Lewicki: Kazachstan i światowa geostrategia

Uwagę obserwatorów światowej polityki przyciągają ostatnio wydarzenia w Kazachstanie. To wielki kraj położony w Azji Środkowej, dziewiąte, pod względem wielkości, państwo na świecie. Niewiele mniejsze niż Indie, które są subkontynentem. Jednak pod względem liczby ludności Kazachstan już nie zadziwia, bo na ogromnym terytorium, prawie dziewięciokrotnie większym od powierzchni Polski, mieszka tylko 19 milionów ludzi, czyli ledwo połowa tego, co w Polsce. To była republika radziecka i to dość szczególna, gdyż w czasie gdy Kazachstan stał się niepodległym krajem, mieszkało tam prawie tyle samo Rosjan co i Kazachów – po około 40 procent. Większość ludności była rosyjskojęzyczna. Po Rosji była to najbardziej rosyjska ze wszystkich republik. Lecz z czasem to się zaczęło zmieniać i obecnie Kazachów jest ponad 68 proc., zaś Rosjan już tylko 18 proc.

Nie jest tajemnicą, że takie szybkie zmiany w etnicznym składzie ludności zostały spowodowane działalnością rządu, a konkretnie prezydenta Nazarbajewa, który prowadził zdecydowaną politykę  eliminowania języka rosyjskiego z życia kraju. Rosjanie byli zachęcani do emigracji, a obecność języka rosyjskiego w przestrzeni publicznej rugowana. Od roku 2025 miała nastąpić zmiana używanego alfabetu, z cyrylicy na łaciński. To niewątpliwie jeszcze przyspieszyłoby zmiany, które i jak przebiegały wręcz błyskawicznie. Jednocześnie z eliminacją wpływów rosyjskich, Kazachstan otworzył się na ekspansję Turcji i Zachodu, i to zarówno gospodarczą, polityczną, jak i nawet militarną, z zachowaniem tylko pozornych związków z Rosją.

Głównym partnerem gospodarczym Kazachstanu, największym odbiorcą kazachskiej ropy i gazu, stały się kraje Unii Europejskiej, do których było kierowane łącznie około 40 proc. wartości eksportu tego kraju. Do Chin wysyłano 19 proc., zaś do Rosji jeszcze mniej, bo 10 proc. Za to, jeśli chodzi o import, to tu pierwsze miejsce zajmuje nadal Rosja skąd pochodzi 35 proc. towarów i usług. Widzimy, że te gospodarcze więzi  Kazachstanu z Zachodem są poważne, a za tymi związkami szły wszelkie inne  wpływy. Ludzie młodzi wyjeżdżali na studia do Turcji i na Zachód, zaś w Kazachstanie podejmowały działalność różne organizacje pozarządowe, powiązane z Zachodem. Pieniędzy, których źródłem był eksport surowców, było coraz więcej i te pieniądze dzieliła miedzy siebie wąska grupa członków klanu sprawującego władzę.

Od 2010 roku odbywały się coroczne wspólne ćwiczenia wojskowe, w których brały też udział siły zbrojne USA  i Wielkiej Brytanii na terenie Kazachstanu. Nosiły one nazwę Steppe Eagle (Pustynny Orzeł) i były przygotowywane i przeprowadzane przez Dowództwo Centralne sił USA. W 2020 roku Kazachstan odwiedził amerykański Sekretarz Stanu Mike Pompeo,  zaś prezydent Turcji Recep Erdoğan liczył na udział Kazachstanu z budowie wielkiego Turanu pod przewodnictwem Turcji.

Musiało to bardzo denerwować Rosję, już choćby dlatego, że w Kazachstanie znajdują się rosyjskie ważne instalacje i poligony wojskowe, jak też kosmodrom Bajkonur. Prezydenci Nazarbajew i Tokajew usiłowali powiększać dystans od Moskwy, a jednocześnie nie doprowadzić do otwartego konfliktu. Tym niemniej cały czas testowali odporność Rosji i inicjowali kolejne posunięcia, mające charakter prowokacyjny względem Rosji. Do takich można już zaliczyć wspomnianą ustawę o zmianie alfabetu, która dotknęłaby dużą mniejszość rosyjską, ale też dochodziło do otwartych prowokacji, jak choćby ta związana z publikacją w roku 2017, na państwowym portalu, mapy pokazującej, jako ziemie należące do Kazachstanu, pograniczne prowincje Rosji, Uzbekistanu i Chin.

Takie i podobne działania wywoływały frustrację w Rosji. To, że taki polityk jak Władimir Żyrinowski co jakiś czas twierdził, że Kazachstan, a już na pewno jego północna cześć, powinna wrócić do Rosji, to nie jest żadna rewelacja. Jednak ostatnio skandal wywołało stwierdzenie członka Dumy należącego też do rządzącej partii Jedna Rosja, przewodniczącego komisji ds. wychowania i nauki, Wiaczesława Nikonowa, wnuka Wiaczesława Mołotowa, który powiedział, że obecne ziemie Kazachstanu zostały „podarowane” przez Rosję. Było to zresztą odwołanie się do słów samego prezydenta Putina z 2014 roku, że „Kazachowie nigdy wcześniej nie mieli państwowości”. Następnego dnia na bramie ambasady Kazachstanu w Moskwie pojawił się transparent, który głosił: „Północny Kazachstan to rosyjska ziemia”. Miało to wszystko miejsce całkiem niedawno, bo w grudniu ubiegłego roku, i władze Kazachstanu powinny te słowa polityków rosyjskich traktować jako ostrzeżenie mówiące, że jeżeli nadal będą prowadzić Kazachstan w stronę Zachodu, to kwestia granicy z Rosją zostanie otwarta. Wielu polityków rosyjskich uważa Kazachstan za cześć „ruskiego mira” i nie pozwoli na całkowity rozwód bez odzyskania przynajmniej niektórych terytoriów.

Tymczasem jednak, obecny kryzys pokazał sprawującym władzę w Kazachstanie, że to Zachód może być zagrożeniem dla ich władzy, zaś na wsparcie mogą liczyć tylko ze strony sił szybkiego reagowania ODKB, czyli praktycznie Rosji.  Znany polski analityk i ekspert odnośnie Chin, pan Radosław Pyffel, wyraził niedawno zdziwienie tym, że Tokajew zwrócił się o pomoc do Rosji, a nie do Chin, z którymi także jest razem w strukturach Szanghajskiej Organizacji Współpracy (SCO). Odpowiedź na takie pytanie nie jest trudna. Takie zachowanie Chin, czyli nieangażowanie się na terenach państw posowieckich, wynika z obecnej sytuacji strategicznej Chin.

Zachód dąży do poróżnienia Chin i Rosji i, w następstwie, pozyskania Rosji dla wspólnych, z Zachodem, działań antychińskich. Rzeczą oczywistą jest, że Chiny będą obecnie czynić wszystko by unikać jakichkolwiek zadrażnień z Rosją i, w ten sposób, nie ułatwiać realizacji planów Zachodu mających na celu pozyskanie Rosji. Z tego właśnie wynika, że w żaden sposób nie będą one angażować się na terenie państw posowieckich by nie znaleźć się tam w kolizji z interesami rosyjskimi. Dotyczy to nie tylko Kazachstanu, ale także Białorusi, gdzie jeszcze niedawno chińskie wpływy i działania były mocno widoczne, a obecnie Łukaszenka nie może już używać Chin dla równoważenia wpływów rosyjskich. Takie stanowisko Chin może dotyczyć nie tylko państw posowieckiego, ale jest widoczne także i w innych obszarach. Przekonała się o tym także Polska, gdy podczas wizyty ministra Rau w Chinach usłyszał on od chińskich oficjeli, że nie może być mowy o współpracy w  obszarze bezpieczeństwa i obrony, a tylko w sferze gospodarki i infrastruktury.

Jest oczywistym, że dodatkowo bardzo pomogło Rosji wycofanie się USA i NATO z Afganistanu. W ten sposób Zachód utracił ważny i chyba już ostatni, po wcześniejszym odejściu Pakistanu w stronę Chin, przyczółek do realizacji celów geostrategicznych na obszarze Azji Środkowej. Na to, co stało się w Kazachstanie, można zatem też patrzeć jako na konsekwencję wycofania się Zachodu z Afganistanu. Nie miało to pewnie wpływu na sam wybuch kryzysu, ale już na pewno na jego przebieg i szybką stabilizację kraju przy pomocy sił Rosji i ODKB, które już wycofują się z tego kraju. Jest wielce prawdopodobne, że także i pozostałe kraje tego rejonu, które dotychczas patrzyły w stronę Turcji i Zachodu, jak Uzbekistan, Turkmenistan, a nawet Azerbejdżan, zaczną się zbliżać w stronę Rosji. Klęska w Afganistanie może spowodować efekt domina w sensie umacniania się wpływów Rosji w tym rejonie.

Turcja jest za słabym graczem by to zrównoważyć, a ponadto, jej wpływy są tam niechętnie widziane przez Chiny, które obawiają się wzmożenia tendencji wywrotowych wśród Ujgurów, mieszkających w chińskiej prowincji Sinciang,  którzy także zaliczają się to ludów turkijskich. Ponadto okazało się, że nie sprawdziły się rachuby na pojawienie się trudności w przywróceniu stabilizacji w Kazachstanie. Muchtar Abliazow, znany bogaty wychodźca z Kazachstanu, współpracujący blisko z organizacją Bartosza Kramka i Ludmiły Kozlowskiej, ogłosił się liderem niedawnych protestów w Kazachstanie i twierdził, że doszło do okupacji tego kraju przez wojska rosyjskie, co grozi destabilizacją i chaosem. Rzeczywistość negatywnie zweryfikowała jego twierdzenia. Nic takiego się nie stało i obecnie kontyngent ODKB jest już stamtąd wycofywany.

Zauważyć należy szybkość i sprawność działań wojsk ODKB, głównie rosyjskich, w Kazachstanie. 5 stycznia wieczorem prezydent Tokajew zwrócił się do państw członków ODKB o pomoc w zwalczaniu zagrożenia terrorystycznego. Po kilku godzinach, zaraz po północy dnia 6 stycznia, przewodniczący Rady ODKB, prezydent Armenii Nikol Paszinian ogłosił, że po konsultacjach z innymi przywódcami państw członków ODKB,  taka pomoc militarna zostanie udzielona. Po kilku następnych godzinach, rano tego samego dnia, na lotniskach w Kazachstanie lądowały już samoloty z żołnierzami i wyposażeniem.  Od zgłoszenia prośby o pomoc do przybycia wojsk upłynęło 12 godzin. Podobna sytuacja, jeśli chodzi o szybkość reakcji, miała miejsce po podpisaniu porozumienia o zawieszeniu broni w Górnym Karabachu.

A trzeba mieć świadomość, że w obu przypadkach mamy do czynienia z transportem żołnierzy wraz z uzbrojeniem, wyposażeniem i wozami bojowymi, i to na odległość wielu tysięcy kilometrów. Myślę, że obecnie na świecie nie ma innej struktury militarnej zdolnej, w podobnym czasie i zakresie, zareagować na takie wyzwania. Te doświadczenia z Karabachu i Kazachstanu wskazują, że Rosja jest w stanie, w ciągu 12 godzin, przemieścić całą brygadę, wraz z wozami bojowymi.

Porównajmy to z możliwościami USA. Według dostępnych danych, w ramach sił szybkiego reagowania, utrzymywany jest  w stanie gotowości, w Forcie Bragg  Północna Karolina,  jeden batalion spadochroniarzy, zdolny do przemieszczenia się w dowolny punkt globu w czasie 18 godzin. Jeśli porównamy to ze zdolnościami rosyjskimi to wychodzi, że Rosjanie mogą przemieścić w czasie krótszym (12 godzin Rosja, 18 godzin USA), więcej żołnierzy (cała brygada, czyli trzy bataliony – Rosja, jeden batalion – USA), i lepiej uzbrojonych (wozy bojowe – Rosja, tylko broń lekka – USA). Gdyby te siły się gdzieś spotkały, to nie ma wątpliwości, kto by wygrał starcie.

Jedyną przewagą USA jest to, że ten amerykański batalion może być przemieszczany w dowolne miejsce kuli ziemskiej, gdy tymczasem siły rosyjskie być może nie mają takich zdolności, gdyż większość używanych samolotów transportowych (Ił-76) ma zasięg ok. 4000 km. To może mieć znaczenie przy operacji na terenie Ameryki, czy Afryki, a już nie Europy, czy większości Azji.

 Okazało się, że przesunięcie układu sił związane z opuszczeniem Afganistanu przez Zachód, spowodowało, że niedoceniane dotychczas, utworzone przez Rosję struktury w rodzaju paktu militarnego ODKB, czy Euroazjatyckiej Unii Gospodarczej, będącej strefą współpracy i integracji  ekonomicznej, nabierają coraz większego znaczenia i mogą stać się atrakcyjne dla krajów w tym regionie. Także i Polska powinna te zmiany odnotować i odpowiednio przystosować do nich swoją politykę.

Stanisław Lewicki

Click to rate this post!
[Total: 16 Average: 4.9]
Facebook

11 thoughts on “Lewicki: Kazachstan i światowa geostrategia”

  1. Czy jest jakiś kraj na świecie, który nie prowokuje Rosji samym swoim istnieniem i tym, że nie chce się jej podporządkować? Chyba tylko Białoruś…

    1. Niezle prowokatorze! Twój opis nie pasuje do pragmatycznej Rosji uznającej wielobiegunowość, ale do USA które uznaje wszystkie państwa których nie kontroluje jako wrogów.
      Obawy Rosji dotyczące machinacji zachodu w sojuszniczym Kazachstanie z którym Rosja ma wielotysięczną granice są jak najbardziej uzasadnione.

      1. Oczywiście tylko Rosja ma prawo do machinacji w Kazachstanie (Ukrainie, Gruzji, Litwie, Polsce, etc). Wszyscy to wiedzą, zatem to prawda.

        A w rzeczywistości USA ma sojuszników, a Rosja – wasali. Każdy zaś, kto ma jakikolwiek wybór woli być sojusznikiem USA niż wasalem Rosji.

        1. Taaaak. Bo w ogóle USA nie wykorzystuje swoich „sojuszników” i nie ma żadnych podobieństw do tego, co robi Rosja.

          1. Owszem nie ma. Sojusz ma to do siebie że jest wzajemny, obie strony osiągają dzięki niemu jakieś korzyści. Wasalstwo nie. Białoruś w podporządkowaniu się Rosji nie ma żadnych korzyści (choć sam Łukaszenko oczywiście ma)

            1. No właśnie – Białoruś nie ma z tego korzyści poza jakimiś tam dostawami gazu po preferencyjnych cenach. Problem w tym, że ten gaz to marne pocieszenie w przypadku, gdy Białoruś musi utrzymywać dziadowski system gospodarczy, przez który traci ze 2-3 razy tyle, ile zyska na tych preferencyjnych cenach gazu.

              Prawda jest zatem taka, że gdyby Białoruś weszła do UE i NATO, wpuściła bazy amerykańskie i wprowadziła thatcheryzm wraz z walutą EURO, to rozwijałaby się jak Estonia i mogłaby sobie bez problemu pozwolić na to, żeby kupować ten gaz po normalnych, rynkowych cenach. A tak – nie ma Wolności, Własność kuleje, zaś Sprawiedliwości – jak na lekarstwo.

              1. W rzeczy samej. Sojusznicy USA to kraje w większości praworządne i wolnorynkowe, a co za tym idzie, także zamożne. Te które do tej grupy się nie zaliczają (np Arabia Saudyjska, Wietnam) i tak ewoluują w tą właśnie stronę. Te które ewoluują w stronę przeciwną (Turcja, Węgry), powoli sojusznikami USA być przestają, a zaczynają się znosić właśnie z Rosją. Sojusznicy Rosji bowiem to bez wyjątku skorumpowane i nieudolne kleptokracje i dyktatury.

                Porównanie tego jak Rosja traktuje Białoruś do tego jak USA traktują, dajmy na to, Kanadę, jest jakby tu rzec, nieco naciągane. 😉 Nawet bardziej niż nieco.

            2. Białoruś ma takie korzyści, na jakie Rosja pozwala. Tak samo Polska ma takie korzyści, na jakie USA pozwalają. W obu przypadkach mowa o wzajemności jest naiwna.

              Od razu uprzedzę, bo kreuje Pan nieprawdziwą optykę – np. Białoruś zaczęła kupować ropę od innych dostawców niż Rosja, bo uznali, że rosyjska jest zbyt droga. W taki sposób mieli dostawy z Norwegii, USA i Arabii Saudyjskiej. Podobnie Białoruś współpracuje z niemieckimi dostawcami sprzętu dla górnictwa (Eickhoff). I Putin ich jakoś nie najechał ani im tego nie zablokował, jakby to zrobił w scenariuszu wasalnym, który bezpodstawnie Pan forsuje. To jest normalna współpraca państwa silniejszego ze słabszym i tak działa rzeczywistość. Twierdzenie, że ta współpraca znacząco różni się od takiej z USA jest nieprawdziwe. Pan po prostu jak zwykle forsuje tezy wbrew rzeczywistości wybielając i przemilczając to, co Panu odpowiada a oczerniając i przemilczając to, co się Panu wydaje nieodpowiednie. Klasyka Pana nieuczciwości intelektualnej i zaczadzenia.

  2. Powstaje oś Berlin-Moskwa-Pekin przeciwko USA. Amerykanie mają po swojej stronie Commonwealth, Japonię, Koreę Południową i Indie. Rosja chce wchłonąć państwa rosyjskojęzyczne z cyrylicą i prawosławiem. Niemcy mają zamiar budować Mitteleuropę bez NATO i baz USA. Czy z Francją? Najbliższe wybory pokażą. Chiny chcą zgarnąć Tajwan i sprowadzić USA do roli wyspy z zablokowanym dostępem do Europy i Azji.

    1. (…)Niemcy mają zamiar budować Mitteleuropę bez NATO i baz USA.(…)
      Jakby chcieli to Ramstein już dawno przestałoby istnieć… a bez nią Flanka Wschodniej staje się kotłem.

  3. jako uzupełnienie>bo niektóre 'findings’ mieszczą się w logice zjednoczonych prawiczków aka patriotów
    i sprawa jest prosta jak myśl LENINA>to była klasyczna operacja USA-CIA-NED-NATO- ZMIANA REŻYMU> tak jak usiłowano to zrobić ostatnio na Białorusi a dzisiaj ten projekt> zmiana reżymu jest w Polin>bo rządy 'zjednoczonych prawiczków’ u naszego 'najwierniejszego sojusznika’ – tj. USA-CIA-NED-NATO – mają identyczny status jak Białoruś 'autorytaryzm’ brak przestrzegania zasady 'rules of law’, ect.
    Kolejna rzecz>ja piszę o sprawcach (USA-CIA-NED-NATO) ale jeżeli chodzi o 'techniczną’ sprawę>to wychodzi, że USA+NATO dokonało outsourcingu tego 'projektu’ do…..UK i Turcji.
    .https://www.moonofalabama.org/2022/01/mysteries-of-the-failed-rebellion-in-kazakhstan.html#more
    a poza tym, nie mogę nadziwić się skąd czerpią swoją mądrość postawicze 'pilaster’ i 'D***krata’
    >wpływy Michalkiewicza i Żaryna (juniora) oraz jaro 'dementia’ kaczora.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.