Lewicki: Dysonans poznawczy na konwencji PiS

Niedawna konwencja wyborcza PIS w Bydgoszczy była dla mnie źródłem dużego zdziwienia, zaś dla innych uczestników wiązało się to też pewnie z oddziaływaniem zjawiska zwanego dysonansem poznawczym, czym opisuje się stan napięcia psychicznego związanego z obserwowaniem  niezgodności słyszanych sądów i opinii oraz obserwowanej rzeczywistości. Konwencja, o której mowa, została zorganizowana w sobotę w kinoteatrze Adria w Bydgoszczy, który to lokal jest, jak na obecne warunki, stary i  obskurny, a wynajmują często tę salę na występy tanie kabarety, którym budżet nie pozwala na granie w lepszym lokalu. Nie bardzo to przystają takie skromne warunki wspaniałościom  rządzącej partii, która powinna bardziej  roztaczać splendor władzy.

Ale nic to. Niech będzie. Może to ze względu na Prezesa, którego już kiedyś widziałem w kinie Wisła przy placu Wilsona w Warszawie. Owe kino jest lokalem o podobnej do bydgoskiej Adrii klasie. Modny, jakby ostatnio, zrobił się support na tego rodzaju spotkaniach politycznych. Także  i w tym przypadku, w Bydgoszczy, czegoś takiego nie zabrakło, choć chyba organizatorom nie o to chodziło i nie było im to w smak. Otóż takim supportem, zapewne nie chcianym, były występy tzw. obywateli RP, którzy przez półtorej godziny, czyli okres wpuszczania uczestników do sali lokalu, zapewnili nagłośnienie i rozrywkę. Polegało to na wymyślaniu uczestnikom oraz politykom PiS od najgorszych, szczególnie używając siebie na „Koczorze” i lokalnych politykach PiS, którzy właśnie zjeżdżali się by wziąć udział w konwencji. To uliczne przedstawienie polityczne miało charakter takiego niskobudżetowego kabaretu i nawet pasowało do otoczenia. Występował tam jeden przebrany w zgrzebny strój chłopa pańszczyźnianego, która to postać miała zapewne przedstawiać elektorat PiS. Paradował on z cepem i wymyślał elektoratowi PiS od najgorszych, że tylko chce za darmo dostawać pieniądze. Inny, przebrany za Pinokia, z długim nosem, udawał premiera. Prezentowali różne antypisowskie piosenki i recytacje. Dla przykładu, wymieniali długą listę jakichś pisowskich afer. Zapamiętałem jakąś aferę wypchaniową (od jakiegoś wypchanego zwierzątka), sokową (od soków, ale już nie pamiętam jakich) i  asfaltową.   Ustawili się oni kilka metrów od wejścia do lokalu gdzie miała odbyć się ta konwencja i ich bezpieczeństwa pilnowała policja, która, jak wiadomo, podlega ministrowi Brudzińskiemu z PiS. Czyli to wszystko, tak jakby, zostało w rodzinie.

Niestety, ten niby kabaret posuwał się także do prezentowania treści mocno kontrowersyjnych. Zawieszono tam plakat przedstawiający Matkę Boską z ową aureolą w barwach tęczy LGBT.
I takie obrazki zmuszeni byli obserwować ci co ustawili  się w kolejkę i czekali by wejść na salę. Trwało to długo, bo wpuszczanie ludzi na salę trwało chyba nawet dłużej niż cała ta konwencja.

A jak już znaleźli się na sali, to z ust Prezesa usłyszeli takie pytanie: „czy normalne jest to jeśli dopuszcza się do obrażania chrześcijańskich, katolickich symboli?”. Pan Prezes, jak mi się wydaje, jako oczywistą oczywistość traktuje to, że nie można takich rzeczy czynić. Tak uważa zapewne też ogromna większość uczestników tej konwencji. Ale zobaczmy co ci ludzie widzieli niewiele minut przedtem. Otóż widzieli, jak pod ochroną policji, kilka metrów od lokalu, gdzie odbywała się konwencja PiS, do takiego obrażania symboli chrześcijańskich i katolickich, dochodziło, poprzez prezentowanie owej ikony z tęczą LGBT.

I to jest właśnie ów dysonans poznawczy: prezes mówi co innego. a co innego widać przy wejściu. To jak to jest panie Prezesie? Jeśli tak ma władza, której pan jest politycznym kierownictwem, dbać o ochronę tych symboli religijnych to już lepiej jakby ona nie dbała o to, bo efekt jest taki, że ci którzy przyszli na konwencję, by słuchać pana pustych zapewnień o ochronie tych symboli, tylko narazili swoja wrażliwość i uczucia religijne poprzez oglądanie tych profanacji, którym władza nie była w stanie zapobiec teraz. To skąd niby pewność, że w przyszłości będzie potrafiła to zrobić?

I jeszcze to bezwzględne promowanie swojego dawnego „towarzysza partyjnego”, jak się wyraził o nim Prezes. Chodzi o Kosmę Złotowskiego, jedynkę w wyborach do PE. Kaczyński przypisał mu jakieś wielkie zasługi, że, jakoby rzekomo, on sam zatrzymał w PE szkodliwy dla Polski, pakiet euromobilności. Sam zainteresowany powiedział, że to nieprawda i był tylko jednym z wielu, którzy przyczynili się jakoś do czasowego zatrzymania tych regulacji przez PE. Natomiast co do osobistych inicjatyw pana Złotowskiego, to ja odnotowałem, w czasie jego kadencji, tylko jedną. Razem z panią Fatygą zaprosił i przyjmował w Brukseli pana Piekło, byłego już, na szczęście, ambasadora Polski w Kijowie, który przywiózł tam osoby z Ukrainy skarżące się, że ich bliscy zostali zatrzymani w wyniku walk na Donbasie na Ukrainie. Sądzę, że mamy wystarczająco wiele polskich spraw w Brukseli żeby mieszać się do tego rodzaju rozgrywek na Ukrainie.

Muszę przyznać, że ta konwencja, ani jej organizacja, ani przebieg, ani treści tam zaprezentowane, ani promowane osoby, nie zachęciłyby mnie, w najmniejszym nawet stopniu, do poparcia PiS-u w tych wyborach. Nawet wprost przeciwnie. A ten, chyba nieproszony, support to już zupełna porażka, podobnie jak wcześniej u Tuska.

Stanisław Lewicki

[Głosów:13    Średnia:4.9/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *