmością i kulturą osobistą, wydaje się porażające, a zarazem zdumiewające” – czytamy w trafnych komentarzach prasowych do sytuacji, która ma miejsce na sali rozpraw. I w pewnym sensie sytuacji tej trudno się dziwić, Norwedzy pozostaną stoikami, „chrześcijanami”, którzy z zacieśnionymi zębami, przez ukryte łzy nadstawiają policzka wrogu. To strategia konsekwentna i jedyna możliwa ….   

Michał Graban

a.me.

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Ideowy szaleniec naprzeciw bezideowego społeczeństwa – o sprawie Andersa Breivika i kryzysie cywilizacji zachodniej”

  1. @ (Autor && (a.me.)) Breivik, jako wolnomularz to po prostu zwykły prowokator, mający wywołać/utrwalić skojarzenie tzw. „skrajnej prawicy” ze skłonnoscia do zbrodni/przemocy/terroryzmu. Gdyby proces i reakcje mediów były rzetelne, to tak, jak w przypadku np. księży-pedofili podkreśla ( a przynajmniej – nie przemilcza) sie faktu bycia ksiedzem, tak w przypadku Brata Breivika mainstream skrzętnie przemilczał fakt bycia wolnomularzem. A szkoda, bo nie pierwsza to masońska zbrodnia.

  2. @Antoine Ratnik: Nie docenia Pan „Ojca Mao” 60 mln Mao do 40 mln Lenina, 🙂 , czyli Mao był o ok. 50 % „bardziej”, czyli chyba jeszcze lepsza liga. Chyba tylko kalwińscy kolonizatorzy Ameryki Północnej byli porównywalni do „Ojca Mao”, no, ale zajeło im to więcej czasu, i była to „zbiorówka”.

  3. Dobry, dobrze napisany tekst, niekoniecznie zgodny z interpretacjami Redakcji tuż po zamachach w Oslo i Utoia. @Piotr.Kozaczewski: Niezachwiane przekonanie, że czyn Breivika mógł być jedynie wynikiem prowokacji lub był inspirowany przez służby jest śmieszne (przypomina to nieco sytuację ze Smoleńskiem). Jeśli nic się nie zmieni i Europa przez następne kilkanaście-kilkadziesiąt lat będzie szła w tym kierunku, z którym walkę deklarował Breivik, to akcje tego typu mogą się pojawiać częściej. Np. jako wyraz bezsilności. Można je będzie wówczas uważać za równie logiczne następstwo sytuacji, jak to, że islamski terroryzm jest w jakimś sensie następstwem polityki USA i Izraela. Czy wierzący w Breivika-prowokatora, wierzą również, że większość (wszystkie?) zamachy islamistów to prowokacje?

  4. @Wojsław Zseszeli: Nie wiem, czy wiekszość, natomiast te najbardziej nagłaśniane medialnie – TAK. Otóż te islamskie (?) zamachy wymagały nietrywialnego, i, co najwazniejsze, długotrwałego przygotowania logistycznego. Nie były więc aktem desperacji osoby bezradnej. Skoro ktoś jest w stanie długoterminowo planować, to jest też zdolny do przewidywania, a wiec mógł przewidzieć, że atakujacemu kompletnie NIC te zamachy nie dadzą. Mało tego, przy podobnym planowaniu jak np. zamach na WTC mozna było „Zachód” naprawde bolesnie ukąsić, tak, że dotąd lizałby rany z przetrąconym kregosłupem. Rozwiazanie było oczywiste i wielokrotnie dyskutowane, ze tego nie zrobiono, a zaatakowano jakies stare wiezowce, az dziw bierze, nieprawdaż? I jescze jedno: te same srodowiska, które wysmiewaja „prowokacyjny” charakter zamachów muzułmańskich na USA/NATO, same przypisuja prowokacyjny charakter zamachom na terenie Rosji/Białorusi, :-). To jak to jest, zdarzają sie jednak zamachy bedące prowokacjami, czy nie zdarzaja sie?

  5. @Wojsław Zseszeli: Ma Pan racje mówiąc, że takie zamachy będą coraz częstsze. Oczywiście, że tak! Obecny establishment potrzebuje totalitarnych metod zarządzania społeczeństwem, bo inaczej nie przetrwa. Dlatego różne środowiska bedą znajdować i nakrecać różnych desperatów lub zimnych drani, aby wywołac przyzwolenie społeczeństwa na wziecie za mordę lub rozprawę z muzułmanami a potem wziecie za mordę (dla tegoz społeczeństwa dobra i bezpieczeństwa, ma sie rozumiec).

  6. Anders Brevik to typowa ofiara współczesnej propagandy wmawiającej, że „konserwatyzm=neokonstwo”. Stąd jego poparcie dla Izraela i członkostwo w „rycie szwedzkim”. Zauważcie, że został z masonerii wylany. Członkowie P2, pomimo afery ogólnoświatowej, nie zostali wylani z P2. Znaczy się „zamach Breivika był nieideologiczny”. Wielu morderców miało powiązania masońskie, ale te starannie zakryto a oni sami w loży pozostali. Podejrzewam, że tutaj medialna robota była, aby celowo wyciągnąć mu powiązania masońskie, dla powielania bajki o związkach masonerii z templariuszami, oraz o tym, aby lemingom skojarzyć ruch antyimigracyjny z masonerią, która jest w niektórych krajach postrzegana negatywnie, czyli inaczej, aby złe skojarzenia z masonerią przelać na złe skojarzenia z ruchem antyimigracyjnym.

  7. @Piotr Marek: W Skandynawii akurat masoneria nie jest postrzegana negatywnie, podobnie w Kanadzie – wręcz przeciwnie, członkostwo w loży nobilituje.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.