Lewicki: Gdzie udadzą się Ukraińcy?

Na portalu Kościoła katolickiego obrządku bizantyjsko-ukraińskiego zauważyłem post informujący o tym co powiedział zwierzchnik tego Kościoła, abp. Szewczuk, prezydentowi Zełenskiemu udającemu się na spotkanie w ramach formatu normandzkiego. Otóż życzył mu on, by tam w Paryżu, miał siłę Mojżesza i zwrócił się do uczestników słowami „Let my people go”.

Mamy tu kilka rzeczy, które wzbudzić mogą zdumienie. Po pierwsze, Mojżesz nie zwracał się do faraona po angielsku, już choćby dlatego, że język ten wtedy nie istniał, a ukształtował się ponad dwa tysiące lat później. Słowa „Let my people go”, tak wypowiedziane, a właściwie zaśpiewane, po angielsku, pochodzą z murzyńskiej pieśni religijnej gospel, która najbardziej jest znana w wykonaniu Louisa Armstronga, który przecież Mojżeszem nie był. Ale może abp. Szewczuk wie więcej niż wszyscy uczeni, a nawet doktorowie kościoła? Po drugie, kto by miał być tym obecnym faraonem? Chyba nie prezydent Macron, ani kanclerz Merkel, zatem pozostaje tylko prezydent Putin. Ale przecież wiadomo, że Putin żadnych Ukraińców, a najbardziej tych z Galicji, pod przymusem nie trzyma, a wręcz przeciwnie, pewnie wiele by zapłacił, żeby oni sobie gdzieś poszli. Zapewne abp. Szewczuk zna dobrze ich pragnienia i wie, że wielu, jeśli nie większość, mieszkańców Ukrainy faktycznie chce opuścić ten kraj.

Już w ubiegłym roku, minister polityki społecznej Ukrainy Andriej Rewa ujawnił na kanale 112, że 3,2 miliona obywateli Ukrainy pracuje na stałe za granicą, a aż do 9 milionów osób pracuje czasowo za granicą. Łącznie jest to ponad jedną piątą wszystkich mieszkańców Ukrainy i pewnie większość najbardziej sprawnej, mobilnej i wykształconej siły roboczej tego kraju. Zostaną tam tylko ludzie starzy i niemobilne, słabo przygotowane, roczniki pracujących. Należy się faktycznie obawiać kto będzie mieszkał na Ukrainie, jeśli ten proces dalej potrwa. Czy nie zostaną tam tylko „dzikie pola”? Władze ukraińskie i działające tam kościoły powinny starać się raczej zatrzymać ludzi na miejscu bo inaczej szykuje się wielka katastrofa. Już dziś, według danych Ukrainian Institute for the Future z Kijowa, emerytów na Ukrainie jest tyle samo co pracujących, a już za 10 lat emerytów będzie dwa razy więcej niż pracujących. Kto zapewni im egzystencję? Taka sytuacja, dwóch emerytów na jednego pracującego, będzie całkowicie nie do utrzymania. Wtedy obciążenie pracujących utrzymaniem emerytów i dzieci stanie się tak duże, że także i ci z pracujących, którzy jeszcze Ukrainy nie opuścili, będą zmuszeni to zrobić. I to jest prawdziwe zagrożenie dla istnienia tego państwa, a właściwie to nawet społeczeństwa. I to jeszcze większe niż konflikt z Rosją.

Stanisław Lewicki

za: FB

[Głosów:10    Średnia:5/5]
Facebook

3 thoughts on “Lewicki: Gdzie udadzą się Ukraińcy?”

  1. Ludzie w przeszłości żyli w dużo gorszych warunkach. Weźmy chociażby przestępczość. W dawnych czasach był to problem nieporównywalnie większy niż dziś. Podobnie głód był problemem który regularnie nawiedzał całe regiony. Prognozowany upadek Ukrainy będzie więc raczej stopniowy.

  2. Ponadto idzie kryzys gospodarczy na miarę tego z lat 30 XX w. W takiej sytuacji społeczeństwa przyjmujące występują przeciwko imigrantom, ponieważ brakuje miejsc pracy dla swoich. Jeżeli Ukraina zostałaby pozbawiona dochodu z imigrantów grozi jej zapaść porównywalna z największymi klęskami tego narodu.

  3. (…)Ale przecież wiadomo, że Putin żadnych Ukraińców, a najbardziej tych z Galicji, pod przymusem nie trzyma, a wręcz przeciwnie, pewnie wiele by zapłacił, żeby oni sobie gdzieś poszli.(…)
    Wielu zakrzyknie, że ci Ukraińcy to lek na wymieranie Rosjan… furda, że wielu z nich jest im conajmniej niechętnych. Inaczej może być w nowym pokoleniu, ale ono conajwyżej chodzi do przedszkola.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *