Jaka piękna katastrofa

Inicjatywa Marszu Niepodległości wzbudziła w licznych prawicowych środowiskach prawdziwy entuzjazm. Również ja, widząc znakomity Komitet Poparcia Marszu, w którym znalazły się osoby wielce zasłużone dla prawicy lub choćby dla promocji niektórych idei konserwatywnych i katolickich, wyrażałem się o tej inicjatywie w samych superlatywach. Nic dziwnego, oto po epoce dominacji patriotyzmu typu pisowskiego, w końcu na ulicach Warszawy mogły wybrzmieć autentycznie prawicowe hasła. Pojawić się mogła nawiązująca do tradycji Ruchu Narodowego symbolika. Prawica mogła zaakcentować swoje samodzielne miejsce w przestrzeni publicznej. Zalegitymizować swój własny udział w dyskursie publicznym. Cele godne pochwały i poparcia. Także forma marszu była jak najbardziej odpowiednia, w końcu manifestacje były tradycyjną formą uczestnictwa Narodowej Demokracji w życiu publicznym.

Niestety wieczorem w telewizorach w całej Polsce zobaczyć można było tylko obraz grup zamaskowanych chuliganów demolujących Warszawę i nic ponadto. Umiejętna manipulacja medialna zestawiająca nazwę Marszu Niepodległości z obrazami ulicznych burd, wygenerowała wizerunek Marszu, jako spędu niebezpiecznej skrajnej prawicy stanowiącej zagrożenie dla bezpieczeństwa i mienia przeciętnych obywateli. Duża liczebność manifestantów działała tutaj tylko na niekorzyść, potęgując grozę sytuacji. Jedyny przekaz medialny, przekaz działający na wyobraźnię masową, to wizja walk w Warszawie. Widok który mógł się tylko kojarzyć z niedawnymi zamieszkami w Londynie. Taką narrację narzuciły media i odwrócenie jej jest dziś niemożliwe. Każdy przeciętny Polak zaczął się prawicy bać, a jego naturalnym odruchem jest pragnienie delegalizacji środowisk stanowiących zagrożenie dla państwa. W dodatku zbrukane zostało nazwisko Dmowskiego, które w pozbawionym wiedzy historycznej społeczeństwie budzić będzie już tylko asocjacje z rozruchami organizowanymi przez skrajną prawicę. Osoby uczestniczące w Marszu, widzące tylko jego spokojny trzon, mają z tego właśnie powodu wykrzywioną perspektywę patrzenia na sytuację. Obrazy rzeczywiste przysłaniają im właściwe patrzenie na obrazy medialne. Ale obrazy rzeczywiste znają jedynie uczestnicy Marszu i osoby z wąskich środowisk prawicowych. Spreparowany przez media obraz wirtualny przedstawiający czarny wizerunek prawicy pozostał natomiast w wyobraźni masowej.

Dzisiaj nie chodzi o to, by szukać winnych takich katastrofalnych skutków politycznych Marszu. Organizatorzy wykonali olbrzymią organizacyjną robotę, odnieśli frekwencyjny sukces i chwała im za to. Co więcej nakazem chwili jest obrona samej idei Marszu, nawet jeśli tylko w nieco beznadziejnych wysiłkach na ograniczoną medialnie skalę, dokonując słownej ekwilibrystyki rozróżniającej w subtelnych dywagacjach spokojną zwartą kolumnę Marszu od chuligańskich peryferii. Niewielu to przekona, wszystkim pozostanie bowiem w pamięci jedynie medialny obraz.

Skutków Marszu już nic nie odwróci, mleko się rozlało. Dzisiaj jednak możemy i musimy zrobić przynajmniej dwie rzeczy. Po pierwsze uzmysłowić sobie rzeczywiste, realne skutki polityczne Marszu, zaś po drugie wskazać podstawowe błędy, które doprowadziły do katastrofy.

Nie trzeba być specjalnie inteligentnym, aby uzmysłowić sobie, że cel inicjatywy, jakim było przedstawienie Marszu Niepodległości, jako radosnej, rodzinnej imprezy z pozytywnym przesłaniem nie został osiągnięty. Że odniesiono skutki wręcz odwrotne od zamierzonych. Organizatorzy, jako osoby bardzo inteligentne, również doskonale zdają sobie z tego sprawę, ale nie chcą – co zrozumiałe – do swojej porażki przyznać się publicznie. Zdumienie muszą natomiast wywoływać pojawiające się w Internecie na masową skalę głosy, w których Marsz jawi się jako sukces. Na pierwszy rzut oka, wydaje się to absurdalne. W pamięci każdego Polaka pozostała wytworzona przez media zbitka narodowca-kibola-bandyty. Już nic gorszego stać się nie mogło. Jak można zatem, nie mając żadnych racjonalnych argumentów, kwestionować negatywne skutki medialno-polityczne Marszu? Odpowiedź na to pytanie wydaje się jednak prosta. Nie przez przypadek wskazując na opłakane skutki Marszu znalazłem się w wąskim gronie osób tradycyjnie identyfikujących się jako polityczni realiści, w towarzystwie Adama Wielomskiego, Jana Engelgarda, Konrada Rękasa (oraz nowej w naszym realistycznym „klubie” Magdaleny Ziętek). Nie przez przypadek, albowiem to właśnie realiści od zawsze podkreślają rolę roztropności politycznej, racjonalnego kalkulowania korzyści i strat, precyzyjnego przewidywania skutków politycznych. To realiści konsekwentnie głoszą tezę, iż akcja, dla samej akcji, iż działanie dla samego działania jest polityczną głupotą. Że w polityce najważniejsza jest relacja zachodząca pomiędzy działaniem, a jego skutkami. Że słowa o tym, iż dobrymi intencjami wybrukowane jest piekło, nie obowiązują może na gruncie moralnym, ale są fundamentem myślenia politycznego.

W tym kontekście doskonale można już zrozumieć postawę osób zachwycających się Marszem. Oni poczuli atmosferę dużego zgromadzenia, poczuli siłę dużego tłumu, poczuli przewagę liczebną na ulicach Warszawy na lewakami, poczuli moc haseł wykrzykiwanych jednocześnie przez tysiące gardeł, poczuli, poczuli, poczuli…. A kiedy dusza Polaka-romantyka POCZUJE, nikną wszelkie racjonalne bariery, wyłącza się myślenie, skutki przestają się liczyć, liczą się tylko intencje, liczy się tylko walka, tylko działanie. Efekty są niczym, akcja jest wszystkim. Nawet chuligańskie wybryki zdają się znajdować usprawiedliwienie. W końcu „Hej kto Polak na bagnety” i „TVN goń, goń, goń”. Insurekcyjna, gorącogłowa konstrukcja mentalności Polak nic nie zmieniła.

Warto na końcu zastanowić się nad przyczyną porażki polityczno-medialnej Marszu. Oczywistym głównym powodem nieszczęścia było przyciągnięcie na manifestację środowisk kibicowskich. Nie trzeba było być prorokiem, aby przewidzieć negatywny wpływ ich obecności na pozytywny z założenia wizerunek Marszu. Środowiska te są z natury agresywne. Członków prawicowych organizacji można zdyscyplinować, kibiców zaś zdyscyplinować się nie da. Środowiska kibiców mają bardzo negatywny odbiór społeczny, przeciętny Polak się ich boi. Wie o tym Donald Tusk, nie chce tego dostrzec prawica. Wręcz przeciwnie, od dawna na prawicowych portalach trwał festiwal hołubienia „patriotycznych środowisk kibicowskich”. Zamiast odcinania się od nich przez organizatorów Marszu na wszelkie możliwe sposoby, zamiast roztropnego zniechęcenia ich od udziału w Marszu, działano w gruncie rzeczy w przeciwnym kierunku. A przecież wiadomo było, iż nieprzychylne prawicy media wykorzystają każdy incydent. Masowe walki stadionowych chuliganów z policją dokonywane pod szyldem Marszu Niepodległości okazały się dla demoliberalnych mediów nadzwyczajnym prezentem. Brak roztropności przekreślił olbrzymi wysiłek organizacyjny i promocyjny. Zamiast tryumfu byliśmy tylko świadkami pięknej katastrofy. Znając polską historię można by powiedzieć: jak zwykle.

Tadeusz Matuszkiewicz
aw

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

0 thoughts on “Jaka piękna katastrofa”

  1. Narodowcy uczą się. Wiele udało im się osiągnąć. Z marszu 600 osób w 2009 r. do 20 tys. w 2011 r. Przeszli daleką drogę. W biznesie wzrost zysku z 600 tys. zł do 20 mln zł to wielkie osiągnięcie. W dwa lata prawica pozyskała tysiące nowych zwolenników. Udało się jej pogodzić zwolenników Dmowskiego i Piłsudskiego. Dla aktywnych politycznie osób telewizja nie jest podstawowym źródłem informacji. Dziś “Super Express” skompromitował lewicę relacją z pobicia Polaka przez niemieckie bojówki. Ludzie zobaczyli wredną stronę lewicy. Wydarzenia związane z Marszem Niepodległości A.D. 2012 skłoniły mnie do zmiany stosunku do Piłsudskiego i żołnierzy wyklętych. Warsz przyczynił się do budowy wspólnego frontu osób przywiązanych do Polski, polskiej tożsamości i polskich symboli narodowych. Młodzieży Wszechpolskiej udało się poszerzyć spektrum poparcia. Za rok będzie ono jeszcze szersze. Zwiększy się liczba członków Stowarzyszenia Marsz Niepodległości. Za rok na Marsz Niepodległości przyjedzie do Warszawy 50 tys. ludzi, bo patrioci będą wiedzieli, że właśnie tu odbędzie się starcie z lewicą o dusze Polaków. Może wreszcie patriocie przejdą z flagami biało-czerwonymi Nowym Światem. 50 tysięcy ludzi nie będzie łatwo powstrzymać. Pozdrawiam Jerzy Krajewski

  2. @mjoed: przecietny ogladacz TV nie zna roznicy miedzy konserwatystami, nacjonalistami, itp. Dla niego to jedno i to samo. Kwestia Marszu dotytyczy wiec konserwatystow, ktorzy takze posrednio wizerunkowo ucierpieli z powodu tych wydarzen. Ruch Odparcia Palikota, jesli bedzie chcial zaistniec w strefie publicznej musi bowiem sie z tym liczyc, ze bedzie kojarzony z huliganami…

  3. @malok: za rok Tusk moze pojdzie w slady Jaruzelskiego. I co wiecej, bedzie mial duzo wieksze poparcie spoleczne niz mial Jaruzelski…

  4. Dziwi mnie wiara niektórych w niezatapialność Donalda Tuska. Panowie i panie, spokojnie. Inflacja rośnie, Rostowski przebąkuje o recesji. Zaczyna się kryzys. Niedługo wzrośnie bezrobocie, wzrośnie frustracja społeczna i o burdach w mediach nikt nie będzie pamiętał. Burdy będziemy widzieć codziennie, gdy ludzie pozbawieni pracy wyjdą na ulicę protestować. Tusk zacznie tracić grunt pod nogami. Gdy człowiek nie będzie miał włożyć co do garnka, aby nakarmić własne dzieci, nawet służalcze media im nie pomogą. A narodowcy zebrali kapitał. Kapitał tego tłumu, z którego się tutaj kpi. Oczywiście sam marsz nic nie da, jeżeli nie pójdą za nim kolejne działania obozu narodowego, aby ten tłum zagospodarować. Lepiej było zebrać w jednym miejscu te 30k potencjalnych zwolenników, niż w obliczu kryzysu nie mieć na czym budować. Krótkowzroczność komentujących, martwiących się jedynie tym, co pokazano w TV, jest niestety porażająca.

  5. Dziwi mnie także schizofreniczność niektórych komentatorów z jednej strony krytykujących organizatorów za zbliżenie z piłsudczykami, i rezygnację z niektórych endeckich haseł, jako rzekomo próbę przypodobania się establishmentowi, a z drugiej atakujących ich za to, jak to źle w salonowych mediach wypadli, bo w TVN 24, trzeba było się pokazać dobrze, albo wcale. Apeluję o logikę i konsekwencję !

  6. Znowu to biadolenie: “Na pierwszy rzut oka, wydaje się to absurdalne. W pamięci każdego Polaka pozostała wytworzona przez media zbitka narodowca-kibola-bandyty. Już nic gorszego stać się nie mogło.” Alez oczywiscie, ze moglo! Nie trzeba chyba wielkiej wyobrazni, zeby zbic ten cokolwiek dziwny argument. Nie bylo np. zadnych ofiar smiertelnych. Od razu wyjasniam: na marszu nie bylem, a w rozmowach ze znajomymi w niniejszym temacie (dodam, ze sa to ludzie politycznie obojetni) przewijalo sie zdziwienie polaczone z oburzeniem, ze do Warszawy na polskie swieto narodowe zjechalo sie barachlo z Niemiec. Co prawda jeden z moich rozmowcow zapytal ze zdziwieniem: “dlaczego narodowcy zaprosili Niemcow do Warszawy?” ))) pozostali jednak, doskonale wiedzieli skad owi przybysze znalezli sie w stolicy oraz to, ze prawie polowa zatrzymanych to Niemcy. Tak wiec, naprawde nie ma powodu do dramatyzowania.

  7. Uwage moja zwrocil rowniez ten fragment: “Nie przez przypadek wskazując na opłakane skutki Marszu znalazłem się w wąskim gronie osób tradycyjnie identyfikujących się jako polityczni realiści, w towarzystwie Adama Wielomskiego, Jana Engelgarda, Konrada Rękasa (oraz nowej w naszym realistycznym „klubie” Magdaleny Ziętek).” Od razu nasunela mi sie analogia do Ludzi Rozumnych z kregu nieboszczki Unii Wolnosci. Skad wszyscy wiedzieli, ze sa to Ludzie Rozumni? Ano stad, ze sami sie tak nazwali. Teraz, jak widac, znalezli kontynuatorow w srodowisku konserwatywnym. Przypominam, ze jeden z Ludzi Rozumnych, prof. Wielomski, kilka miesiecy wstecz, przed wyborami parlamentarnym, postawil karkolomna teze, iz p. Libicki znalazl sie w szeregach PO miedzy innymi w celu zbudowania tamze konserwatywnego skrzydla… A drugi, ze wspomnianych Ludzi, p. Konrad Rekas, przebil jeszcze stawke, wysylajac swoja malzonke do budowy konserwatywnego (?) przyczolka w lewackiej PPP…

  8. Była kiedyś w Przeglądzie Sportowym rubryka o nazwie: “Dla kibica w kapciach”. Tak mi się skojarzyło, że mamy też “konserwatystów w kapciach”, którzy zajmują strategiczną pozycję przed telewizorem i dzięki zbliżeniom widzą lepiej, bardziej realistycznie. Zarzucają oni uczestnikom, że poczuli nastrój imprezy, co niewątpliwie jest prawdą. Proponuję, żeby w przyszłym roku “realiści” dołączyli do kolorowej niepodległej. Telewizje pokażą was korzystnie jako dojrzałą prawicę i załapiecie się do obozu medialnych zwycięzców. Każdy będzie miał to, na czym mu zależy. I git!

  9. @Student. O tak, tak. Po co ci Stańczycy biadolili? Przecież powstania mogły się skończyć dużo gorzej. Car mógł np. wszystkich Polaków przesiedlić na Kamczatkę. A po co Dmowski biadolił? Rozruchy z 1905 r. krytykował. A przecież rozruchy mogły skończyć się gorzej. Car mógł np. Warszawę zburzyć. Po co Wielomski, Engelgard, Ziętek i Matuszkiewicz biadolą? W końcu ofiar śmiertelnych nie było. No tak. To już wiadomo, jak romantycy pojmują świat. Nigdy nic nie krytykować, nie analizować, nie oceniać skutków (chyba że pisząc peany) i zachwycać się każdym porywem serca. Bo przecież nigdy nie ma tak, aby nie mogło być głupiej i gorzej.

  10. Część tłumaczeń “sukcesu Marszu” dziwnie przypomina znane z podstawówek zadania “proszę wskazać pozytywy powstań” na które uczeń ma wyliczyć, że “były ważną lekcją patriotyzmu, umocniły polskość i pokazały, że Polacy nie godzą się na niewolę”. Zawsze mnie taki “SWAT” bawił, skoro w przeciwnej kolumnie pisało się “zaostrzenie represji, likwidacja instytucji itd.” Podobnie tutaj, jeśli obracamy się wciąż w demoliberalnej optyce, to tłumaczenie, że “marsz się udał bo nauczyliśmy się jakich błędów nie popełniać” jest kapkę niepoważne…

  11. Panie Konradzie! No to zróbmy bilans dla ruchu patriotycznego. Po stronie minusów 1. Umocnienie w telewidzach przekonania, że narodowcy są agresywni. Taką opinię już wcześniej telewidzowie mieli. Został ona tylko trochę pogłębiona. A teraz plusy: 1. Osoby zaangażowane po patriotycznej stronie zobaczyły, że jest ich dużo. 2. Skompromitowali się wrogowie patriotycznej strony – lewica, bo media ukazały ją w złym świetle, za ściągnięcie niemieckiej Antify. 3. Siłę Marszu Niepodległości dostrzegł prezydent Bronisław Komorowski, który chce objąć go swym patronatem. 4. PZPN kilka dni po Marszu zdecydował o przywróceniu Orła na koszulki reprezentacji Polski. 5. W milionach polskich domów toczą się rozmowy o narodowcach i narodzie. 6. Każdego dnia “Gazeta Wyborcza” przypomina o narodowcach, bo dostrzegła ich siłę, którą w dużym stopniu sama wykreowała. Gdyby w 2010 r. nie było bezprawnej blokady Marszu Niepodległości, nie włączyłbym się do niego. Dla mnie jasno widać, że bilans Marszu Niepodległości dla narodowców i patriotów oraz dla Polski i Polaków jest pozytywny. Pozdrawiam Jerzy Krajewski

  12. Dla mnie marsz niepodległosci był sukcesem, oby tylko to wydało dobra owoce.Pierwszy raz pokazał że jest spory elektorat który wyznaje in n e poglądy od tzw “koncesjonowanej ” prawicy. Nie możemy uzależniac się tylko od opinii mediów establishmentu-bo one nam nigdy nie będą przychylne.

  13. “3. Siłę Marszu Niepodległości dostrzegł prezydent Bronisław Komorowski, który chce objąć go swym patronatem”. No to teraz mnie Pan przekonał, że to był sukces…

  14. @Tadeusz Matuszkiewicz – jak juz napisalem: Panskie komentarze do tej pory uwazalem za rozsadne, ten ostatni uwazam za niedorzeczny. Zarowno odnosnie do mnie, jak i do zaistnialej sytuacji. 1. Doprawdy, nie wiem skad to wymyslanie od romantykow. Ja nie zachwalam Marszu, nie twierdzilem, ze odniosl sukces, ale – w odroznieniu od “realistow” – nie uwazam go za porazke, nie mowiac o rozdzieraniu szat z powodu rzekomej katastrofy. Tak na marginesie – biorac pod uwage natezenie Panskiej egzaltacji demonstrowanej w komentarzach: “Już nic gorszego stać się nie mogło.” , etc. – to raczej w Panskiej postawie widac dzialanie spowodowane “porywami serca”.

  15. 2. Nie wiem, czy zauwazyl Pan, ale Warszawa przynalezy obecnie do Panstwa, ktore zwie sie Rzeczpospolita Polska. Manifestacja zorganizowana przez narodowcow byla legalna; nie wymierzona, expressis verbis, w obecny rezim; a zamieszki wywolaly marginalne grupy, w duzej czesci z lewackiej strony. Co to ma wspolnego z carem, Kamczatka, rewolucja z 1905 roku?!?

  16. @ Student. Przedstawił Pan taki rodzaj argumentacji, że nie jest źle, bo zawsze mogło być gorzej. Ot – co za powód do radości i obwieszczania sukcesu Marszu – nikt nikogo nie zabił. Idąc dalej tym tokiem rozumowania, gdyby nawet ktoś zabił to zawsze mogło być gorzej, ot jakiś demonstrujący mógł wziąć przykład z Breivikia i pojechać serią z karabinu maszynowego. A i w tym przypadku można sobie wyobrazić gorsze sytuacje, wyobraźnię człowiek wszak ma nieograniczoną. Jeżeli nie widzi Pan absurdu tego toku rozumowania, to już nic na to nie poradzę.

  17. @T. Matuszkiewicz – nie przedstawilem zadnego “rodzaju argumentacji”, przedstawilem romantyczna egzaltacje czlowieka kierujacego sie “porywem serca”. Zacytuje jeszcze raz owego czlowieka: “Na pierwszy rzut oka, wydaje się to absurdalne. W pamięci każdego Polaka pozostała wytworzona przez media zbitka narodowca-kibola-bandyty. Już nic gorszego stać się nie mogło.” Jeżeli nie widzi Pan absurdu tego toku rozumowania, ktory zademonstrowal Pan w powyzszym cytacie, to już nic na to nie poradzę.

  18. @Student Jak to slusznie zauwazyla kol.Zietek w innym komentarzu, prawicy brakuje przygotowania teistycznego.Niech Pan sobie przeczyta opis momentu wyplyniecia na wyprawe krzyzowa u Joinville’a. Przy okazji: analiza tzw. 4 wielkich kronikarzy sredniowiecznej Francji wykazuje, ze jak sie raz spoleczenstwo rozlozy, to juz potem trudno cokolwiek zrobic.Zostaja tylko klotnie, no i to teraz wlasnie mamy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *