Lewicki: Dlaczego polska polityka historyczna okazała się fiaskiem w relacjach międzynarodowych?

 

Politykę historyczną, zwaną także polityką pamięci, można zdefiniować jako zbiór działań i metod dzięki którym władza w danym państwie, stara się ustanowić jako dominujące takie interpretacje wydarzeń historycznych, które uważa za korzystne dla państwa. Jest ona tym ważniejsza, że wyznacza także bieżącą politykę zagraniczną związaną z sojuszami i blokami politycznymi, do uczestnictwa w których się dąży.

Obecną polską politykę historyczną można opisywać długo w szczegółach, ale od razu widać, że podstawą całej tej konstrukcji jest jedna teza, a mianowicie taka, że nazizm i komunizm są w takiej samej mierze godne potępienia.  Ponadto, aby skonkretyzować i przenieść jakoś tę zasadę na obecne stosunki, przyjęto z nazizmem utożsamiać Niemcy a z komunizmem Rosję. I to jest właściwie cała polska polityka historyczna i wszystko inne wynika z tego założenia.

Problem leży już na samym początku, albowiem dziś na świecie prawie nikt nie zrównuje nazizmu z komunizmem. Sam ten pomysł, żeby coś takiego robić, ma długą historię, ale ostatecznie wszędzie, poza Polską i może krajami bałtyckimi, zostało to odrzucone.

Zaczęło się to chyba od Zbigniewa Brzezińskiego, który razem z Carlem Friedrichem wydał  w 1956 pracą „Totalitarianism, Dictatorsphip and Autocracy”, gdzie została postawiona teza o podobieństwie sytemu sowieckiego i nazistowskiego. Dyskusje na podobne tematy toczyły się długo i najbardziej znanym historykiem, będącym zwolennikiem zrównania nazizmu i komunizmu,  był niemiecki historyk Ernst Nolte, wokół tez którego przez wiele lat toczyły się gorące dyskusje, znane pod nazwą „kłótni historyków” – „Historikerstreit”. Jego podejście spotkało się z ostrą kontrakcją, w efekcie której tezy Noltego nigdy nie zostały przyjęte w niemieckiej polityce historycznej jako obowiązujące.

Sprawa powróciła, tym razem w byłych krajach bloku wschodniego, po upadku ZSRR. W Pradze czeskiej, w czerwcu 2008 roku, podpisano „Deklarację o Europejskim Sumieniu i Komunizmie” co skutkowało potem ustanowieniem 23 sierpnia, rocznicy zawarcia Paktu Ribbentrop-Mołotow, jako święta Europejskiego Dnia Pamięci Ofiar Stalinizmu i  Nazizmu. Widzimy zatem, że to potępienie nie dotyczyło komunizmu a jedynie stalinizmu, który przecież był już potępiany, i to wielokrotnie, w czasach ZSRR. Wystarczy przypomnieć, że wielki i górujący nad Pragą pomnik Stalina został zburzony na polecenie, które przekazał z Moskwy w roku 1962 ówczesny przywódca ZSRR Chruszczow.  A to, że potępienie nie dotyczyło komunizmu także najlepiej widać w tejże Pradze, gdzie bez problemu cały czas funkcjonuje Komunistyczna Partia Czech i Moraw mająca na partyjnej fladze czerwoną gwiazdę.

W Polsce za to próbuje się zrównać nazizm i komunizm, także w regulacjach prawnych. Takie usiłowania budzą sprzeciw różnych sił i to nie tylko tych w jakiś sposób związanych z tradycją komunistyczną. Bardzo silna jest reakcja ze strony środowisk żydowskich i Izraela. Czym to wytłumaczyć? Sprawa polega na tym, że takie zrównanie faktycznie zaprzecza koncepcji Holokaustu, która jest podstawą nie tylko polityki historycznej Izraela. ale wprost stanowi o sensie istnienia tego państwa, definiowanego jako bezpieczne schronienie dla Żydów po Holokauście. Zrównanie nazizmu z komunizmem niesie poważne konsekwencje, a jedną z niech jest to, że Żydów nie można uważać tylko za ofiary komunizmu, ale też i za sprawców, gdyż ich prominentny udział w budowie i funkcjonowaniu komunistycznego systemu represji w ZSRR i innych krajach bloku wschodniego  jest znany i nie da się tym faktom zaprzeczać. Zatem jeśli komunizm równa się nazizmowi to Żydzi nie będą już postrzegani bezwzględnie i wyłącznie jako ofiary. To rujnuje całą koncepcję wyjątkowości Holokaustu i jest też jedną z podstawowych przyczyn zajadłego ataku środowisk żydowskich i Izraela na polską ustawę o IPN, co w efekcie spowodowało jej zmianę. Można to było przewidzieć.

Oczywiście, taka polska polityka historyczna prowadzi także do zaostrzenia stosunków z Rosją, gdyż burzenie pomników Armii Czerwonej w Polsce uderza także w obecną rosyjską politykę pamięci. W kontekście przegrywanej przez Polskę wojny o pamięć z Izraelem zobaczmy jakim sukcesem okazała się rosyjska polityka historyczna, która, znowu w uproszczeniu, zasadza się na uznaniu i podtrzymywaniu bohaterstwa Armii Czerwonej w wojnie z hitlerowskim nazizmem. I okazuje się, że na tym tle doszło do zharmonizowania obecnej rosyjskiej i izraelskiej polityki historycznej. Uznanie Armii Czerwonej za bohaterów i wyzwolicieli nic Izraelowi nie przeszkadza, bo faktycznie ta właśnie armia wyzwalała obozy koncentracyjne, a ponadto w jej szeregach walczyło setki tysięcy  Żydów.  Ta zgodność i współdziałanie rosyjsko-izraelskie na polu polityki historycznej to nie jest jakieś tylko przypuszczenie, ale fakt.  W 2017 roku Kneset przyjął prawo stanowiące, że Dzień Zwycięstwa będzie się w Izraelu obchodzić 9 maja, tak jak w Rosji, a nie 8 maja, jak w państwach Zachodu. W tym roku, w marszu „nieśmiertelnego pułku”, gdzie 9 maja miliony ludzi w całej Rosji maszerują z portretami swoich przodków, którzy walczyli z Niemcami podczas ostatniej wojny, w Moskwie wziął udział, wraz z prezydentem Putinem, premier Izraela Netanjachu, który niósł fotografię żołnierza Armii Czerwonej – Żyda mieszającego na Litwie.

W Izraelu żyje około półtora miliona Żydów, imigrantów z byłego ZSRR, którzy posługują się językiem rosyjskim. Język rosyjski jest tam używany powszechnie. Sam doznałem kiedyś dużego zdziwienia, gdy przekraczając granicę egipsko–izraelską, młoda funkcjonariuszka izraelska, widząc mój polski paszport, zwróciła się do mnie po rosyjsku, choć byłem przygotowany raczej na angielski, a w kurorcie nad Morzem Martwym, gdzie przybywałem, język rosyjski był chyba dominujący. Te związki miedzy Rosją i Izraelem są silne a wspólne interesy liczne. Na dodatek doszło do uzgodnienia w sferze polityki historycznej i bezpieczeństwa, gdyż Rosja, aktywna militarnie w Syrii, ma na bezpieczeństwo Izraela bezpośredni wpływ.

Prezydent Lech Kaczyński bardzo usilnie dążył do sojuszu z Izraelem i jeszcze chciał go wykorzystać do przeciwstawienia się Rosji. Te jego rachuby okazały się całkowicie błędne i z góry skazane na porażkę, bo nie potrafił on zrozumieć, że Polska nie ma wiele do zaoferowania Izraelowi, chyba tylko może służyć za źródło korzyści majątkowych związanych z wypełnianiem roszczeń środowisk żydowskich.
Polskie państwo zderzyło się w kwestii polityki pamięci, z sojuszem Izraela i Rosji. Ta wojna, w obecnych warunkach, to kopanie się z koniem.

Jak widać, następstwem błędnej polskiej polityki historycznej są klęski w polityce zagranicznej i osłabianie państwa. Józef Szujski już 140 lat temu napisał  „O fałszywej historii jako mistrzyni fałszywej polityki”. Najwyższa pora to zrozumieć i przestać ustawicznie powtarzać te same błędy.

Stanisław Lewicki

[Głosów:17    Średnia:4.5/5]
Facebook

2 thoughts on “Lewicki: Dlaczego polska polityka historyczna okazała się fiaskiem w relacjach międzynarodowych?”

  1. Autor zapomniał dodać, że polityka Izraela pokrywa się tez z niemiecką, którzy najchętniej zwalili by winę za holokaust na nas. A reszcie zachodu gdzie bez oporów oddawano Żydów w łapy hitlerowców, opowieści o Polakach, z narażeniem życia bohatersko ratujących Żydów, też nie pasują, wygodniej jest że wszędzie było tak samo. mam takie smutne wrażenie że nie ważne jak właściwa i słuszną politykę historyczną byśmy prowadzili to i tak mamy przerąbane.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *