Lewicki: Jak Łukaszenka zabrał święto Putinowi

W tym roku wypadała 75 rocznica zwycięstwa nad hitlerowskimi Niemcami. Dla Rosji obchody tego święta były bardzo ważnym elementem polityki historycznej i ambicją Putina stało się doprowadzenie do tego, by cały świat uznał wiodąca rolę Rosji, która jako następca ZSRR, miała mieć główny udział w tym zwycięstwie i splendor tego miał spływać na dzisiejszą Rosję, a cała reszta miała, co najwyżej, podziwiać Rosję i zadowolić się takim udziałem w tym zwycięstwie, jaki ewentualnie władcy Kremla zechcą im przypisać. A kto myśli trochę inaczej, jak na przykład Polacy, tego będą uważać za wroga i twierdzić, że sam on odpowiada za wybuch wojny, bo spiskował z Hitlerem. Rzecz oczywista, że taka koncepcja, od dawna budziła sprzeciw większości państw i narodów, także z obszaru dawnego ZSRR. Tym niemniej Kreml, nie oglądając się na nic, forsował swoje zamierzenia. Jednym z głównych narzędzi tej koncepcji stał się, praktykowany od kilku lat, tzw. Marsz „Nieśmiertelnego Pułku”, gdzie ludzie wychodzili na ulice z portretami swoich przodków, którzy walczyli w tej wojnie. Akcja bardzo dobrze się rozwijała i w poprzednim roku objąć miała już 80 krajów, w których, oczywiście w różnej skali, te uroczystości miały miejsce. Kulminacją tego wszystkiego miały być obchody rocznicowe w bieżącym roku, jednak koronawirus wszystko to pokrzyżował i w efekcie ani wojskowa parada, ani marsz, w Moskwie się nie odbyły.

Nie znaczy to, że nie odbyły się w ogóle, albowiem na Białorusi, prezydent Łukaszenka, pomimo występującego zagrożenia koronawirusem, paradę wojskową zorganizował, wzbudzając w ten sposób falę pozytywnych reakcji we wszystkich krajach byłego ZSRR, zaś konsternację na Kremlu. Parada nie była przesadnie duża, ale też i nie za skromna, gdyż wzięło w niej udział 3 tysiące żołnierzy i funkcjonariuszy, oraz 150 pojazdów i 36 samolotów i śmigłowców. Uzasadnione są obawy, że może się to jakoś przyczynić do powstania nowych zarażeń koronawirusem. Jednak należy pamiętać, że żołnierze zasadniczo i tak przebywają razem w koszarach, zatem jeśli ci sami żołnierze przemaszerują w szyku podczas defilady i wrócą znowu do koszar, to nie stanowi to dla nich jakiejś istotnej różnicy, która mogłaby się przyczynić do wzrostu zarażeń. Inaczej byłoby, gdyby odbył się masowy pochód i manifestacja ludności, ale czegoś takiego w Mińsku nie było.

Takie potraktowanie tej rocznicy na Białorusi wyjaśnił prezydent Łukaszenka podczas przemówienia otwierającego wojskową paradę: „ W tym zrozpaczonym, pozbawionym orientacji świecie, będą ludzie potępiający nas za miejsce i czas tego świętego wydarzenia. Chcę im powiedzieć tak po ludzku: nie spieszcie się z wyciąganiem wniosków, a tym bardziej nie potępiajcie nas – spadkobierców Zwycięstwa Białorusinów. Po prostu nie moglibyśmy zrobić inaczej. Patrzą na nas oczy zmarłych żołnierzy, starych kobiet, dzieci z Chatynia. Oni naprawdę bardzo chcieli żyć, ale umarli. Niech defilada wojskowa w Mińsku, która jako jedyna na przestrzeni poradzieckiej, odbędzie się na cześć wszystkich mieszkańców ZSRR, którzy zginęli podczas wojny: od Białorusinów, Ukraińców, Rosjan, Tatarów po Turkmenów i Estończyków”.

Z jednej strony należy rozumieć szczególne podejście Białorusinów do  ostatniej wojny, gdyż nie było innego narodu, poza Żydami, który byłby bardziej dotknięty jej okropnościami. Na Białorusi zginęło 25 proc. ludności, z tego większość Białorusinów. W Polsce było to ok. 16-17 proc., w tym większość stanowili Żydzi. Po uwzględnieniu tego okaże się, że Polaków zginęło procentowo około dwa razy mniej niż Białorusinów. To wiele tłumaczy z ich podejścia. Z drugiej strony, ta defilada w Mińsku była też dużym ciosem dla pozycji prezydenta Putina, który z powodu obecnej epidemii odwołał masowe uroczystości w Moskwie. W ten sposób Aleksander Łukaszenka okazał się niejako strażnikiem i dziedzicem pamięci o Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej. Widać to dobitnie po tym co się zadziało w Internecie, jak skomentowano i oceniono zachowanie obu przywódców: Łukaszenki i Putina. Defilada z Mińska była transmitowana i jest dostępna na wielu kanałach YouTube. Tylko jeden taki film obejrzało do tej pory (12 maja) 2,3 mln osób. Pod filmem jest olbrzymia przewaga tych, którym film się podobał (92 tys.), nad tymi, którym film się nie podoba (8,8 tys.), a wśród komentarzy wiele podziękowań z Moskwy i innych miast Rosji. Jakże z tym kontrastuje film ze złożenia kwiatów i przemowy Putina w dniu 9 Maja. Telewizja Rossija1 także zamieściła relację z tego na YouTube. Tu jednak oceny były zupełnie inne. Tę relację obejrzało tylko 773 tys. osób, zaś ich oceny były w większości negatywne; 34 tys., wobec 15 tys. pozytywnych. Zaś w komentarzach wylewały się, prawie wyłącznie, negatywne emocje wobec władzy i także Putina. Dla Putina to jest katastrofa i polityczne zwycięstwo Łukaszenki, który zapewne wygra kolejne wybory prezydenckie, gdy tymczasem Putin nie może być obecnie pewny wyniku planowanego referendum jak i dalszego utrzymania władzy po roku 2024.

Rosyjski polityk, znany także z inicjatyw w sprawie stosunków z Polską, Siergiej Markow, stwierdził: „Parada w Mińsku, w pełnym formacie, ku czci 75 rocznicy Zwycięstwa, wzbudziła zachwyt kilkudziesięciu milionów ludzi. Aleksander Łukaszenka pławi się w ogólnej miłości . Na fali tego uwielbienia Aleksander Łukaszenko z pewnością wygra wybory prezydenckie 9 sierpnia ze świetnym wynikiem. To chyba jeden z powodów parady. Swoją drogą Łukaszenka jest najpopularniejszym politykiem nie tylko na Białorusi, ale i Ukrainie. Z łatwością wygrałby z Zełenskim.” Markow należy do kremlowskiej partii „Jedna Rosja”, dlatego nie napisze wprost, że Łukaszenka wygrałby być może dziś też i z Putinem, ale może być bliski takich myśli, bo po co to porównanie z Zełenskim, skoro to nie z Ukrainą, a z Rosją stanowi Białoruś związek państw i z Rosją powinno się Białoruś porównywać. Dalej daje on także rady, co do tego, jak Rosja powinna odnieść się do parady w Mińsku: „Myślę, że byłoby słuszne, aby Rosja wzięła udział w tej defiladzie poprzez obecność politycznych przywódców i niewielkiej jednostki wojskowej. I należało pokazać tę defiladę w rosyjskiej telewizji”. Niewątpliwie tak należało zrobić i sam Łukaszenka też tego chciał, ale na Kremlu zadecydowano inaczej. W rosyjskich rządowych mediach nie wspomniano nawet o uroczystościach w Mińsku. W telewizji Rossija1 i w programach najbardziej bliskich Kremlowi prezenterów w rodzaju Sołowjowa i Kisielowa, nie było o tym ni słowa, tak jakby Białoruś i Łukaszenka nie istnieli.

To, że relacjach między Mińskiem i Moskwą od dawna są problemy jest powszechnie wiadomym. Także na tle obchodów rocznicowych Dnia Zwycięstwa, od lat dochodziło do różnych spięć. Łukaszenka wołał obchodzić święto w Mińsku i krzywo patrzył na marsze „Nieśmiertelnego Pułku”, które wprost nazywał próbą upolitycznienia rocznicy na rzecz rosyjskich interesów . Dlatego też białoruskie władze utrudniały organizację tego marszu, nie wydając zgody na przejście wnioskowaną trasą. Na Białorusi, pod patronatem władzy, organizowano podobny marsz, o nazwie „Białoruś Pamięta” i Łukaszenka nie widział potrzeby by organizowano drugi taki, ale rosyjski marsz. W tym roku wprost zakazano organizacji tego marszu. Trzeba przyznać, że tu Łukaszenka umiejętnie manewruje zajmując w tej sprawie podobne stanowisko jak opozycja, która na łamach gazety „Nasza Niwa”, także występuje przeciwko marszowi „Nieśmiertelny Pułk”, argumentując, że, co prawda, idea jest godna pochwały, ale fakt, że uczestnicy pojawiają się tam też z rosyjskimi flagami i gieorgijewskimi wstążkami dowodzi, że jest to faktycznie element rosyjskiej propagandy. Kilka dni temu władze Białorusi deportowały ze swego terytorium rosyjską ekipę telewizyjną, która nakręciła propagandowy materiał, o tym jak słabo Białoruś radzi siebie z Covid-19. Białoruska telewizja określiła ten rosyjski materiał następująco: „Atak informacyjny na Białoruś. Siedem fejków w jednym reportażu rosyjskiej telewizji federalnej”.

Jak widać, stosunki miedzy Białorusią i Rosją są dalekie od sielanki, a swoją drogą okazuje się, że Rosji mało konfrontować się z licznymi dotychczasowymi przeciwnikami, potrzebna jej jeszcze i wojna propagandowa z Białorusią. Niektórzy zadufani w sobie uważają, że im więcej mają wrogów, tym lepiej, bo tym większa będzie ich sława jak już ich wszystkich pokonają. Wygląda na to, że takie zasady wyznają dziś kierujący propagandowym frontem w Rosji. Ale słabo im to idzie, bo rejestrują ostatnio tylko porażkę za porażką, i nawet Białoruś ich bije.

Stanisław Lewicki

[Głosów: 23   Average: 3.1/5]
Facebook

3 thoughts on “Lewicki: Jak Łukaszenka zabrał święto Putinowi”

  1. Bardzo interesujący i ciekawy tekst. Ekipa Putina (rosyjscy kagiebowcy) ze strachu przed narodem i sytuacją międzynarodową w jakiej znalazła się Rosja zupełnie ” z uma schodit”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *