Lewicki: Dlaczego sojusznicy zdradzili Polskę w 1939 roku w Abbeville?

82 lata temu podczas konferencji w Abbeville, nasi zachodni sojusznicy, Francja i Wielka Brytania, zadecydowali o zaniechaniu przeprowadzenia ofensywy na Niemcy, która miała wspomóc walczące, od 1 września, wojsko polskie. 12 września 1939 roku, we francuskim mieście Abbeville, premierzy Wielkiej Brytanii i Francji – Neville Chamberlain i Edouard Daladier – na posiedzeniu francusko-brytyjskiej Najwyższej Rady Wojennej postanowili, że ofensywne działania wojenne na froncie zachodnim nie będą prowadzone. W protokole ustaleń zapisano: „Pan Chamberlain uważa decyzję o niepodjęciu jak dotąd operacji na wielką skalę we Francji za mądrą. (…) Pan Daladier jest całkowicie pewny, że operacje ofensywne na wielka skalę, podjęte na samym początku byłyby błędem. (…) Premier Chamberlain oświadcza, iż rząd brytyjski również uważa, że z materialnego punktu widzenia nie można nic uczynić dla ocalenia Polski”.

W naszej polityce historycznej, ale też w powszechnym przekonaniu, uważa się, że zadecydowało to o klęsce Polski w kampanii wrześniowej. Ponadto, było to ewidentne złamanie danych Polsce obietnic, które zobowiązywały wojska sojusznicze do rozpoczęcia ofensywy w piętnastym dniu od rozpoczęcia mobilizacji, czyli dnia 15 września. Niektórzy polscy publicyści, jak Leszek Moczulski, uważają, że gdyby ta ofensywa w oznaczonym dniu nastąpiła, to Stalin wstrzymałby się z zajmowaniem wschodnich obszarów II Rzeczpospolitej, które rozpoczęło się 17 września 1939 roku.

Nie jest moim zamierzeniem dywagowanie na temat, co by było gdyby. Zajmę się zaś nie mniej ważnym, a pomijanym zagadnieniem; spróbuję odpowiedzieć dlaczego nasi ówcześni sojusznicy tak właśnie się wobec Polski zachowali. Ten temat zbywa się najczęściej u nas twierdzeniem, że wynikało to z tchórzostwa, braku zdecydowania, niewiary w swoje możliwości wśród Francuzów i Anglików. Takie przypadłości łatwo można innym przypisywać, jednak należy też zauważyć, że ta konkretna decyzja, rezygnacja z wielkiej ofensywy, mogła mieć także przyczyny po stronie racjonalnych kalkulacji wypływających z doświadczeń poprzedniej wojny, czyli pierwszej wojny światowej. Jakie to były doświadczenia? Wówczas Niemcy uznały się za pokonane zanim wojska Ententy weszły na teren Rzeszy. Wobec tego, francuscy i angielscy politycy i wojskowi musieli sobie i teraz zadawać pytanie, czy skutkująca wielkimi stratami ludzkimi ofensywa na same Niemcy jest absolutnie niezbędna, jeśli 20 lat wcześniej osiągnięto ten sam cel, czyli zmuszenie Niemców do przyjęcia warunków pokojowych, bez uciekania się do ataku na terytorium Rzeszy.

Jeśli zaś chodzi o znaczenie polskiego oporu militarnego dla pokonania Niemiec, to podobnie, doświadczenia poprzedniej wojny także mogły sugerować Francuzom i Anglikom, że nie należy do tego przykładać zbytniej wagi. Zauważmy, że Niemcy w listopadzie 1918 roku zostały pokonane na zachodzie i przegrały wojnę, pomimo tego, że na froncie wschodnim wojska niemieckie  wojnę wygrały. Po rewolucji w Rosji w 1917 roku, państwo to zawarło w grudniu tego roku rozejm z Państwami Centralnymi. Do podobnego rozejmu została zmuszona Rumunia. Na wiosnę zaś 1918 roku, Rosja, a potem także Rumunia, całkowicie wycofały się z wojny i zawarły pokój, godząc się na poważne koncesje terytorialne i gospodarcze na rzecz Niemiec i ich sojuszników. Z przebiegu tych zdarzeń można było wyciągnąć wnioski, że wynik zmagań za wschodzie miał niewielki, bądź nawet żaden, wpływ na ostateczny rezultat wojny. Można zatem zrozumieć to, że zachodni alianci zadecydowali w Abbeville, że nie warto angażować się w ryzykowną ofensywę przeciwko Niemcom dla odciążenia Polski, skoro, według nich, to, czy Polacy dalej będą stawiali opór, czy też nie, nie musiało mieć dużego znaczenia.

 

Jakie były faktyczne perspektywy tej rozważanej ofensywy na zachodnim froncie? W polskiej publicystyce najczęściej przedstawia się dużą przewagę  wojsk francusko- brytyjskich wobec niemieckich. Rzeczywiście ona istniała. W rejonie Saary, gdzie planowano ofensywę, Francuzi mieli 36 dywizji wobec 12 niemieckich. Czy była to gwarancja szybkiego sukcesu? Okazało się, że nie. Francuzi już 7 września podjęli w rejonie Saary działania przygotowawcze do ofensywy i zaangażowali tam około 10 dywizji. Wynik tych działań był skromny; wojska francuskie posunęły się do przodu o kilka kilometrów i doszły do linii Zygfryda, głównej niemieckiej przeszkody fortyfikacyjnej, tracąc około 2 tysiące żołnierzy w zabitych, rannych i zaginionych. W wyniku ustaleń konferencji w Abbeville dalsze działania zostały zaniechane. Nie chcę tu przesądzać, jaki byłyby wyniki francuskiej ofensywy w pełnej skali, tym niemniej, trudno oczekiwać by szybko osiągnięto duże sukcesy. Przełamywanie linii Zygfryda w latach 1944/1945 zajęło aliantom aż siedem miesięcy, pomimo posiadania przez nich jeszcze większej przewagi nad Niemcami niż w roku 1939. Na dodatek, za linią Zygfryda, na większości jej przebiegu, była rzeka Ren, która sama w sobie stanowiła wielką przeszkodę dla działań ofensywnych. W całej tej układance jest zbyt wiele niewiadomych, by można było, z całą pewnością, twierdzić o wyniku i przekonywać, że ofensywa na zachodzie mogła uratować Polskę.

Jest jeszcze jeden element, który miał duże znaczenie. Podczas pierwszej wojny światowej bardzo ważnym czynnikiem oddziaływania na Niemcy była blokada morska, która spowodowała wielkie niedobory i głód w tym kraju, oraz była zasadniczą przyczyną wybuchu rewolucji, upadku monarchii i przyjęcia warunków zawieszenia broni. Blokada była utrzymywana także po zawieszeniu broni i to ona zmusiła Niemcy do podpisania traktatu Wersalskiego. Jak się szacuje, tylko w 1919 roku, a zatem już po wojnie, w wyniku blokady zmarło z głodu 100 tys. mieszkańców Niemiec. Skoro blokada miała tak wielką siłę oddziaływania podczas poprzedniej wojny, to oczekiwano, że może ona zadecydować także o wyniku wojny, która wybuchła w 1939 roku. Po co zatem organizować wielkie ofensywy, jak dla wymuszenia niemieckich ustępstw, wystarczy, być może, tylko ustanowić blokadę morską niemieckich portów.

Te rachuby, dotyczące czynników mających wpływ podczas pierwszej wojny światowej, okazały się nie działać i nie mieć znaczenia podczas drugiej wojny światowej. Ta wojna zadecydowała się na wschodzie, a nie na zachodzie. Blokada morska nie zmusiła Niemcy do ustępstw, ani nie wywołała tam głodu. Dla pokonania Niemiec trzeba była zająć ich całe terytorium i szturmować stolicę, podczas gdy w pierwszej wojnie Niemcy poprosiły o rozejm, mimo że ich wojska zajmowały Rostów nad Donem, Kijów i Rygę, a na teren Rzeszy nie weszły wrogie wojska.

O tym wszystkim dowiedzieliśmy się po wojnie, ale na samym jej początku, w roku 1939, tylko niektórzy mogli to przypuszczać, zaś większość formułowała swoje prognozy opierając się na przebiegu poprzedniej wojny. Dla polityka nie jest to żadne usprawiedliwienie, gdyż dobry mąż stanu powinien właściwie prognozować przebieg przeszłych zdarzeń, a nie tylko ekstrapolować to, czego sam doświadczył i był świadkiem niewiele lat wcześniej.

To zrozumienie przesłanek, którymi mogli kierować się zachodni przywódcy odstępując od wykonania sojuszniczych zobowiązań wobec Polski nie oznacza usprawiedliwiania ich i zdjęcia odpowiedzialności za skutki ich błędnej polityki. Jednak zawsze powinniśmy mieć na uwadze, że oczekiwanie od sojuszników, że będą realizować to do czego się zobowiązali, bez względu na ich własne aktualne kalkulacje, może okazać się zgubne. Polska, kraj tak mocno pod tym względem doświadczony, szczególnie powinien brać to pod uwagę,  planując i prowadząc własne działania w obszarze dotyczącym bezpieczeństwa państwa.

Stanisław Lewicki

Facebook

11 thoughts on “Lewicki: Dlaczego sojusznicy zdradzili Polskę w 1939 roku w Abbeville?”

  1. „Zajmę się zaś nie mniej ważnym, a pomijanym zagadnieniem; spróbuję odpowiedzieć dlaczego nasi ówcześni sojusznicy tak właśnie się wobec Polski zachowali. (…) należy też zauważyć, że ta konkretna decyzja, rezygnacja z wielkiej ofensywy, mogła mieć także przyczyny po stronie racjonalnych kalkulacji wypływających z doświadczeń poprzedniej wojny, czyli pierwszej wojny światowej. Jakie to były doświadczenia? Wówczas Niemcy uznały się za pokonane zanim wojska Ententy weszły na teren Rzeszy. Wobec tego, francuscy i angielscy politycy i wojskowi musieli sobie i teraz zadawać pytanie, czy skutkująca wielkimi stratami ludzkimi ofensywa na same Niemcy jest absolutnie niezbędna, jeśli 20 lat wcześniej osiągnięto ten sam cel, czyli zmuszenie Niemców do przyjęcia warunków pokojowych, bez uciekania się do ataku na terytorium Rzeszy.(…) Na wiosnę zaś 1918 roku, Rosja, a potem także Rumunia, całkowicie wycofały się z wojny i zawarły pokój, godząc się na poważne koncesje terytorialne i gospodarcze na rzecz Niemiec i ich sojuszników. Z przebiegu tych zdarzeń można było wyciągnąć wnioski, że wynik zmagań za wschodzie miał niewielki, bądź nawet żaden, wpływ na ostateczny rezultat wojny. Można zatem zrozumieć to, że zachodni alianci zadecydowali w Abbeville, że nie warto angażować się w ryzykowną ofensywę przeciwko Niemcom dla odciążenia Polski, skoro, według nich, to, czy Polacy dalej będą stawiali opór, czy też nie, nie musiało mieć dużego znaczenia.(…).
    Jakie były faktyczne perspektywy tej rozważanej ofensywy na zachodnim froncie?”

    Moim zdaniem przyczyny były dwie: (1) niechęć Anglii i Francji rozpraszania swoich sił, przy czym Francja ulegając naciskom Anglii „stania z bronią u nogi” popełniła katastrofalny błąd, który pozbawił ją ze statusu supermocarstwa decydującego o przyszłości Europy w czasie konferencji w Teheranie, Jałcie i Poczdamie. (2) jednak decydujący było oczekiwanie Anglii i Francji, że Hitler po pokonaniu Francji zwróci się przeciwko ZSRS po swoje zapowiadane w „Mein Kampf” Lebensraum. Także ta pomyłka kosztowała Francję utratę statusu mocarstwa.
    Wyciągając po II WS polityczne wnioski, Francja zafundowała sobie (przeciwko Niemcom) bombę atomową, a Niemcy w odpowiedzi zaproponowali Francji … Wspólnotę Węgla i Stali, czyli poprzedniczkę Unii Euripejskiej, w której, ku frustracji Francuzów, Niemcy znowu nad nimi dalej dominują.

    1. Francuzi wyciągnęli wnioski o tyle, że wolą układać się z Niemcami niż z Anglosasami. Widocznie takie posunięcie jest korzystniejsze z punktu widzenia V Republiki.

  2. Poprawka (2) jednak decydujący było oczekiwanie Anglii i Francji, że Hitler po pokonaniu POLSKI zwróci się przeciwko ZSRS po swoje zapowiadane w “Mein Kampf” Lebensraum.

  3. jeżeli autor pisze w konkluzji>
    'Jednak zawsze powinniśmy mieć na uwadze, że oczekiwanie od sojuszników, że będą realizować to do czego się zobowiązali, bez względu na ich własne aktualne kalkulacje, może okazać się zgubne. Polska, kraj tak mocno pod tym względem doświadczony, szczególnie powinien brać to pod uwagę, planując i prowadząc własne działania w obszarze dotyczącym bezpieczeństwa państwa.’
    to chyba logicznym jest..
    wyjrzeć przez okno co się dzieje w Polin a co stanowi TOTALNE ZAPRZECZENIE tych przemyśleń Autora
    i ODPOWIEDZIEĆ na pytanie>CO ROBIĆ????
    Trochę uproszczę sprawę>autor pisze o historii ale okazuje się dzisiaj-zawsze że ważna jest teoria gier>teoria gier powtarzalnych (Aumann, Nash, von Neumann) a praktyka tych zasad>>
    ŻADEN TRAKTAT-UMOWA jest NIE DO DOTRZYMANIA
    co widzimy-słyszymy-oglądamy (stąd moja zachęta do 'wyjrzenia za okno’)

  4. Historyjkę o „zdradzie sojuszników” w 1939 wymyślili komuniści. W rzeczywistości nie ma ona żadnych podstaw merytorycznych. O „zdradzie” można by mówić wtedy, gdyby, wbrew traktatom, Francja i Wlk Brytania nie wypowiedziły wojny III Rzeszy, albo, gdyby po klęsce Polski w 1939 zawarły z Rzeszą separatystyczny pokój. (Hitler proponował takie rozwiązanie). Żadne z tych rzeczy nie miało miejsca. Zwłaszcza Wlk Brytania wywiązała się ze wszystkich punktów traktatu sojuszniczego z Polską. A nawet bardziej.

    Ofensywy na zachodzie w 1939 roku nie było, ponieważ alianci nie zdążyli jej przygotować przed 17 września, a po tej dacie przestała ona mieć sens. Siły niemieckie na Zachodzie wcale nie były takie słabe, jak się to zwykle przedstawia i miały silne oparcie w umocnieniach i na linii Renu. Przełamanie tych pozycji wymagałoby wielu miesięcy ciężkich walk (w 1945 roku trwało miesiąc – przy znacznie większej przewadze Zachodu), a podjęcie takiego wysiłku miałoby sens strategoczny tylko wtedy, gdyby Polska nadal przez ten czas walczyła. Skoro jednak Polska padła znacznie szybciej niż ktokolwiek się na świecie spodziewał (wszyscy, na wschodzi i na zachodzie oczekiwali, że bedzie się bronić co najmniej do wiosny, jak Serbia w latach 1914-1915, czy Rumunia 1916-1917), taka pośpieszna, nieprzygotowana ofensywa nie miała większego sensu i trzeba się było nastawić na długotrwałą wojnę na wyczerpanie, w ktorej klęska Niemiec była, wcześniej, czy później, oczywista.

    1. To nie wymysł komunistów, ale ogólnopolskie podejście do problemów relacji międzynarodowych. Potępienie przez Papiestwo polskich powstań też polska myśl polityczna uznaje za zdradę. Brak realnego, materialnego wsparcia ze strony Zachodu dla powstań XIX-wiecznych też uważają za zdradę. Brak w propagandzie napoleońskiej na ziemiach rosyjskich w kampanii 1812 wzmianek o odrodzeniu Polski też ma się za zdradę.

      Dla Polaków każda akcja, w której nie wprowadzono jawnie „sprawy polskiej” to zdrada co jest tak generalnie żałosne… dlatego się nie dziwię że jest taka faktyczna izolacja Polski od spraw ważnych

  5. „Ofensywy na zachodzie w 1939 roku nie było, ponieważ alianci nie zdążyli jej przygotować przed 17 września, a po tej dacie przestała ona mieć sens.”

    Ofensywa na zachodzie definitywnie dla Anglii i Francji przestała mieć sens po podpisaniu paktu Ribbentrop-Mołotow, którego skutkiem był, znany wcześniej aliantom, rozbiór Polski. Anglia wymusiła na Francji „drole de guerre” chcąc mieć ZSRS po swojej stronie w rozgrywce z Hitlerem. Ponadto Zachód spodziewał się pochodu Hitlera na wschód przeciwko ZSRS – po Lebensraum. Francuzi, gdyby na serio dążyli do utrzymania statusu mocarstwa powinni byliby uderzyć nawet sami na Niemcy (dlatego zabrakło ich w Techeranie, Jacie i Poczdamie) Anglia i USA prędzej czy później wsparliby Francję, a najpewniej ZSRS odrzuciłby pakt Ribbentrop-Mołotow wybierając ostatecznie zachodnich aliantów, co nie znaczy, że nie wszedłby do Polski, gdyby Niemcy dotarli do wschodniej Polski.
    Izolowanie przez Becka ZSRS na arenie międzynarodowej był jednym z przyczyn upadku II RP. Politycy Narodowej Demokracji mieli inne podejście do tego kraju; dążyli do włączenia Sowietów do systemu bezpieczeństwa zbiorowego. W 1939 r. antyrosyjska (proniemiecka) orientacja Piłsudskiego i antyniemiecka (prorosyjska) orientacja Dmowskiego znalazły swoje historyczne rozstrzygnięcie.

    1. Gdyby najważniejszym celem Wlk Brytanii było wywołanie konfliktu ZSRR – III Rzesza, to nie zachęcaliby Brytyjczycy Polski do stawiania oporu Niemcom i nie dawaliby Polakom żadnych gwarancji. Przeciwnie – zachęcaliby do kapitulacji wobec hitlerowskich żądań. Wtedy granica Rzesza – ZSRR pojwiłaby się od razu i od razu byłalby granicą wrogą. Tymczasem, zamiast konfliktu doszło najpierw do współpracy III Rzesza – ZSRR, co dla Londynu było katastrofą.

      1. Gwarancje brytyjskie dla Polski były skutecznym środkiem udaremnienia ataku Hitlera na Zachód, którego Brytyjczycy spodziewali się po zajęciu przez Niemców Czechosłowacji. Londyn obawiał się także „paktu Ribbentrop-Beck”, gdyż zbliżał się termin końcowy polsko-niemieckiej deklaracji o nieagresji z 1934 r. ( gdyby Londyn wiedział o niemieckich żądaniach wobec Polski, zakomunikowanych Lipskiemu przez Ribbentropa 28.10.1039 r., gwarancji w tym czasie by nie było, gdyż Beck prędzej czy później sam prosiłby Londyn pomoc). Londyn nie pomógł Polsce we wrześniu 39, gdyż w ówczesnej konstelacji politycznej za sojusznika przeciwko Hitlerowi chciał mieć ZSRS, czyli kosztem Polski chciał rozerwać sojusz niemiecko-sowiecki… Beck i sanacyjna spółka wmanewrowała Polskę w tę „dziwną wojnę” odrzucając geopolitykę Dmowskiego, czyli oparcia się przeciwko Niemcom o Rosję (każdą Rosję), w celu utrzymania przy Polsce odebranych Niemcom w Wersalu ziem zaboru pruskiego i Śląska.

        1. (…)Gwarancje brytyjskie dla Polski były skutecznym środkiem udaremnienia ataku Hitlera na Zachód, którego Brytyjczycy spodziewali się po zajęciu przez Niemców Czechosłowacji.(…)
          Dunkierka pokazuje, że coś nie pykło…

          (…)gdyby Londyn wiedział o niemieckich żądaniach wobec Polski, zakomunikowanych Lipskiemu przez Ribbentropa 28.10.1039 r., gwarancji w tym czasie by nie było, gdyż Beck prędzej czy później sam prosiłby Londyn pomoc(…)
          Najpierw rozjechali Polskę, a potem postawili ultimatum… a to dobre.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *