Kruk: Kryzys na Ukrainie i interesy narodowe Polski

 

            Jak wiadomo, historyczne tereny polskie na Wschodzie nigdy nie były ograniczone poprzez „linię Curzona”, a tym bardziej – przez granicę od 1945 roku; Galicja i Wołyń przez długi czas były nie mniej polskimi niż Podlasie albo Chełmszczyzna i tylko upadek II Rzeczypospolitej Polskiej i konferencja Jałtańska spowodowały oddanie ich pod kontrolą Moskwy. Akt Helsiński potwierdził granice 1945 roku w Europie – wydawało się, że na zawsze; ale, jak wiemy, nic wiecznego ani w naturze, ani tym bardziej w geopolityce, nie istnieje. Jeśli względna historyczna i, szerzej mówiąc, cywilizacyjna tożsamość Wołynia nadal jest kontrowersyjna, to Lwów, Tarnopol oraz Stanisławów bezwarunkowo i jednoznacznie były i są częścią polskiej przestrzeni kulturowej i historycznej, a szerzej – cywilizacji europejskiej.

            Ale zdajemy sobie również sprawę z tego, że wszelkie próby rewizji istniejących granic w Europie są bezprawne; tym bardziej, że współczesnej Polsce jest daleko do Rzeczy Pospolitej z XVI wieku, a nawet do mocy państwa Piłsudskiego – więc bez względu na to, jak silne są w nas narodowe uprzedzenia, mity i przekłamania, rozumiemy, że wszelkie roszczenia terytorialne i pretensje do aneksji terytoriów, bazujące na tym, że kiedyś były polskimi – to w realiach XXI wieku jest nonsens. “Polski Lwów” – to jest taka sama daleka od życia abstrakcja, jak “polskie Wilno”; historia jest jak rzeka, do której nie można wejść dwa razy. Lwów, Tarnopol i Stanisławów obecnie są częścią Ukrainy – i decyzja, do kogo będą należeć te tereny w przyszłości, nie leży w polskich kompetencjach. Jest to całkowicie gestia mieszkańców Galicji – tylko i wyłącznie oni mają decydować o kierunkach rozwoju swojej Ojczyzny.

            I tu akurat zamiast kropki należy umieścić wielokropek…

            Majdan 2013-2014 r, czyli zamach stanu, przez oficjalne władze Kijowa nazwany „Rewolucja godności”, odbył się pod hasłem „Ukraina – to jest Europa”. Ukraińcy, którzy wyszli na Plac Niepodległości w Kijowie, zażądali dymisji pogrążonego w korupcji, nepotyzmie i niekompetencji reżimu Janukowycza, który próbował siedzieć na dwóch krzesłach – obiecując urzędnikom Unii Europejskiej podpisanie umowę o asocjacji z UE, a jednocześnie ślubując wierność Putinowi, i dając do zrozumienia chęć przyłączenia się do Unii Celnej Rosji, Białorusi i Kazachstanu. Siedzenie na dwóch krzesłach – niewdzięczna sprawa, poza tym w pewnym momencie jest to sprawa niebezpieczna – i o tym na własnej skórze przekonał się Janukowycz, który został zmuszony w lutym 2014 roku do ucieczki z Kijowa, znienawidzony i pogardzany nie tylko przez swoich przeciwników politycznych, ale również przez niewielu zwolenników.

            Można jakoś ironicznie traktować żarliwą, nieco irracjonalną i dziecinnie naiwną wiarę Ukraińców w to, że oni są Europejczykami po prostu z tego powodu, że ogłosili siebie jako Europejczycy – ale niemożliwe nie respektować ich chęci ucieczki z zaklętego kręgu korupcji, nadużyć, zaniedbania prawa, braku kultury prawnej i agresywnego naruszania praw człowieka, którymi był gruntownie nasycony rządzący ukraiński reżim. Ludzie, którzy przyszli na Majdan w Kijowie, naprawdę chcieli europejskiej przyszłości dla swojego kraju – ale z tego impulsu idealistów z otwartymi sercami jak zwykle skorzystali pragmatyczni, nieuczciwi łotrzy i dranie, którzy wykorzystali ten protest narodowy na własne cele.

            Do władzy na Ukrainie w lutym 2014 doszli ludzie, którzy na poziomie biologicznym nienawidzą wszystkiego, co jest związane z Rosją, którzy negują prawo obywateli ukraińskich (nie tylko rosyjskojęzycznych) należeć do tego typu cywilizacji, który ogólnie jest określany jako „świat Rosyjski”, dążący do wykreślania Ukrainy ze wspólnej z Rosją i innymi republikami ZSRR historii – w tym celu natychmiast zaczęli budować panteon bohaterów narodowych z ludzi, ręce których są gęsto poplamione krwią nie tylko Rosjan, Ukraińców i Żydów, ale także Polaków.

           Naturalną reakcją rosyjskojęzycznego Wschodu Ukrainy (regionów Donieckiego i Ługańskiego) oraz mieszkańców Autonomicznej Republiki Krym było odtrącenie takiej władzy w Kijowie, całkowite odrzucenie rusofobii banderowców, którzy doszli do władzy. Benzyny do ognia rozpalającego się konfliktu dodało nowe oświadczenie władz ukraińskich o domniemanym całkowitym zakazie języka rosyjskiego i planach przymusowego przejścia całkowicie rosyjskojęzycznego Krymu i w dużej mierze rosyjskojęzycznego Donbasu na język ukraiński. Skutkiem wybuchu wzajemnej nienawiści było referendum na Krymie, podtrzymywane „zielonymi ludzikami” i akty nieposłuszeństwa obywatelskiego na Donbasie; i jeśli z Krymem władze ukraińskie już nic nie mogły zrobić (na półwyspie był obecny dwudziestotysięczny kontyngent żołnierzy armii rosyjskiej), to sytuacja w Doniecku i Ługańsku szybko zaczęła przesuwać się w kierunku wojny domowej, która wybuchła w kwietniu-maju 2014 roku…

Ale zmusić za pomocą siły mieszkańców regionów Donieckiego i Ługańskiego do posłuszeństwa, źle przygotowana, nie przeszkolona i kiepsko zarządzana armia ukraińska nie  dała rady – po raz pierwszy zetknęła się ze sprzeciwem grupy Strełkowa w Słowiańsku i spontanicznie zorganizowanych oddziałów górników i robotników fabrycznych w aglomeracji miast koło Doniecka, a następnie poniosła szereg dotkliwych klęsk od części rosyjskiej armii, pospiesznie przebranej w mundury ochotników Donbaskich. Obecnie sytuacja na Wschodzie Ukrainy zatrzymała się w niestabilnej równowadze – wojskowe rozwiązanie konfliktu nie istnieje: armia Ukraińska nie może pokonać armii republik Donbasu ze względu na zagrożenie stwarzane przez rosyjskie siły zbrojne, natomiast Donbas nie jest w stanie pokonać trzykrotnie przeważających sił Ukrainy. Lecz w tej sytuacji interesuje nas coś innego – a mianowicie, jak może dalej się rozwinąć sytuacja w pozostałej części Ukrainy?

Majdan 2014 roku nie stawiał sobie za cel rozpoczęcia wojny domowej na Ukrainie i trzykrotne obniżenie poziomu życia – jego celem było przekształcenie Ukrainy w prawdziwe państwo europejskie. Cel ten oczywiście nie został osiągnięty – przez całą Ukrainę; ale czy może on być osiągnięty przez część Ukrainy, która zawsze, od połowy XIV wieku aż do Jałty, była częścią cywilizacji europejskiej? Myślę, że jest to w pełni możliwe. Pozostaje tylko pytanie, czy sami Galicjanie są gotowi zostać kowalami własnego losu?

Precedens Krymu pozwala nam przypuszczać, że w przypadku dalszego obniżenia poziomu życia Ukraińców, kontynuowania wojny domowej i kryzysu gospodarczego, mieszkańcy Galicji i, być może Wołynia, mają prawo do zorganizowania referendum w sprawie separacji od upadłego i nie udanego państwa ukraińskiego oraz dołączenia terenów, kiedyś należących do dawnej Rzeczpospolitej, do Polski. Dlaczego mieszkańcom Wołynia i Galicji nie wolno zrobić tego, co wolno mieszkańcom Krymu? A w przypadku organizacji referendum i otrzymania takich wyników, które bezpośrednio i jednoznacznie zaświadczą o chęci mieszkańców Galicji i Wołynia odejścia do Europy – Polska ma prawo zaspokoić oczekiwania i nadzieje ludzi, które zwrócili się do niej o pomoc, dlaczego nie?

Gdyby ludność Galicji i Wołynia zorganizowania referendum w sprawie niezależności od Ukrainy i zjednoczenia tych historycznych regionów Polski z macierzą-Polską – co może temu zapobiec? Władze Ukrainy? Wielokrotnie udowodniły swoją niezdolność i niekompetencję. Bruksela? Zawsze możemy odpowiedzieć na zarzuty Komisji Europejskiej na przykładzie Kosowa. Waszyngton? Ale prawo narodów do samostanowienia zawsze było dla niego na pierwszym miejscu – oczywiście, gdy jest to dla nich opłacalne; Polska uznaje także prawo narodów Galicji i Wołynia do samostanowienia poza dogmaty Jałty i Poczdamu.

Referendum – to jest legalny i prawny sposób na zmianę granic; Polska udowodniła to jeszcze w 1922 roku, na podstawie referendum dołączywszy do siebie Środkową Litwę z Wilnem. Dlaczego nie możemy zrobić tego ponownie dzisiaj?

Andrzej Kruk

[Głosów:16    Średnia:3/5]
Facebook

16 thoughts on “Kruk: Kryzys na Ukrainie i interesy narodowe Polski”

  1. No właśnie, dlaczego?
    Ano dlatego, że ludzi, którzy za takim referendum mogliby optować i co najważniejsze opowiedzieć się za przyłączeniem do Polski jest, jak śmiem twierdzić, może najwyżej kilka procent ogółu mieszkańców zachodniej Ukrainy. Po ewentualnej inkorporacji tych terenów mielibyśmy, po pierwsze – piątą kolumnę w postaci elementu banderowskiego, bardzo aktywnego w tym regionie, po drugie – obowiązek dofinansowywania upadłej gospodarki jednego z biedniejszych regionów Ukrainy, będącej jedną z najbiedniejszych krajów w Europie, a po trzecie stanowiłoby to problem geopolityczny, ponieważ mogłoby to spowodować falę rewizjonizmu powojennych granic, a jak wiadomo dążenie do radykalnej zmiany status quo w naszym regionie dla Polski do niczego nie prowadziło. Myślenie Pana redaktora uważam za podlane sporą ilością romantyzmu, choć wiele uwag jest bardzo celnych.

  2. Autor chciałby, żeby Wołyń i Galicja powieliły scenariusz Ługańska i Doniecka, czyli uczyniły z Ukrainy państwo upadłe, którym podzielą się Rosja z Polską. Po rosyjsku czytałoby się ten tekst nawet ciekawie, ale po polsku czyta się go kiepsko, słowem żenada panie Kruk. Czy prof. red. Wielomski aby nie przesadza z promowaniem na swym portalu rosyjskiej propagandy ?

    1. @ Jarek – jest Pan w błędzie, tekst zamieściłem, bowiem przysłał go Czytelnik, ale ja jestem absolutnie przeciwny przyłączaniu zachodniej Ukrainy do Polski. Nie mam pomysłu co zrobić z paromilionowym nacjonalistycznym elementem ziemie te zamieszkującym + byłaby to katastrofa gospodarcza dla Polski. Nas nie stać na zbudowanie na tych terenach infrastruktury praktycznie od zera. Ja uważam Kresy za bezpowrotnie stracone dla Polski.

  3. Powyższe komentarze dowodzą niesamowitej krótkowzroczności i niezwykłej odporności na zmiany zachodzące w Europie. Proces zmian czy ewolucji kształtu granic w Europie dokonuje się już teraz, jest niezależny od nas. Mówił o tym niedawno Srecko Djukić, weteran serbskiej dyplomacji. Kto powiedział, że obecne granice Polski są zagwarantowane na wieki wieków? Akurat Ukraina znajduje się na prostej drodze do rozpadu terytorium i co? Zamkniemy się na ewentualny powrót Lwowa bo trzęsiemy portkami przed zgrają banderowców? Mnóstwo państw na świecie ma na swoim terytorium krnąbrne mniejszości, mimo to jakoś sobie z nimi radzą. Raz lepiej, raz gorzej, ale nie możemy nie dopuszczać do naszej świadomości, że polskie granice nie ulegną już nigdy zmianie. Jedyne co od nas zależy, to tylko fakt, by uległy zmianie z korzyścią dla Polski. A nie na odwrót. Narodowcy mówią o wielkiej Polsce? Wielka Polska to Polska przynajmniej ze Lwowem w swoich granicach. Nie twierdzę, że to jest możliwe już teraz. Ale świat się zmienia, czas płynie do przodu. Może za 20-40 lat sytuacja poprawi się na tyle, że inkorporacja Lwowa będzie możliwa. Trzeba myśleć długofalowo.

    1. @Hannibal. A może za 20-40 lat inkorporacja Przemyśla przez Ukrainę będzie możliwa ? Każdy kto czyni otwartą kwestię granic wschodnich Polski przyczynia się także do otwarcia kwestii granicy zachodniej Polski. A może za 20-40 lat inkorporacja Wrocławia przez Niemcy będzie możliwa ? Powodzenia Hannibal w myśleniu długofalowym.

      1. To zupełnie nie trzyma się kupy. Nie bardzo rozumiem co ma wspólnego sprawa Kresów/Lwowa z ziemiami zachodnimi. A jeśli odrzucimy chęć odbioru Lwowa to tym sposobem Niemcy nie zechcą zająć Wrocławia czy Szczecina? Po pierwsze nie ma w tej chwili w Niemczech ani sił politycznych ani społecznego przyzwolenia na taką akcję. Po drugie łudzenie się bezczynnością Niemiec tylko dlatego że my zrezygnujemy ze Lwowa przypomina myślenie leminga, któremu wydaje się, że jak nie spojrzy na bandziora to ten go nie zaatakuje. Jeśli Niemcy zechcą zająć kiedykolwiek Szczecin, Wrocław czy co tam jeszcze, jestem pewny, że będą mieć głęboko gdzieś czy Lwów jest już w granicach Polski czy nie.

    2. Zgadzam się, że Ukraina znajduje się na prostej drodze do rozpadu terytorialnego państwa. Tylko co nam mogłoby dać przyłączenie dajmy na to terenów po rzekę Zbrucz? RFN przynajmniej miała pieniądze w przeciwieństwie do nas i po władowaniu ich w NRD poziom landów wschodnich jest w dalszym ciągu bardzo niski w porównaniu do zachodu Niemiec. Nie stać nas na wpompowanie takiej ilości pieniędzy, która zapewni względne zrównanie tych terenów pod względem ekonomicznym chociażby z Polską wschodnią. Polaków jest tam niestety garstka. Chętnych na osiedlanie się tam nie widzę. Poza tym wyobrażam sobie, że mogłaby powstać taka druga OUN, która prowadziłaby zamachy terrorystyczne ze szczególnym uwzględnieniem miejsc o dużym zagęszczeniu lub na ważne osoby w państwie. Robili to już przecież przed wojną, patrz – zamach na ministra Pierackiego w 1934 r. Też chciałbym, aby Polska miała w swoich granicach Lwów, Grodno, czy też Wilno, bo są to miasta bez cienia wątpliwości polskie. Ale najpierw należy zbudować silną gospodarkę, uatrakcyjnić naszą kulturę, język, pozałatwiać najważniejsze problemy. Wtedy będziemy się liczyć na arenie międzynarodowej i przy korzystnej sytuacji geopolitycznej można takie zmiany rozważać. Na razie to jest niestety, ale political fiction.

      1. @JK. Twierdzenie, że Ukraina znajduje się na dobrej drodze do terytorialnego rozpadu państwa jest pobożnym życzeniem propagandy rosyjskiej. Wojna na Ukrainie ugrzęzła od kilku lat w Doniecku i Ługańsku i pomimo rosyjskich wysiłków nie posuwa się dalej. Strategia rosyjska doprowadzenia Ukrainy do statusu państwa upadłego nie sprawdziła się i już się nie sprawdzi. Wojna ta wykopie jeszcze większą przepaść między narodami rosyjskim i ukraińskim i zupełnie uniemożliwi narzucenie Ukrainie “suwerennej demokracji” typu rosyjskiego. Ukraina będzie się okcydentalizować, iść w kierunku Europy.
        Istnienie współczesnych niepodległych państw Ukrainy i Białorusi stanowi historyczne dziedzictwo I Rzeczypospolitej. Dzieło Piotra I, Katarzyny II i Stalina zostało bezpowrotnie zniszczone przez Polaków: Dmowskiego, Piłsudskiego, Wałęsę i Mazowieckiego.

        1. Wojna ugrzęzła ale i Ukraina nie ma pomysłu jak tą wojnę wygrać. Nie ma też dość sił by zbrojnie zająć Donieck czy Krym, gospodarka pikuje po równi pochyłej w dół, pomimo ukraińskich wysiłków wojna nie posuwa się dalej. Rosja ma o wiele więcej rezerw, sił ekonomicznych i politycznych by ten konflikt zakończyć z korzyścią dla siebie. Ukraina już jest państwem upadłym i nie widzę chętnych by ją z tego dołka wyciągnąć.

      2. Gruba przesada. Porównywanie obszaru byłej NRD z niewielkim okręgiem lwowskim ma się nijak do siebie. Niemcy musiały zainwestować ogromne pieniądze w gospodarkę, w przypadku małego okręgu nie ma za bardzo takiej potrzeby. A samo miasto Lwów nie jest w aż tak opłakanym stanie, by trzeba je podnosić z gruzów. Wpuścić tam trochę polskich firm i tyle wystarczy by trochę pobudzić miejscowy rynek. Lwów to nie Śląsk, nie ma potrzeby pompować tam grubej kasy. Lwów to nie Berlin Wschodni.

  4. Problem w tym, że rząd Polski powinien w pierwszej kolejności, dbać o Polską racje stanu, a tutaj zachowałby się romatycznie inkorporując tereny ukraińskie, powodując co najmniej dwa problemy.
    1)Po pierwsze wcale nie wykluczone byłoby, że nasz zachodni sąsiad, albo miałby problemy z pogodzeniem się z tym faktem, albo uznałby to za zachętę do zmiany granic. Tak czy siak konflikt z Niemcami w najbliższych dziesięcioleciach, byłby cóż…. romantycznym idiotyzmem na miarę powstania styczniowego.
    2)Inkorporacja tak biednego rejonu Ukrainy, skończyłaby się znacznie gorzej, niż aneksja NRD przez RFN. Państwo Niemieckie było znacznie bogatsze, niż dzisiejsze Państwo Polskie, a co gorsza NRD, była bogatsza od obwodu Lwowskiego, obecna gospodarka Polska nie poradziłaby sobie z takim dodatkowym obniżeniem, (doszłoby coś koła 2 mln bezrobotnych). Polska oczywiście odzyskałaby ziemie, które kiedyś tam, dawno temu leżały w granicach polskich, ale od rozbiorów Galicja była biedna, a jej nędza nie jest dziś do niczego potrzebna Polsce.
    W polityce, szczególnie zagranicznej, należy być ponad wszelką miarę pragmatykiem, zostawiając podszepty serca, bo każdy, który zasłania się honorem, przegrywa w tą grę

    1. Jest zasadnicza róznica między ziemiami odzyskanymi a kresami.
      Polska nalezala do obozu ktory wygrał wojnę a mimo to… utracila terytoeium. To pierwszy argument. Drugi Polska została napadnieta zarowno przez Niemcy jak i ZSRR. Ziemie zachodnie sa wiec reparacją za zbrodnie i nagroda za wygraną wojne. Kresy to rabunek w bialych rekawiczkach nalezny jest wiec ich ZWROT!

      1. Po pierwsze podważanie ostatnich ustaleń co do granic w Europie środkowej jest Polsce wyjątkowo nie na rękę, (przesunięcie na zachód było chyba najlepszym co mogło nas spotkać po II wojnie światowej), a tak jak powiedziałem, wcale nie wykluczone jest, że powstanie coś w stylu casus Poloniae, i na podstawie naszych działań, Niemcy też chętnie zrewidują swoje granice, (co w ich przypadku ma większy sens), i zostaniemy znów przesunięci na wschód, (co jest olbrzymim błędem)
        No i po drugie ważniejsze, nie kojarzę, aby na którejkolwiek konferencji XX wieczny triumwirat stwierdził, że ziemie zachodnie dla Polski mają być reparacjami za wojnę i łupem wojennym. Twój błąd polega na tym, że uznajesz, że to co wmówiono Polakom było stanem faktycznym. Jednakowoż Ziemie Odzyskane, były rekompensatą, owszem, ale za Kresy. Przyznanie jednych było ścisłe związane z utratą drugich.
        Po trzecie, popełniasz błąd stawiając znak równości między powierzchnią nabytą a straconą. traciliśmy ziemie z problemem wieloetniczności, pozbawione przemysłu, z problemami narodowościowymi, zyskaliśmy ziemie zniszczone, acz z potencjałem, z których wywieziono autochtonów, więc mieszkali tam prawie wyłącznie Polacy. Co jak co, ale Stalinowi trzeba oddać jedno, skutecznie skończył nasz problem ukraiński, (który teraz na własne życzenie znów na siebie ściągamy).

  5. @Hannibal. Twój problem z Lwowem i na serio rozważaną rewizją polskiej granicy wschodniej polega na tym, że wychodzi naprzeciw obecnej rosyjskiej polityce zmierzającej do oderwania wschodniej Ukrainy po Dniepr i przyłączenia jej do Rosji. Co byś powiedział, gdyby Rosja wszczęła podobną akcję “zielonych ludzików” na Mazurach (przez setki lat terytorium niemieckim zdobytym przez Rosjan), a jakiś Deutsche Hannibal dywagował jak Ty o Lwowie na temat przyłączenia do Niemiec Wrocławia ?

    Twoje prawo uważać, że Ukraina jest państwem upadłym i Rosja ma więcej szans na zakończenie konfliktu z korzyścią dla siebie. Ja uważam dokładnie odwrotnie, a przyszłość pokaże kto miał rację.

    1. Nie powiedziałbym nic, bo to zagrożenia wyssane z palca. Trzeba być przygotowanym na każdą ewentualność, nikt nie powiedział, że konflikty z Niemcami są definitywnie zakończone, one mogą kiedyś wrócić niezależnie całkowicie od tego, jak podchodzimy do kwestii kształtu naszych granic. Poza tym nie jest wcale propagandą garść kilku stwierdzeń co do szans Rosji na wygraną w konflikcie o Ukrainę. Rosja wciąż posiada olbrzymi potencjał nuklearny, nie zniknęły, chociaż oczywiście zmniejszyły się możliwości oddziaływania na inne kraje, geopolityczna przestrzeń Rosji nie pozwala na ignorowanie jej racji i interesów, wreszcie Rosja posiada zasoby materialne i ludzkie do odbudowy jako takiej siły. Trzeba też na serio pamiętać, że Rosja pozbyła się już dawno złudzeń wobec polityki Zachodu i jego faktycznych celów, prowadzi bardziej pragmatyczną politykę ukierunkowaną na obronę własnych interesów narodowych i nawet ma własną alternatywną wobec Zachodu wizję przyszłości świata. To wszystko pozwala przynajmniej zastanowić się nad własnymi priorytetami narodowymi oraz skalkulowanie na zimno, co nam się bardziej opłaca. Inna też sprawa, że celowo ograniczam swoje dywagacje do Lwowa, nie wspominam tu nic o Wilnie bo uważam, że w odróżnieniu od Lwowa Wilno jest niemożliwe do odzyskania. Wiązałoby się to z ingerencją w kształt terytorium Białorusi. Odzyskanie Lwowa jest łatwiejsze, to mały obszar, nie wymaga też zbyt wielkich nakładów ekonomicznych w przyszłości, jak to niektórzy niesłusznie porównują do problemu byłej NRD. Lwów jest w zadowalającym stopniu rozwinięty i utrzymany, wymaga jedynie drobnej kosmetyki np w reformie administracji miasta i wymiany nazewnictwa ulic czy zabudowy z ukraińskiego na polski. To akurat sprawy łatwe do wdrożenia. I nie bądźmy naiwni. Nawet jeśli zrezygnujemy z odzyskania Lwowa, nie daje nam to ŻĄDNYCH gwarancji w sprawie niemieckiej polityki zagranicznej w przyszłości. Niemcom może odbić szajba nawet jeśli Lwów pozostanie ukraiński. Licytowanie się na racje moralne żadnych zysków nam nie przyniesie. Każdy walczy o swoje, tak już jest.

  6. @Hannibal. W odróżnieniu od takich jak Ty nikt w Polsce nie walczy, ani nie będzie walczył z Ukraińcami o Lwów w granicach Polski. Jedynym sojusznikiem w takich planach – sprzecznych z polską racją stanu – może być tylko Rosja. Więc otrząśnij się Hannibal, nie jesteśmy jak w 1914 r. pod zaborami, a Rosja nie jest, jak wtedy, sojusznikiem Zachodu (Ententa) tylko jego politycznym rywalem i, jak słusznie zauważyłeś, promuje własną cywilizację. Dzisiaj Dmowski, gdyby żył, wspierałby państwo ukraińskie jako bufor Polski przed Rosją oraz przeciwdziałał, potencjalnie zawsze możliwej, hegemonii rosyjsko-niemieckiej w Europie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *