Kto przepyta Roberta Mazurka?

W sobotniej Rzeczypospolitej Robert Mazurek przepytał Joannę
Kluzik – Rostkowska (tutaj). Ta rozmowa wpisuje się w pewien specyficzny ciąg. Bo z pewnymi wyjątkami Mazurek rozmawia ostatnio głównie z tymi, którzy PiS opuścili.

Rozmowa nie jest oczywiście dla Joanny przyjemna, ale przy odrobinie wiedzy da się z niej wyciągnąć pewną główną myśl. I nie jest to wcale – jak twierdzi Mazurek – myśl dotycząca lojalności czy honoru. Ona dotyczy bardzo prostej sprawy. Dotyczy przekonania, że politykę należy uprawiać w atmosferze koncyliacji i współpracy a nie awantury. Wiem, że Jarosław Kaczyński tego nie rozumie. Że dla niego awantura jest istotą polityki. Że nie rozumie tego, iż to właśnie koncyliacyjny kurs przyniósł mu niemal prezydenturę.

Główna myśl z rozmowy z Kluzik-Rostkowską jest dość prosta. Otóż zaprezentowała ona prezesowi PiS nową koncepcje. Koncepcje łagodnego kursu, w który szczerze wierzyła. Kursu, który nie miał być tylko zmianą wizerunkową. Miał dotyczyć istoty działania partii. Skoro jednak okazało się, że ta zmiana nie była prawdziwa, że była jedynie incydentalnym instrumentem służącym zdobyciu władzy, to Kluzik-Rostkowska po prostu nie miała wyjścia. Musiała odejść. Właśnie po to, by per saldo zachować twarz, o której tyle mówili Robertowi Mazurkowi anonimowi rozmówcy z PJN. I to jest kwestia pierwsza.

Jest jednak i kwestia druga. Ta kwestia to dalsze losy PJN. Jeśli Joanna wzięła odpowiedzialność za grupę ludzi to musiała szukać dla nich rozwiązań, które pozwolą im przeżyć. I jeśli trzymać się porównania morskiego to nie była ona kapitanem, który jako pierwszy schodzi ze statku. Była kapitanem, który z pędzącego na skały okrętu spuszcza wygodną szalupę dla całej załogi. Problem zaczyna się wtedy, gdy jej część absolutnie odmawia do owej szalupy wejścia. I z uporem godnym lepszej sprawy domaga się by pędzić na skały i rozbić okręt zamiast zachować życie.

Tak wygląda więc prawdziwy wydźwięk tego co – pośród rozlicznych podszczypywań próbowała wytłumaczyć Mazurkowi Kluzik-Rostkowska. Nie udało się. Chyba głównie dlatego, że dzielny wywiadowca, choć stara się być obiektywny, to jednak wciąż czuje mięte do niewinnej politycznie dziewicy, Jarosława Kaczyńskiego. Moim zdaniem jednak powoli zbliża się już czas, w którym zza owego miętowego liścia dociekliwy dziennikarz dostrzeże jednak rzeczywistość. Już zaczął ją dostrzegać. A stało się to 10 kwietnia bieżącego roku. Po tym co zobaczył na Krakowskim Przedmieściu, i jednoznacznie zadeklarował że więcej tam nie pójdzie. Tak oto zaczął się ów proces dostrzegania rzeczywistości. Dlatego jestem optymistą. Prędzej czy później uroczy żurnalista zgodzi się w całej rozciągłości z Joanną Kluzik-Rostkowską. Nurtuje mnie jednak tylko jedno pytanie: Kto wtedy równie uszczypliwie przepyta z tej zmiany poglądów samego Roberta Mazurka?

Jan Filip Libicki

www.facebook.com/flibicki

aw

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Kto przepyta Roberta Mazurka?”

  1. „Jeśli Joanna wzięła odpowiedzialność za grupę ludzi to musiała szukać dla nich rozwiązań, które pozwolą im przeżyć”. Kapitalny cytat, chyba nie wymaga komentarza. ” I jeśli trzymać się porównania morskiego to nie była ona kapitanem, który jako pierwszy schodzi ze statku. Była kapitanem, który z pędzącego na skały okrętu spuszcza wygodną szalupę dla całej załogi.” Tutaj skomentowac juz trzeba, bo jesli trzymac sie porownania morskiego to nie wolno bredzic o kapitanach (a jesli juz, to o kapitanach typu Scchettino), tylko trzeba mowic o szczurach…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.